sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 11

-Hej mamo.
-Hej. Nie widziałam z tobą Lucka.
-Nie jesteśmy już razem.
-Jak to?
-Tak to. Zarwałam z nim.
-Czemu?
-Stwierdził że spałam z Niall'em i cały czas był zazdrosny więc z nim zerwałam.
-Tak mi przykro.
-Nie potrzebnie sam sobie na to zasłużył. Mamo mogę iść dzisiaj do chłopaków proszę.
-Marika pamiętaj że masz szlaban.
-Mamo proszę muszę z kimś pogadać.
-No dobrze.
-Dziękuję.
Poszłam do siebie zrobiłam zadania i napisałam do Niall'a.
"Hej mam pytanie."
M.
"Hej no jakie?"
N.
"Mogę przyjść z Parrie?"
M.
"Jasne. Zayn się ucieszy."
N.
"Ok dzięki to będziemy o 17."
M.
"Ok."
N.
Napisałam teraz do Parrie.
"Hej. Idziesz ze mną do chłopków proszę."
M.
"Mogę iść nie mam nic do roboty."
P.
"To o 16:45 być w parku."
M.
"Ok."
P.
Był czwartek jutro piątek i weekend w końcu. 
Sara
Siedziałam na kanapie i oglądałam film tata był w pracy a mama w kuchni. A brat, a jego nigdy nie było. Nagle usłyszałam, że coś się roztłukło  Pobiegłam szybko do kuchni mama leżała na podłodze a obok niej był roztłuczony talerz.
-Mamo! Mamo co ci się stało? - nie odpowiadała. Zadzwoniłam na pogotowie. Przyjechało szybko i ją zabrało ja jechałam razem z nimi, płakałam. - Co się dzieje?
-Twoja mama zasłabła. Jadła dzisiaj coś?
-Tak ze mną śniadanie i obiad.
-A widziałaś żeby się źle czuła.
-Nie ale mówiła że od paru dni kręci jej się w głowie.
-Dobrze a gdzie twój tata?
-W pracy.
-A masz rodzeństwo?
-Tak mam starszego brata ale on z nami nie mieszka. Wyprowadził się ma już dziecko.
-Dobrze podasz nam do nich numery.
-Dobrze.
Dojechaliśmy do szpitala mamę wzięli do sali i podłączyli pod kroplówkę. Po 30 min przyjechał tata i Daniel.
-Co się stało? - zapytał tata.
-Mama zasłabła.
-Nic jej nie jest? - zapytał Daniel.
-Nagle zaczęło cię wszystko interesować? Jak się ulotniłeś z domu to znaku życia nie dawałeś, a teraz wielce syn się znalazł.
-Nie rozumiesz, że mam dziecko!
-Jak się jest głupim i nie wie co to jest gumka.
-Ty szczylu parę lat temu w pieluchach biegałaś a ja cię musiałem niańczyć a teraz tak się odpłacasz?
-Spokój! Nie kłóćcie się.
Przyszedł lekarz.
-Nie mam dobrych wiadomości. Zrobiliśmy badania. Ma raka płuc.
-Jak to raka płuc? - zapytał Daniel.
-Pali?
-Nie moja żona nie pali ale ja tak.
-Widzi pan pana organizm jest odporny na papierosy ale pana małżonki nie, jest biernym palaczem. Tak samo pana dzieci. Im nic zapewne nie jest ale mana żona tego nie wytrzymała i ma raka płuc. Dajemy jej najwyżej 2 miesiące rak się poważny jest już on długo tylko wcześniej nie było objawów.
-Czyli że ona umrze? - zapytałam.
-Niestety ale tak. Bardzo mi przykro.
Lekarz odszedł a ja przytuliłam się do taty i Daniela.
-Tato mama umrze.
-Wiem ale poradzimy sobie.
To był dla mnie szok mama umrze i to za 2 miesiące to znaczy że raka ma już bardzo długo. Ona nie może umrzeć nie teraz ja jestem jeszcze dzieckiem.Przyjechaliśmy do domu mama została w szpitalu. Nie chciałam żeby ona umarła. Wyszłam na spacer do parku. Usiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać. Nic nie mogłam zrobić nic! Wstałam i szłam przed siebie z głową wbitą w kamienną dróżkę. Płakałam i dobiłam do kogoś podniosłam głowę.
-Patrz jak chodzisz baranie!
-Ups sory. O to ty.
-Harry co ty tu robisz?
-Spaceruję. A ty?
-Też.
-A te łzy od czego chyba nie przywaliłaś tak mocno.
-Nie to nie przez ciebie.
-To od czego jeśli można zapytać.
-Nie chce o tym mówić. - łzy zaczęły mi coraz szybciej spływać po policzkach on wyciągnął chusteczki i podał mi wzięłam jedną i wytarłam twarz.
-A może powiesz?
-Mama mi umiera! - usiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać a on stał i się na mnie patrzył zamurowało go. - Powiesz coś czy tak będziesz stał?
-Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi. - usiadł obok mnie.
-Okazało się że ma raka płuc. Dzisiaj zasłabła zadzwoniłam po pogotowie i zabrali ją i przez to że tata pali ona ma raka. - wyjąkałam płacząc. - Dają jej tylko 2 miesiące.
-Strasznie mi przykro - poklepał mnie po plecach.
-Mogę się do ciebie przytulić? - zapytałam zapłakanym głosem.
-Jasne. - objął mnie a ja jego od razu przypomniała mi się mama jak mnie coś bolało to mnie przytulała. Jeszcze bardziej zaczęłam płakać poplamiłam mu całą koszulkę.
-Dobra ja już muszę wracać tata nie wie że wyszłam z domu. - mówiłam zapłakanym głosem wstając.
-Idziesz w tą stronę? - pokazał palcem.
-Tak.
-To cię odprowadzę.
-Nie, nie trzeba.
-Ale ja też tam idę więc spoko.
-Ok.
Odprowadził mnie pod drzwi.
-Hej będzie dobrze. - powiedział gdy już wchodziłam do domu.
-Miejmy taką nadzieję.
-Cześć.
-Pa - puścił mi oczko i zamknęłam drzwi.
-To wszystko przeze mnie. To ja doprowadziłem do tego, że ma raka to moja wina. - usłyszałam jak tata coś szepcze pod nosem i płacze.
-Tato wszystko ok? - zapytałam.
-To przeze mnie mama umrze to przez te cholerne papierosy!
-Tato to nie przez ciebie.
-Właśnie że tak Sara to moja wina. Zrozum gdybym nie palił mama by tu z nami była.
-Tato nie mów tak.
-Sara ale taka jest prawda.
Rozpłakałam się i pobiegłam do swojego pokoju. Leżałam na łóżku twarzą do poduszki i płakałam.
Marika
Wyszłam z domu i poszłam do parku. Parrie na mnie czekała podeszłam do niej.
-Już jestem.
-To dobrze.
-No idziemy.
Doszłyśmy w 10 min i zadzwoniłyśmy do drzwi. Otworzył Zayn.
-Hej wchodźcie.
-Hej.
-Hej.
Usiadłam na kanapie a obok mnie Perrie i Niall.
-No to słucham. Co masz mi do powiedzenia?
-To on zaczął. - powiedział szybko.
-Niall mów jak było.
-No dobra - westchnął ciężko. - Jak wyszłaś ze szkoły to on mi powiedział, że mam przyjść do parku no to poszedłem. On przyszedł no i on pierwszy mnie walnął no to mu oddałem no i to jakoś się tak złożyło no i później mówił, że ty go zdradziłaś ze mną zaczął krzyczeć, że nigdy ci tego nie wybaczy no to jakoś tak się stało że znowu mu przyłożyłem no i przyszli chłopaki no i mnie od niego odciągnęli.
-Niall co ci strzeliło do głowy?
-Co mi strzeliło? Oczernił ciebie i przy okazji mnie przed całą szkołą. Co miałem to tak zostawić?
-Wisz co tak zapewne by zrobił mężczyzna.
-No przykro mi że nie jestem jeszcze wystarczająco dojrzały. Marika po prostu nie pozwolę żeby ktokolwiek tak traktował jakąkolwiek dziewczynę.
-Dobra.
-No nie źle - powiedziała Parrie.
-Gdybyś widziała Lucka. - powiedział Zayn.
-Co trząsł się ze strachu i mówił "nie rób mi krzywdy mam taką ładną buźkę"?
-Haha dobre albo "tato ratuj on mnie uderzył".
Zaczęli się śmiać. Wszystkie oczy zostały zwrócone na nich. Parrie się na wszystkich popatrzyła.
-Co? Czy tylko ja z Zayn'em mamy tutaj poczucie humoru?
-No właśnie.
-Dobra tylko my tu się zgadzamy ze sobą.
-No wy jesteście jacyś sztywni - podsumował Zayn.
Po 3h godzinach wyszłyśmy. Weszłam do domu i poszłam do siebie zasnęłam szybko.

Wyszłam do szkoły Luck też wychodził poczekałam na niego. Na przywitanie sprzedałam mu siarczastego liścia.
-To za to że mnie ośmieszyłeś przed szkołą - walnęłam go drugi raz - to za to że nazwałeś Niell'a dupkiem - już miałam go uderzyć 3 raz ale chwycił moją rękę więc walnęłam go drugą - a to za to że się z nim biłeś!
-Marika wiem debil ze mnie przepraszam. Co mam zrobić nie mogę cofnąć czasu a chciałbym. Chciałbym znów być z tobą i móc cię pocałować jeszcze raz. Przytulić cię jeszcze raz ale to niemożliwe. - łza poleciała mi po policzku.
-Luck sam tego chciałeś. Mogliśmy być szczęśliwi ale to co wtedy powiedziałeś to było okropne. Wiesz jak ja się wtedy czułam jak margines społeczeństwa.
-Marika przepraszam cię. A co z piosenką?
-Nie wiem ale po tym co zrobiłeś nie sądzę żebym chciała ją śpiewać.
-Ja wiem że nie chcesz mnie widzieć ale zaśpiewajcie ją ona jest super i wy ją naprawdę super śpiewacie - podał mi płytę. - Zrozumiem gdy nie będziecie chciały jej zaśpiewać.
-Luck dziękuję ale ona mi będzie przypominać o tobie.
-Weź ją proszę.
-Dobra - chwyciłam płytę i schowałam to torby.
Ruszyłam przed siebie. Weszłam do szkoły nikt nic nie mówił w końcu. Poszłam do swojej szafki.
-Bu!
-Jezus Perrie nie strasz mnie chcesz żebym zawału serca dostała?
-Nie jestem po prostu tak naładowana energią.
-No to chyba ją zaraz stracisz. Rozmawiałam z Luckiem i dał mi to - wyjąłem płytę - to jest piosenka ta którą razem napisaliśmy.
-No i co robimy?
-Nie wiem.
-Wiesz piosenka jest nie zła.
-Wiem ale przypomina mi o nim. Musze się zastanowić.
-Dobry pomysł.
Louis
Lekcje się skończyły. Napisałem do Eleanor.
"Hej pamiętasz o naszej randce?"
L.
"Hej tak pamiętam."
E.
"To dobrze. To o 18 będę pod twoim domem dobrze?"
L.
"Dobrze."
E.
No super. Mam nadzieje, że się wszystko uda. Przebrałem się w czarne dżinsy, bordową koszulkę, czarne vansy i czarną skórzaną kurtkę. Postawiłem włosy na żelu i zszedłem na dół.
-No i jak wyglądam? - zapytałem.
-No super. A po co się tak ubrałeś? - zapytał Harry.
-Idę na randkę.
-Jak to zdradzasz mnie? - zapytał Harry robiąc smutną minkę.
-Hazzuś ciebie zdradzić? To niemożliwe.
-Możecie już przestać bo pomyśle że jesteście gejami - wykrztusił Zayn.
-Zayn wczoraj mówiłeś że tylko ty masz poczucie humoru a teraz? - zapytał Harry.
-Tylko że to robi się męczące.
-Dobra przestańcie. Z kim idziesz na tą randkę? - zapytał Niall.
-Nie znacie jej. Ma na imię Eleanor jest w klasie wyżej.
-Wiesz to jest dziwne. No bo ona jest od ciebie młodsza o rok a ty jesteś w klasie niżej niż ona.
-A to nie moja wina że muszę chodzić do tej klasy. Mnie w tej szkole nie powinno być.
-Czekaj coś mi się kojarzy. To jest ta co się tak dobrze uczy? - zapytał Liam.
-Tak właśnie ta. Poznałem ją jak byłem ostatnio w cukierni i tak się poznaliśmy.
-To dlatego cię tak długo nie było. - stwierdził Zayn.
-No tak dlatego.
-To dlaczego wcześniej nie mówiłeś? - zapytał Niall.
-A no jakoś się tak nie złożyło. Dobra ja lece bo nie chce się spóźnić. - kierowałem się do drzwi.
-Czekaj - krzyknął Niall i podbiegł do mnie.
-Co?
-Kup mi coś dobrego - zrobił maślane oczka.
-Niall ja idę na randkę!
-No i co?
-I ci nic nie kupię.
-No proszę - zrobił minę słodkiego pieska.
-Dobra coś ci kupie.
-Dziękuję a teraz możesz iść.
-Nara.
Wyszedłem. No co za człowiek on by cały czas jadł nic tylko by jadł gdzie mu się to mieści? Szybko podszedłem pod jej dom i zadzwoniłem otworzył jej ojciec o kurde z jej opowiadań wynikało że był ostry.
-Dobry wieczór czy jest Eleanor? - zapytałem cały zdenerwowany.
-Dobry wieczór tak jest wejdź.
-Dziękuję - wszedłem niepewnie. - My się jeszcze nie znamy jestem Louis. - wyciągnąłem do niego rękę.
-Boby - uścisnął moją dłoń. - To za tobą i twoimi kolegami moja córka tak szaleje.
-Tak na to wychodzi.
-Masz ją dobrze traktować.
-Tak wiem. Eleanor jest świetną dziewczyną. 
Eleanor
Ubrałam się w czerwone rurki, turkusową bluzkę, kremowe buty na obcasie i dżinsową kurteczkę. Schodziłam po schodach gdy nagle usłyszałam Louisa przyspieszyłam i usłyszałam jak mówi.
-Eleanor jest świetną dziewczyną. - odwrócił się w moją stronę wyglądał zabójczo i jeszcze ten jego boski uśmiech - Cześć piękna. 
-Hej - podeszłam do niego i stanęłam obok patrząc się na tatę. - To my już pójdziemy.
-Miłej zabawy.
-Dzięki. - drzwi się zamknęły.
-Wyglądasz cudnie. - powiedział.
-Ty też wyglądasz super.
-To co kino?
-Chętnie.
Poszliśmy do najbliższego kina. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy obok siebie. Film się zaczął był bardziej romantyczny. Patrzyliśmy jedząc popcorn. W pewnej chwili Louis zrobił tak stary numer na podryw że dziwiłam się że coś takiego zrobi. Ziewną rozkładając ręce i prawa ręka oparł na oparci mojego krzesła. Przysunęłam się do niego i lekko oparłam. Uśmiechnął się kolejny raz. Film się skończył wyszliśmy z kina.
-Czekaj chwilę muszę Niall'owi kupić coś bo zacznie się drzeć.
-Ten chłopak cały czas je on ma gdzieś dno?
-No właśnie chyba nie. On tyle ja a jest chudy jak patyk. - zaśmiałam się. Kupił popcorn i wyszliśmy z kina.
-Tym razem gdzie chcesz mnie zabrać? - zapytałam. Szliśmy bocznymi dróżkami jedząc popcorn który był dla Niall'a.
-Już tam byłaś. Ale teraz to będzie w innym wydaniu. 
-Ok wiec prowadź.
Szliśmy rozmawiając i poznając siebie. Zanim się zorientowaliśmy zjedliśmy cały popcorn.
-Biedny Niall się załamie. Zjedliśmy mu popcorn.
-Obrazi się ale zaraz mu przejdzie.
-Kupimy mu coś innego.
-O właśnie. Jesteśmy - jesteśmy w tym miejscu gdzie jest pełno świetlików o jak fajnie.
-O tu jest tak pięknie. - podeszliśmy bliżej i od razu zjawiło się kilka małych stworzeń.
-I mam coś jeszcze - powiedział i pokazał ręką koc i koszyk. - To będzie taki piknik tylko w nocy w blasku gwiazd i księżyca.
-Tego raczej nigdy nie zapomnę. Louis jesteś super!
-Siadaj.
Usiadłam a on obok mnie. Rozmawialiśmy o wszystkim śmiejąc się.
-Fajny był ten film.
-No super był. Poszłabym na niego jeszcze raz i zobaczyła go od czopątku. - zaśmiał się.
-Od czopątku?
-No tak od czopątku.
-Co to znaczy?
-No od początku ale ja mówię od czopątku.
-Dziwne pierwsze raz coś takiego słyszę.- zaśmiał się.
-To takie moje powiedzenie.
-Słodkie tak jak ty. Zatańczysz? - wstał i wyciągnął do mnie rękę.
-Chętnie - chwyciłam ją a on pomógł mi wstać - ale nie mamy do czego.
-A czy musi być piosenka nie można od tak się pobujać w swoich ramionach?
-Nie musi oczywiście.
-No więc zatańczmy.
-Dobrze.
Chwycił mnie za biodra ja swoje ręce położyłam na jego ramionach. Wokół nas pojawiło się mnóstwo świetlików to było takie piękne. Louis jest ode mnie wyższy nawet jeśli jestem w szpilkach. Tańczyliśmy tak jeśli możne to nazwać tańcem. W pewnym momencie on popatrzył mi w oczy a ja w jego były piękne, niebieskie. Chciał mnie pocałować ale ja zatrzymałam go ręką.
-Ja na pierwszej randce się nie całuję.
-Dobra spoko poczekam. - zrobił smutną minę.
-A co mi tam - chwyciłam go z brzegi kurtki i przyciągnęłam do siebie całując. Jego usta były miękkie, ciepłe i delikatne ale zarazem męskie.
-Jesteś super - uśmiechnął się.
-A ty masz piękny uśmiech.
-Ty też.
-To ja już pójdę do domu. - powiedziałam.
-Dopiero 21 chodź jeszcze na spacer.
-Czemu ty chcesz chodzić na spacery zawsze gdy jest zimno i ciemno?
-Bo wtedy jest romantycznie.
-A nie wystarczy to że ty jesteś romantyczny? - zapytałam uśmiechając się i patrząc prosto w oczy.
-Nie piękna. Proszę chodź ze mną na spacer.
-Louis zimno jest. No chyba że dasz mi swoją kurtkę.
-Nie ma sprawy - zaczął ją zdejmować.
-Żartuję.
-A ja nie, nie chce żeby ci było zimno. - zdjął ją i założył mi na ramiona.
-Dziękuję.
-Proszę. Może przyjdziesz jutro do nas?
-Z chęcią. Poznam moich idoli.
-A jeden ci nie wystarczy? - rozłożył ręce.
-Taki fajny i ładny wystarczy. - uśmiechnął się słodko.
-Ale przyjdziesz?
-Tak.
-To dobrze. Dobra muszę iść coś Niall'owi kupić bo się zacznie drzeć że jest głodny.
-No.
Ruszyliśmy przed siebie niedaleko było KFC weszliśmy i Louis zamówił kubełek kurczaczków wzięliśmy i poszliśmy. Odprowadził mnie pod same drzwi.
-Dzisiaj było super - powiedziałam.
-Tak to prawda. - zdjęłam z siebie jego kurtkę i oddałam mu.
-Dziękuję.
-Spotkamy się jeszcze na randce?
-Mam taką nadzieję.
-Ja też. Dobranoc piękna - pocałował mnie w policzek.
-Dobranoc przystojniaku.
Louis
Pomachałem jej i poszedłem do domu. Weszłam do domu wszystkie oczy były skierowane na mnie. Niall patrzył na mnie z podekscytowaniem i założę się że chodziło mu o jedzenie wyjąłem zza siebie kubełek kurczaczków.
-A Louis jesteś najlepszy! - krzyknął i szybko podbiegł do mnie i chwycił kubełek.
-Nie ma za co.
-No i jak było? - zapytał Harry.
-Chyba się jej podobało.
-Chyba?
-No mówiła że super a jak się zapytałem czy pójdziemy jeszcze kiedyś na randkę odpowiedziała że ma taką nadzieję.
-No to super. - powiedział Zayn.
-No - opadłem na kanapę obok Niall'a.
-Ja już nie mogę - powiedział Niall i odłożył do połowy pełny kubełek.
-Niall co ci jest do szpitala z nim. - powiedział Harry.
-A jednak masz gdzieś dno. - powiedziałem.
-Kurde to jest zapychające. - zsunął się i poklepał się po brzuchu.
-O stary ja współczuję twojej przyszłej żonie cały czas będzie stała w kuchni i robiła ci coś do jedzenia.
-Oj tam oj tam.
Marika
Obudziłam się o 11. Dzisiaj znowu trening. Zwlokłam się z łóżka i poszłam zjeść śniadanie.
-Hej.
-Cześć słońce. - powiedziała mama.
-Jeść błagam jeść.
-Proszę.
Zjadłam śniadanie i poszłam do siebie. Przebrałam się i spakowałam. Obok laptopa leżała płyta od Lucka włożyłam ją do komputera i odtworzyłam. Przesłuchałam ją całą i zaczęłam płakać. Cały tekst był o miłości. Od razu przypomniał mi się Luck tęskniłam za nim ale mnie zranił.
"Perrie musimy się dzisiaj spotkać."
M.
"Ok to będę o 16."
P.
"Ok."
M.
Wyszłam z domu. Szłam sobie spokojnie.
-Marika. Marika poczekaj - usłyszałam głos Lucka. Przystanęłam i poczekałam aż do mnie dojdzie.
-Cześć.
-Hej. I jak samopoczucie?
-Dobrze.
-Marika cały czas nie chcesz ze mną rozmawiać przepraszam cię jeszcze raz.
-Luck daj mi jeszcze chwilę czasu muszę to sobie poukładać.
-No dobra.
Dotarliśmy na trening przebrałam się i trening się zaczął. Po 2h się skończył.

Dochodziła 16 zadzwonił dzwonek. Zbiegłam z góry i otworzyłam.
-Hej już jestem.
-Hej wejdź. Do mojego pokoju.
-Ok - weszłyśmy i usiadłyśmy.
-Perrie pomóż mi co mam zrobić z Luckiem?
-Pierwsze podstawowe pytanie kochasz go?
-Parę dni temu powiedziałabym że tak ale dzisiaj nie.
-Chcesz mu wybaczyć?
-No właśnie w tym jest problem. No bo ośmieszył mnie przed całą szkołą. Bił się z Niall'em sama nie wiem.
-Marika jak sama nie wiesz to ja ci nie pomogę.
-Chce mu wybaczyć. Chcę żebyśmy byli przyjaciółmi.
-No więc powiedz mu to.
-Masz racje powiem. 
-A co z piosenką? - zapytała.
-Ona jest super i naprawdę fajnie mi się ją śpiewa.
-Mi też. To co wybaczysz mu i powiemy mu że chcemy ją zaśpiewać i żeby on nam zagrał?
-Tak.
-No to idziemy.
Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy do Lucka zadzwoniłam do drzwi. Otworzył jego tata poszłyśmy do jego pokoju. Zapukała.
-Proszę - usłyszałam
-Hej mogę wyjść? - zapytałam wychylając głowę.
-Hej tak jasne. - weszłyśmy do środka.
-Luck nie wiem jakby to powiedzieć ale hm najprościej chyba jest tak nie gniewam się na ciebie.
-Serio?
-Tak.
-To znaczy że będziemy przyjaciółmi?
-Tak.
-To super - przytulił mnie.
-Tylko już na wejściu mówię nie będziemy już parą nigdy rozumiesz?
-Tak.
-A i jeszcze jedno.
-Tak?
-Musisz kogoś przeprosić.
-No kogo?
-Niall'a. Wiem że się nie lubicie ale musisz go przeprosić za to że go tak nazwałeś i przede wszystkim że się pobiliście.
-No ok.
-A i jeszcze coś - podałam mu płytę - nie chce tej płyty.
-Rozumiem wybrałyście inną piosenkę nie ma sprawy - chwycił ją.
-Nie Luck chcemy ją zaśpiewać i chcemy żebyś ty nam zagrał.
-Serio? - zapytał podekscytowany.
-Tak baranie serio - powiedziała Parrie.
-To super.
-Masz może tekst tej piosenki? - zapytałam.
-Tak mam tu mam to dla was - podał nam wydrukowany tekst.
-Ok dzięki.
-To przećwiczymy? - zapytał.
-Jasne.
Zaśpiewałyśmy parę razy piosenkę i poszłyśmy do domów. Usiadłam przed laptopem i moja komórka zaczęła wibrować wyjęłam ją.
"Hej. Jutro jest imprezka u mojego kupla może z nami pójdziesz?"
N.
"Hej. Z chęcią a Parrie też może iść?"
M.
"No właśnie miałem się ciebie zapytać czy podasz mi jej numer."
N.
"No to spoko to ja do niej napiszę."
M.
"Ok. To juto impra zaczyna się o 10 ale my wpadamy wcześniej wiesz trochę pomóc."
N.
"No to my z Perrie przyjdziemy do was o 8:40 i pójdziemy razem ok?"
M.
"No spoko. To miłego wieczoru."
N.
"Dzięki i nawzajem ;)"
M.

"Hej Parrie co ty na imprezkę jutro?"
M.
"Hej no chętnie ale w poniedziałek szkoła."
P.
"Ej no zapomniałaś nie ma w poniedziałek lekcji."
M.
"Kurde rzeczywiście zapomniałam."
P.
"No to idziesz?"
M.
"No jasne."
P.
"To o 8:40 u chłopaków bo to jakiś ich kumpel to robi."
M.
"No spoko. To do jutra."
P.
"No pa ;*"
M.
Zbiegłam szybko na dół.
-Mamo mam pytanko.
-No jakie?
-Mogę iść jutro na imprezę?
-A szkoła.
-Nie ma coś tam nauczyciele mają nie wiem o co kaman.
-No dobrze ale sama.
-Nie z chłopakami...
-Marika.
-Daj dokończyć i Parrie.
-No dobrze. Ale masz nie pić dużo alkoholu i nie wrócić o 6.
-No spoko o 5:59. - wyszczerzyłam się.
-Marika o 4 najpóźniej.
-Mamo mam już 19 lat.
-No dobrze ale proszę nie za późno i nie pij dużo dobrze?
-Spokojnie mamo.
-No mam nadzieję.
-Dobra spadam.
Poszłam do siebie.
Sara
Siedziałam smutna przed laptopem i nie wiem czemu w sumie to robiłam ale nie miałam siły nic więcej robić. Na gg napisała do mnie Danielle.
Dan: Hej co tam?
Ja: Hej no nie za fajnie ;(
Dan: Coś się stało?
Ja: Tak.
Dan: A powiesz?
Ja: Moja mama ma raka płuc.
Dan: Oż ja cież.
Ja: Ona umrze. Rozumiesz umrze ja nie wiem co zrobię.
Dan: Ja nie mam taty nie ławo było się pogodzić z jego śmiercią ale byłam mała miałam 7 lat więc za bardzo nie wiedziałam co się dzieje ale z czasem się dowiedziałam i to nie było fajne tęsknie za nim ale nic nie mogę zrobić ;(
Ja: Mój tata obwinia za to siebie. Mówi że to przez niego. No bo on pali i mamy płuca tego nie wytrzymały i ma raka.
Dan: Współczuję.
Ja: ;(
Dan: A może jutro wpadniemy na imprezkę. Kolega mojego kolegi organizuje impre w klubie może pójdziemy?
Ja: To nie jest najlepszy pomysł.
Dan: No proszę nie chce iść sama.
Ja: Ale ja kiepsko wyglądam jestem cała blada wyglądam potwornie.
Dan: No chodź zapomnisz o tym wszystkim.
Ja: No dobrze.
Dan: No to ja do ciebie wpadnę.
Ja: Ok pa.
Dan: Narka.
Tak naprawdę nie chciałam iść ale jak mam o tym na chwile zapomnieć to jak najbardziej. Zeszłam na dół tata siedział przed telewizorem i pił piwo kolejne. Od czasu choroby mamy coraz więcej pije na początku to było 2 piwa ale teraz 5 martwi mnie to. Zrobiłam sobie jedzenie i poszłam do siebie zjadłam i zasnęłam.
Eleanor
Przyszłam do chłopaków.
-Ej słuchajcie to jest Eleanor. To niej wam mówiłem.
-Hej - powiedziałam nie mogłam w to uwierzyć że poznałam Harry'ego, Liam'a, Niall'a i Zayn'a.
-Hej - odpowiedzieli.
-Eleanor jest naszą fanką więc pewnie teraz najchętniej wybuchła by niepohamowaną radością - popatrzył się na mnie - nie krępuj się jak chcesz to krzycz i skacz.
-O Boże nie wierze to wy! Wy o Boże to wy. Kurde to jest trzeci najlepszy dzień w moim życiu! Wy jesteście tacy super normalnie kocham was! - krzyczałam i skakałam jak głupia i zdałam sobie sprawę co powiedziałam i uspokoiłam się. - Sory ale jestem mega szczęśliwa.
-E nie jest źle. Bywało gorzej jedna fanka weszła do kosza na śmieci i myślała że w studiu nas pozna ale ochroniarze się zorientowali bo było za ciężkie. - powiedział Niall.
-O czyli nie zrobiłam z siebie aż takiej debilki? - zapytałam.
-Debilki? Nie mów tak o sobie bo nie mogę tego słuchać - skarcił mnie Louis.
-Nie żartuj cieszymy się że poznaliśmy kolejną fankę. - uśmiechnął się do mnie ciepło Harry.
-Mogę się do was przytulić? - zapytałam to było idiotyczne pytanie.
-No jasne - powiedział Niall.
Wstał i podszedł do mnie. Uścisnęłam go o to było takie fajne. I tak wszyscy do mnie podeszli. No normalnie nie wierze przytuliłam ich! Usiedliśmy na kanapie.
-Wczoraj zdarzyło się coś bardzo niemożliwego ale jednak - powiedział Louis.
-Tak a co?
-Niall się najadł!
-Naprawdę? To jest możliwe?
-Ej ja tu jestem i was słyszę - odezwał się Niall. - Ja nie jem tak bardzo dużo.
-Oj tak jesz - powiedzieliśmy wszyscy.
-Niall uwierz mi jestem directionką i wiem co mówię. A właśnie smakowały kurczaczki?
-No to one właśnie go zapchały. - odezwał się Liam.
-Tak dobre były ale je zwróciłem w nocy to nie było fajne.
-Biedactwo.
Oglądaliśmy film i Louis coś do mnie szepnął.
-Co mówiłeś? - zapytałam szeptem by nie przeszkadzać w oglądaniu.
-Dlaczego trzeci najlepszy dzień?
-Pierwszy to było jak cię poznałam - uśmiechnęłam się - drugi nasza wczorajsza randka. Trzeci no to dzisiaj a czwarty to jak wyszła płyta Up all night.
-O super jestem na pierwszym miejscu.
-No tak bo byłeś dla mnie taki miły i mi pomogłeś jesteś najlepszym człowiekiem na świecie.
-A ty najładniejszą dziewczyną w całej galaktyce. - czułam że się rumienię. - Czy to rumieńce? - zapytał.
-Tak.
-Pięknie wyglądasz jak się rumienisz.
Po 1h wyszłam od nich a Louis mnie odprowadził.
Marika
Dochodziła 8 przebrałam się w żółte rurki, turkusowy top i dżinsową kurteczkę. Poszłam sobie zrobić fryzurę nic mi nie wychodziło więc rozpuściłam włosy. Obejrzałam się w lustrze i zobaczyłam bluzę Niall'a nie oddałam mu jej no więc wzięłam teraz. Wyszłam z domu i poszłam do parku z bluzą w ręku. Parrie doszła po paru minutach. Poszłyśmy do chłopaków. Zapukałam drzwi się otwarły. Przede mną stał jakiś chłopak.
-Cześć wejdźcie. Ja jestem Josh. Jestem perkusistą.
-Cześć miło mi cię poznać ja jestem Marika.
-A ja Perrie.
-Miło was poznać chłopaki trochę o was mówili.
-O to fajnie. - popatrzyłam mu przez ramię na Niall'a i Zayn'a którzy się głupio uśmiechali.
-No dobra ruszamy. - powiedział Harry z ucieszoną mordką.
-O tak idziemy! - krzyknął Louis idąc za Harry'm. Ja podeszłam do Niall'a.
-Hej mam twoją bluzę w końcu.
-Hej dzięki właśnie ją szukałem  ty ją miałaś.
-No tak.
-Ok zostaw ją na kanapie.
-Ok - odłożyłam ją.
Wyszliśmy z mieszkania dotarliśmy tam w 20 min. Po godzinie impreza się zaczęła przychodziło coraz więcej ludzi.
*********************************
Haha wiem że tego nie cierpicie jak tak zakańczam ale muszę. Chyba zacznę lubić niemiecki. W piątek pisaliśmy taki konkurs (poszedł mi do dupy więcej niż 8 punktów nie będę miała) i tam było o jakimś zespole i nie pamiętam jak się nazywał ale drugie słowo to było Louis. Zaczęłam się cieszyć jak głupia a jak moja koleżanka (mówiłam że o tobie napiszę ;P) jak to zobaczyła to do mnie takim tekstem "Jak to jest o tym twoim łan dajrekszon to ja nie pisze tego konkursu" ale nie było o nich a szkoda może coś więcej bym wygrzebała. No to dodawajcie komentarze plis. I piszcie co mogę wprowadzić do  bloga. Mam nadzieje że się podobało. Za równy miesiąc wigilia i urodziny Louisa. Jej! nasz kochany Louisek będzie miał 21 lat. Jaram się!!!

niedziela, 18 listopada 2012

Rozdział 10

Obudziłam się było piękne na zewnątrz a ja wyglądałam jak siedem nieszczęść i to nie z tego powodu że dopiero wstałam ale z tego powodu że cały czas myślałam o Oliwi. To było koszmarne ona mogła umrzeć. Przebrałam się i zeszłam na śniadanie.
-Mamo są jakieś wieści od Oliwi? - zapytałam przybita.
-Już jest lepiej puls jest stabilny ciśnienie też jest lepiej.
-To dobrze. Powiedz że ona z tego wyjdzie. - przytuliłam się do niej.
-Marika nie martw się wyjdzie z tego.
-Ja tego nie przeżyje jak ona umrze.
-Nie umrze nie mów tak będzie dobrze.
Wzięłam swoje rzeczy i wyszłam. Luck stał załamany przed moim domem. próbował się uśmiechnąć ale nie za bardzo mu to wychodziło.
-Hej - powiedziałam cicho przytulając się do niego.
-Hej skarbie. - Objął mnie a ja jego i poszliśmy do szkoły.
Pierwsza lekcja to biologia.
-Hej i jak się czujesz już lepiej - zapytał Niall stojący obok mojej szafki.
-Hej trochę lepiej przynajmniej już nie płaczę - po policzku spłynęła mi łza.
-Właśnie widzę. A jakieś zmiany u Oliwi?
-Tak puls i ciśnienie w normie więc jest lepiej.
-To dobrze. Nie płacz proszę.
-Niall ale ja nie chce jej stracić.
-Wiem.
Przytuliłam się do niego musiałam było mi tak źle. Chciałam rozładować swoją energię byłam wściekła że to spotkało ją a nie mnie. Usłyszałam chrząkanie i od razu przestałam przytulać Niall'a. Za nami stał Luck z niezadowoloną miną.
-Chodź na chwilę - położył rękę na moim ramieniu zmroził Niall'a wzrokiem i odciągnął od niego.
-Tak?
-Dzisiaj trening - pokazał mi telefon na którym było wyraźne zawiadomienie o treningu.
-No to musimy iść.
-Na pewno chcesz tam iść w takim stanie?
-Luck ja nie jestem upośledzona tylko załamana ale muszę coś zrobić bo jak o niej myślę to chce mi się płakać - po policzku spłynęła mi kolejna łza.
-Dobrze. Trening o 17 to o 16:30 przed domem.
-Dobrze.
-Cześć. Luck nie obraź się ale muszę ją porwać. - powiedziała Perrie.
-No dobra.
Zaciągnęła mnie do łazienki.
-Hej słyszałam o twojej przyjaciółce. Bardzo z nią źle?
-Może umrzeć bo jakiś debil jechał za szybko i potrącił nią.
-O kurde tak mi przykro. - przytuliła mnie.
-Parrie ona musi wyzdrowieć. - powiedziałam cała zapłakana i zasmarkana.
-Mam taką nadzieję.
Przestałam płakać wydmuchałam nos ogarnęłam się i zadzwonił dzwonek. Weszłam do sali i usiadłam z Niall'em.
-Dzisiaj będziemy poznawać budowę wewnętrzną organizmu żywego w tym przypadku żaby. Każdy ma na ławce jedną nieżywą żabę proszę ją rozciąć i będziemy omawiać jej budowę.
-O fuj. - powiedziałam cicho ale nie wystarczająco bo Niall mnie usłyszał i zaczął się śmiać.
Wzięłam do ręki nożyk i już zbliżałam rękę do żaby. Nie, nie mogłam tego zrobić.
-Masz ty to zrób. - podałam Niall'owi  nożyk a on przeciął ją bez wahania.
Wybiegłam z klasy. Pobiegłam pod szafki oparłam się o nie i usiadłam. Zaczęłam płakać jak bóbr zaraz przybiegła Perrie.
-Marika co ty robisz nauczyciel jest wściekły powiedziałam że cię żołądek boli i że idę ci pomóc. Co jest?
-No bo ta żaba. Ona nic człowiekowi nie zrobiła a on tak po prostu ją przeciął.
-Marika nie ściemniaj o co naprawdę chodzi?
-A o co może chodzić ! - krzyknęłam - Moja najlepsza przyjaciółka miała wypadek bo jakiś koleś pomyślał sobie " a co tam potracę niewinną dziewczynę która ma plany na przyszłość" a teraz nawet nie wiem kto to był i chciałabym mu tak strasznie wygarnąć że jest dupkiem że przez niego ona może umrzeć ale nie mogę bo jestem tu i tak strasznie chce ją zobaczyć porozmawiać z nią opowiedzieć jej wszystko. Ale nie mogę bo ona jest milimetry od śmierci!
-Marika nie martw się będzie dobrze zobaczysz za pare dni usłyszyż że jest dobrze i że się o ciebie pytała.
-Ale ja bym to chciała usłyszeć dzisiaj!
-Patrz na to z takiej perspektywy ona sobie odsypia te wszystkie nieprzespane noce przez szkołę i nie chce żeby ją ktoś obudzić a jak się obudzi to będzie bardzo zaspana ale zaraz do ciebie zadzwoni.
-Perrie dzięki za pocieszenie ale mam 19 a nie 9 lat.
-No to ja już nie wiem co mam powiedzieć.
-Marika gdzie jesteś? - usłyszałam głos Niall'a. Podszedł do nas.
-To ja was zostawię - powiedziała Parrie i poszła do klasy.
-Co się stało? - zapytał.
-Nic po prostu pomyślałam sobie o Oliwi i się rozpłakałam. To jest silniejsze ode mnie ja chce żeby ona w końcu się odezwała.
-Nie martw się będzie dobrze.
-Łatwo ci mówić.
-Słuchaj też się martwię nie możemy stracić directionki no a ja przecież mojej żony przecież jestem jej mężem więc raczej normalne że się o nią martwię - uśmiechnął się szeroko.
-No jakby usłyszała że zadzwoniłeś do niej to od razu by się obudziła - powiedziałam przez łzy ale z uśmiechem.
-No będzie dobrze - przytulił mnie mocno a ja odwzajemnilam uścisk.
-Marika wszystko dobrze? - usłyszałam głos Lucka. Przestałam  się przytulać do Niall'a i popatrzyłam na mojego chłopaka.
-Nie cały czas myślę o Oliwi jest mi bardzo ciężko.
-Spokojnie nic jej nie będzie. - usmiechnął się.
-Oby. - przytulił mnie a następnie namiętnie pocałował czułam się dziwnie bo wiedziałam że Niall stoi za nami.
Wróciliśmy do klasy. Dzisiaj w-f nie zbyt chętnie się przebrałam i poszłam na lekcje.
-Dzisiaj zagramy sobie w piłkę ręczną. Podzieliłem was na 6 drużyn. Proszę o uczciwą grę.
No w końcu coś miłego w tym dniu. Piłka ręczna o tak będę mogła się wyżyć. Byłam w drużynie z Luckiem Harry'm i Zayn'em i paroma innymi. Nadarzyła się okazja do rzutu wyskoczyłam wysoko i z całej siły rzuciłam w bramkę trafiłam. Przede mną stał Niall na strefie i spadłam prosto na niego.
-Dobrze grasz. Masz bardzo mocny rzut. - pochwalił mnie.
-Dzięki - uśmiechnęłam się i zeszłam z niego.
Luck znowu miał zimną jak lód minę. Resztę w-f -u minęło szybko przebrałam się i wyszłam ze szkoły razem z Luckiem.
-Em... cześć pamiętasz co jest na zadanie z chemii? - zapytał James kolega z klasy.
-O ile dobrze pamiętam to nic.
-A ok dzięki.
Kurde co jest Luck znowu zaczął mnie obejmować dobrze wiem że jest zazdrosny ale ludzie kurde daj mi człowieku trochę luzu. Chwyciłam go za rękę i poszliśmy do domu.
-Mamo jestem dzisiaj idę na trening o 17.
-Dobrze.
Poszłam do siebie zrobiłam zadania i szykowałam się na trening. Wyszłam przed dom 10 min wcześniej musiałam pomyśleć na świeżym powietrzu. Usiadłam na schodach i od razu zaczęłam myśleć o Oliwi. Żadnych wiadomości. Nic kompletnie nic.
-Marika słuchasz mnie? - zapytał Luck.
-Co sory zamyśliłam się.
-Idziemy?
-Tak jasne.
Wstałam i ruszyliśmy przed siebie. Po 20 min byliśmy na miejscu weszliśmy do środka przebraliśmy się i zeszliśmy na trening.
-Jak już niektórzy wiedzą mamy dwóch nowych tancerzy w naszej grupie. Marika i Luck okażcie im zrozumienie gdyby im coś nie wychodziło. I tak dzisiaj zaczynamy układ na mistrzostwa świata które odbędą się w Bochum w Niemczech mamy bardzo mało czasu zaledwie miesiąc ale miejmy dobre intencje. Trening dzisiaj trwa do 20:30 wiem że to długo i że nie będziecie mieli siły ale musimy ciężko trenować.
Rozgrzewka się skończyła i zaczęliśmy układ był bardzo szybki i energiczny. Pod koniec treningu byłam wypompowana. Nareszcie się skończyło. Nawet nie miałam siły się przebrać usiadłam jeszcze na chwile na ławeczce żeby ochłonąć. Podszedł do mnie James.
-Hej nie wiedziałem że tańczysz.
-Hej ja też nie wiedziała że ty tańczysz.
-A no tak z ciekawości kiedyś przyszedłem na trening i było tak super że zostałem.
-Fajnie.
-Długo tańczysz?
-Czwarty rok.
-O no dość długo.
-A ty?
-Szósty rok.
-O kurde no to długo.
-No ale lubię to.
-Ja też.
Przyszedł Luck i usiadł koło mnie i objął mnie ramieniem i kolejny raz zmroził wzrokiem chłopaka z którym rozmawiałam.
-Ej Luck nie musisz zabijać mnie wzrokiem nie podrywam jej nie masz się o co bać jestem gejem. - zamurowało mnie nigdy nie miałam styczności z gejami.
-E sory za moją reakcje ale wiesz nie wiem co powiedzieć - wykrztusiłam.
-Dobra spoko. Ale wiesz gej też człowiek.
-Tak wiem i nic przeciwko temu nie mam tylko wiesz nigdy w życiu nie miałam styczności z gejami.
-No spoko ludzie raczej nie dobrze reagują na moją orientalność sexualną. No ale wy nie uciekliście więc chyba jest dobrze.
-Ja nie oceniam ludzi w taki sposób nie jestem płytka.
-To my już pójdziemy  - poczułam jak Luck ciągnie mnie za sobą.
-No musimy już iść pa - powiedziałam i mu pomachałam.
-Pa do jutra. - pomachał mi.
Wyszliśmy na zewnątrz.
-Fajny jest ten chłopak taki miły i przede wszystkim otwarty nie bał się powiedzieć że jest gejem.
-No zdziwiło mnie to. Znamy się już drugi rok i nic takiego nie zauważyłem.
-No to teraz nie ty go będziesz zabijał wzrokiem tylko ja żeby mi cie nie ukradł - uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek.
-Nie martw się nie mam zamiaru zmieniać orientacji.
-To dobrze. Ale i tak będę uważała żeby cię nie podrywał.
-Słonko nie martw się nikt mnie tobie nie odbije.
-Mam taką nadzieję.
Pożegnałam się z nim i weszłam do domu.
-Kochanie chodź szybko mamy wieści o Oliwi. - skręciło mnie w kiszkach miałam koszmarne myśli.
-Tak?
-Oliwia się obudziła lekarze mówią że jest słaba i boli ją całe ciało ale poza tym mówią że jest dobrze. - rozpłakałam się ze szczęścia.
-Naprawdę?
-Tak.
-O Boże tak się cieszę! Ja chcę jechać do Polski.
-Kochanie nie możesz masz szkołę.
-Ale muszę z nią porozmawiać.
-Porozmawiasz za trzy dni.
-Ok.
Szczęśliwa wybiegłam szybko z domu i pobiegłam do Lucka zadzwoniłam szybko i on otworzył mi drzwi.
-Oliwia się obudziła! - krzyknęłam i rzuciłam się na niego.
-To super.
-I to jeszcze jak super! Jestem prze szczęśliwa.
Odsunęłam się od niego i mnie pocałował.
Oliwia
Wszystko mnie boli. Całe ciało. A ręka najbardziej.
-Kochanie wszystko dobrze? - usłyszałam głos mamy.
-Tak mamo boli mnie ręka ale wszystko dobrze.
-Tak się martwiłam. Marika...
-Marika co z nią?
-Była bardzo załamana tym że leżałaś w śpiączce. Ale teraz już wie że się obudziłaś.
-Chce z nią pogadać.
-Doktor mówił że za trzy dni wyjdziesz ze szpitala wtedy z nią porozmawiasz.
-Mamo proszę daj mi telefon na chwilę chce tylko chwilę z nią pogadać.
-No dobrze.
Podała mi telefon. Zadzwoniłam.
-Hej Marika to ja Oliwia.
-Oliwia! To ty naprawdę? - rozpłakała się.
-Tak to ja. Co tam u ciebie?
-Co u mnie nic a u ciebie jak się czujesz?
-Boli mnie ręka ale poza tym dobrze.
-O Boże tak się cieszę! Luck przestań - usłyszałam w słuchawce.
-Jest z tobą Luck?
-Tak.
-Pozdrów go.
-Ok. No przestań. - znowu mówiła do niego.
-Dobra ja kończę bo zaraz ma lekarz przyjść.
-Ok pa zdrowiej szybko.
Rozłączyłam się. Do sali wszedł lekarz. O kurde jakie ciacho ale jaja no tak to ja mogę tu leżeć.
-Jak się czujesz? - zapytał.
-Dobrze. Ręka mnie boli bardzo. No i trochę te siniaki.
-No na siniaki to ja nic nie poradzę. A w którym miejscu cię boli ręka?
-Tutaj - pokazałam mu miejsce w którym mnie boli.
-Tutaj? - chwycił moją rękę i lekko ścisnął.
-Ała! - krzyknęłam.
-Oj przepraszam.
-Kurcze teraz jeszcze bardziej boli.
-Dam ci leki przeciwbólowe. Przestanie boleć.
-Ja nie chce być nafaszerowana jakimiś prochami. - zaśmiał się.
-Ale nie chcesz żeby cię bolała ręka więc musisz zażyć te lekarstwa - podsunął mi pod twarz tabletki i kubek z wodą.
-No dobra - wzięłam od niego lekarstwa i kubek i połknęłam.
-No zuch dziewczynka.
-Proszę pana ja nie mam 8 lat tylko 19 a pan też nie wygląda na starego tak na moje oko to ma pan 24 lata.
-No zgadłaś.
-Ha widzi pan. Tylko 5 lat różnicy.
Mama wyszła bo zadzwonił telefon.
-A jak ma pan na imię?
-Kuba.
-Ładne imię.
-Dziękuję. Jesteś bardzo zmęczona?
-Trochę. A proszę pana bo mam pytanie.
-Jakie?
-No bo o to chodzi że ja jestem tancerką i za miesiąc są mistrzostwa świata no i ja mam na nie jechać czy jest jakaś szansa że zatańczę?
-Masz bardzo poważne złamanie ręki raczej nie powinnaś teraz tańczyć. Ręka się zrośnie ale nadmierne obciążenie i znów ją złamiesz. Przykro mi ale to niemożliwe.
-Ale to są mistrzostwa świata. - łzy zaczęły napływać mi do oczu.
-To na pewno dużo dla ciebie znaczy ale nie ma takiej opcji. Nie możesz tańczyć przez najbliższe pół roku.
-Pół roku wie pan ile to jest?
-Dla tancerza bardzo długo wiem ale twoje zdrowie jest ważniejsze.
-Ale ja miałam mieć solówkę!
-Nie możesz tańczyć zrozum my chcemy twojego dobra.
-To niech pan pozwoli mi tańczyć - zaczęłam płakać.
-Oliwia to nie jest takie proste - wziął krzesło i usiadł obok mnie - twoja ręka jest złamana w kilku miejscach to jest bardzo poważne nie możesz od tak jej nadwyrężać musisz o nią dbać. Wystarcz jeden mały upadek i ręka znowu zostanie złamana.
-Obiecuję że się nie potknę obiecuję tylko proszę niech mi pan pozwoli tańczyć taka okazja do mistrzostw świata może się już nie powtórzyć. - łzy płynęły mi po policzkach kapiąc na koszulę.
-Nie, nie pozwolę ci. Twoje zdrowie jest ważniejsze. Słuchaj ja bym bardzo chciał żeby twoje marzenia się spełniły ale nie mogę ci na to pozwolić jestem lekarzem nie mogę tego zrobić.
-Ale ja miałam tam spotkać moją przyjaciółkę bo ona też tam jedzie a teraz jest w Wielkiej Brytanii i chciałam jej kibicować ale nie mogę bo jakiś głupi lekarz mi nie pozwala!
-Wyję stąd a ty ochłoń.
Wyszedł głośno trzaskając drzwiami. Pierwszy raz w życiu miałam pojechać na mistrzostwa świata ale nie mogę bo oczywiście zdrowie ważniejsze. Ochłonęłam trochę.
-Proszę pana! Panie Kubo! - wszedł do środka. - Przepraszam że pana nazwałam głupim lekarzem ale bardzo mi zależy na tańcu.
-Dobrze nie gniewam się. Jestem młody i też często pod wpływem emocji mówiłem bez zastanowienia.
-Mogę do pana mówić po imieniu no bo jest pan młody no i tak dziwnie do pana mówić "pan".
-Tak możesz.
-Ok.
-Ze szpitala wyjdziesz za tydzień.
-Ale moja mama mówiła że za trzy dni.
-No tak ale musimy cię dłużej przytrzymać.
-No ok.
-A jak wyjdziesz to co tydzień będziesz do mnie przyjeżdżała.
-Spoko.
-No to teraz odpoczywaj przyjdę do ciebie za godzinę.
-Ok.
Wyszedł i wtedy weszła mama.
Marika
-Luck masz pozdrowienia od Oliwi.
-O fajnie. To dasz mi całusa.
-Muszę iść do domu.
-No proszę jednego małego całusa.
-Luck mam szlaban nie powinno mnie tutaj być.
-No ale to tylko ja a poza tym twój dom stoi na przeciwko.
-Dobra jeszcze na chwilę mogę zostać.
-Super.
-Jutro musimy się spotkać.
-Randka?
-Nie z Parrie piosenka pamiętasz?
-No jasne.
-U mnie o 17.
-To mam przynieść gitarę i to wszystko?
-Tak.
-No dobra. A dasz całusa?
-Dam - pocałowałam go szybko w usta.
-Ej.
-No co? Dałam całusa a nie było powiedziane jakiego.
-No dobrze to teraz sprecyzuje. Dasz długiego namiętnego całusa?
-Nie.
-Czemu?
-Bo nie. Nie zasłużyłeś sobie.
-Jak to?
-A tak to. Zagraj coś to wtedy pomyślimy.
-Dobra.
Podszedł szybko i zaczął grać na gitarze.
-I jak?
-Fajnie.
-A całus?
-Nie. - pokiwałam głową.
-Sam sobie wezmę. - przyciągnął mnie do siebie i namiętnie pocałował.
-Nie pozwoliłam. 
-Jestem silniejszy niż ty. - uśmiechnął się łobuzersko.
-Oj tam oj tam.
Sara
Nowy dzień kolejny, szkoła. Boże dlaczego?! Wyszłam do szkoły i dotarłam w 10 min. Podeszłam do swojej szafki i ją otworzyłam.
-Hej. Co tam? - usłyszałam Danielle.
-Hej a sopko a u ciebie?
-Może być.
Nagle poczułam że ktoś łapie mnie za tyłek odwróciłam się bo byłam pewna że to Max .
-Ups pomyliłem cię z kimś innym - powiedział Harry? Co on tutaj robi przecież to wielka gwiazdunia.
-No na przyszłość się nie myl bo oberwiesz.
-Wstałaś lewą nogą?
-Nie.
-Ja jestem Harry.
-A ja co mnie to.
-No zdradź mi swoje imię.
-Po co i tak je zaraz zapomnisz przecież masz tutaj miliony fanek po co ci imię jednej dziewczyny której nie znasz o której zaraz zapomnisz i która nie jest waszą fanką?
-Bo chcę wiedzieć.
-To poszukaj informacji.
-I tak się dowiem. Więc nie przeciągaj.
-Sara.
-No i tak ciężko?
-Tak - odparłam.
-Dobra schodzę ci z drogi bo jesteś w nie sosie.
-Nie po prostu nie lubię jak ktoś mnie obmacuje nie dało się grzecznie zapytać?
-To w nie moim stylu.
-Następnym razem dostaniesz z liścia.
-Dobrze będę pamiętał. Pa.
-Cześć.
Odszedł.
-No co za debil!
-No taki trochę sławny.
-No i co?
-Nic.
Luck
Była przerwa Marika stała przy swojej szafce razem z Perrie a ja gadałem z kumplami.
-Ej słyszałeś że ta twoja laska całowała się z tym no jak mu jest o z Niall'em.
-Co? A ty skąd to wiesz?
-Cała szkoła już wie a tobie nie powiedziała to fajnie.
On sobie chyba żartuje ona by mi tego nie zrobiła! Podszedłem do niej i chwyciłem za ramię i odwróciłem przodem do mnie.
-O hej właśnie o tobie mówiłyśmy dobrze że jesteś.
-Co obgadywałaś mnie czy rozmawiałaś o tym że się całowałaś z Niall'em?! - krzyknąłem.
-Możesz się nie drzeć ludzie patrzą. - próbowała mnie uspokoić.
-Proszę niech patrzą jaka jesteś. Całowałaś się a nim! Z tym dupkiem Niall'em!
-Luck to było zanim zaczęliśmy chodzić i to nie było tak na prawdę!
-Nie obchodzą mnie twoje wyjaśnienia. Wolisz tego pedała niż mnie!
-E sory ale je tutaj jestem to po pierwsze a po drugie nie życzę żebyś mnie tak nazywał a po trzecie możesz się nie drzeć na Marikę? - odezwał się on.
-Zejdź mi z drogi bo oberwiesz - chwyciłem go za koszulkę.
-No dawaj zobaczymy czy jesteś taki twardy - powiedział i już miałem mu przywalić.
-Ej przestańcie! Co wy robicie! - krzyknęła Marika i nas rozdzieliła i stanęła przodem do mnie. 
-Zostaw mnie! Jak się z nim całowałaś to pewnie już z nim spałaś!
-Co?!
-A no to przecież sama mówiłaś że u niego spałaś!
-Nie wierze że to powiedziałeś! Uważasz że z nim spałam?! Mam tego dość że cały czas jesteś zazdrosny! Nikt do mnie nie może nic powiedzieć bo od razu zaczynasz coś robić i jeszcze to fałszywe oskarżenie mam tego dość! Zrywam z tobą. - zerwała z ręki bransoletkę którą jej dałem i rzuciła mi ją pod nogi.
-Dobrze idź! - krzyknąłem gdy wychodziła i wydziałem że Niall się uśmiecha podszedłem do niego. - I co tak ci do śmiechu?
-Bo w końcu cię rzuciła i dobrze bo zasługuje na kogoś lepszego.
-Taki jesteś mocny z słowach? To o 21 w parku zobaczymy co wtedy będziesz mówić.
-No zobaczymy kozaku. Akurat ciebie się nie boję.
-Zobaczymy.
Marika
-Marika! Marika czekaj! - usłyszałam głos Parrie i zdałam sobie sprawię że płaczę.
-Co?
-To prawda?
-Parrie myślałam że ty taka nie jesteś.
-Mara sory ale nie wiem co mam o tym myśleć.
-Nic. Powiem ci jak było. Całowałam się z nim mówiłam ci to było przed tym jak zaczęłam z nim chodzić. Spałam u nich a nie z nim! Zasnęłam u nich i spałam. To zresztą też było zanim zaczęliśmy chodzić a on to wszystko wyciągnął na wierzch!
-Wierze ci.
-Ja już nie wracam na lekcje powiedz że się źle czuje i poszłam do domu.
-Ok. A co z piosenką?
-Zaśpiewamy inną.
-Ok.
-Przyjdziesz dzisiaj do mnie?
-Jasne.
-To o 18.
-Ok.
Poszłam do siebie. Usiadłam na łóżku i patrzyłam na laptopa.
Oliwia
-Mamo ten lekarz cały czas się mną zajmował?
-Tak a co?
-A nic tak pytam. - w tym momencie wszedł do środka.
-Cześć Oliwia.
-Cześć Kuba. - mama popatrzyła na mnie pytająco.
-Od kiedy wy jesteście na ty? - zapytała.
-Od wczoraj. - powiedziałam szybko.
-Aha dobrze wiedzieć.
-Mam coś dla ciebie. - wyjął zza siebie laptopa i podał mi. - wiem że ci się nudzi więc dam ci na teraz mojego laptopa.
-Dziękuję bardzo.
-Nie ma za co. - uśmiechnął się ciepło. - Jak się dzisiaj czujesz?
-Już lepiej ale ręka boli tak samo.
-No to nie dobrze.
-Przepraszam na chwilę muszę wyjść. - powiedziała mama i wyszła.
-Nie ruszasz tą ręką prawda?
-Staram się nie ale niekiedy nie wychodzi. Masz dziewczynę?
-Staraj się nią nie ruszać. Nie mam. - uśmiechnął się.
-A to fajnie się składa bo ja też nie mam chłopaka.
-To fajnie ale poszukaj sobie takiego w swoim wieku.
-Tylko 5 lat różnicy.
-Aż 5 lat różnicy. Gdybyś była starsza to może.
-No nie ty patrzysz na wiek?! Człowieku wiek nie ma znaczenia ja znam takich ludzi pomiędzy którymi jest 9 lat różnicy a są szczęśliwi.
-Jesteś moją pacjentką.
-No i co?
-I tak nie można.
-No ale za niecały tydzień wyjdę stąd.
-Oliwia co mam ci jeszcze powiedzieć?
-No nie wiem. Np. zostaniesz moją dziewczyną?
-Nie.
-Trzeba było powiedzieć że masz dziewczynę tylko załamałabym się nerwowo co pewnie nawet teraz zrobię więc. No proszę.
-Ty nie ustąpisz? - pokiwałam przecząco głową - No to trudno będziesz miała złamane serce.
-Popadnę w depresję. - zrobiłam smutną minę.
-Przykro mi.
-Dobra nie ważne. A i jeszcze raz dzięki za laptopa.
-Spoko.
Kuba coś szperał w szafkach i cały czas był obok mnie. Otworzyłam laptopa popatrzyłam na fejsa gg i skejpa i była na nim Marika co mnie zdziwiło bo u nich była teraz 12 więc powinna być w szkole. Zadzwoniłam do niej odebrała widziałam że płacze.
-Hej co tam czemu płaczesz?
-Hej zerwałam z Luckiem. - rozpłakała się.
-Co zrobił?
-Przed całą szkołą krzyczał na mnie że całowałam się z Niall'em! A i jeszcze stwierdził że z nim spałam. A bo ty nic nie wiesz to było tak że zasnęłam u nich i spałam przez całą noc no i Luck o tym wiedział i wywalił to dzisiaj przed całą szkołą. Jeszcze nazwał Niall'a dupkiem.
-O to po nim! Nie nazywa się tak Niall'a Horan'a.
-Jeszcze chciał się z nim bić.
-O kurde.
-A co tam u ciebie jak się czujesz?
-Już lepiej ale ręka mnie bardzo boli.
-A będziesz na mistrzostwach? - po policzku spłynęła mi łza.
-Nie. Mam ją złamaną w kilku miejscach i nie mogę jechać.
-Kurde a chciałam się z tobą zobaczyć.
-Ja też ale nie mogę. No ale jest jedno fajne w tym całym szpitalu ładnego mam doktora mówię ci taka dupa. - powiedziałam wiedziałam że on jest obok mnie popatrzył się na mnie i uśmiechnął.
-Serio jak wygląda? 
-O tak - odwróciłam laptopa w jego stronę - Kuba odwróć się. - on odwrócił się i popatrzył się na laptopa odwróciłam go z powrotem. - No nie że nie zła dupa z niego?
-On wszystko słyszał co ja mówiłam?
-Tak.
-Aha. No nie zły jest. Jesteście na ty?
-Tak. Ma 24 lata i nie ma dziewczyny.
-I znając ciebie już z nim flirtowałaś.
-Tak! - krzyknął.
-Odwróć laptopa chce z nim pogadać.
-Dobra - odwróciłam laptopa.
-Kuba. Mogę ci mówić po imieniu? - zapytała.
-Tak. - odpowiedział.
-Wiesz sory za nią ale to norma ona ze wszystkimi ładnymi flirtuje no bo wiesz brzydki nie jesteś.
-Tak przekonałem już się mogłaś zadzwonić godzinę temu. - odwróciłam laptopa.
-Dobra koniec pogaduszek. Ty mi go tu nie przepraszaj tylko pomóż mi go ze mną zesfatać.
-Oliwia on jest o 5 lat starszy.
-Ludzie co wy macie z tym wiekiem?
Po pół godzinie się rozłączyłam.
Niall
Dochodziła 21 poszedłem do parku. Usiadłem na ławeczce i czekałem na niego.
-O przyszedłeś myślałem że się będziesz bać. - usłyszałem jego głos.
-Już ci mówiłem że się ciebie nie boję.
-Ja ciebie też jesteś zwykłem chłopczykiem który musi mieć ochroniarzy żeby wyjść do sklepu.
-Jesteś mocny tylko w gębie zobaczymy co będziesz mówił jak z tobą skończę.
-Ja? Będę się śmiał z twojej porażki.
-Nie bądź tego taki pewny.
-Serio? - walnął mnie w nos i od razu poleciała z niego krew.
-Zobaczymy.
Walnąłem go w brzuch z całej siły. I zaczęliśmy się bić. Cały czas celowałem w twarz albo brzuch. Nawet nie wiem kiedy położyłem go na łopatki i zacząłem bić z całej siły zobaczyłem że ma całą twarz we krwi.
-I co już wiesz jak się traktuje kobiety? - zapytałem.
-Mówisz o Marice? Ona mnie zdradziła z tobą!
-Tylko że jest jeden problem ja z nią nie spałem ale ty nie umiesz jaj wysłuchać więc sam tego chciałeś. Gdybyś coś do niej czuł to byś jej wybaczył.
-Nigdy jej tego nie wybaczę ja nie wnikam co tam robiliście ale twoja mina w szkole świadczyła o tym że było fajnie.
Znów zacząłem go bić i nagle poczułem że ktoś łapie mnie za ramiona i odciąga od niego.
-Niall opanuj się! - krzyknął Zayn.
-Puszczaj mnie! Ja go zaraz nauczę dobrze traktować kobiety! - wyrywałem się im.
-Niall nie warto - powiedział Liam mocno trzymając mnie razem z Zayn'em. Tego debila trzymali Harry i Louis.
-Takich jak on nie warto oszczędzać! - wyrwałem się im i podbiegłem do niego i walnąłem go z całej siły w brzuch on zgiął się w pół i zaczął kaszleć krwią. Zayn i Liam znowu mnie chwycili tym razem mocniej i odciągnęli od niego.
-Niall co ty chcesz go zabić? - zapytał Liam.
-Nie zaszkodzi.
-Człowieku za to pójdziesz siedzieć.
-Mam to gdzieś!
-Luck idź do domu Niall jest od ciebie silniejszy jeszcze by ci coś zrobił. - powiedział Louis.
-Nie mam zamiaru już go widzieć - puścili go i poszedł.
-Niall ochłoń. 
-Dobra już zostawcie mnie.
-Dobra - puścili mnie.
-Jak powie to policji to wytoczą ci proces. - powiedział Liam.
-Sory nie myślałem o tym. Ale on też dostanie zarzuty na napaść na mnie i grożenie mi mam świadków w szkole.
-Dobra fakt to nic nie zrobi.
Poszliśmy do domu. Opatrzyłem sobie wszystkie rany. Miałem rozwalony łuk brwiowy kilka siniaków na policzku i tyle.
Marika
Wyszłam do szkoły i widziałam że Luck też wychodzi przyspieszyłam żeby go nie spotkać. On mnie dogonił.
-Czego chcesz? - zapytałam nie zaszczycając go spojrzeniem.
-Przeprosić. Marika byłem debilem wiem co ja mówię dalej jestem bo wiem że mi nie wybaczysz. Przepraszam cię za wczoraj. - stanęłam i popatrzyłam na niego. Miał rozciętą wargę.
-Myślisz że jedno przepraszam wystarczy?
-Nie, wiem o tym. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
-Ja też ci tego nie wybaczę może kiedyś ale nie teraz to jest zbyt świeże.
-Dobrze rozumiem. Ale wiedz że cię kocham.
-Luck gdybyś mnie kochał to byś tego nigdy nie powiedział. Ja cię kochałam to już czas przeszły. Myślałam że coś z tego będzie ale się pomyliłam.
-Marika ja cię kocham i zawsze będę kochał. Jesteś moją pierwszą prawdziwą miłością.
-Luck zostaw mnie. Proszę zostaw mnie nie chce cię widzieć. Złamałeś mi serce tego się nie da naprawić. - zła spłynęła mi po policzku.
-Będę cię codziennie przepraszał. Licząc na wybaczenie którego nigdy nie dostanę.
-Luck ja cię kochałam a ty powiedziałeś takie rzeczy nawet nie dałeś mi się wytłumaczyć. Jak ja mam ci to wybaczyć?
-Wiem że to niemożliwe ale i tak będę próbował cię do tego namówić - chwycił mnie za ramiona. Nie chciałam żeby mnie dotykał to było nawet gorsze od zdrady. - Marika.
-Nie dotykaj mnie. Nie odzywaj się do mnie zostaw mnie zniknij z mojego życia.
-Marika ale ja cię kocham! - usłyszałam jak odchodziłam.
Po policzkach spływały mi łzy. Weszłam do szkoły wszyscy się na mnie parzyli tak jak pierwszego dnia tylko teraz mówili inne rzeczy "to ona zdradziła Lucka", "jak jej nie wstyd", "pewnie teraz będzie z Niall'em" nie wytrzymałam tego.
-Wy wierzycie w to co mówił wczoraj Luck tylko że to nie jest prawda! To prawda całowałam się z Niall'em - zobaczyłam go w tłumie - może nie powinnam tego mówić przepraszam Niall ale muszę. Wybacz mi jak ci to przysporzy kłopotów. Całowałam się z nim i możecie mówić co chcecie ale nie wiecie jak było naprawdę. 
-To nam powiedz jak było! - krzyknął jakiś chłopak.
-To przez policję goniła nas schowaliśmy się ale jakiś policjant nas zobaczył i musieliśmy coś zrobić więc Niall im na ściemniał żebyśmy nie trafili do aresztu. Tak było! Zdziwieni? I nie spałam z nim! To prawda byłam u nich na noc bo zasnęłam i nie dało się mnie obudzić to spałam u nich ale nie z nimi z żadnym z nich! Taka jest prawda ale Luck nie umiał mnie wysłuchać. Przed chwilą mnie przepraszał i mówił że mnie kocha po tym co powiedział? Nie wiem czy on sądzi że do niego wrócę ale tak nie będzie. - patrzył prosto na mnie - Luck nie będziemy już razem nigdy.
Poszłam do łazienki i zaczęłam ryczeć. Zadzwonił dzwonek teraz była biologia ja nie wiem jak spojrzę Niall'owi w oczy. Weszłam do klasy w której już wszyscy siedzieli i czekali na nauczyciela zaczęli wszyscy klaszczeć. Nie wiedziałam o co chodzi. Usiadłam obok Niall'a.
-Wiesz czemu klaszczą? - zapytał.
-Nie.
-Bo się przyznałaś przed całą szkołą. Powiedziałaś jak było na prawdę. - próbowałam mu popatrzyć w oczy ale nie było ich widać bo miał na sobie czapkę mocno zaciągniętą na oczy.
-Nie gniewasz się?
-Nie. Dobrze że się przyznałaś. Zaraz wszyscy zaczęli by plotkować.
-No ale teraz wszyscy będą plotkować że jesteśmy razem.
-To ich sprawa. Niech plotkują. tylko że osoby które nas znają wiedzą że tak nie jest.
Siedzieliśmy tak na lekcji nagle Niall potarł policzek i zobaczyłam na nim siniaki.
-Co ci się stało?
-Przewróciłem się. - chwycił daszek czapki i zaciągnął jeszcze bardziej na oczy. Chwyciłam czapkę i ściągnęłam mu ją z głosy.
-A brew?
-No przewróciłem się.
-Biłeś się z Luckiem?
-Przyjdź do nas to ci powiem.
-Dobra.
Lekcje się skończyły i poszłam do domu.
*******************************************
To jest zajebiście długi rozdział. Nic się nie uczyłam bo mówiłam ze dodam a teraz nie mam siły. Mam nadzieje że się podobało. Fajny? Mi się najbardziej podobało jak Oliwia się zapytała tego lekarza czy ma dziewczynę od tej pory było śmieszne znaczy nie całe oczywiście. Dodawajcie komentarze prosze kurde mam tylko jeden błagam.

sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 9

Marika
Obudziłam się rano był dość ładny dzień. Przebrałam się i zeszłam na śniadanie.
-Hej mamo.
-Cześć.
-Co na śniadanie?
-Kanapki.
-Ok.
Nie odzywała się do mnie w cale w końcu nie wytrzymałam.
-Obraziłaś się na mnie?
-Nie czemu? - zapytała nie odwracając się do mnie.
-No bo wczoraj jak wróciłam to nawet się do mnie nie odezwałaś.
-Marika jesteś już prawie dorosła więc chyba wiesz co robisz.
-No tak a do czego zmierzamy?
-Do tego że nie spałaś w domu.
-A to.
-A to? Marika jesteś już chyba na tyle mądra żeby zrozumieć że powinnaś wracać do domu na noc.
-No tak ale mamo byłam u chłopaków.
-No dobrze ale nie wiadomo co mogło się stać.
-Co masz na myśli?
-Wszystko. Mógł ktoś przyjść np. złodziej albo coś innego.
-Mamo oni już też są prawie dorośli. Po pierwsze jest ich pięciu po drugie są chłopakami po trzecie tacy słabi to oni nie są po czwarte jeden ma 17 trzech 18 a jeden 21 lat więc trochę życie znają. A po piąte i najważniejsze nie pozwolili by nikomu mnie skrzywdzić bo jesteśmy przyjaciółmi.
-No a jakby im coś do głowy strzeliło?
-To znaczy?
-No nie wiem.
-Mamo dla twojej wiadomości oni nie są napaleni jak szczerbaty na suchary kurde my się lubimy.
-Marika ja jestem twoją matką więc mam prawo wiedzieć wszystko tak? Może jak kiedyś będziesz miała dzieci to zrozumiesz.
-Mamo wiem i przepraszam. A mogę dzisiaj do nich iść?
-Wolałabym żebyś została w domu.
-Ale czemu?
-Tata powiedział że mam ci dać kare na tydzień.
-Co?! Chyba sobie żartujesz!
-Marika nie tym tonem.
-Ale jesteśmy tu parę tygodni a ja już dostaje kare?
-A i wiesz co jeszcze tata Lucka pokazał mi interesujące zdjęcia.
-Tak a jakie?
-A takie - wyciągnęła z szafki jakieś zdjęcia. - O patrz to ty i Luck o a tu jeszcze Perrie. Chcesz mi coś powiedzieć?
-Tak. Kocham cie muszę spadać pa. - próbowałam się ulotnić.
-Stój nigdzie nie idziesz! - odwróciłam się niechętnie.
-Dobra to było tak ja nic o tym nie wiedziałam jak przyszłam do Parrie to one mi o tym powiedziały i powiedziały że muszę iść bo cała klasa będzie no i była mamo musiałam iść.
-A dlaczego mi nie powiedziałaś?
-No ale co miałam powiedzieć  Cześć mamo w nocy smarowałam pastą kogo się da i później ścigała nas policja a co tam u ciebie?
-Co jaka policja?!
-O kurde. No przyjechali ale uciekli wszyscy nikogo nie złapali.
-Masz szczęście za to dwa tygodnie szlabanu.
-Co?! Nie nie możecie mi tego zrobić!
-Możemy.
-Ale teraz ma być kasting i muszę ćwiczyć.
-No to Luck przyjdzie do ciebie.
-I Perrie.
-I Parrie.
-Dobra ja idę bo się spóźnię.
-No pa.
-Pa.
Wyszłam z domu Luck już stał przed moim domem i na mnie czekał.
-Hej skarbie - powiedział - mam coś dla ciebie.
-Hej - powiedziałam ze smutną miną.
-Ej co się stało?
-Mam szlaban na dwa tygodnie.
-Za co?
-Za to że byłam u Niall'a a drugi za to że omal policja mnie nie złapała. A tak w ogóle to jakim cudem twój tata miał zdjęcia z tej nocy?
-Nie wiem. To jak się będziemy spotykać?
-Nie będziemy. Ćwiczyć będziemy u mnie a tak to nie da rady.
-Ale na treningi będziesz chodzić?
-Tak.
-To tyle dobrze.
-A co masz dla mnie?
-A tak zapomniałem - wyjął z kieszeni bransoletkę i zapiął mi ją na nadgarstku było na niej napisane I love you.
-I love you too. - pocałowałam go i poszliśmy do szkoły.
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce wszyscy się patrzyli na nas i od razu plotkowali.

Lekcje minęły szybko wyszliśmy ze szkoły. Zobaczyłam jak Niall do nas podchodzi Luck wziął mnie za rękę.
-Hej to co wpadniesz dzisiaj? - zapytał.
-Hej. Sory ale nie mogę mam szlaban.
-U no to kiepsko.
-No. - popatrzył się na nasze ręce.
-O jesteście razem?
-Tak - odpowiedział szybko Luck.
-No to życzę szczęścia.
-Dzięki.
Poszliśmy dalej.
Niall
Siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film.
-Marika chodzi z Luciem wiedzieliście? - zapytałem.
-Ta no obiło mi się coś o uszy - powiedział Louis.
-Wiedziałeś i nie powiedziałeś?
-No myślałem że to żarty.
-Jak się okazało to nie żarty.
-No to fajnie że są razem - powiedział Zayn.
-Jak dla kogo - powiedziałem pod nosem.
-Zabujałeś się w niej? - zapytał Harry który musiał to usłyszeć.
-Nie.
-Ta to czemu tak cieszysz mordeczkę jak o niej mówisz?
-To już nie można się uśmiechać ludzie.
-Możne nawet trzeba.
Eleanor
Siedziałam u siebie i śpiewałam More Than This bo ją wybrałam na kasting. W pewnym momencie przyszedł tata.
-Co to jest? - zapytał.
-Piosenka.
-Słysze.
-To super ćwiczę do kastingu może posłuchasz jak śpiewam?
-Co było mówione na temat ich piosenek?
-Ale tato ja musze ćwiczyć.
-To wybierz inną piosenkę.
-Nie.
-Nie? Młoda damo masz się mnie słuchać.
-Ja chcę zaśpiewać tą piosenkę i mi nie zabronisz!
-Natychmiast masz to wyłączyć i przestać to śpiewać! - krzyknął na mnie.
-Nie, będę robiła co mi się podoba! - krzyknęłam.
Wybiegłam z domu w stronę centrum. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam przed siebie. Zatrzymałam się w małej cukierni zamówiłam swoje ulubione ciasto kawę i czytałam jakieś czasopisma słuchając piosenek. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu wyjęłam jedną słuchawkę i obejrzałam się zza siebie. O spokojnie spokojnie to tylko Louis z One Direction to tylko on Boże to on sam do mnie zagadał o Boże on jest słodki!
-Hej mogę się przysiąść? - zapytał z tym swoim zniewalającym uśmiechem.
-Tak. Jasne siadaj - łał powiedziałam normalnym głosem. Usiadł na przeciwko mnie.
-Ja jestem Louis.
-Ja jestem Eleanor znam cię. Znaczy nie znam ale wiem kim jesteś. - odblokowałam telefon wyłączyłam muzykę i wyjęłam słuchawki z uszu. Zobaczyłam na jego twarzy uśmiech.
-Jesteś naszą fanką? - zapytał nie przestając się uśmiechać.
-Tak. Znaczy a to skomplikowane. Ale tak jestem macie świetne głosy.
-Dzięki. Ja też cię skądś kojarzę. A tak ty byłaś na liście najlepiej uczących się uczniów.
-Tak.
-A dobrą mam pamięć. A co ty tu sama robisz? Taka ładna dziewczyna sama.
-No widzisz przeznaczenie chciało żebym była samotna.
-No to tak jak ja. Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Sprawy osobiste. Pokłóciłam się z ojcem ale nie będę cię obciążała moimi problemami.
-Mów jestem świetną poradnią i jeszcze bezpłatną.
-No więc jak wiesz jestem waszą fanką no i był taki czas kiedy cały czas śpiewałam wasze piosenki cały czas o was mówiłam myślałam nawet nocami nie spałam bo czytałam różne newsy o was. No i pewnego dnia tak sobie chodziłam i śpiewałam i mój tata nie wytrzymał wdział że moje oceny się pogarszają skonfiskował mi wasze płyty zakazał mi was przestać słuchać i mówić o was i się więcej uczyć. Aż do dzisiejszego dnia śpiewałam sobie dzisiaj waszą piosenkę i wpadł do mnie do pokoju nawrzeszczał a ja wyszłam i przyszłam tu.
-No trochę trudno będzie ale coś się wymyśli. Dobra mam porozmawiaj z nim. Jesteś jego córką a on chce twojego dobra. Masz już... ile masz lat?
-Kobietę się o wiek nie pyta. Dobra 20.
-No masz 20 lat jesteś pełnoletnia masz prawo decydować sama o sobie. Pogadaj z nim on ulegnie bo chce twojego dobra.
-Tak myślisz?
-Ja to wiem.
-Ok dzięki.
-Już zjadłaś to może się przejdziemy? - aaa jest jest jest Louis mnie zaprosił na spacer oł je kurde ja za nim szaleje bo jest taki słodki i te jego oczyska i uśmiech!
-Tak chętnie.
Wyszliśmy z kawiarni i poszliśmy w stronę parku.
-Hej a gdzie reszta chłopaków? - zapytałam.
-W domu ja wpadłem po ciacho. No ale wiesz zobaczyłem ciebie taka ładna dziewczyna siedzi sama no więc musiałem zagadać bo grzechem by było przejść obojętnie.
-No wiesz ja jakbym cię zobaczyła jak sam siedzisz to też bym zagadała bo taki fajny chłopak o miłym uśmiechu no to grzechem było by nie zagadać. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
-Jesteś bardzo miła.
-Dzięki ty też. - zerwał czerwonego kwiatka z parku i podał mi. - A to za co?
-A tak sobie. 
-Czy ty mnie podrywasz?
-A udaje się?
-Tak.
-No więc tak. Dasz się zaprosić w piątek do kina?
-Hm... no nie wiem.
-No ale mówiłaś że podryw się udaje.
-No tak.
-No proszę umów się ze mną.
-Ok.
-No super. - uśmiechnął się kolejny raz. - A dasz mi swój numer?
-Tak a ty mi swój?
-Oczywiście.
Wymieniliśmy się numerami. A on kolejny raz się uśmiechnął.
-Przestań!
-Ale o co chodzi? - cały czas się uśmiechał.
-O to - pokazałam na jego twarz.
-Wiem że jestem ładny. - uśmiechnął się kolejny raz.
-Ale jesteś skromny. Nie o to mi chodziło tylko o twój uśmiech.
-Co z nim? Mam coś na zębach?
-Nie. No bo masz takie białe zęby i w ogóle taki piękny uśmiech. 
-I co mam się przestać uśmiechać? - cały czas się uśmiechał.
-Nie ale on jest taki piękny.
-No to mam cię czym wkurzać. - dalej się uśmiechał.
-Ej przestań! - patrzyłam w jego piękne niebieskie oczy.
-Ale ja nie potrafię przestać. - zaśmiał się.
-To się naucz. No kurcze śmiać mi się chce.
-To dobrze śmiech to zdrowie.
Zanim się obejrzałam doszliśmy do mojego domu.
-O już jesteśmy kurde tam mi szybko czas zleciał. Fajnie się z tobą rozmawiało.
-Mi z tobą też.
-Dzięki za odprowadzanie chociaż najlepiej to poszłabym jeszcze.
-Ja też. To idziemy dalej? - zapytał uśmiechając się.
-Ale późno się robi.
-Nie martw się odprowadzę cię.
-No dobrze.
Ruszyliśmy w stronę drugiego mniejszego parku. Było już dość późno niebo było mocno granatowe ale lampy oświetlały wszystko. Doszliśmy do parku i usiedliśmy na ławeczce.
-Ładna noc widać gwiazdy. - powiedziałam.
-Tak. Piękne tak jak ty. - czułam że moje policzki płoną.
-Przestań ja nie jestem piękna.
-Właśnie że jesteś.
-Nie.
-Tak. Baby you light my world like nobody else the way that you flip your hair gets me overwhelmed but when you smile at the ground it ain't hard to tell You don't kno- o- ow You don't know you're beautifil. - zaczął śpiewać i patrzył na mnie. Aaaa to było takie słodki.
-WMYB. Uwielbiam tą piosenkę! I znam ją na pamięć.
-Też mi się podoba. Ma w sobie taki fajny podryw.
-Ty nic tylko byś na okrągło podrywał... - nie dał mi dokończyć.
-Ciebie. I prawił ci komplementy. - chwycił mnie za rękę i zmusił bym wstała. - Gdzie ty byłaś przez ten cały czas?
-Siedziałam w domu nad książkami. - zaśmiałam się.
-Mam nadzieje że się to zmieni i się kiedyś spotkamy przypadkowo albo specjalnie.
-Ja też mam taką nadzieję. - uśmiechnęłam się i on też. - Dobra muszę wracać już po 21.
-Jeszcze chwilę.
-Ale mi zimno. - miałam na sobie tylko T-shirt.
-To masz moją bluzę ale proszę zostań jeszcze chwile. - podał mi bluzę wzięłam ją i ubrałam na siebie była za dużo i to bardzo rękawy zasłaniały mi całe dłonie i była do połowy moich ud.
-Ale co chcesz robić o tej godzinie?
-Wszystko!
-Louis jest późno.
-No i co właśnie teraz jest najlepiej. Wieczorami jest tak super.
-Louis będę chora.
-Mogę i dać moją koszulkę żeby ci było ciepło ale zostań jeszcze chwilę.
-Nie nie musisz. No dobra ale co masz zamiar robić?
-Chce ci coś pokazać.
-Ale co?
-Nie pytaj tylko chodź - wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą.
Poszliśmy na zwykły plac z mnóstwem drzew nic tam takiego nie było. Ale gdy podeszliśmy bliżej nagle wokół nas zaczęło migotać kilka malutkich stworzeń było ich coraz więcej.
-To są świetliki.
-Tak wiem. To jest piękne. Ich jest tak dużo. Łał nigdy czegoś takiego nie widziałam.
-No tu jest pięknie. To miejsce pokazał mi Zayn.
-To jest niesamowite.Dobrze że nie poszłam straciłabym coś takiego.
-No widzisz a nie chciałaś iść. Za każdym razem jak tu przychodzę jest ich coraz więcej.
Zaczęłam obracać się wokół własnej osi z rozłożonymi rękami. Stanęłam i zaczęło mi się kręcić w głowie i spadłam na tyłek.
-Ał.
-Uważaj. - chwycił mnie za łokcie i pomógł wstać. Znów zakręciła mi się w głowie i prawię się przewróciłam ale on mnie przytrzymał.
-Dzięki.
-Nie ma za co. - uśmiechnął się wiedział ze to mnie rozbawi i rozbawiło.
Szliśmy z powrotem.
-Znamy się dopiero od dzisiaj a czuje jakby to była wieczność.
-Oj ja cię znam bardzo długo i wiem o tobie dość dużo ale dopiero dzisiaj się z tobą zobaczyłam i pogadałam.
Doszliśmy pod mój dom. Zdjęłam z siebie jego bluzę pachniała jego perfumami i oddałam mu ją.
-Dzięki za bluzę. I za radę w sprawie ojca.
-Nie ma za co.
-I ogólnie za wszystko.
-Ja też dziękuję że mogłem spędzić z tobą czas.
-To do zobaczenia.
-Dobranoc - przytulił mnie.
Weszłam do domu i zobaczyłam tatę siedzącego na kanapie.
-Tato muszę ci coś powiedzieć. Po pierwsze przepraszam że tak nagle wyszłam a po drugie nie chce żebyś mi już rozkazywał. Mam już 20 lat jestem pełnoletnia i mam prawo decydować o sobie. Chce słuchać One Direction i nie chce się tak dużo uczyć. Nie chcę iść na lekarza tak jak ty. Nie wiem co chce robić ale na pewno nie to. I zaczynam nowe życie. W piątek wychodzę z Louisem więc proszę nie miej nic przeciwko.
-Kochanie ja cię przepraszam to moja wina. Ja na ciebie naciskałem chciałem żebyś została lekarzem tak jak ja przepraszam ale mój ojciec też nie pozwalał mi robić tego co chciałem i myślałem że tak ma być ale zdałem sobie sprawę że nie. Dobrze pozwalam ci na wszystko i proszę tu są twoje płyty.
-Dziękuję tatusiu.
-No biegnij do siebie.
Pobiegłam do siebie umyłam się i przebrałam. Wskoczyłam do łóżka i myślałam. Kurde nie mogę w to uwierzyć Louis zaprosił mnie na randkę nie mogę w to uwierzyć. Usłyszałam piosenkę WMYB i od razu miałam przed oczami Louisa śpiewającego mi tą piosenkę. Popatrzyłam na telefon sms od Louisa.
"Hej i ja poszło z tatą? Masz już płyty?"
L.
"Hej tak mam, dobrze, uległ tak jak mówiłeś dziękuję jeszcze raz za radę ;*"
E.
"Nie ma za co. Wiedz że się uśmiecham ;P"
L.
"Oj Louis ja też ;P"
E.
"To dobrze tak ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz."
L.
"Ty też."
E.
"Dobranoc El ;*"
L.
"Dobranoc Lou ;*"
E.
Aaaa napisał do mnie aaaaa! Oł je Louis napisał do mnie a ja się cieszę oł je! 
-A Louis do mnie napisał ten Louis ten w którym się bujam aaaa!
Wszyscy są super i mają piękne głosy ale Louis podobał mi się najbardziej od czopątku. Te jego włoski. A ten uśmiech a oczy niebieskie piękne! Zaczęłam czytań książkę ale nie mogłam się skupić cały czas miałam go przed oczami. Jego i jego uśmiech i oczy i całego jego.
Marika
-Marika wstawaj szybko - powiedziała mama zapłakanym głosem.
-Coś się stało? - przetarłam senne oczy.
-Tak chodzi o Oliwię.
-Co się stało?! - podniosłam głos miałam w głowie najgorsze myśli.
-Zajdź na dół wszystko ci powiemy.
-Dobra.
Przebrałam się szybko i zeszłam na dół stanęłam przed rodzicami.
-Mówcie szybko.
-Mamy złe wiadomości - mówiła zapłakana mama.
-Mówcie szybko.
-Oliwia potrącił samochód wczoraj jest poważnie ranna leży w śpiączce może z tego nie wyjść.
Kiszki mi skręciła w środku a moje nogi nie wytrzymały. Ugięłam się pod własnym ciężarem ale tata mnie złapał. Było mi strasznie niedobrze pobiegłam to toalety i zwymiotowałam.
-Kochanie wszystko dobrze? -zapytał tata. Wytarłam usta z moich oczu płynęły łzy.
-Dobrze? Tato chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam.
-To dla nas też jest szok.
-Nie idę do szkoły. Źle się czu... - urwałam i znów zwymiotowałam.
-Dobrze kochanie.
Luck
No gdzie ona jest. Kurde znów się spóźnia. Drzwi się otworzyły z nich wyszła jej mama podeszła do mnie.
-Dzień dobry. - powiedziałem wesoło ale mina mi zrzedła gdy zobaczyłem smutek na jej twarzy.
-Luck Marika nie idzie dzisiaj do szkoły bardzo źle się czuje.
-Coś się stało?
-Tak. Jej przyjaciółka Oliwia miała poważny wypadek potrącił ją samochód jest w śpiączce może z tego nie wyjść Marika bardzo to przeżywa.
-Bardzo mi przykro Marika o niej wspominała.
-Tak mi też. Wiem że jesteś jej chłopakiem może przyszedłbyś po szkole?
-Po szkole nie mogę dopiero tak o 17:30.
-Dobrze a teraz idź.
-Do zobaczenia.
Odwróciłem się poszedłem do szkoły. To musi być dla Mariki szok. Potrzebuje teraz swojego chłopaka. Muszę ją rozweselić i nawet chyba wiem jak.
Marika
-Powiedzcie co się dokładnie stało. - powiedziałam już opanowanym głosem siedząc w salonie.
-Wczoraj wyszła na spacer wieczorem przechodziła przez pasy i jechał jakiś kierowca miał ponad 2 promile alkoholu jechał bardzo szybko 150 km/h i potrącił Oliwie zobaczył to jakiś przechodzień zatrzymał auto i zadzwonił po karetkę. Oliwia ma złamaną nogę rękę kilka żeber posiniaczone całe ciało rozciętną wargę i bardzo mocny wstrząs mózgi i jest w śpiączce lekarze obawiają się że może tego nie przeżyć.
-Nie to niemożliwe ona musi żyć! Czemu właśnie ona czemu nie ja czemu ona?! - zaczęłam płakać nie mogłam w to uwierzyć jakiś pijany idiota prawie zabił mi najlepszą przyjaciółkę. Ona jest dla mnie jak siostra!
-Ja muszę iść do pracy mama z tobą zostanie.
-Ok - powiedziałam gdy na chwilę zdołałam opanować płacz.
Niall
Mariki nie ma w szkole ciekawe dlaczego.
-Luck dlaczego Mariki nie ma w szkole.
-A co cię to?
-Chce po prostu wiedzieć powiesz mi czy będziesz dalej zgrywał zazdrośnika?
-Jej przyjaciółka z Polski miała wypadek jest ciężko ranna. Jest w śpiączce i może z tego nie wyjść.
-O ja pier... - powstrzymałem się. - Dobra dzięki.
-Spoko.
To ta dziewczyna z którą rozmawiałem przez telefon. Wtedy była taka szczęśliwa. Podszedłem do chłopaków.
-Dobra jest na dzisiaj takie zajebiście ważne zadanie. Musimy iść do Mariki.
-Wiesz a może sam byś poszedł do Mariki chyba się w niej bujasz - powiedział Zayn.
-Stary to nie czas na żarty. Musimy ja pocieszyć. Jej przyjaciółka leży w śpiączce miała poważny wypadek.
-O kurde dobra to od razu po szkole pójdziemy do niej. - powiedział Liam.
-No tak właśnie chciałem zrobić.
Marika
Cały dzień przesiedziałam pod kocem płacząc. To jest niemożliwe nie mogę w to uwierzyć. Dochodziłam 15 ktoś zadzwonił do drzwi mama otworzyła wpadło pięciu oszalałych chłopaków.
-Hej i jak się czujesz? - zapytał Niall.
-A jak się mam czuć moja przyjaciółka może umrzeć jak mam się czuć co?! - krzyknęłam na niego.
-Przepraszam. Wiem że to nie jest łatwe dla ciebie.
-To ja przepraszam po prostu nie myślę co robię.
Wszyscy rozsiedli się wygodnie na fotelach i wpatrywali się we mnie jak w obrazek ale miałam to gdzieś.
-Ja się o nią tak strasznie boję. Znamy się od małego pamiętam nasze pierwsze spotkanie to było na placu zabaw przez przypadek ją kopnęłam i zaczęłyśmy się szarpać. Ale się pogodziłyśmy i wtedy zawarłyśmy swoją przyjaźń. Ona jest dla mnie jak siostra to ona jest moim małym pamiętnikiem.
-Wiem co czujesz ja też kiedyś straciłem swojego przyjaciela - powiedział Louis.
-Jak miał na imię? - zapytałam.
-Kevin. - chłopaki wybuchli cichym śmiechem.
-Dużo was łączyło? - zapytałam ignorując ich.
-Tak zawsze rano mnie budził.
-Jak to?
-Kevin to mój gołąb straciłem go gdy byłem mały. - zaśmiałam się cicho.
-Louis to było marne pocieszenie - powiedział Zayn.
-Zgadzam się - poparł go loczek.
-Ale zawsze jakieś. A poza tym Kevin był moim przyjacielem.
-Lou to nie są żarty - upomniał go Liam.
-Dobrze tato.
-Nie nazywaj mnie tatą! - oburzył się Liam.
-Ale ty taki jesteś. Zawsze nas upominasz, rozkazujesz nam wszystkiego nam zabraniasz.
-Louis to się nazywa być dojrzałym. - wyprostował się dumnie Liam.
-Jesteś ode mnie młodszy i to o 2 lata!
-No i co?
-No i nie możesz mi rozkazywać ale ja tobie tak - uśmiechnął się.
-Oj Louis nie przeginaj bo poznasz mój gniew.
-Uuuu już się boję. Ciebie ty byś muchy nie skrzywdził a co dopiero mnie takiego słodkiego chłopaczka a poza tym Harry by się za mną wstawił.
-No właśnie - powiedział Harry.
-Możecie to odłożyć na potem - upomniał ich Zayn. Od razu mi o wszystkim przypomniał i się rozpłakałam.
-Ja tak bardzo za nią tęsknię! - przytuliłam się do Niall'a a on ostrożnie mnie objął. W tym momencie wszedł Luck trzymając coś w ręce. Puściłam Niall'a.
-To my się zbieramy nie będziemy przeszkadzać młodej miłości. - powiedział Louis.
Wychodzili jeden za drugim Niall wychodził ostatni zmrozili się wzrokiem i drzwi się zamknęły. Wstałam i rzuciłam się na Lucka on mnie objął i delikatnie głaskał po włosach. Tego mi właśnie trzeba było mojego chłopaka. usiedliśmy razem na kanapie.
-Przyniosłem ci coś. - pokazał elegancko zapakowane pudełeczko otworzyłam a tam był mały kawałek ciasta z galaretką.
-Dziękuję. - przytuliłam się do niego. - Luck?
-Tak.
-Ja nie chce żeby ona umarła.
-Nie umrze nie martw się wszystko będzie dobrze.
-Mam nadzieję. Ona jest kimś ważnym dla mnie.
-Wiem.
-Luck ja się załamie jak ona z tego nie wyjdzie.
-Marika - chwycił moją twarz w swoje ręce i zmusił mnie żeby popatrzyła w jego piękne niebieskie oczy - ona z tego wyjdzie jestem tego pewny nie znam jej ale na pewno jest silna.
-O tak jest.
-No więc wiesz zrobi wszystko żeby przyjść do tego kolesia i nakopać mu do dupy. - zaśmiałam się.
-A je jej w tym pomogę.
-I ja też.
Pocałował mnie lekko w usta. Włączył telewizor i objął mnie ramieniem ja przysunęłam się do niego i tak siedzieliśmy i oglądaliśmy. Przyszedł tata.
-Już jestem! - krzyknął na cały dom po Polsku - Kochanie jak się czujesz? - zapytał cały czas mówił po Polsku.
-Już lepiej Luck poprawił mi humor.
-Tak widzę. - zmierzył go wzrokiem dobrze że on niczego nie rozumiał bo bym się spaliła ze wstydu.
-Tato to jest mój chłopak i musisz to przyjąć do wiadomości.
-Tak wiem ale zawsze będziesz moją małą córeczką.
-Wiem tato.
-To dobrze. - poszedł do kuchni.
-Twój tata umie mówić po angielsku?
-Tak.
-Aha ok.
Oglądaliśmy dalej dochodziła 21.
-Dobra ja już lecę pa kochanie. - pocałował mnie w usta.
-Pa. - wyszedł.
-Mamo ja jutro idę do szkoły.
-Dobrze kochanie.
Poszłam do siebie i natychmiast zasnęłam.
**************************************
I jest 9 rozdział. Właśnie przed chwilą popsuł mi się monitor znaczy tak nie do końca ole po bokach są takie wcięcia i to mnie wkurza. Jutro dodam jeszcze jeden rozdział. Po dodaniu poprzedniego rozdziału stwierdziłam że jest za długi i wtedy sobie przypomniałam że z tego miały być dwa rozdziały no ale już trudno. Piszcie komentarze bo wiem że czytacie np. jedna moja koleżanka wiem że czyta znaczy zalega z 1 rozdziałem i ona wie że o niej mówię i powtarzałam jej 1000 razy żeby dawała komentarz ale stwierdziła że jej się nie chce. Ale i tak ją lubię ;*. No więc dodawajcie komentarze. A i piszcie wasze pomysły co bym mogła wstawić do bloga. Tydzień temu moja koleżanka podsunęła mi genialny pomysł ale nie powiem wam jaki część osób jak przeczyta to coś skojarzy to jest z życia wzięte a inny pomysł wygrzebałam z takiego jednego imagina więc podawajcie swoje propozycje może nowych ludzi postaram się to jakoś wcisnąć.