sobota, 23 lutego 2013

JESZCZE RAZ PRZEPRASZAM

Tak strasznie was przepraszam! Nie dodam rozdziału bo pewna osoba ukradła mi wenę! Staram się pisać ale mi nie wychodzi przepraszam. Mam dla was takie pytanka i waszym zdaniem co sądzicie co będzie dalej?
1. Czy dziewczyny zostaną zespołem? Jeśli tak to jaka będzie nazwa?
2. Co takie stanie się u Sary w rodzinie że załamie się bardzo i Harry będzie dla niej opuszczał koncerty?
3. Czy po między Danielle i Luckiem będzie lepiej czy gorzej?
4. Co stanie się u Mariki w rodzinie że wszyscy będą smutni?
5. Co takie się stanie że ich to rozdzieli?
6. Będą żyć długo i szczęśliwie czy znajdą sobie kogoś innego?
No to tyle pytanek odpowiadajcie proszę może podsuniecie mi jakiś pomysł.
Na przeprosiny postanowiłam dodać pierwszy rozdział na moim nowym blogu mam nadzieję że się spodoba liczę na dużo komentarzy ;P http://iloveyoubutwecantbetogether.blogspot.com/ wysyłajcie do kogo możecie dzięki ;*

niedziela, 17 lutego 2013

PRZEPROSINY

Hej wszystkim przepraszam was że dzisiaj nie dodam kolejnego rozdziału. Cały tydzień mam zawalony uczeniem się a wczoraj był u mnie kuzyn i nie dałam rady napisać a dzisiaj to trochę źle się czuję but już nie raz dodawałam dwa rozdziały w jeden weekend teraz to się wyrówna :) Przepraszam bardzo. Na przeprosiny macie parę zdjęć :)
takie małe zdjęcie 1D śliczne :)


I love Ziall <3


Głupi hejter na koncercie krzyknął że Niall nie pasuje do 1D a Zayn to usłyszał i przytulił Horanka to takie smutne i wzruszające :')



To z okazji Red Nose Day Liam dał to zdjęcie na tt :)


Zayn zboczeńcu hahaha :D

mistrz painta wiem ;P kurde jak to zobaczyłam to od razu kurde wiem debil ze mnie a i sory za spam Ziall'em ale to jest mój ulubiony bromace :)

haha Louis do ciebie zawsze haha ;P

ich oczy są cudowne ;P No to tyle :)

niedziela, 10 lutego 2013

Rozdział 26

Chwycił gitarę i zaczął grać i spiewać. Jego głos jest taki piękny zaśpiewał Still The One (http://www.youtube.com/watch?feature=player_embedded&v=l6SXwQwYlik)
-Hello, hello, I know it’s been awhile but baby 
I got something that I really wanna let you know, yeah 
Something that I wanna let you know oh oh

You say you say to everybody that you hate me 
Couldn't blame you cause I know I left you all alone, yeah 
I know that I left you all alone oh oh

And yeah, now I’m back at your door 
You're lookin’ at me unsure 
I should’ve seen it before 
You’re all I think about, baby

I was so stupid for letting you go 
But I know you’re still the one 
You might have moved on 
But girl you should know 
That I know you’re still the one 
I know it’s sayin’ too much 
But I will never give up 
I was so stupid for letting you go 
But I know you’re still the one

I know you’re still the one

Hello, hello, I’m really hoping you’ll forgive me 
I keep talking, begging, tell me what I wanna hear, yeah 
Girl just tell me what I wanna hear 

I tried, I'll try to start again and find somebody 
But I remember all the times and all the words we said, yeah 
I can't get it out of my head yeah

Now I’m back at your door 
You're lookin’ at me unsure 
I should’ve seen it before 
You’re all I think about, baby

I was so stupid for letting you go 
But I know you’re still the one 
You might have moved on 
But girl you should know 
That I know you’re still the one 
I know it’s sayin’ too much 
But I will never give up 
I was so stupid for letting you go 
But I know you’re still the one

Hey you, you’re still the one 
Hey you, you’re still the one 
Hey you, you’re still the one 
Hey you 

You’re still the one

I know it’s sayin’ too much 
But I will never give up 
I was so stupid for letting you go 
But I know you’re still the one 
I know you’re still the one
Marika kcham cię proszę odwołaj to zrwanie ja cię kocham.
Popatrzyłam na niego co ja zrobiłam dlaczego ja z nim zerwałam ja go kocham całym sercem i inaczej nie może być.
-Herbaciana róża moja ulubiona.
-Ty... ty widzisz?
-Tak widzę dzisiaj wzrok mi wrócił.
-Tak się cieszę! - wszedł do środka chwycił mnie w pasie podniusł i zaczął obracać. Postawił mnie w końcu na podłodze.
-Niall nie wiem dlaczego to zrobiłam debilka ze mnie kompletna ja cię kocham i odwołuję to wszystko.
-Też cię kocham. - pocałował mnie namiętnie przez dwa tygodnie nie czułam smaku jego ust.
-Em my tutaj jesteśmy możecie iść gdzieś indziej? - wtrąciła się Amelia. - I zamknijcie te drzwi bo zamarznę.
-Ja cię ogrzeję. - powiedział Logan i ją przytulił.
-Nie ma żadnego przytulania dopóki jesteście w tym domu! - krzyknęłam.
-Weź się wypchaj! Bez Niall'a byłaś nie do wytrzymania i teraz też człowieku wyluzuj. Chyba za mocno uderzyłaś się w głowę. - zaczęła się śmiać.
-Spadaj!
-Marika spokojnie przecież nic nie zrobią tak? - zapytał w ich stronę.
-Jasne Niall nic nie zrobimy. - odpowiedziała Amelia cały czas patrząc się na Niall'a a głos miała taki wysoki i oczy się jej świeciły jeszcze jej nie przeszło?
-No widzisz Marika a teraz się nie martw. - powiedział głośno. - Wydaje mi się czy jeszcze jej nie przeszło? - zapytał szeptem.
-Jeszcze nie. - szepnęłam.
-To może zostaniemy i pouczymy się razem? - zaproponowałam tak naprawdę chciałam sprawdzić reakcje Amelii. Niall popatrzył na mnie ze zdziwieniem. - Chcę sprawdzić reakcje Amelii na to, jak się będzie zachowywać przynajmniej się pośmieję. - powiedziałam mu na ucho.
-No zgadzam się młodym trzeba pomagać.
Podeszliśmy do nich popchnęłam Nialla żeby usiadł obok Amelii, a ja usiadłam obok Logan'a. Zaczęliśmy z nimi robić różne zadania i wyjaśniać im dlaczego tak a nie inaczej.
-Teraz rozumiesz? Pola sum tych dwóch kwadratów muszą być równe polu trzeciemu bo inaczej to nie będzie trójkąt prostokątny. (Twierdzenia Pitagorasa) - Niall powtórzył im to w uproszczony sposób.
-Tak teraz już rozumiem. - powiedziała rozmarzona Amelia.
O Boże jak ja też taka byłam to to musiała być masakra. Wybuchłam śmiechem cała trójka się na mnie popatrzyła.
-No i z czego się śmiejesz? - zapytała Amelia.
-A z niczego przypomniało mi się coś śmiesznego. - popatrzyłam na Niall'a on tylko się uśmiechał, ale zaraz przyłożył palec do ust. Uśmiechnęłam się na potwierdzenie. - No dobra wracajcie to matematyki.
Po piętnastu minutach wpadłam na pomysł ciekawe jak Amelia będzie się zachowywać jak zacznę "flirtować" z jej chłopakiem. Haha wiem głupie bo on ma 15 a ja prawie 20 lat, ale trzeba się pośmiać.
-Rozumiesz? - zapytałam Logana po cichu nie przerywając monologu Niall'a.
-No nie za bardzo matykatyka to moja cimna strona.
-No to dobra to ci spróbuję to wyjaśnić. Zawsze musisz patrzyć na te dwa krótsze boki dajmy, że jeden bok ma 8, a drugi 10 jak masz 8 to liczysz pole kwadratu czyli to jest 64 i z 10 też liczysz pole czyli 100 i 100 plus 64 musi dać 164 i wtedy ten trójkąt jest prostokątny czyli tak po naukowemu bardziej suma pól kwadratów zbudowanych na tych krótszych bokach jest równa polu kwadratu zbudowanemu na najdłuższym boku rozumiesz? ( umiem twierdzenie Pitagorasa sama pisałam żeby nie było bez książki ;P)
-A czyli, że te dwa muszą być równe temu?
-Tak dokładnie czyli że rozumiesz?
-Tak do mnie trzeba powoli i parę razy bo trudno dociera.
-Nie jest aż tak źle bywało gorzej. - uśmiechnęłam się Boże co ja robię flirtuje z 15 latkiem jeszcze przez matematykę ha zajebiście.
-Ta wątpię.
-Serio z takim chłopakie powtarzałam 10 razy o co chodzi w Angielskim, a on dalej nie umie rozróżniać czasów.
-To jest banalne.
-Też tak sądzę Angielski to był mój ulubiony przedmiot.
-Był?
-No jak mieszkałam w Polsce to go uwielbiałam, ale tutaj jest ciężko ludzie którzy mieszkają tu od urodzenia mają ciężko, a ja?
-A no tak jesteście z Polski zapomniałem. To dlatego takie ładne. - puścił mi oczko. Chwila chwila czy on puścił mi oczko dobra trzeba to skończyć bo jeszcze mu nadziei narobię.
-Pójdę po coś do picia. - zaproponowałam.
-Może pójde z tobą? - zapytał Logan.
-Nie trzeba poradze sobie.
-Czterech szklanek do ręki nie weźmiesz.
-No dobra.
O Jezu po co to zaczęłam? Idiotka ze mnie. Weszłam do kuchni wyjęłam cztery szklanki i nalałam soku. No cały czas się na mnie patrzy Jezu jaka ja jestem niska on jest mojego wzrostu, a jest o 5 lat młodszy kurde co to ma być? Nie chwila to on jest na swój wiek jest za wysoki. No ulżyło mi. Dlaczego on się na mnie patrzy?
-Dlaczego na mnie patrzysz? - zapytałam bo nie wytrzymałam.
-Bo się zastanawiam jak możesz z nim chodzić.
-Z Niall'em?
-Tak.
-No, a co nie lubisz go?
-Nie.
-Czemu?
-Bo no on wygląda jak pedał i tak się zachowuje kto normalny mówi do chłopaka kocham cię i prawie się z nim całuje?
-To był żart nie znasz się na żartach?
-Dobra jak chcesz.
-Weź szklanki.
-Jasne.
Przyszliśmy do salonu Amelia siedziała wpatrzona w Niall'a. Logan nie miał zadowolonej miny.
-Już jesteśmy. I mamy sok.
Podałam im i zaczęliśmy sączyć zimny sok pomarańczowy. Niall wyszedł do toalety Logan usiadł na kanapie Amelia wzięła go za rękę. ale on ją wyrwał o dramacik lubię to.
-Co jest? - zapytała.
-To. że jesteś w niego wpatrzona jak w obrazek!
-W Niall'a? Nie zapomnij, że to chłopak mojej siostry, a poza tym jest moim idolem.
-Wychodzę.
-Czekaj. Co mam zrobić żebyś mi uwierzył, że wole ciebie, a nie jego?
-No nie wiem wysil się trochę. - wspięła się na palce i go pocałowała. Mogłabym być złą siostrą i im przerwać, ale wole się nie wtrącać. Już tak dobre kilkanaście sekund się całowali.
-Bo się zjecie zaraz. - wszedł Niall i usiadł obok mnie, a oni dalej się całowali. - Może już dość? Halo! Jak chcecie się lizać to nie przy mnie. Jak zaraz wpadnie tu mama to będziesz miała piekło wiesz o tym? - wzruszyła tylko ramionami. - Ej no bez przesady kurde. - Niall zaczął się śmiać. - Dość tego! - podeszłam do nich i ich rozdzieliłam. - Bo zaraz się połkniecie.
-Możesz nie przeszkadzać? - zapytał Logan.
-Nie nie mogę ja tu mieszkam, a to jest moja młodsza siostra która idzie do siebie.
-Nie nie idzie. Młodsza siostra która idzie ze swoim chłopakiem na spacer.
Ubrali się i wyszli.
-Ale było śmiesznie na twarzy miała wypisane 'Niall Horan moim bogiem'. Jak ja lubię z niej żartować.
-No cały czas się na mnie patrzyła ja już tak nie chce boje się jej.
-Ja z nią muszę mieszkać.
-Współczuję. A teraz chodź tu do mnie. - rozchylił ramiona.
Danielle
-Wiedziałaś, że jesteś w internecie? - zapytał Liam.
-Tak wiem przecież jestem twoją dziewczyną i tancerką. - pstryknęłam go w nos.
-Ale nie o to mi chodzi o ten musical w szkole jesteście w internecie i macie 20 mln odsłon.
-20 milionów?!
-Tak 20 milionów wszystkie komentarze są super, że pięknie śpiewacie.
-Tak się cieszę.
-Ja też.
Siedzieliśmy w salonie i oglądaliśmy jakiś film. Nikogo nie było mama i Kendal pojechali na długie zakupy a Luck był u Emilii. Zadzwonił telefon nieznany numer odebbrałam.
-Tak?
-Dzień dobry z tej strony Mark Gomez jestem właścicielem wytwórni płytowej Record Music. Dzwonie w sprawie pani i pani koleżanek. Jak pani zapewne wie znalazły się panie w internecie na portalu Youtube i od razu zyskałyście oglądaczy z całego świata. Dzwonie w sprawie nagrania pierwszego singla. Macie wszystkie piękne głosy i proponuję nagranie demo oczywiście jeśli się panie nie zgodzą rozumiem, ale bardzo mi na tym zależy. Mam propozycję proszę w niedzielę zadzwonić pod ten sam numer i powiedzieć czy się zgadzacie panie czy nie jeśli tak w poniedziałek zaprosiłbym panie do studia i omówilibyśmy kilka rzeczy.
-To naprawdę super, że wytwórnia płytowa się nami zainteresowała oczywiście oddzwonię.
-Dziękuję bardzo do widzenia.
-Do widzenia.
Co to było?
-Kto dzwonił? - zpaytał Liam.
-Gości z wytwórni płytowej chce nagrać z nami demo! - krzyknęłam z podekscytowania.
-Naprawdę?
-Tak! O Jezu jestem taka szczęśliwa! Liam to jest chyba jakiś sen!
-To nie jest sen nagacie piosenki i będzieicie sławne.
-Aaaaaaaa Liam! 
Zaczęłam skakać po całym pokoju. Napisałam do dziewczyn żeby przyszły jak najszybciej Liam już poszedł bo mają próby przed trasą. Po parunastu minutach wszystkie się zjawiły.
-No po co nas wołałaś? - zapytała Sara.
-Zaraz wam szczeny opadną. Dzwonił do mnie gostek z wytwórni płytowej powiedział, że widział nasz występ i że chce nagrać demo i najpóźniej w niedziele mamy mu dać odpowiedź. Co wy na to?
-Ja się zgadzam. - powiedziała Sara, Eleanor i Perrie.
-Ja też, a ty Marika?
-No nie wiem bo teraz chłopaki będą mieć trasę i nie będziemy ich widzieć i jeszcze my się w to wciągniemy i już w ogóle nie będziemy mieć czasu dla siebie.
-No masz rację, ale ja bym chciała spróbować.
-No dobra możemy bo sama jestem ciekawa.
-No to super to co oddzwonię i git?
-Tak. - odpowiedziały wszystkie.
Marika
To nie jest dobry pomysł no ale warto spróbować.
**************************************************
Przepraszam że taki krótki al nie potrafiłam dłuższego napisać. Na życzenie Oli są krótkie (a tak serio to weny nie mam). Może zrekompensuje was imaginami http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/ dodałam nowego o Liam'ie a w tygodniu dodam taki nie o 1D dla Eweliny bo sobie wymyśliła ;P

niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 25

Niall
Założyłem wszystkko tak jak nauczycielka kazała. Zaczęliśmy robić doświadczenia.  Marika sciągła okulary.
-Co robisz zakładaj szybko.
-Chwila muszę wytrzeć łzy od nowego roku mam katar i leją mi się łzy bo zachciało wam się wrzucić nas do śniegu.
-Oj niewinna zabawa.
Było spoko aż do pewnego momentu w klasie rozległ się straszny smród.
-Proszę panią bo chyba coś źle zrobiłyśmy. - usłyszałem przerażone dziewczyny w ławce przed nami.
-Wszyscy pod ławki już! - rozdarła się nauczycielka.
Wszyscy schowali się pod ławki ja i Marika też ona przez to wszystko zapomniała założyć okulary. Wszystko wybuchło i rozprysnęło się po całej klasie parę kropel poleciało na moje ręce, ale szybko to starłem. Usłyszałem pisk.
-Aaaa Niall to boli! - Marika miała przyciśnięte dłonie do oczu.
-Co się stało?
-Ała mam to w oczach szczypie Niall pomóż. - zaczęła płakać.
-Wychodź szybko. - pociągnąłem ją. Próbowała otworzyć oczy.
-Nic nie widzę Niall nic nie widzę!
-Trzymaj się. Liam kluczyki szybko! - rzucił mi kluczyki chwyciłem ją na ręce i wybiegłem z klasy. Wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy do szpitala co z tego, że nie mam prawa jazdy mam to gdzieś. Umiem jeździć i to jest najważniejsze. Wbiegłem do szpitala z Marika na rękach. - Ta dziewczyna ma kwas w oczach musi mi pani pomóc. 
-Na pierwsze piętro biegnij szybko.
Ruszyłem przed siebie. Wbiegłem na piętro i złapałem pierwszego lekarza.
-Proszę pana musi mi pan pomóc kwas dostał jej się do oczu! - krzyknąłem.
-Szybko.
Pobiegliśmy do jakiegoś pokoju ja musiałem wyjść po 30 minutach wyszedł lekarz.
-I co? - zapytałem zdenerwowany.
-Przykro mi, ale pana narzeczona straciła wzrok.
-To co teraz będzie?
-Dużo osób to przeżyło i wychodziły cało niech się pan nie martwi będzie dobrze tylko musi dbać o wzrok dostanie krople i musi pan dopilnować żeby je brała bo inaczej może być gorzej.
-Dobrze mogę do niej wyjść?
-Tak oczywiście.
Wszedłem po cichu do środka.
-Niall to ty? - zapytała.
-Tak to ja spokojnie. - chwyciłem ją za rękę.
-Straciłam wzrok nic nie widzę.
-Wiem przykro mi bardzo, ale nie martw się będę przy tobie i cię nie opuszczę.
-Niall kocham cię.
-Ja ciebie też.
Przytuliłem ją i wyszliśmy ze szpitala. Odwiozłem ją do domu. A sam pojechałem do siebie.
Marika
Minął tydzień dalej nic nie widziałam Niall przychodził po mnie przed szkołą i odprowadzał ze szkoły był na każde zawołanie kocham w nim to, ale on nie może zmarnować sobie życia.
-Perrie musisz mi pomóc.
-No jasne co ci podać?
-Nie o to chodzi.
-To o co?
-O Niall'a.
-No co z nim?
-Bo ja go kocham bardzo tylko, że jest jedno ale.
-Ale...?
-No bo on ma 19 lat jest młody przystojny może mieć każdą, a cały czas jest przy mnie przed szkołą w trakcie i po uczy się ze mną wszystko, a ja nie chce żeby on przeze mnie zmarnował sobie życie musisz mi pomóc.
-Marika chyba nie chcesz z nim zerwać.
-Nie chce, ale muszę dla jego dobra tylko, że ja nie chce tego zrobić on mnie musi rzucić i wtedy go tak nie zaboli, tylko jak?
-No nie wiem może nie myj się rób obleśnie rzeczy chłopaki tego nie lubię.
-Masz rację tak zrobię dzięki.
-Źle się czuję pomagając ci w rozwaleniu twojego związku.
-Perrie, ale ja to muszę zrobić.
-No dobrze jak chcesz.
Perrie wyszła, dochodziła 23 położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się i już chciałam iść się umyć, ale przypomniałam sobie co mam zrobić. Ale tak się dziwnie czuję. Ble no, ale muszę w imię dobra tego świata. Zeszłam do dół zjadłam coś i mama zawiozła mnie do szkoły. Gdy wysiadłem z samochodu podbiegł do mnie Niall.
-Hej skarbie jak się czujesz?
-Hej, a jak mam się czuć nic nie widzę postaw się na moim miejscu!
-Dobrze przepraszam. Marika chyba nie umyłaś zębów i się całej.
-No jakoś tak wyszło nie umiałam trafić do toalety.
-Aha no trudno zdarza się.
-Zdarza się?!
-Dlaczego krzyczysz?
-Bo miałeś mnie rzucić!
-Rzucić co ty mówisz?
-No ty jesteś jeszcze taki młody. A cały czas jesteś przy mnie przychodzisz przed szkołą po szkole pomagasz mi w uczeniu jesteś na każdde moje zawołanie, a ja tak nie chce nie chce żebyś zmarnował sobie przeze mnie życie. Jeśli ty tego nie chcesz zrobić to ja muszę. Przepraszam cię, ale zrywam z tobą.
-Chwila jak to?
-Niall to nie dlatego, że cię nie kocham tylko nie marnuj życia na mnie ja nie jestem tego warta.
-Właśnie, że jesteś i chcę ci pomagać i żyć przy tobie.
-Nie Niall to tak nie może być przepraszam.
Odwróciłam się do niego plecami nie widziałam gdzie idę nagle ktoś złapał mnie pod rękę.
-To ja Perrie. Na pewno chcesz zerwać z Niall'em?
-Ja o robię dla jego dobra.
-On nie jest z tego zadowolony.
-Ja też nie, ale musiałam to zrobić. Możesz mnie zaprowadzić do domu?
-Jasne.
Doszłyśmy weszłam do środka zdjęłam kurtkę mamy nie było. Pokierowałam się do kuchni oczywiście nie obeszło się bez potknięcia się no, ale doszłam. Nie wiem jakim, ale jakimś cudem zrobiłam sobie herbatę i poszłam przed telewizor. Skakałam po kanałach muzycznych nie wiedząc co wybrać. Co godzinę informował mnie telefon która godzina już 15, a mamy dalej nie ma no cóż trudno. Ktoś zadzwonił do drzwi.
-Chwileczkę! - krzyknęłam. Wstałam i z trudem doszłam do nich. - Kto tam?
-Marika to ja Niall otwórz.
Przekręciłam klucz i otworzyłam.
-Wejdź.
Usiadłam na kanapie i czułam, że on siedzi obok mnie. Złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam niech on tego nie utrudnia.
-Marika ja wiem, że wydaje ci się, że ja marnuje sobie życie, ale to nie prawda ja chce ci pomagać czuje się dla kogoś ważny proszę zrozum to i daj mi szansę.
-Niall przykro mi, ale nie.
-Kurwa! - krzyknął i odszedł słyszałam kroki obok mnie. Usiadł znów obok mnie. - Przepraszam przestraszyłem cię?
Serce waliło mi jak opętane nie wiem dlaczego, ale przez chwile wydawało mi się, że może mnie uderzyć.
-Trochę.
-Przepraszam, ale się zdenerwowałem.
-Nic się nie stało.
-Ale zostaniemy przyjaciółmi tak? - zapytał.
-Jasne.
-To może przytulas?
-Okej.
Przytuliłam go będę za tym tęsknić wiem to już teraz. Przestaliśmy się przytulać i poczułam zimny powiem na ustach chciał mnie pocałować zatrzymałam go rękę.
-Niall mamy być przyjaciółmi.
-Tak, wiem, przepraszam.
Z tego całego zamieszania zapomniałam wyłączyć telewizor i usłyszałam Kiss you uśmiechnęłam się bo uwielbiam tą piosenkę.
-O kurcze zapomniałem muszę lecieć do studia to do zobaczenia.
-Pa.
Wyszedł usłyszałam trzask drzwi. Zaraz weszła mama.
-Cześć skarbie dlaczego Niall tak szybko wybiegł z domu?
-Ma próbę a poza tym nie jesteśmy już razem.
-Jak to?
-Zerwałam z nim bo nie chce żeby on marnował życia przy mnie.
-O kochanie tak mi przykro.
-Dlaczego ci przykro? - zapytała Amelia.
-Marika nie jest już z Niall'em.
-Czyli ze jest wolny? - zapytała z podnieceniem w głosie.
-Spadaj od niego! On jest mój!
-Zerwałaś z nim.
-No i co z tego! Masz go zostawić w spokoju wiem jaka ty potrafisz być nachalna.
-To jeszcze nic.
-Czternastolatka kradnie mi chłopaka żałosne a poza tym Niall nie gustuje w małolatach jesteś płaska jak deska.
-Spadaj wiedźmo.
Poszła chyba do siebie w każdym razie na górę. Chwila no górze ja też mem pokój o nie pamiętnik! Zarwałam się szybko z kanapy i najszybciej jak się to dało poszłam do pokoju. Otworzyłam drzwi i usłyszałam szelest kartek.
-Oh Niall jest taki słodki ciekawe czy on coś do mnie czuje pewnie nie bo to wielka gwiazda. Ma takie piękne niebieskie oczy... hahaha fajne pierwsze wpisy o Niall'u! - zaczęła się śmiać.
-Zostaw to.
-Bo co?
-Bo to nie twoje! Nie wierze, że jesteśmy rodzeństwem! Ty jesteś podła! Oddawaj to!
-Uuuu Mariczka się boi, że przeczytam więcej.
-Uważaj jesteś taka mądra wiesz w twoim wieku jak mi się chłopak podobał to mu to mówiłam a ty się na cały świat obrażasz.
-Spadaj gdybyś nie wiedziała mam chłopaka.
-Ty? Kogo? Jakiegoś niedorozwoja?
-Sory, ale nie gustuje w tobie.
-No to słucham kto to?
-Kolega z klasy ma na imię Logan.
-O jejciu i co fajny jest? - zapytałam z sarkazmem, ale one nie potrafi tego rozróżnić.
-Jest słodki. W ogóle po co ja ci to mówię?!
-Wynocha i oddawaj pamiętnik!
Wyciągnęłam rękę podała mi go i wyszła.
Dzisiaj rozprawa Lucka o to, że pobił tą Alice ja w to nie wierze on taki nie jest. Siedziałam z Perrie na korytarzu sądowym i czekałam na moją kolej. Zawołali mnie z pomocą Perrie weszłam na salę.
-Kim pani jest? - zapytał sąd.
-Dzień dobra nazywam się Perrie Edwards i przyszłam tutaj tylko dlatego ,że pomagam Marice bo chwilowo straciła wzrok czy mogę zostać na sali?
-Tak oczywiście proszę zająć miejsce na ławce.
-Dziękuję - odeszła ode mnie.
-Proszę się przedstawić.
-Marika Jaśkiewicz 19 lat mieszkam w Londynie i uczę się.
-Dobrze więc co masz do powiedzenia w tej sprawie.
-Proszę sędziego Luck to dobry chłopak. Pewnie sąd wie, że byliśmy parą i on w tym czasie nigdy nie zawahał się mnie uderzyć. Nie podniósł na mnie ręki ani razu on jest niewinny.
-Dobrze, a czy wie pani czy kiedykolwiek oskarżony używał przemocy?
-Nie chyba nie chociaż... ale to nie ważne.
-Proszę powiedzieć.
-Przepraszam Luck, ale muszę. No więc w dniu zerwania Lck urządził mi na korytarzu szkolnym awanturę o to, że go zdradziłam co było nieprawdą no, ale mniejsza o to, następnie umówił się z Niall'em moim też już byłym chłopakiem i pobili się.
-Dobrze dziękujemy ci możesz usiąść.
Usiadłam na ławce.
-Luck wstań czy to prawda co powiedziała Marika? - zapytał sędzia.
-Tak to prawda, ale proszę sędziego to był chłopak i byłem zdenerwowany bardzo, ale przede wszystkim to był chłopak ja normalnie nie toleruje przemocy to był wyjątek i żałuje tego, ale od tamtej chwili nikogo nie uderzyłem, a Alice kłamie.
-Przepraszam wysokiego sądu czy ja mogę coś powiedzieć? - zapytała Perrie.
-Tak proszę bardzo.
-Bo ja znam Alice chodzi z nami do klasy i potraktowała tak już wielu mężczyzn. Luck tego nie zrobił on nie bije dziewczyn.
-Dziękuję ci. Alice podejdź do barierki. Wszyscy obecni na tej sali twierdzą, że Luck nigdy by cię nie uderzył.
-Bo mnie nie uderzył, ale ma tu siedzieć i ma trafić za kratki! Marika pamiętasz co on ci zrobił jak mówił do ciebie wtedy na korytarzu?! Przysięgłam sobie, że nie pozwolę żeby coś takiego przytrafiło się jeszcze jakiejkolwiek dziewczynie zrobiłam to dlatego, że on nie zasługuje na normalne życie to było podłe co zrobił Marice nie mogłam przejść obok tego obojętnie nie mogłam! A ty Marika powinnaś się cieszyć!
To co ona powiedziała i zrobiła było głupie nie mam innych słów na opisanie tego! To moja sprawa po co się do tego mieszała! Wyrok oczywiście jest uniewinniający na szczęście. Wróciłam do domu i resztę dnia przesiedziałam w salonie.
Luck
-Emilia zaczekaj! - krzyknąłem w jej stronę. Odwróciła się a na jej policzkach zobaczyłem łzy. - Dlaczego płaczesz?
-Bo jestem idiotką. - otarłem jej policzki.
-Nie jesteś jesteś cudowną dziewczyną.
-Jak ja mogłam w to uwierzyć że ją uderzyłeś jestem głupia nigdy wcześniej niczego tak bardzo nie żałowałam.
-Nie płacz kochanie.
-Luck przepraszam cię za to wszystko wiem, że już pewnie nie chcesz ze mną być...
-Właśnie, że chcę Emilia wybacz mi proszę wiem, że cię zdradziłem, ale już nigdy więcej tego nie zrobię przysięgam wybacz mi to wszystko zmienię się obiecuję.
-Luck to ja powinnam cię przepraszać za to co zrobiłam przepraszam.
-Nic się nie stało byłaś zdenerwowana to wrócisz do mnie?
-Tak. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Pocałowała mnie delikatnie i przestała płakać przytuliłem ją mocno i nie chciałem wypuszczać już nigdy.
Marika
Minął tydzień od tamtego dnia Niall'a nie było w szkole, a jak do niego dzwoniłam nie odbierał martwiłam się.
-Perrie możesz zaprowadzić mnie do Zayn'a?
-Jasne.
Przeszłyśmy parę kroków i zatrzymałyśmy się.
-Hej skarbie. - usłyszałam głos Zayn'a.
-Hej kociak. - odpowiedziała Perrie.
-Cześć Zayn bo mam do ciebie pytanie.
-No jakie?
-Gdzie jest Niall bo od tygodnia nie ma go w szkole.
-Ustaliliśmy, że wszystkim będziemy mówić, że nagrywa, ale tak nie jest tak naprawdę to siedzi w domu na kanapie i cały czas gra na gitarze którą mu kupiłaś. On jest załamany, no ale widzę, że ty dobrze się trzymasz.
-Myślisz, że się dobrze czuję? Najchętniej to bym teraz zaczęła płakać o tym tylko myślę! Brakuje mi go strasznie, w domu całymi dniami nic nie dobie tylko słucham jak śpiewa to jest okropne!
-No to może coś z tym zrobisz oboje jesteście nieszczęśliwi nie ma co ukrywać musicie być razem.
-Zayn ja nie chce żeby on zmarnował sobie życie przeze mnie.
-On teraz je marnuje!
Odeszłam od niego wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
-Tak kochanie?
-Możesz po mnie przyjechać źle się czuję.
-Jasne.
Rozłączyłam się i z pomocą Perrie poszłam do samochodu.
-No to do domu. A co cię boli?
-Nic.
-To po co po mnie dzwoniłaś?
-Bo chcę żebyś mnie zawiozła do Niall'a.
-Dobrze.
Mama podprowadziła mnie pod same drzwi i odjechała. Zadzwoniłam dzwonkiem i usłyszałam głos Niall'a.
-Cześć Marika, a co ty tu robisz?
-Cześć będziemy tak stać?
-Wchodź.
Weszłam niepewnie. Nie za dobrze znałam ten dom. Z pomocą Niall'a usiadłam na kanapie w salonie.
-Zayn powiedział mi dlaczego nie ma cię w szkole.
-No super.
-Słuchaj Niall mi też jest ciężko, ale musisz żyć dalej.
-Ale ja bez ciebie nie chcę żyć.
-Niall proszę cię.
-Marika ja nie umiem tak żyć przez 2 lata nie miałem dziewczyny i zjawiłaś się ty, wszystko odmieniłaś, wszystko jesteś moją drugą połówką, a teraz mnie tak po prostu rzuciłaś.
-Nie zrobiłam tego tak po prostu wiesz o tym.
-Wiem chcesz żebym nie marnował sobie życia, ale ja chce sobie "marnować" - zakreślił w powietrzu cudzysłów - życie.
-Niall przestań to nie ma sensu.
-Powiedz mi że mnie nie kochasz, a będę normalnie żył.
Nie mogłam tego powiedzieć, nie mogłam, kocham go i to bardzo, zawsze będę kochać.
-Niall nie proś mnie o coś takiego.
-No właśnie. Wiesz jak to jest.
-Ja już pójdę.
Odprowadził mnie pod dom. Zaczęłam widzieć niewyraźne kształty wszystko było zamazane, ale mogłam rozpoznać jaki to kolor. Wzrok mi wraca w końcu.
-Mamo! Mamo! Ja zaczynam widzieć!
-To super, a co widzisz?
-Ciebie jako biało niebieską plamę.
-Taką mam bluzkę i spodnie. Córcia wzrok ci wraca!
-No wiem. - zaczęłam skakać po pokoju aż uderzyłam w ścianę i upadłam, ale nic się nie stało.
Z godziny na godzinę wzrok się poprawiał. Zadzwonił dzwonek byłam tylko ja i Amelia poszła otworzyć drzwi miał przyjść jej chłopak. Żałosne.
-Marika to jest Logan. A sory ty nie widzisz.
-A właśnie, że widzę cześć Logan.
-Cześć. - powiedział przeżuwając gumę. No już wiem jaki on jest, dobra wiem nie ocenia się książki po okładce, no ale jest to typ tak zwanego bad boy'a którego nic nie obchodzi, ale w towarzystwie swojej dziewczyny jest miły i opiekuńczy.
-To Logan jak masz na nazwisko?
-Malik.
-Jesteś spokrewniony z Zayn'em?
-Z tym lalusiem nie.
-Imiona rodziców?
-Julia i Klark.
-Siadłeś sobie w którejś klasie/
-Nie.
-Jak się uczysz?
-Przeciętnie, kujonem nie jestem.
-Ej co to za wywiad? Przynieś sobie jeszcze wykrywacz kłamstw. - powiedziała wściekła Amelia.
-Chodź mała do ciebie. - złapał ją w pasie i pociągnął za sobą.
-Chwila chwila macie tylko 14 lat po pierwsze nie ma żadnego mała po drugie nie dotykaj jej i po trzecie siedzicie tutaj.
-Chyba sobie kpisz? - zapytała. - Mamy się uczyć.
-Ja wyłączę telewizor i możecie się tutaj uczyć.
-Potrzebny komputer.
-Dam wam laptopa.
-Jezu.
-Słyszałam zaraz macie tu być.
Wrócili zaraz. Zaczęli powtarzać jakieś regułki i robili ćwiczenia z twierdzeniem Pitagorasa banał. Zadzwonił dzwonek poszłam otworzyć, a tam stał Niall w jednej ręce miał gitarę, a w drugiej herbacianą różę.
-To dla ciebie proszę zastanów się nad tym ja cię kocham!
***************************************
Ale kijowy :( Nie umiem pisać, a ten rozdział to po całości zrąbałam :( Nie mam weny a to było takie wymuszone :( No piszcie jaki jest beznadziejny.

niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 24

Harry
-Wychodzę! - krzyknąłem.
Ruszyłem do kwiaciarni zrobie mały prezent Sarze. Kupiłem jednął czerwoną róże i poszedłem do jej domu. Schowałem różę za siebie i zadzwoniłem. Drzwi się otworzyły a w nich stała Eva.
-O cześć Harry, Sara u siebie.
-Cześć dzięki.
Po cichu poszedłem do jej pokoju zapukałem i wszedłem.
-Harry!
-Hej śliczna mam coś dla ciebie. - wyjąłem zza siebie różę. - Proszę.
-Harry jesteś słodki.
-Podoba się?
-Tak. Dziekuję. - pocałowała mnie. - Siadaj.
-Słuchaj bo moi rodzice cię bardzo polubili i chcieliby żebyśmy przyjechali do nich w ferie zimowe co ty na to? - spuściła głowę. - Coś się stało.
-Harry bo ja... ja... nie wiem jak ci to powiedzieć, ale ja nie chce.
-No okej to nie musimy do nich jechać.
-Harry nie o to chodzi bo jesteś naprawdę cudownym chłopakiem, ale ja chyba nie umiem kochać bo... no bo... bo dla mnie to jest za szybko to wszystko tak szybko się dzieje, a ja nie jestem na to gotowa przepraszam mój ojciec miał rację mogliśmy zerwać wtedy, a nie teraz kiedy to bardzo nas zaboli.
-Sara chyba żartujesz chcesz ze mną zerwać?!
-Harry przepraszam, ale je nie potrafię kochać przepraszam.
Nic nie powiedziałem tylko wyszedłem z jej pokoju trzaskając drzwiami. Byłem wkurzony wziąłem kurtkę i wybiegłem z jej domu. Złość mnie rozsadzała od środka wbiegłem szybko do domu  rzuciłem kurtkę i buty gdzieś chłopaki się dziwniej patrzyli pobiegłem do kuchni. Wyciągnąłem szklankę i pepsi. Chciałem ją odkręcić, ale była mocno zakręcona wkurzyłem się i rzuciłem ją o podłogę. Rozdarłem mię na cały głos i oparłem o blat stołu. Zaraz przybiegli chłopaki.
-Harry co jest? - zapytał Zayn.
-Co jest?! To, że Sara nie chce już ze mną być!
-Stary przykro mi.
-Ja tego tak nie zostawię nie pozwoleń jej odejść.
-Co chcesz zrobić? - zapytał Niall.
-Jeszcze nie wiem.
Poszedłem do swojego pokoju. Natchnęło mnie zaśpiewam jej Little Things. Wpadłem do pokoju Niall'a chwyciłem gitarę i znalazłem nuty. Poszedłem do siebie i próbowałem coś zagrać, ale nie wychodziło mi to. Wyszedłem z pokoju z gitarą w ręki i poszedłem do salonu.
-Jak ty na tym szajstwie możesz grać?! - krzyknąłem w stronę Niall'a obrócił się i zaczął śmiać. - To kurde nie jest śmieszne na tym się nie da!
-Nie dziwie się jak nie umiesz grać.
-To mnie naucz.
-Ja?
-Nie moja mama, ty! Kurde szybko bo nie ma czasu!
Poszliśmy do jego pokoju. Chwyciłem gitarę i dałem mu.
-Zagraj mi to.
-No dobra. Ale co?
-Little Things.
-No to dzisiaj się tego nie nauczysz.
-Graj.
Zagrał mi całą piosenkę. Coś czuję, że szybko to się tego nie nauczę.
-No to masz nuty i spróbuj powoli.
-Dobra.
Zacząłem grać. Nie było to szybko, a raczej w żółwim tępię.
-Harry nie E tylko A.
-Dobra. - zagrałem jeszcze raz nie wiem dlaczego cały czas mi wychodziło E.
-Harry, A.
-Dobra czekaj. - i znów to samo.
-Harry dobra wiem, że to nie jest łatwe, ale A z E pomylić.
-Kurde zdarz się nie wyżywaj się na mnie.
-Ja na tobie?
-Dobra sory.
Znów to samo.
-Nie wytrzymam kurde nie wiem czemu mi to E wychodzi. Chodź ze mną ty zagrasz, a ja zaśpiewam.
-Harry ja mam na niej zrobić wrażenie czy ty?
-Boże, ale to jest takie porąbane! Czemu ten świat jest tak pojebany? Za jakie grzechy mnie to spotyka!
-Uspokój się. Skup się i zacznij jeszcze raz.
-Dobra.
Usiadłem i zagrałem jeszcze raz nie w takim tempie jak ma być, ale przynajmniej dobrze.
-Jest udało się umiem!
-No i co trudno?
-No.
-Dobra, a teraz w tym tempie co ma być i dodaj śpiew.
-Czekaj ja najpierw muszę wyczuć tą gitarę później śpiew, ty śpiewaj, a ja będę grał.
-Dobra, ale zawsze było odwrotnie ja ci grałem, a ty śpiewałeś, no ale dobra.
Zacząłem grać.
-Trochę szybciej.- szepnął.
Przyśpieszyłem trochę a on śpiewał co jak co ale trzeba przyznać, że śpiewa zajebiście. 
-Kurde jest udało się! Piątka.
-No git było, a teraz ty zaśpiewaj.
-I piękno przeminęło.
-No dajesz.
Zacząłem grać i dołożyłem jeszcze śpiew. No i było git. Powtórzyłem to jeszcze raz.
-Jestem mistrzu! Nauczyłem cię grać na gitarze! Oł je! Pójdę do nieba. - Niall zaczął wrzeszczeć szczęśliwy.
-I tak byś poszedł.
-Ha no wiem.
-Dzięki. Teraz lecę do niej.
-Ej ale jest 22 nie za późno?
-Niall jakbyś chciał żeby Marika do ciebie wróciła to byś miał gdzieś która godzina.
-No w summie dobra leć.
Wybiegłem z domu i pobiegłem pod jej dom. Obszedłem go miał tylko 1 piętro znalazłem pokój Sary świeciło się światło zapukałem do niego. Podeszła i otworzyła. Płakała i to widać bardzo.
-Harry co ty tu ro...?
-Ciiii nie mów nic ja mam ci coś do powiedzenia. - zacząłem grać na gitarze. - http://www.youtube.com/watch?v=xGPeNN9S0Fg

Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me. 

I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.

I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things. 

You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..

I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things. 

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.
Proszę nie zrywaj za mną.
-Harry ja nie wiem co powiedzieć. To było piękne. - po policzku spłynęła jej łza.
-Proszę nie zrywaj ze mną.
-Harry żałuję, że to zrobiłam bo cały czas płaczę, a jeszcze nigdy tak nie miałam kocham cię i chce żebyśmy byli razem.
-Też cię kocham. - podszedłem do niej i ją pocałowałem.
-Wchodź bo zimno. - wszedłem przez okno do jej pokoju.
-Kocham cię. - pocałowałem ją namiętnie.
-Ja ciebie też.
Danielle
Dzisiaj 29 grudzień ślub mamy. Jestem strasznie zdenerwowana. Ma przyjść 100 osób. Miałam na sobie ubraną fioletową sukienkę od przed kolana i włosy upięte w koka i zostawione parę wolnych pasemek. Pomagałam jeszcze mamie w ostatnich poprawkach.
-Mamuś wyglądasz ślicznie.
-Ty też.
-Strasznie się denerwuję.
-To ja biorę ślub, a nie ty.
-Ale i tak się denerwuję.
-Spokojnie już raz to przechodziłam nie jest tak strasznie.
-To czekamy na dole.
-Dobrze córcia.
Wyszłam z sypialni i poszłam do salonu. Zobaczyła Liam'a i podeszłam do niego.
-Hej. Strasznie się denerwuję.
-Hej oj to ja się boję co będzie na naszym ślubie. - uśmiechnął się promiennie.
-Na naszym ślubie?- zapytałam nie wiedząc czy dobrze usłyszałam.
-Tak na naszym. Jeśli mnie nie rzucisz.
-Chyba sobie żartujesz ciebie rzucić? Liaś za bardzo cię kocham.
-Ja ciebie też.
Usłyszałam, że mama schodzi po schodach. Wszystkie oczy były skierowane w jej stronę. Wyglądała ślicznie zresztą jak zawsze.Zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy do kościoła. Nie trwało to długo później ruszyliśmy na salę. Oczywiście taniec pary młodej musiał być. Wszystko było super mama nareszcie od czasu kiedy tata zmarł jest szczęśliwa i ja również jestem szczęśliwa.
-Mogę panią prosić do tańca? - zapytał Liam.
-Oczywiście.
Chwyciłam jego rękę i ruszyliśmy na parkiet. Muzyka była spoko na szczęście mama dała namówić się na DJ'a piosenki puszczał fajne nie jakieś taka stare nie wiadomo skąd tylko z tej epoki. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Z Liam'em zawsze jest tak fajnie.
Liam
Bałem się jak zareaguje jak jej powiedziałem, że co będzie na naszym ślubie myślałem, że powie że ślubu nie będzie. Może się jej za niedługo oświadczę? Może.
-Liam kocham cię i nigdy nie przestanę. - powiedziała i wtuliła się we mnie objąłem ją rękami.
-Też cię kocham i zawsze będę kochał pamiętaj o tym.
-Nigdy o tym nie zapomnę.
Piosenka się skończyła.
Dochodziła 24 czas na rzucanie welonem i krawatem. Najpierw welon Danielle i reszta dziewczyn ustawiły się za panną młodą. Rzuciła welon i załapała go Danielle. Zaczęła się cieszyć. Przeszła obok mnie mówiąc:
-No musisz teraz złapać bo inaczej będę się całowała z kim innym.
-Oj nie będziesz.
Teraz czas na mężczyzn  Wszyscy single ustawili się za panem młodym on rzucił krawatem i jest złapałem go. Danielle do mnie podbiegła.
-No to kiedy ślub? - zapytała.
-Z tobą nawet teraz.
-Dawaj całusa.
-Z chęcią.
Pocałowałem ją najlepiej jak umiałem.
-Za każdym razem nogi mi się uginają. - szepnęła mi do ucha.
-I o ty chodzi.
Danielle
Dochodziła 5 wszyscy się już zebrali zostałam ja Liam i Luck mój brat. Pozamykaliśmy wszystko, a mama jutro ma się z nimi rozliczyć. Nie pojechaliśmy do siebie do domu tylko do hotelu młoda para chciała tę noc spędzić razem. O Boże jak o tym pomyślę to brrr.
-Hej o czym myślisz? - zapytał Liam gdy weszliśmy no naszego pokoju.
-O mamie.
-A dokładniej?
-O tym co... co... co oni teraz robię i mnie to przeraża.
-Daniell daj spokój nie myśl o tym przecież oni też są ludźmi i mają prawo no...
-Dobra nie kończ.
Zaczął się śmiać.
-Zapomnijmy o mojej mamie.
-Zgadzam się. Jak Luck sprawuje się w roli brata?
-Spoko tylko rano są wieczne kłótnie.
-Dlaczego? Bije cię zaraz tego pożałuje. - zaczął wychodzić z pokoju.
-Czekaj Liam chodzi o łazienkę rano się kłócimy kto ma pierwszy wejść.
-Aha trzeba było tak od razu zaraz bym mu przywalił.
-Spokojnie kochanie.
-Masz rację.
Marika
Dzisiaj sylwester chłopaki robią imprezę i oczywiście muszę iść. Dochodziła 20 spakowałam ubrania bo miałam u nich spać i wyszłam. Doszłam do ich domu w 15 minut. Zapukałam i weszłam do środka. Trwała kłótnia między Zayn'em a Niall'em.
-Nie ty sprzątasz ja zawsze muszę wszystko robić teraz twoja kolej! - Niall wydzierał się na Zayn'a.
-Nie ty sprzątasz zawsze tak było!
-Nie ty sprzątasz nie mam zamiaru znów tego robić.
-Hej spokojnie. - uspokoiłam ich. - Razem posprzątacie i już. - wyszczerzyłam się w ich stronę.
-Marika bo twój chłopak kłóci się ze mną, że ja mam wszystko sprzątać.
-Bo teraz twoja kolej ostatnio ja sprzątałem więc teraz ty.
-Zayn to prawda?
-Tak, ale ja nie umiem sprzątać.
-To się naucz powyrzucasz wszystko pozmywasz i już.
-Dobra nie będę się z tobą kłócił, ale żeby później nie było pretensji. - odszedł obrażony.
-Zachowujecie się jak małe dzieci. - Niall też się obraził, ale tym razem na mnie. - Obraziłeś się? - nie odpowiadał. - Jak tak to ja idę do domu jak taki ma być ten sylwester.
-Okej żartuję chodź. - złapał mnie za rękę.
-Teraz to ja się obraziłam. 
-Hej bo zacznę płakać.
-A płacz.
-Hej Niall Horan nie może płakać. - zawsze jak to mówił ta zaczynałam się śmiać i już mnie miał tym razem było tak samo.
-O Boże Niall Horan! Mogę cię dotknąć? Wyjdziesz za mnie? - zaczęłam skakać i zachowywać się tak jakby zrobiły większości fanek.
-Kolejna żona o kurde która to już milionowa? Szczerze dziwiłem się, że tak nie zareagowałaś za pierwszym razem.
-Bo nie byłam waszą fanką.
-A teraz jesteś?
-A widzisz to? - pokazałam mu naszyjnik który dostałam od Oliwi.
-Widzę. - uśmiechnął się.
-No więc jak sądzisz?
-To znaczy, że lubisz naszą muzykę?
-Tak.
-I mogę ci śpiewać?
-Tak.
-Bo zawsze chciałem ci coś zaśpiewać, ale myślałem, że nie lubisz naszej muzyki.
-Żartujesz? Uwielbiam waszą muzykę. Jest piękna.
-A która piosenka ci się najbardziej podoba z płyty Take Me Home?
-Dużo ich Magic, Last First Kiss, Little Things, They don't know about us, Rock me, Kiss you wszystkie lubię.
-A jakbyś miała wybrać jedną?
-Hmmm... ciężkie pytanie wahałabym się pomiędzy Little Things a Last First Kiss.
-Też lubię te piosenki.
-Dobra zabierajmy się bo zaraz wszyscy przyjdą.
-Yhym.
Przygotowaliśmy napoje i coś do przegryzienia no i oczywiście muzyka. Wszyscy zaczęli się zbierać dobrze się bawiliśmy dochodziła 23:30 Niall mało co pił.
-Chodź mam coś dla ciebie. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Ubrałam swój płaczę i wyszliśmy.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Chwycił mnie za rękę i poszliśmy do centrum Londynu. Dochodziła 24 staliśmy pod Big Benem. Zaczęło się odliczanie.
-10, 9, 8, 7, 6, 5, 4... - odliczaliśmy razem. - 3... - chwycił mój podbródek i zaczął całować. 2, 1 i nowy rok, a my trwaliśmy w pocałunku. W końcu przestaliśmy.
-Najlepszy sylwester na świecie. - powiedziałam patrząc na fajerwerki które oswietlały całe niebo. To wszystko wyglądało pięknie.Po piętnastu minutach wszystko ustało. - O już koniec, a szkoda było pięknie.
-Jeszcze nie koniec patrz w niebo.
Patrzyłam cały czas usłyszałam świst i wybuchło fajerwerki ułożyły napis "I love you Marika". Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Rzuciłam mu się na szyję całując.
-Jesteś cudowny, kocham cię.
-Ty jesteś cudowna.
Wróciliśmy do ich domu zabawa trwała w najlepsze. Zaraz zaczęliśmy tańczyć. Było super. Dochodziła 5 rano już nikogo nie było zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy.
-Ej to ma zrobić Zayn zostaw.
-Jak się jutro obudzi.
-To ja go obudzę chodź.
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie i zaczął całować.
-A może tak nie przy ludziach? - zapytała Sara wchodząc do salonu, pokazałam jej język.
Poszliśmy do pokoju Niall'a. Przebrałam się w spodenki i bokserkę i położyłam się do łózka zaraz przyszedł Horanek i zasnęliśmy. Obudziłam się dochodziła 14 Niall'a już nie było. Wstałam umyłam się i przebrałam i poszłam do salonu siedzieli tak Harry i Sara i się całowali.
-A może tak nie przy ludziach?
-A ty z Horanem to możesz nie ma tak dobrze.
-A właśnie gdzie on jest?
-W kuchni robi ci śniadanie to łóżka.
-Aha.
Niall śniadanie? O Jezu katastrofa. Uchyliłam drzwi do kuchni Niall stał przy kuchence i coś pichcił czułam napach naleśników no takie prezentu to ja mu nie zepsuje. Wróciłam do łóżka i udawałam, że śpię za chwile usłyszałam, że drzwi się otwierają i znów zapach naleśników mniam.
-Marika wstawaj. - udałam, że się przeciągam.
-Hej.
-Mam coś dla ciebie. - usiadałam, a on położył mi na kolanach tacę były na niej cztery naleśniki i ciepła kawa z mlekiem i piękna czerwona róża.
-Dziękuję. - pocałowałam go. - Jak to pięknie pachnie.
-Smacznego.
Chwyciłam do ręki naleśnika i zaczęłam jeść.
-Ej chwila czemu jesteś pomalowana?
-No bo się obudziłam, ale jak zobaczyłam, że robisz mi śniadanie to nie chciałam żebyś był smutny to wróciłam.
-A myślałem, że to będzie niespodzianka.
-Jest i to bardzo miła dziękuję ci.
Przytuliłam go.
Luck
-Alice musimy to skończyć ja mam dziewczynę i ją kocham Emilia jest dla mnie ważna.
-Co? Chyba sobie żartujesz! Nie zostawisz mnie teraz bo powiem jej wszystko!
-Ani się waż.
-Zobaczysz jeszcze tego pożałujesz!
Odeszła. Wiem debil ze mnie zdradzam swoją dziewczynę. Ale sam nie wiem dlaczego to zrobiłem to przez tą głupią dyskotekę gdybym nie był aż tak pijany nic by się nie stało. Dlaczego dałem się jej sprowokować. Ona powie to Emilii, a ona będzie wściekła nie, nie dobie się od niej dowie się ode mnie. Poszedłem do niej i zadzwoniłem do drzwi otworzyła jej mama poszedłem do pokoju Emilii. Zapukałem i wszedłem.
-Hej właśnie miałam do ciebie dzwonić czy nie idziemy gdzieś. - podeszła do mnie i lekko pocałowała. - Coś się stało?
-Bo słuchaj ja wiem, że jestem świnia i debil i przepraszam cię już teraz, ale muszę ci to powiedzieć.
-Ale co? - zapytała zdziwiona.
-Proszę wybacz mi, ale jak by to powiedzieć...
-Masz kogoś innego? - zapytała smutna.
-Tak i przepraszam to nie tak, że ją mam, ale to po prostu było tylko chwila słabości musisz zrozumieć ja tego nie chciałem, ale dzisiaj z nią zerwałem wszystkie kontakty tylko ciebie kocham. Proszę wybacz mi.
-Nie wierze w to jak mogłeś? Mogłeś od razu mnie rzucić, a nie robić mi nadziei idź stąd!
-Emilia przepraszam.
-Wynoś się z mojego domu!. - chciałem ją pocałować i udało mi się, ale ona zaraz mnie odepchnęła.
-Emilia przepraszam.
-Luck idź stąd nie utrudniaj tego.
Wypchnęła mnie za drzwi. Nigdy nie sądziłem, że poczuje się tak źle moje serce pękało. Wróciłem do domu i pobiegłem do siebie trzaskając wszystkimi drzwiami. Zasnąłem i obudziłem się rano. Zbiegłem po schodach zadzwonił ktoś otworzyłem to był kurier.
-Przesyłka dla pana Lucka Candy.
-To ja.
-Proszę tu podpisać.
Podpisałem, a on odszedł. Przesyłka z sądu jakim cudem z sądu? Rozpakowałem szybko i przeczytałem nie mogłem uwierzyć własnym oczom uszczypnąłem się, ale to nie był sen. Alice pozwała mnie do sądu za znęcanie się nad nią. Wiedziałem, że coś zrobi, ale żeby coś tak okropnego! Do domu przyszła Daniell, a ja chodziłem cały zdenerwowany.
-Coś się stało? - zapytała.
-Nie nic to nie ważne.
-Luck...?
-Pamiętasz Emilie?
-No tak to twoja dziewczyna tak?
-No właśnie w tym problem, że już nie.
-Jak to?
-Bo ja ją zdradzałem z taką dziewczyną ze szkoły Alice.
-Luck nauczyć cię jak się traktuje dziewczyny? 
-Nie trzeba. No, ale słuchaj wczoraj powiedziałem Alice, że to koniec, że nie chce już tego dalej ciągnąć bo kocham Emilie no, ale ona się wkurzyła i powiedziała, że tego pożałuję no i patrz. - podałem jej kopertę. popatrzyła na nią i się przeraziła.
-Luck to nie jest prawda?
-Żartujesz, a uderzyłem cię kiedyś?
-No nie...
-No właśnie, a ona tak się chce odegrać no, a ja wczoraj powiedziałem to Emilii bo nie chciałem żeby się dowiedział od niej no i powiedziałam, że mam się wynosić.
-Przykro mi, ale zrobiłabym to samo.
-Dzięki za pocieszenie.
-Dobra sory trzeba coś wymyślić bo jak rodzice się dowiedzą to będzie kiepsko.
-Wiem. To nie mówmy im.
-Zgadzam się.
-A o czym to nie mówmy rodzicom? - zapytał tata Lucka.
-O niczym. - Luck szybko schował ze siebie kopertę.
-Macie przed nami sekrety?
-Niektórych rzeczy rodzice nie muszą wiedzieć to takie nasze sprawy wiesz szkoła i takie tam.
-Yhym.
Poszliśmy do swoich pokoi. Jutro zaczyna się szkoła znów.
Marika
Dzisiaj do szkoły nie no za jakie grzechy? Doszłam i weszłam namierzyłam wzrokiem Danielle bez Liam'a nowość siedziała oparta o ścianę.Podeszłam do niej bo była smutna.
-Hej. - powiedziałam uśmiechnięta.
-Cześć. - to brzmiało jak 'idź stąd mam inne sprawy na głowie'.
-Dzięki za miłe powitanie coś się stało?
-W zasadzie to tak o Lucka chodzi.
-No co jest?
Powiedziała mi wszystko i nie mogłam uwierzyć.
-Marika jak ja mam mu pomóc?
-Kurde nie wiem. Wiesz jak byliśmy razem to nigdy nawet nie próbował mnie uderzyć nawet ręki na mnie nie podniósł ja w to nie wierze.
-Musisz mu pomóc powiesz w sądzie, że nigdy na ciebie ręki nie podniósł.
-No dobra jak mu to pomorze?
-Pomorze.
-Okej.
Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz lekcja chemii.
-Hej skarbie. - usłyszałam głos Niall'a.
-Hej. - pocałowałam go w policzek.
-Widziałaś, że jesteście na yt?
-Co?
-No z tego musicali ktoś was wrzucił jak razem w 5 śpiewacie i macie 500 tys odsłon.
-O Boże serio?
-Tak.
-Super.
Zadzwonił dzwonek więc weszliśmy do klasy. 
-Dzisiaj robimy doświadczenie z kwasami załóżcie okulary rękawiczki i fartuchy.
*******************************
Musze tu skończyć ale zobaczycie co się będzie działo. Komentujcie dziękuję. No to tyle ;*

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 23

Dzisiaj 21 grudzień za niedługo święta, a ja jeszcze nie mam kupionych prezentów. Wybrałam się dzisiaj do galerii razem z dziewczynami. Chodziłyśmy po sklepach i kupowałyśmy wszystkim prezenty każdy każdemu wydam majątek. Kupiłam już dla wszystkich prezenty i poszłyśmy na pizze. Siedziałyśmy przy stoliku oczywiście nie obeszło się bez kilku zdjęć z fankami chłopaków. Rozmawiałyśmy, ale Danielle była trochę przybita.
-Daniell coś się stało? - zapytałam.
-Nie wszystko okej.
-Na pewno?
-Tak.
-Danielle coś cię gryzie. - stwierdziła Sara.
-No dobra jest coś.
-No to mów.
-Bo mój tata zginął 13 lat temu w wypadku i moja mama od tego czasu nie miała nikogo aż do teraz znalazła sobie kogoś i chce się z nim pobrać i zamieszkać.
-No to super czemu się nie cieszysz? - spytałam.
-Bo jest coś jeszcze ten koleś to jest ojciec Lucka i mamy razem zamieszkać i on ma być moim przyrodnim bratem.
-A no to wszystko jasne.
-Kurcze fajnie, że sobie kogoś znalazła, ale ojciec Lucka?
-I tak masz lepiej ode mnie. - powiedziała Sara.
-No tak.
Tylko ja z Perrie nie wiedziałyśmy o co chodzi zaraz nam wszystko wyjaśniła, że jej mama nie żyje i że jej ojciec pije i ją bił. To było okropne.
************************************
Dzisiaj wigilia wstałam wczas bo miałam z Niall'em jechać po jego rodziców. Ubrałam się w dżinsy, bluzkę i na to sweterek, kozaczki na obcasie i czarny płaszcz. Wyszłam z domu, a Niall już czekał pod moim domem wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Przyjechaliśmy z 45 minut i poszliśmy do hali przylotów i podeszliśmy do nich.
-Niall kochanie jak cię dawno nie widziałam. - jego matka przytuliła go.
-Mamo, tato, Greg to jest Marika.
-Witaj dziecko.
-Dzień dobry.
-I jak lot? - spytał.
-Bardzo męczący.
-No to jedziemy do domu i tam odpoczniecie.
-Dobrze synku.
Przez całą drogę mama Niall'a opowiadała o nim co robił jak był mały, a ja się śmiałam, a Niall zaprzeczał jak było coś naprawdę głupiego, ale i tak wiedziałam, że to prawda. Dojechaliśmy do ich domu i pomogliśmy im. Poszłam zaraz do domu dochodziła 14 a o 17 wszyscy mieli się schodzić. Przebrałam się w białą sukienkę, białe buty na obcasie i białą torebkę zrobiłam lekki makijaż część włosów upięłam i podkręciłam lokówką i wyszłam im trochę pomóc. Zapukałam do drzwi otworzył mi Louis.
-Hej wchodź. - zaprosił mnie do środka. Zdjęłam płaszcz z siebie i zamieniłam buty.
-Hej już jestem. - wszyscy inni latali z kuchni do salonu i przynosili wszystko.
-Hej musisz nam pomóc. - powiedział Niall całując mnie. - Wyglądasz ślicznie.
-A gdzie mogę dać prezenty?
-Możesz do mojego pokoju.
-Okej.
Zaniosłam je tam i zajęłam się resztą. Zaraz skończyliśmy, wszyscy przyszli. Poznałam się z resztą było nas bardzo dużo jeśli dobrze naliczyłam to 46. Najwięcej było od Louis'a, ale nie przeszkadzało mi to.
Połamaliśmy się opłatkiem i zasiedliśmy do wigilii. Wszyscy rozmawiali ze sobą było tak rodzinnie większość osób się nie znała, ale to wyglądało jakby wszyscy ze sobą mieszkali od początku. Moi rodzice zaprzyjaźnili się z rodzicami Niall'a i bardzo dobrze. Wszystkie dzieci podbiegły pod choinkę i zaczęły wszystkim rozdawać prezenty. Wszyscy się cieszyli. Ja otworzyłam ostatni prezent, a tam była prześliczna bransoletka. Wyjęłam ją były tam różne daty "3.09.2012", "8.09.2012", "20.10.2012" "24.12.2012", "31.12.2012/1.01.2013"* i imiona "Niall", "Marika", "Niall+Marika=Love". Łzy poleciały mi z oczu. To było piękne. Podeszłam szybko do Niall'a.
-Podoba się? - zapytał.
-Jeszcze jak to jest piękne. Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam.
-To się cieszę, że ci się podoba. Długo nie umiałem nic wymyślić, ale stwierdziłem, że to musi być coś oryginalnego.
-Masz rację. A ty odszukałeś mój prezent?
-No właśnie nie.
-Jak to?
Rozejrzałam się po pokoju nigdzie jej nie było. Pobiegłam szybko do jego pokoju i się znalazła, wzięłam ją.
-Proszę oto mój prezent.
Roztargał opakowanie i rozpakował swoją nową gitarę.
-Gitara o jejku dziękuję.
Popatrzył na nią dokładnie i zobaczył to co tam napisałam, a mianowicie "I love you ;*"
-I love you too.
Pocałował mnie delikatnie.
-Stop stop teraz ja. - powiedziała Zuzia wchodząc pomiędzy nas. Wyciągnęła ręce w stronę Niall'a a on ją podniósł  - Niall to dla ciebie. - podała mu kartkę. Popatrzył na nią i się uśmiechną zaraz pokazał ją mi to byłam ja i on. Pocałował Zuzię w czoło - A pójdziemy na spacer? - zapytała patrząc się na Niall'a błagalnie, ale on nic nie rozumiał.
-Marika pomóż bo ty jedna umiesz mówić w dwóch językach.
-Chce iść na spacer.
-Teraz?
-Tak.
-No w sumie możemy iść.
-Ale jest wigilia.
-No i co chodźmy.
-Dobrze. No to smyku ubieraj się idziemy na spacerek.
-Już chwileczkę.
Pobiegła się ubrać.
-Widać, że tęskni za Polską.
-Masz racje.
-Widzę to po niej bo chce iść na spacer, a zawsze w Polsce we wigilię szliśmy na spacer.
-Aha fajna taka tradycja.
-Już jestem możemy iść. - podbiegła do drzwi i otworzyła je.
Ubraliśmy się i wyszliśmy. Było zimno, bardzo i ciemno. Od razu jak wyszliśmy Zuzia wybiegła i zaczęła się bawić w śniegu. Niall zlepił jedną kulkę i rzucił we mnie oddałam mu zaraz do nas przyłączyła się Zuzia. Rzucaliśmy się śnieżkami aż Niall się przewrócił. Ja i Zuzia zaczęłyśmy się śmiać. Zuzia odeszła kawałek i zaczęła robić aniołki. Podeszłam do Niall'a i wyciągnęłam w jego stronę rękę chwycił ją i pociągnął mnie upadłam na tyłek. Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty.
-Śmiejesz się z tego, że wylądowałaś na śniegu.
-Tak.
-Niekiedy cię nie rozumiem.
-I dobrze.
Rzuciłam się na niego przez co wylądował na śniegu, a ja leżałam na nim. Nasze usta się prawie stykały przybliżyłam się do niego i złączyłam nas w pocałunku.
-Ja chce wracać zimno mi. - usłyszałam jak Zuzia marudzi. Szybko wstałam z Niall'a.
-Dobrze już wracamy. - zwróciłam się do niej. - Niall wracamy.
-Jasne.
Weszliśmy do domu byliśmy cali mokrzy. Mama przebrała Zuzię, a ja poszłam się wysuszyć do łazienki w tym momencie żałowałam, że nie mam żadnych ciuchów przy sobie. Ktoś zapukał.
-Marika mogę wejść potrzebuję ręcznik.
-Jasne.
Wszedł do środka w samych bokserkach moje serce zaczęło szybciej bić i chyba zrobiłam się czerwona zauważył to i się uśmiechnął. Chwycił do ręki ręcznik.
-Chcesz jakieś ubrania?
-A mógłbyś?
-Jasne.
-Dziękuję.
-Proszę.
Ostatni raz się na niego popatrzyłam i czułam że temperatura mojego ciała wzrosła i to bardzo. Wyszedł i zaraz wrócił z T-shirt'em i spodniami. T-shirt jak na hip-hop, a spodnie nawet nawet. Ubrałam na siebie T -shirt i założyłam spodnie. Podwinęłam nogawki, ale było za duże chwyciłam pierwszy lepszy pasek i zapięłam. Otrzepałam się jeszcze i wyszłam do jego pokoju.
-I jak ujdzie? - spytałam. Popatrzył na mnie i zaczął się śmiać. - No co?
-To jest takie wielkie na ciebie.
-E tam koszulek takich ma pełno w domu no, a spodnie takie trochę duże.
-Trochę? Raczej bardzo.
-Oj no, ale jakoś wyglądam.
-No tak nie źle.
-No.
Wyszliśmy do salonu. Wszyscy już wyszli, a reszta poszła do siebie zostaliśmy tylko my, 10 osób, posprzątaliśmy wszystko i była 21.
-Dobra idę już bo późno.
-Czekaj wigilia jest zostań na noc.
-Niall nie mam żadnych ubrań, a poza tym rodzice.
-Oj rodzice, nic ci się przecież nie stanie.
-Wiem, ale oni są przewrażliwieni.
-To nich przestaną nie puszczę cię nigdzie zostajesz.
-Dobrze zostaję.
-No super.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy. Powiedziałam jej, że zostaję na noc oczywiście nie mogło się obejść bez "no tylko czegoś nie naróbcie" normalka. Poszłam do pokoju Niall'a on już zdążył się przebrać pogrzebałam jeszcze w torebce.
-Niall, a może byś tak mi użyczył jakiś dresów co? - zapytałam błagalnym wzrokiem.
-Jasne już czegoś poszukam.
Wstał i podszedł do komody. Przeszukał parę szafek.
-Przykro mi, ale mam tylko dżinsy żadnych dresów pewnie wszystko w praniu.
-No trudno to będę spała w samej koszulce.
-Mi pasuje.
Poszłam do łazienki umyłam się i ubrałam w moją dzisiejszą pidżamę. Rozpuściłam włosy które zdążyły się wyprostować. Wyszłam z łazienki.
-O Boże jak to możliwe?
-Ale co?
-Że masz takie długie włosy.
-Łał, ale masz refleks.
-No widziałem wcześniej, ale teraz dopiero to powiedziałem. Jesteś piękna.
-Nie jestem. Jestem brzydka.
-Odwołaj to!
-Nie!
-Ah tak? No to zobaczmy co na to moi fani po naszej randce wstawiłem na TT twitta żeby każdy powiedział czy jesteś ładna czy nie i zobaczymy jakie są odpowiedzi.
Podszedł do laptopa i zalogował się na swojego TT.
-Oto ten twitt. I komentarze. "Jest śliczna zazdroszczę ci", "Zabiłabym za takie włosy", "Jest mega ładna", "Gdybym ją poznała to bym ją zabiła bo jest taka ładna". Dobra to ostatnie było dziwne, ale widzisz tego jest o wiele więcej.
-Mówią tak żebyś ich obserwował.
-Co jak co, ale directionki by tego nie zrobiły.
-A ja wiem, że jestem brzydka.
-Nie jesteś. Jesteś najcudowniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem.
-Nie kłam. Nie ładnie tak.
-Nie kłamię i o tym wiesz.
-Możemy skończyć?
-Dobrze.
-Chcę iść spać.
-Ja też.
Położyliśmy się obok siebie i zaraz zasnęliśmy. Obudziłam się i popatrzyłam na zegarek dochodziła 8 przydałoby się wstać i przygotować coś do jedzenia. Leżałam przytulana do Niall'a delikatnie uniosłam jego rękę i wysunęłam się z pod przykrycia. Wymknęłam się po cichu do łazienki. Przebrałam się w sukienkę i po cichu wyszłam. Niall cały czas spał. Wyszłam po cichu do kuchni. Wszyscy spali i dobrze, zaczęłam robić naleśniki zaraz przyszły dziewczyny.
-I jak się spało? - zapytała Danielle.
-U mnie wygodnie. - przyznałam.
-To tak jak u mnie.
-No u mnie nie tak fajnie cały czas mnie budził. - powiedziała oburzona Eleanor.
-No to tak jak u mnie prawie mnie zepchnął no to wstałam. - przyznała Sara.
-A ja tam nie narzekam mi było dobrze. - powiedziała rozmarzona Perrie.
-A okej nie wnikam.
-Skoro i Louis i Harry się tak wiercą to niech oni razem śpią i nam dadzą spokój. - stwierdziła Eleanor.
-Masz racje. Zobaczą jak to jest.
-Hej o czym rozmawiacie? - spytał Louis, a za nim weszła cała reszta.
-O was. - powiedziałyśmy jednocześnie.
-O jak miło. - powiedział Niall obejmując mnie w pasie od tyłu i całując w policzek.
Reszta zrobiła to samo.
-Co na śniadanie umieram z głodu. - powiedział Niall.
-Naleśniki.
-Yyyyy... mniam.
-Ty dostaniesz na końcu najpierw wasze rodziny.
-Bo sobie sam wezmę.
-Spróbuj. - wyciągną rękę po naleśnik, a ja pacnęłam go.
-Ał to bolało.
-I dobrze.
-Hej ja jestem Niall Horan mi się nie odmawia. Bo naśle na ciebie fanki.
-Poradzę sobie z nimi.
-I za to cię kocham.
Chłopaki wymienili się spojrzeniami, a ja się bałam co wymyślą.
-Teraz! - krzyknął Louis.
Niall podniósł mnie w pasie i wyprowadził na zewnątrz. Wyszliśmy z mieszkania i wylądowałam w śniegu tak jak dziewczyny. Było strasznie zimno.
-A Niall będę morka!
-To się wysuszysz.
Rzucił się na mnie i zaczął okładać śnieżkami nie byłam mu dłużna. Byłam całkowicie morka i zimno mi było. Pomógł mi wstać i poszliśmy do domu. Wszystkie byłyśmy morkę oni też. Poszłam się przebrać znów musiałam sobie pożyczyć od Niall'a ubrania.
-Debile z was. - powiedziałam wchodząc do salonu.
-I za to nas kochasz. - wyszczerzył swoje białe ząbki Lou.
-A kto tak powiedział? - pokazałam mu język.
-A co nie kochasz mnie? - zrobił smutną minkę.
-Louis ciebie nie da się nie kochać.
-No i taka odpowiedź mi pasuje.
-Bo się zrobię zazdrosny. - powiedział Niall.
-Ja też. - dodała Eleanor.
Poszłam do pokoju Niall'a wzięłam swoje rzeczy i poszłam do salonu.
-To pa. - powiedziałam i już miałam wychodzić.
-Chwila gdzie idziesz? - spytał Niall.
-Do domu.
-Jak to do domu? - zrobił smutną minkę.
-Oj uśmiechnij się. Dzisiaj święta chcę spędzić czas z rodziną i tobie radze to samo.
-No dobrze, ale jutro się widzimy.
-Zajmij się rodzicami i bratem...
-I tobą.
-Ty nie odpuścisz?
-Nie.
-No to widzimy się jutro pa.
-Pa. A buziaczek?
-A buziaczek? - próbowałam go naśladować.
-To sam sobie wezmę. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Pa.
-Pa.
Poszłam do domu. Weszłam i w drzwiach przywitała mnie mama.
-Przepraszam, że nie wróciłam na noc.
-Dobrze nie gniewam się.
-Serio?
-Tak.
-To super.
-W salonie ktoś na ciebie czeka.
-Kto?
-Idź zobacz.
Powędrowałam szybko do salonu i tam siedziała aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie wierze Oliwia.
-Oliwia!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Maaaaaaaaaaaaaaaaaaraaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!
-O Boże jakim cudem się tutaj znalazłaś?
-Przyleciałam z Kubą na święta do rodziców.
-Jezu jak super!
-Też się cieszę.
-Musisz wszystkich poznać.
-No mam nadzieję obiecałaś mi.
-Pamiętam. Opowiadaj co tam?
-Wróciłam na treningi, ale oczywiście jestem pod stałą obserwacją lekarza. - popatrzyła na Kubę.
-Tak zapewne tak. - zaczęłyśmy się śmiać. - Spędzicie z nami święta? - spytałam.
-Wiesz co przyszliśmy się przywitać i zaraz wracamy do rodziców.
-To niech oni też przyjdą.
-Tak Marika ma rację znamy się bardzo długo zaproś ich do nas. - powiedziała mama.
-Dobrze to przyjdziemy. To już pójdziemy.
Wstali i kierowali się do drzwi.
-Ja pójdę z wami.
-Okej.
Wyszliśmy z domu widziałam, że Luck zasuwa z łopatą.
-To jest Luck?
-Tak.
-Czekaj chwile muszę z nim pogadać.
-Dobra.
Oliwia
Przebiegłam przez ulicę.
-Hej ty jesteś Luck ja jestem Oliwia jestem koleżanką Mariki i po pierwsze dziękuję, że ją namówiłeś do zaśpiewania bo ja jej 1000 razy mówiłam to nie.
-Hej.
-Dobra wiem nawijam jak najęta.
-No trochę.
-Dobra sory.
-Spoko. To ty jesteś ta zwariowana fanka One Direction?
-Tak.
-A no to wszystko rozumiem.
-Ej. Dobra no to chciałam się poznać no bo byłeś chłopakiem Mariki to ja muszę lecieć pa.
-Cześć. Do zobaczenia.
-Pa.
Dobiegłam do Mariki i Kuby.
-No i co porozmawiałaś sobie?
-Tak.
Poszliśmy do domu moich rodziców. Marika wróciła do siebie.
-Mamo już jestem! Marika zaprosiła nas do siebie i się zgodziłam.
-Dobrze córeczko.
Poszłam razem z Kubą do naszego tymczasowego pokoju.
-Cieszysz się, że przyjechaliśmy?
-I to jak. Dziękuję.
-Proszę.
Pocałowałam go delikatnie w usta. Dochodziła 17 przyszliśmy do Mariki. Rodzice długo rozmawiali, bardzo. Ja też z Mariką rozmawiałam, ale nie o wszystkim bo rodzice mogli usłyszeć. Poszłyśmy do kuchni.
-No i jak tam z Niall'em?
-Super. Chciał mnie zabrać w trasę.
-No coś ty.
-Serio. I dał mi kanapkę.
-Jaka szczęściara. Boże gdyby mi dał kanapkę to bym zemdlała.
-A jak zajebiście całuje.
-A inni?
-Co inni?
-No jak całują.
-Skąd mam wiedzieć?
-No nie źle kłamiesz przecież widziałam zdjęcia na necie jak całujesz się z Zayn'em.
-O Boże. Pamiętasz ten musical?
-Yhym.
-No to właśnie dlatego to było na scenie gra aktorska.
-A fajnie było?
-Inaczej, ale nie lepiej.
-Aha.
-A tobie i Kubie jak się układa?
-Dobrze.
-Tyle?
-Dobra, super cudownie. Wiesz jak super jest z nim mieszkać? Budzisz się rano, a on obok ciebie. Śniadanie je razem z tobą, jedyna przerwa to szkoła i jego praca, a później wraca i obiad też razem i całe popołudnie i kolacja i zasypiasz w jego ramionach to jest super. A w weekendy zawsze gdzieś jedziemy i to jest cudowne albo po prostu zostajemy w domu.
-Fajnie masz.
-No. Nic lepszego w życiu mnie nie spotkało. On jest wyjątkowy.
-Kto? - zapytał Kuba wchodząc do kuchni.
-Ty.
-Ty też jesteś wyjątkowa. - pocałował mnie delikatnie.
-O Boże jak wy słodko wyglądacie.
-O to chodzi.
-Bo ona jest słodka.
-Ty też jesteś słodki.
-Nie ty jesteś słodka.
-Nie ty jesteś słodki.
-Dobra obydwoje jesteście słodcy! - wybuchła Marika.
-To ja wam może nie będę przeszkadzał. - wyszedł z kuchni.
-A jak w szkole? - zapytała.
-A normalnie. A u ciebie?
-Też. A wiedzą, że mieszkasz z Kubą.
-Tak.
-No i jaka była ich reakcja?
-Pierwsza: zmyśla, druga: puszczalska, a trzecia: jest szczęśliwa.
-No ta druga to nieciekawa.
-Wiem. A co dostałaś pod choinkę?
-Od rodziców tablet, od Zuzi rysunek mój i Niall'a, od Amelii moje ulubione perfumy od chłopaków i dziewczyn też dostałam kilka rzeczy, a od Niall'a to. - pokazała bransoletkę z różnymi datami.
-A co one oznaczają?
-3.09.2012 to dzień w którym się poznaliśmy. 8.09.2012 nasz pierwszy pocałunek wtedy w krzakach. 20.10.2012 nasza pierwsza randka i moment w którym zostaliśmy parą. 24.12.2012 wigilia, poznanie jego rodziców i pierwsze święta razem a 31.12.2012/1.01.2013 nie wiem okaże się, ale to będzie coś niesamowitego. No i nasze imiona.
-To jest takie romantyczne. Ja z Kubą też mamy coś dla ciebie. - podałam jej pudełeczko otworzyła je i się uśmiechnęła.
-Directioner dziękuję. - przytuliła mnie. - Z chęcią będę nosiła bo jestem Directioner.
-Ma się rozumieć.
-Ale ja nic dla ciebie nie mam.
-Jak mnie zabierzesz do chłopaków to będzie najlepszy prezent.
-Okej nie ma sprawy to jutro?
-O boże jutro! Już tak szybko?! O tak, tak jeszcze się pytasz! - wykrzyczałam jej prosto w twarz.
-Kuba możesz uspokoić swoją dziewczynę bo chce mnie zabić! - krzyknęła w stronę salonu. Zaraz szybko przyszedł, a ja skakałam jak głupia.
-Oliwia spokojnie. - chwycił mnie za ramiona.
-Ale jutro idę do mojego męża! - krzyknęłam. Popatrzył na mnie dziwnie. - Spokojnie bierzemy rozwód.
-Mam rozmieć, że mówisz o słynnym Niall'u Horan'ie który w naszym domu jest dość popularny.
-Tak właśnie o nim jutro go poznam! - zaczęłam krzyczeć i skakać.
-Bo będę zazdrosny. - zrobił smutną minkę.
-A teraz poproszę o ten piękny uśmiech. - od razu się uśmiechną. - Już lepiej. - pocałowałam go szybko. - Nie masz o co zawsze będę twoja.
-Teraz mi lepiej.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Mogę wam zrobić zdjęcie proszę. - poprosiła Marika.
-A rób sobie.
Zrobiła nam zdjęcie. Po 3h wróciliśmy do domu. Poszliśmy do swoich pokoi.
-Tylko go jutro nie zamorduj. - zaśmiał się.
-Twierdzisz, że mogłabym zabić mojego największego idola?
-Po tobie można się wszystkiego spodziewać.
-Oj zapomnijmy o tym co było w szpitalu.
-Nie bo to jest zawsze dobry argument.
-Kurde muszę coś na ciebie znaleźć.
-Będzie trudno.
-Ja to znajdę choćbym musiała to wykopać spod ziemi.
-Powodzenia kochanie.
Zasnęliśmy szybko. Następnego dnia obudziłam się dość wczas jak na mnie w wolny dzień o 10. Leżałam jeszcze bo nie chciało mi się wstawać. Kuba jeszcze spał wyglądał słodko. Przytuliłam się do niego i leżałam myśląc. Zaraz się obudził.
-Hej piękna.
-Hej piękny.
Rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.
"Hej jak cię obudziłam to sory. O 13 idziemy do chłopaków, przyjdę po ciebie."
M.
"Hej nie obudziłaś spoko to czekam ;*"
O.
"No to do zobaczenia"
M.
Wstałam leniwie zrobiłam poranną toaletę i poszłam coś zjeść.
Dochodziła 13 wyszłam przed dom i zaraz doszła do mnie Marika. Ruszyłyśmy do domu chłopaków. Zapukała i drzwi otworzył Niall o Boże spokojnie.
-Hej. - powiedział do mnie.
-Hej - pisnęłam.
-Nie błagam nie piszcz tak jak pierwszym razem.
-Minutkę. - poprosiłam namierzyłam poduszkę leżącą obok Harry'ego podeszłam do niej z szerokim uśmiechem Harry się odsunął i zrobił przerażone oczy ja wzięłam poduszkę przycisnęłam ją sobie do twarzy i zaczęłam piszczeć. Po chwili przestałam odłożyłam poduszkę.
-Już ci lepiej? - zapytał Niall.
-Tak. - powiedziałam spokojnie.
-No to jestem Niall. - wyciągnął rękę w moją stronę.
-Jakbym nie wiedziała. Gdybym nie miała chłopaka, a ty dziewczyny to bym cię pocałowała.
-Nie rób tego.
-Nie mam zamiaru, ale chce cię przytulić.
-Dobra. - Jezu przytuliłam Niall'a Horan'a! Zgon! - Żyjesz? - zapytał bo stałam w jednej pozycji nieruchomo.
-Nie no wiesz nie na co dzień przytula się ciebie.
-Tak wiem.
-To ty jesteś Oliwia nasza największa fanka? - zapytał Louis.
-Tak to ja.
-No to witam cię w naszych skromnych progach.
-Skromnych?
-No tak jak na piątkę chłopaków to ten dom jest mały.
-Możemy się zamienić jeśli wam nie odpowiada.
-Śmieszna jesteś.
Przytulił mnie, a reszta zrobiła to samo.
-Mogę sobie z wami zrobić zdjęcie?
-Tak jasne. - odpowiedzieli.
Marika wzięła mój telefon i zrobiła nam zdjęcie.
-O Boże nie mogę w to uwierzyć sory, ale muszę to powiedzieć kocham was!
-A kto nas nie kocha? - zapytał Harry.
-Debile?
-Fajnie to ujęłaś.
Po 2h wróciłam do domu.
Danielle
-Kochanie chcę żeby Luck i Kendall się wprowadzili do nas. Przepraszam że mówię ci to teraz, ale to nastąpi dzisiaj, a ślub planujemy na 29 grudnia nie będzie on duży.
-Teraz mi mówisz? Mamo nie dało się wcześniej?
-Jesteś zła?
-Nie tylko mogłaś mi powiedzieć wiesz po 20 latach będę miała brata to trochę dziwne.
-Wiem córeczko, ale zrozum mnie.
-Dobrze rozumiem też kogoś kocham. - uśmiechnęłam się na samą myśl.
-Właśnie nie mięliśmy okazji porozmawiać jak tak z Liam'em?
-Super. Jest wspaniały. Cały czas mi powtarza, że mnie kocha.
-To się cieszę, że jesteś szczęśliwa.
-I to jeszcze jak.
-Pomożesz mi zwolnić pokój gościnny dla Lucka?
-Tak jasne.
Zajęło nam to 3h, ale w końcu wyniosłyśmy wszystko. Zadzwonił dzwonek zbiegłam i otworzyłam drzwi stał przed nimi Luck i jego tata.
-Wchodźcie.
-O już jesteście. - mama zeszła z góry.
-Chodźcie zaprowadzę was do pokojów i oprowadzę po domu.
Usiadłam przed telewizorem zaraz przyszedł Luck i usiadł obok mnie.
-Fajny prezent gwiazdkowy. - odezwał się pierwszy.
-Tak brat pod choinkę.
-A ja siostra.
-Ja pierwsza zajmuję łazienkę przed wyjściem do szkoły. - powiedziałam szybko.
-Kurde.
-Pech.
-Zobaczymy kto będzie szybszy.
-Ej nie ma tak zaklepałam.
-Kto pierwszy ten lepszy.
-Jak się zamkniesz to ja znam sposób na otworzenie tych drzwi.
-Zobaczmy.
Umówiłam się dzisiaj z Liam'em, że przyjdzie i zaraz rozległ się dzwonek do drzwi popędziłam szczęśliwa w stronę drzwi. Otworzyłam je i stał tam Liam.
-Hej.
-Hej wchodź szybko bo zimno. - pocałowałam go szybko w usta. - Chodź musisz kogoś poznać. - weszliśmy do salonu.
-Liam to jest Luck mój przyszły brat.
-My się znamy.
-Serio?
-Chodzimy razem do klasy.
-Aha zapomniałam przepraszam.
-Spoko.
-Chodźmy.
Chwyciłam go za rękę i poszliśmy w stronę mojego pokoju. Weszliśmy po schodach na górę i zobaczyłam mamę jak całuje się z ojcem Lucka.
-Mamo może nie przy wszystkich. - zaraz od siebie odskoczyli. - Liam to jest ojciec Lucka, Kendall.
-Miło pana poznać.
-Mi ciebie też chłopcze.
Poszliśmy do mojego pokoju.
-Fuj jak oni tak mogą kurde ja w tym domu muszę żyć.
-Nie narzekaj oni się kochają.
-To nich nie okazują tego przy mnie.
-Ja mam czterech takich w domu i cały czas to widzę i nie tylko to. - zrobiłam pytającą minę. - No przyłapałem kiedyś Harry'ego i Sarę.
-O Boże serio?
-Tak to nie był za fajny widok.
-Wierze ci.
****************************************
Jest mega długi ferie mi nie służą za długie. No ale trudno nie umiem pisać krótkich. No mam nadzieję że się podobało. Komentujcie. A i mała uwaga kilka z was czyta mojego bloga na telefonie i nie da się dodać komentarza i bardzo was proszę wejdźcie później na kompa i dodajcie bo ostatnio świeci pustkami pod ostatnim rozdziałem miałam tylko jeden komentarz i to jeszcze od anonima podpisujcie się proszę bo chce wiedzieć kto pisze. Następny za tydzień. Macie jeszcze mojego bloga z imaginami: http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/. I jeszcze słodkie 1D:
POZDROWIONKA ;*