niedziela, 27 stycznia 2013

Rozdział 24

Harry
-Wychodzę! - krzyknąłem.
Ruszyłem do kwiaciarni zrobie mały prezent Sarze. Kupiłem jednął czerwoną róże i poszedłem do jej domu. Schowałem różę za siebie i zadzwoniłem. Drzwi się otworzyły a w nich stała Eva.
-O cześć Harry, Sara u siebie.
-Cześć dzięki.
Po cichu poszedłem do jej pokoju zapukałem i wszedłem.
-Harry!
-Hej śliczna mam coś dla ciebie. - wyjąłem zza siebie różę. - Proszę.
-Harry jesteś słodki.
-Podoba się?
-Tak. Dziekuję. - pocałowała mnie. - Siadaj.
-Słuchaj bo moi rodzice cię bardzo polubili i chcieliby żebyśmy przyjechali do nich w ferie zimowe co ty na to? - spuściła głowę. - Coś się stało.
-Harry bo ja... ja... nie wiem jak ci to powiedzieć, ale ja nie chce.
-No okej to nie musimy do nich jechać.
-Harry nie o to chodzi bo jesteś naprawdę cudownym chłopakiem, ale ja chyba nie umiem kochać bo... no bo... bo dla mnie to jest za szybko to wszystko tak szybko się dzieje, a ja nie jestem na to gotowa przepraszam mój ojciec miał rację mogliśmy zerwać wtedy, a nie teraz kiedy to bardzo nas zaboli.
-Sara chyba żartujesz chcesz ze mną zerwać?!
-Harry przepraszam, ale je nie potrafię kochać przepraszam.
Nic nie powiedziałem tylko wyszedłem z jej pokoju trzaskając drzwiami. Byłem wkurzony wziąłem kurtkę i wybiegłem z jej domu. Złość mnie rozsadzała od środka wbiegłem szybko do domu  rzuciłem kurtkę i buty gdzieś chłopaki się dziwniej patrzyli pobiegłem do kuchni. Wyciągnąłem szklankę i pepsi. Chciałem ją odkręcić, ale była mocno zakręcona wkurzyłem się i rzuciłem ją o podłogę. Rozdarłem mię na cały głos i oparłem o blat stołu. Zaraz przybiegli chłopaki.
-Harry co jest? - zapytał Zayn.
-Co jest?! To, że Sara nie chce już ze mną być!
-Stary przykro mi.
-Ja tego tak nie zostawię nie pozwoleń jej odejść.
-Co chcesz zrobić? - zapytał Niall.
-Jeszcze nie wiem.
Poszedłem do swojego pokoju. Natchnęło mnie zaśpiewam jej Little Things. Wpadłem do pokoju Niall'a chwyciłem gitarę i znalazłem nuty. Poszedłem do siebie i próbowałem coś zagrać, ale nie wychodziło mi to. Wyszedłem z pokoju z gitarą w ręki i poszedłem do salonu.
-Jak ty na tym szajstwie możesz grać?! - krzyknąłem w stronę Niall'a obrócił się i zaczął śmiać. - To kurde nie jest śmieszne na tym się nie da!
-Nie dziwie się jak nie umiesz grać.
-To mnie naucz.
-Ja?
-Nie moja mama, ty! Kurde szybko bo nie ma czasu!
Poszliśmy do jego pokoju. Chwyciłem gitarę i dałem mu.
-Zagraj mi to.
-No dobra. Ale co?
-Little Things.
-No to dzisiaj się tego nie nauczysz.
-Graj.
Zagrał mi całą piosenkę. Coś czuję, że szybko to się tego nie nauczę.
-No to masz nuty i spróbuj powoli.
-Dobra.
Zacząłem grać. Nie było to szybko, a raczej w żółwim tępię.
-Harry nie E tylko A.
-Dobra. - zagrałem jeszcze raz nie wiem dlaczego cały czas mi wychodziło E.
-Harry, A.
-Dobra czekaj. - i znów to samo.
-Harry dobra wiem, że to nie jest łatwe, ale A z E pomylić.
-Kurde zdarz się nie wyżywaj się na mnie.
-Ja na tobie?
-Dobra sory.
Znów to samo.
-Nie wytrzymam kurde nie wiem czemu mi to E wychodzi. Chodź ze mną ty zagrasz, a ja zaśpiewam.
-Harry ja mam na niej zrobić wrażenie czy ty?
-Boże, ale to jest takie porąbane! Czemu ten świat jest tak pojebany? Za jakie grzechy mnie to spotyka!
-Uspokój się. Skup się i zacznij jeszcze raz.
-Dobra.
Usiadłem i zagrałem jeszcze raz nie w takim tempie jak ma być, ale przynajmniej dobrze.
-Jest udało się umiem!
-No i co trudno?
-No.
-Dobra, a teraz w tym tempie co ma być i dodaj śpiew.
-Czekaj ja najpierw muszę wyczuć tą gitarę później śpiew, ty śpiewaj, a ja będę grał.
-Dobra, ale zawsze było odwrotnie ja ci grałem, a ty śpiewałeś, no ale dobra.
Zacząłem grać.
-Trochę szybciej.- szepnął.
Przyśpieszyłem trochę a on śpiewał co jak co ale trzeba przyznać, że śpiewa zajebiście. 
-Kurde jest udało się! Piątka.
-No git było, a teraz ty zaśpiewaj.
-I piękno przeminęło.
-No dajesz.
Zacząłem grać i dołożyłem jeszcze śpiew. No i było git. Powtórzyłem to jeszcze raz.
-Jestem mistrzu! Nauczyłem cię grać na gitarze! Oł je! Pójdę do nieba. - Niall zaczął wrzeszczeć szczęśliwy.
-I tak byś poszedł.
-Ha no wiem.
-Dzięki. Teraz lecę do niej.
-Ej ale jest 22 nie za późno?
-Niall jakbyś chciał żeby Marika do ciebie wróciła to byś miał gdzieś która godzina.
-No w summie dobra leć.
Wybiegłem z domu i pobiegłem pod jej dom. Obszedłem go miał tylko 1 piętro znalazłem pokój Sary świeciło się światło zapukałem do niego. Podeszła i otworzyła. Płakała i to widać bardzo.
-Harry co ty tu ro...?
-Ciiii nie mów nic ja mam ci coś do powiedzenia. - zacząłem grać na gitarze. - http://www.youtube.com/watch?v=xGPeNN9S0Fg

Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me. 

I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.

You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.

I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.

I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things. 

You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..

I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things. 

I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.
Proszę nie zrywaj za mną.
-Harry ja nie wiem co powiedzieć. To było piękne. - po policzku spłynęła jej łza.
-Proszę nie zrywaj ze mną.
-Harry żałuję, że to zrobiłam bo cały czas płaczę, a jeszcze nigdy tak nie miałam kocham cię i chce żebyśmy byli razem.
-Też cię kocham. - podszedłem do niej i ją pocałowałem.
-Wchodź bo zimno. - wszedłem przez okno do jej pokoju.
-Kocham cię. - pocałowałem ją namiętnie.
-Ja ciebie też.
Danielle
Dzisiaj 29 grudzień ślub mamy. Jestem strasznie zdenerwowana. Ma przyjść 100 osób. Miałam na sobie ubraną fioletową sukienkę od przed kolana i włosy upięte w koka i zostawione parę wolnych pasemek. Pomagałam jeszcze mamie w ostatnich poprawkach.
-Mamuś wyglądasz ślicznie.
-Ty też.
-Strasznie się denerwuję.
-To ja biorę ślub, a nie ty.
-Ale i tak się denerwuję.
-Spokojnie już raz to przechodziłam nie jest tak strasznie.
-To czekamy na dole.
-Dobrze córcia.
Wyszłam z sypialni i poszłam do salonu. Zobaczyła Liam'a i podeszłam do niego.
-Hej. Strasznie się denerwuję.
-Hej oj to ja się boję co będzie na naszym ślubie. - uśmiechnął się promiennie.
-Na naszym ślubie?- zapytałam nie wiedząc czy dobrze usłyszałam.
-Tak na naszym. Jeśli mnie nie rzucisz.
-Chyba sobie żartujesz ciebie rzucić? Liaś za bardzo cię kocham.
-Ja ciebie też.
Usłyszałam, że mama schodzi po schodach. Wszystkie oczy były skierowane w jej stronę. Wyglądała ślicznie zresztą jak zawsze.Zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy do kościoła. Nie trwało to długo później ruszyliśmy na salę. Oczywiście taniec pary młodej musiał być. Wszystko było super mama nareszcie od czasu kiedy tata zmarł jest szczęśliwa i ja również jestem szczęśliwa.
-Mogę panią prosić do tańca? - zapytał Liam.
-Oczywiście.
Chwyciłam jego rękę i ruszyliśmy na parkiet. Muzyka była spoko na szczęście mama dała namówić się na DJ'a piosenki puszczał fajne nie jakieś taka stare nie wiadomo skąd tylko z tej epoki. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Z Liam'em zawsze jest tak fajnie.
Liam
Bałem się jak zareaguje jak jej powiedziałem, że co będzie na naszym ślubie myślałem, że powie że ślubu nie będzie. Może się jej za niedługo oświadczę? Może.
-Liam kocham cię i nigdy nie przestanę. - powiedziała i wtuliła się we mnie objąłem ją rękami.
-Też cię kocham i zawsze będę kochał pamiętaj o tym.
-Nigdy o tym nie zapomnę.
Piosenka się skończyła.
Dochodziła 24 czas na rzucanie welonem i krawatem. Najpierw welon Danielle i reszta dziewczyn ustawiły się za panną młodą. Rzuciła welon i załapała go Danielle. Zaczęła się cieszyć. Przeszła obok mnie mówiąc:
-No musisz teraz złapać bo inaczej będę się całowała z kim innym.
-Oj nie będziesz.
Teraz czas na mężczyzn  Wszyscy single ustawili się za panem młodym on rzucił krawatem i jest złapałem go. Danielle do mnie podbiegła.
-No to kiedy ślub? - zapytała.
-Z tobą nawet teraz.
-Dawaj całusa.
-Z chęcią.
Pocałowałem ją najlepiej jak umiałem.
-Za każdym razem nogi mi się uginają. - szepnęła mi do ucha.
-I o ty chodzi.
Danielle
Dochodziła 5 wszyscy się już zebrali zostałam ja Liam i Luck mój brat. Pozamykaliśmy wszystko, a mama jutro ma się z nimi rozliczyć. Nie pojechaliśmy do siebie do domu tylko do hotelu młoda para chciała tę noc spędzić razem. O Boże jak o tym pomyślę to brrr.
-Hej o czym myślisz? - zapytał Liam gdy weszliśmy no naszego pokoju.
-O mamie.
-A dokładniej?
-O tym co... co... co oni teraz robię i mnie to przeraża.
-Daniell daj spokój nie myśl o tym przecież oni też są ludźmi i mają prawo no...
-Dobra nie kończ.
Zaczął się śmiać.
-Zapomnijmy o mojej mamie.
-Zgadzam się. Jak Luck sprawuje się w roli brata?
-Spoko tylko rano są wieczne kłótnie.
-Dlaczego? Bije cię zaraz tego pożałuje. - zaczął wychodzić z pokoju.
-Czekaj Liam chodzi o łazienkę rano się kłócimy kto ma pierwszy wejść.
-Aha trzeba było tak od razu zaraz bym mu przywalił.
-Spokojnie kochanie.
-Masz rację.
Marika
Dzisiaj sylwester chłopaki robią imprezę i oczywiście muszę iść. Dochodziła 20 spakowałam ubrania bo miałam u nich spać i wyszłam. Doszłam do ich domu w 15 minut. Zapukałam i weszłam do środka. Trwała kłótnia między Zayn'em a Niall'em.
-Nie ty sprzątasz ja zawsze muszę wszystko robić teraz twoja kolej! - Niall wydzierał się na Zayn'a.
-Nie ty sprzątasz zawsze tak było!
-Nie ty sprzątasz nie mam zamiaru znów tego robić.
-Hej spokojnie. - uspokoiłam ich. - Razem posprzątacie i już. - wyszczerzyłam się w ich stronę.
-Marika bo twój chłopak kłóci się ze mną, że ja mam wszystko sprzątać.
-Bo teraz twoja kolej ostatnio ja sprzątałem więc teraz ty.
-Zayn to prawda?
-Tak, ale ja nie umiem sprzątać.
-To się naucz powyrzucasz wszystko pozmywasz i już.
-Dobra nie będę się z tobą kłócił, ale żeby później nie było pretensji. - odszedł obrażony.
-Zachowujecie się jak małe dzieci. - Niall też się obraził, ale tym razem na mnie. - Obraziłeś się? - nie odpowiadał. - Jak tak to ja idę do domu jak taki ma być ten sylwester.
-Okej żartuję chodź. - złapał mnie za rękę.
-Teraz to ja się obraziłam. 
-Hej bo zacznę płakać.
-A płacz.
-Hej Niall Horan nie może płakać. - zawsze jak to mówił ta zaczynałam się śmiać i już mnie miał tym razem było tak samo.
-O Boże Niall Horan! Mogę cię dotknąć? Wyjdziesz za mnie? - zaczęłam skakać i zachowywać się tak jakby zrobiły większości fanek.
-Kolejna żona o kurde która to już milionowa? Szczerze dziwiłem się, że tak nie zareagowałaś za pierwszym razem.
-Bo nie byłam waszą fanką.
-A teraz jesteś?
-A widzisz to? - pokazałam mu naszyjnik który dostałam od Oliwi.
-Widzę. - uśmiechnął się.
-No więc jak sądzisz?
-To znaczy, że lubisz naszą muzykę?
-Tak.
-I mogę ci śpiewać?
-Tak.
-Bo zawsze chciałem ci coś zaśpiewać, ale myślałem, że nie lubisz naszej muzyki.
-Żartujesz? Uwielbiam waszą muzykę. Jest piękna.
-A która piosenka ci się najbardziej podoba z płyty Take Me Home?
-Dużo ich Magic, Last First Kiss, Little Things, They don't know about us, Rock me, Kiss you wszystkie lubię.
-A jakbyś miała wybrać jedną?
-Hmmm... ciężkie pytanie wahałabym się pomiędzy Little Things a Last First Kiss.
-Też lubię te piosenki.
-Dobra zabierajmy się bo zaraz wszyscy przyjdą.
-Yhym.
Przygotowaliśmy napoje i coś do przegryzienia no i oczywiście muzyka. Wszyscy zaczęli się zbierać dobrze się bawiliśmy dochodziła 23:30 Niall mało co pił.
-Chodź mam coś dla ciebie. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Ubrałam swój płaczę i wyszliśmy.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Chwycił mnie za rękę i poszliśmy do centrum Londynu. Dochodziła 24 staliśmy pod Big Benem. Zaczęło się odliczanie.
-10, 9, 8, 7, 6, 5, 4... - odliczaliśmy razem. - 3... - chwycił mój podbródek i zaczął całować. 2, 1 i nowy rok, a my trwaliśmy w pocałunku. W końcu przestaliśmy.
-Najlepszy sylwester na świecie. - powiedziałam patrząc na fajerwerki które oswietlały całe niebo. To wszystko wyglądało pięknie.Po piętnastu minutach wszystko ustało. - O już koniec, a szkoda było pięknie.
-Jeszcze nie koniec patrz w niebo.
Patrzyłam cały czas usłyszałam świst i wybuchło fajerwerki ułożyły napis "I love you Marika". Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Rzuciłam mu się na szyję całując.
-Jesteś cudowny, kocham cię.
-Ty jesteś cudowna.
Wróciliśmy do ich domu zabawa trwała w najlepsze. Zaraz zaczęliśmy tańczyć. Było super. Dochodziła 5 rano już nikogo nie było zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy.
-Ej to ma zrobić Zayn zostaw.
-Jak się jutro obudzi.
-To ja go obudzę chodź.
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie i zaczął całować.
-A może tak nie przy ludziach? - zapytała Sara wchodząc do salonu, pokazałam jej język.
Poszliśmy do pokoju Niall'a. Przebrałam się w spodenki i bokserkę i położyłam się do łózka zaraz przyszedł Horanek i zasnęliśmy. Obudziłam się dochodziła 14 Niall'a już nie było. Wstałam umyłam się i przebrałam i poszłam do salonu siedzieli tak Harry i Sara i się całowali.
-A może tak nie przy ludziach?
-A ty z Horanem to możesz nie ma tak dobrze.
-A właśnie gdzie on jest?
-W kuchni robi ci śniadanie to łóżka.
-Aha.
Niall śniadanie? O Jezu katastrofa. Uchyliłam drzwi do kuchni Niall stał przy kuchence i coś pichcił czułam napach naleśników no takie prezentu to ja mu nie zepsuje. Wróciłam do łóżka i udawałam, że śpię za chwile usłyszałam, że drzwi się otwierają i znów zapach naleśników mniam.
-Marika wstawaj. - udałam, że się przeciągam.
-Hej.
-Mam coś dla ciebie. - usiadałam, a on położył mi na kolanach tacę były na niej cztery naleśniki i ciepła kawa z mlekiem i piękna czerwona róża.
-Dziękuję. - pocałowałam go. - Jak to pięknie pachnie.
-Smacznego.
Chwyciłam do ręki naleśnika i zaczęłam jeść.
-Ej chwila czemu jesteś pomalowana?
-No bo się obudziłam, ale jak zobaczyłam, że robisz mi śniadanie to nie chciałam żebyś był smutny to wróciłam.
-A myślałem, że to będzie niespodzianka.
-Jest i to bardzo miła dziękuję ci.
Przytuliłam go.
Luck
-Alice musimy to skończyć ja mam dziewczynę i ją kocham Emilia jest dla mnie ważna.
-Co? Chyba sobie żartujesz! Nie zostawisz mnie teraz bo powiem jej wszystko!
-Ani się waż.
-Zobaczysz jeszcze tego pożałujesz!
Odeszła. Wiem debil ze mnie zdradzam swoją dziewczynę. Ale sam nie wiem dlaczego to zrobiłem to przez tą głupią dyskotekę gdybym nie był aż tak pijany nic by się nie stało. Dlaczego dałem się jej sprowokować. Ona powie to Emilii, a ona będzie wściekła nie, nie dobie się od niej dowie się ode mnie. Poszedłem do niej i zadzwoniłem do drzwi otworzyła jej mama poszedłem do pokoju Emilii. Zapukałem i wszedłem.
-Hej właśnie miałam do ciebie dzwonić czy nie idziemy gdzieś. - podeszła do mnie i lekko pocałowała. - Coś się stało?
-Bo słuchaj ja wiem, że jestem świnia i debil i przepraszam cię już teraz, ale muszę ci to powiedzieć.
-Ale co? - zapytała zdziwiona.
-Proszę wybacz mi, ale jak by to powiedzieć...
-Masz kogoś innego? - zapytała smutna.
-Tak i przepraszam to nie tak, że ją mam, ale to po prostu było tylko chwila słabości musisz zrozumieć ja tego nie chciałem, ale dzisiaj z nią zerwałem wszystkie kontakty tylko ciebie kocham. Proszę wybacz mi.
-Nie wierze w to jak mogłeś? Mogłeś od razu mnie rzucić, a nie robić mi nadziei idź stąd!
-Emilia przepraszam.
-Wynoś się z mojego domu!. - chciałem ją pocałować i udało mi się, ale ona zaraz mnie odepchnęła.
-Emilia przepraszam.
-Luck idź stąd nie utrudniaj tego.
Wypchnęła mnie za drzwi. Nigdy nie sądziłem, że poczuje się tak źle moje serce pękało. Wróciłem do domu i pobiegłem do siebie trzaskając wszystkimi drzwiami. Zasnąłem i obudziłem się rano. Zbiegłem po schodach zadzwonił ktoś otworzyłem to był kurier.
-Przesyłka dla pana Lucka Candy.
-To ja.
-Proszę tu podpisać.
Podpisałem, a on odszedł. Przesyłka z sądu jakim cudem z sądu? Rozpakowałem szybko i przeczytałem nie mogłem uwierzyć własnym oczom uszczypnąłem się, ale to nie był sen. Alice pozwała mnie do sądu za znęcanie się nad nią. Wiedziałem, że coś zrobi, ale żeby coś tak okropnego! Do domu przyszła Daniell, a ja chodziłem cały zdenerwowany.
-Coś się stało? - zapytała.
-Nie nic to nie ważne.
-Luck...?
-Pamiętasz Emilie?
-No tak to twoja dziewczyna tak?
-No właśnie w tym problem, że już nie.
-Jak to?
-Bo ja ją zdradzałem z taką dziewczyną ze szkoły Alice.
-Luck nauczyć cię jak się traktuje dziewczyny? 
-Nie trzeba. No, ale słuchaj wczoraj powiedziałem Alice, że to koniec, że nie chce już tego dalej ciągnąć bo kocham Emilie no, ale ona się wkurzyła i powiedziała, że tego pożałuję no i patrz. - podałem jej kopertę. popatrzyła na nią i się przeraziła.
-Luck to nie jest prawda?
-Żartujesz, a uderzyłem cię kiedyś?
-No nie...
-No właśnie, a ona tak się chce odegrać no, a ja wczoraj powiedziałem to Emilii bo nie chciałem żeby się dowiedział od niej no i powiedziałam, że mam się wynosić.
-Przykro mi, ale zrobiłabym to samo.
-Dzięki za pocieszenie.
-Dobra sory trzeba coś wymyślić bo jak rodzice się dowiedzą to będzie kiepsko.
-Wiem. To nie mówmy im.
-Zgadzam się.
-A o czym to nie mówmy rodzicom? - zapytał tata Lucka.
-O niczym. - Luck szybko schował ze siebie kopertę.
-Macie przed nami sekrety?
-Niektórych rzeczy rodzice nie muszą wiedzieć to takie nasze sprawy wiesz szkoła i takie tam.
-Yhym.
Poszliśmy do swoich pokoi. Jutro zaczyna się szkoła znów.
Marika
Dzisiaj do szkoły nie no za jakie grzechy? Doszłam i weszłam namierzyłam wzrokiem Danielle bez Liam'a nowość siedziała oparta o ścianę.Podeszłam do niej bo była smutna.
-Hej. - powiedziałam uśmiechnięta.
-Cześć. - to brzmiało jak 'idź stąd mam inne sprawy na głowie'.
-Dzięki za miłe powitanie coś się stało?
-W zasadzie to tak o Lucka chodzi.
-No co jest?
Powiedziała mi wszystko i nie mogłam uwierzyć.
-Marika jak ja mam mu pomóc?
-Kurde nie wiem. Wiesz jak byliśmy razem to nigdy nawet nie próbował mnie uderzyć nawet ręki na mnie nie podniósł ja w to nie wierze.
-Musisz mu pomóc powiesz w sądzie, że nigdy na ciebie ręki nie podniósł.
-No dobra jak mu to pomorze?
-Pomorze.
-Okej.
Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz lekcja chemii.
-Hej skarbie. - usłyszałam głos Niall'a.
-Hej. - pocałowałam go w policzek.
-Widziałaś, że jesteście na yt?
-Co?
-No z tego musicali ktoś was wrzucił jak razem w 5 śpiewacie i macie 500 tys odsłon.
-O Boże serio?
-Tak.
-Super.
Zadzwonił dzwonek więc weszliśmy do klasy. 
-Dzisiaj robimy doświadczenie z kwasami załóżcie okulary rękawiczki i fartuchy.
*******************************
Musze tu skończyć ale zobaczycie co się będzie działo. Komentujcie dziękuję. No to tyle ;*

sobota, 19 stycznia 2013

Rozdział 23

Dzisiaj 21 grudzień za niedługo święta, a ja jeszcze nie mam kupionych prezentów. Wybrałam się dzisiaj do galerii razem z dziewczynami. Chodziłyśmy po sklepach i kupowałyśmy wszystkim prezenty każdy każdemu wydam majątek. Kupiłam już dla wszystkich prezenty i poszłyśmy na pizze. Siedziałyśmy przy stoliku oczywiście nie obeszło się bez kilku zdjęć z fankami chłopaków. Rozmawiałyśmy, ale Danielle była trochę przybita.
-Daniell coś się stało? - zapytałam.
-Nie wszystko okej.
-Na pewno?
-Tak.
-Danielle coś cię gryzie. - stwierdziła Sara.
-No dobra jest coś.
-No to mów.
-Bo mój tata zginął 13 lat temu w wypadku i moja mama od tego czasu nie miała nikogo aż do teraz znalazła sobie kogoś i chce się z nim pobrać i zamieszkać.
-No to super czemu się nie cieszysz? - spytałam.
-Bo jest coś jeszcze ten koleś to jest ojciec Lucka i mamy razem zamieszkać i on ma być moim przyrodnim bratem.
-A no to wszystko jasne.
-Kurcze fajnie, że sobie kogoś znalazła, ale ojciec Lucka?
-I tak masz lepiej ode mnie. - powiedziała Sara.
-No tak.
Tylko ja z Perrie nie wiedziałyśmy o co chodzi zaraz nam wszystko wyjaśniła, że jej mama nie żyje i że jej ojciec pije i ją bił. To było okropne.
************************************
Dzisiaj wigilia wstałam wczas bo miałam z Niall'em jechać po jego rodziców. Ubrałam się w dżinsy, bluzkę i na to sweterek, kozaczki na obcasie i czarny płaszcz. Wyszłam z domu, a Niall już czekał pod moim domem wsiadłam do samochodu i ruszyliśmy na lotnisko. Przyjechaliśmy z 45 minut i poszliśmy do hali przylotów i podeszliśmy do nich.
-Niall kochanie jak cię dawno nie widziałam. - jego matka przytuliła go.
-Mamo, tato, Greg to jest Marika.
-Witaj dziecko.
-Dzień dobry.
-I jak lot? - spytał.
-Bardzo męczący.
-No to jedziemy do domu i tam odpoczniecie.
-Dobrze synku.
Przez całą drogę mama Niall'a opowiadała o nim co robił jak był mały, a ja się śmiałam, a Niall zaprzeczał jak było coś naprawdę głupiego, ale i tak wiedziałam, że to prawda. Dojechaliśmy do ich domu i pomogliśmy im. Poszłam zaraz do domu dochodziła 14 a o 17 wszyscy mieli się schodzić. Przebrałam się w białą sukienkę, białe buty na obcasie i białą torebkę zrobiłam lekki makijaż część włosów upięłam i podkręciłam lokówką i wyszłam im trochę pomóc. Zapukałam do drzwi otworzył mi Louis.
-Hej wchodź. - zaprosił mnie do środka. Zdjęłam płaszcz z siebie i zamieniłam buty.
-Hej już jestem. - wszyscy inni latali z kuchni do salonu i przynosili wszystko.
-Hej musisz nam pomóc. - powiedział Niall całując mnie. - Wyglądasz ślicznie.
-A gdzie mogę dać prezenty?
-Możesz do mojego pokoju.
-Okej.
Zaniosłam je tam i zajęłam się resztą. Zaraz skończyliśmy, wszyscy przyszli. Poznałam się z resztą było nas bardzo dużo jeśli dobrze naliczyłam to 46. Najwięcej było od Louis'a, ale nie przeszkadzało mi to.
Połamaliśmy się opłatkiem i zasiedliśmy do wigilii. Wszyscy rozmawiali ze sobą było tak rodzinnie większość osób się nie znała, ale to wyglądało jakby wszyscy ze sobą mieszkali od początku. Moi rodzice zaprzyjaźnili się z rodzicami Niall'a i bardzo dobrze. Wszystkie dzieci podbiegły pod choinkę i zaczęły wszystkim rozdawać prezenty. Wszyscy się cieszyli. Ja otworzyłam ostatni prezent, a tam była prześliczna bransoletka. Wyjęłam ją były tam różne daty "3.09.2012", "8.09.2012", "20.10.2012" "24.12.2012", "31.12.2012/1.01.2013"* i imiona "Niall", "Marika", "Niall+Marika=Love". Łzy poleciały mi z oczu. To było piękne. Podeszłam szybko do Niall'a.
-Podoba się? - zapytał.
-Jeszcze jak to jest piękne. Najlepszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam.
-To się cieszę, że ci się podoba. Długo nie umiałem nic wymyślić, ale stwierdziłem, że to musi być coś oryginalnego.
-Masz rację. A ty odszukałeś mój prezent?
-No właśnie nie.
-Jak to?
Rozejrzałam się po pokoju nigdzie jej nie było. Pobiegłam szybko do jego pokoju i się znalazła, wzięłam ją.
-Proszę oto mój prezent.
Roztargał opakowanie i rozpakował swoją nową gitarę.
-Gitara o jejku dziękuję.
Popatrzył na nią dokładnie i zobaczył to co tam napisałam, a mianowicie "I love you ;*"
-I love you too.
Pocałował mnie delikatnie.
-Stop stop teraz ja. - powiedziała Zuzia wchodząc pomiędzy nas. Wyciągnęła ręce w stronę Niall'a a on ją podniósł  - Niall to dla ciebie. - podała mu kartkę. Popatrzył na nią i się uśmiechną zaraz pokazał ją mi to byłam ja i on. Pocałował Zuzię w czoło - A pójdziemy na spacer? - zapytała patrząc się na Niall'a błagalnie, ale on nic nie rozumiał.
-Marika pomóż bo ty jedna umiesz mówić w dwóch językach.
-Chce iść na spacer.
-Teraz?
-Tak.
-No w sumie możemy iść.
-Ale jest wigilia.
-No i co chodźmy.
-Dobrze. No to smyku ubieraj się idziemy na spacerek.
-Już chwileczkę.
Pobiegła się ubrać.
-Widać, że tęskni za Polską.
-Masz racje.
-Widzę to po niej bo chce iść na spacer, a zawsze w Polsce we wigilię szliśmy na spacer.
-Aha fajna taka tradycja.
-Już jestem możemy iść. - podbiegła do drzwi i otworzyła je.
Ubraliśmy się i wyszliśmy. Było zimno, bardzo i ciemno. Od razu jak wyszliśmy Zuzia wybiegła i zaczęła się bawić w śniegu. Niall zlepił jedną kulkę i rzucił we mnie oddałam mu zaraz do nas przyłączyła się Zuzia. Rzucaliśmy się śnieżkami aż Niall się przewrócił. Ja i Zuzia zaczęłyśmy się śmiać. Zuzia odeszła kawałek i zaczęła robić aniołki. Podeszłam do Niall'a i wyciągnęłam w jego stronę rękę chwycił ją i pociągnął mnie upadłam na tyłek. Zaczęłam się śmiać z własnej głupoty.
-Śmiejesz się z tego, że wylądowałaś na śniegu.
-Tak.
-Niekiedy cię nie rozumiem.
-I dobrze.
Rzuciłam się na niego przez co wylądował na śniegu, a ja leżałam na nim. Nasze usta się prawie stykały przybliżyłam się do niego i złączyłam nas w pocałunku.
-Ja chce wracać zimno mi. - usłyszałam jak Zuzia marudzi. Szybko wstałam z Niall'a.
-Dobrze już wracamy. - zwróciłam się do niej. - Niall wracamy.
-Jasne.
Weszliśmy do domu byliśmy cali mokrzy. Mama przebrała Zuzię, a ja poszłam się wysuszyć do łazienki w tym momencie żałowałam, że nie mam żadnych ciuchów przy sobie. Ktoś zapukał.
-Marika mogę wejść potrzebuję ręcznik.
-Jasne.
Wszedł do środka w samych bokserkach moje serce zaczęło szybciej bić i chyba zrobiłam się czerwona zauważył to i się uśmiechnął. Chwycił do ręki ręcznik.
-Chcesz jakieś ubrania?
-A mógłbyś?
-Jasne.
-Dziękuję.
-Proszę.
Ostatni raz się na niego popatrzyłam i czułam że temperatura mojego ciała wzrosła i to bardzo. Wyszedł i zaraz wrócił z T-shirt'em i spodniami. T-shirt jak na hip-hop, a spodnie nawet nawet. Ubrałam na siebie T -shirt i założyłam spodnie. Podwinęłam nogawki, ale było za duże chwyciłam pierwszy lepszy pasek i zapięłam. Otrzepałam się jeszcze i wyszłam do jego pokoju.
-I jak ujdzie? - spytałam. Popatrzył na mnie i zaczął się śmiać. - No co?
-To jest takie wielkie na ciebie.
-E tam koszulek takich ma pełno w domu no, a spodnie takie trochę duże.
-Trochę? Raczej bardzo.
-Oj no, ale jakoś wyglądam.
-No tak nie źle.
-No.
Wyszliśmy do salonu. Wszyscy już wyszli, a reszta poszła do siebie zostaliśmy tylko my, 10 osób, posprzątaliśmy wszystko i była 21.
-Dobra idę już bo późno.
-Czekaj wigilia jest zostań na noc.
-Niall nie mam żadnych ubrań, a poza tym rodzice.
-Oj rodzice, nic ci się przecież nie stanie.
-Wiem, ale oni są przewrażliwieni.
-To nich przestaną nie puszczę cię nigdzie zostajesz.
-Dobrze zostaję.
-No super.
Wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy. Powiedziałam jej, że zostaję na noc oczywiście nie mogło się obejść bez "no tylko czegoś nie naróbcie" normalka. Poszłam do pokoju Niall'a on już zdążył się przebrać pogrzebałam jeszcze w torebce.
-Niall, a może byś tak mi użyczył jakiś dresów co? - zapytałam błagalnym wzrokiem.
-Jasne już czegoś poszukam.
Wstał i podszedł do komody. Przeszukał parę szafek.
-Przykro mi, ale mam tylko dżinsy żadnych dresów pewnie wszystko w praniu.
-No trudno to będę spała w samej koszulce.
-Mi pasuje.
Poszłam do łazienki umyłam się i ubrałam w moją dzisiejszą pidżamę. Rozpuściłam włosy które zdążyły się wyprostować. Wyszłam z łazienki.
-O Boże jak to możliwe?
-Ale co?
-Że masz takie długie włosy.
-Łał, ale masz refleks.
-No widziałem wcześniej, ale teraz dopiero to powiedziałem. Jesteś piękna.
-Nie jestem. Jestem brzydka.
-Odwołaj to!
-Nie!
-Ah tak? No to zobaczmy co na to moi fani po naszej randce wstawiłem na TT twitta żeby każdy powiedział czy jesteś ładna czy nie i zobaczymy jakie są odpowiedzi.
Podszedł do laptopa i zalogował się na swojego TT.
-Oto ten twitt. I komentarze. "Jest śliczna zazdroszczę ci", "Zabiłabym za takie włosy", "Jest mega ładna", "Gdybym ją poznała to bym ją zabiła bo jest taka ładna". Dobra to ostatnie było dziwne, ale widzisz tego jest o wiele więcej.
-Mówią tak żebyś ich obserwował.
-Co jak co, ale directionki by tego nie zrobiły.
-A ja wiem, że jestem brzydka.
-Nie jesteś. Jesteś najcudowniejszą dziewczyną jaką kiedykolwiek poznałem.
-Nie kłam. Nie ładnie tak.
-Nie kłamię i o tym wiesz.
-Możemy skończyć?
-Dobrze.
-Chcę iść spać.
-Ja też.
Położyliśmy się obok siebie i zaraz zasnęliśmy. Obudziłam się i popatrzyłam na zegarek dochodziła 8 przydałoby się wstać i przygotować coś do jedzenia. Leżałam przytulana do Niall'a delikatnie uniosłam jego rękę i wysunęłam się z pod przykrycia. Wymknęłam się po cichu do łazienki. Przebrałam się w sukienkę i po cichu wyszłam. Niall cały czas spał. Wyszłam po cichu do kuchni. Wszyscy spali i dobrze, zaczęłam robić naleśniki zaraz przyszły dziewczyny.
-I jak się spało? - zapytała Danielle.
-U mnie wygodnie. - przyznałam.
-To tak jak u mnie.
-No u mnie nie tak fajnie cały czas mnie budził. - powiedziała oburzona Eleanor.
-No to tak jak u mnie prawie mnie zepchnął no to wstałam. - przyznała Sara.
-A ja tam nie narzekam mi było dobrze. - powiedziała rozmarzona Perrie.
-A okej nie wnikam.
-Skoro i Louis i Harry się tak wiercą to niech oni razem śpią i nam dadzą spokój. - stwierdziła Eleanor.
-Masz racje. Zobaczą jak to jest.
-Hej o czym rozmawiacie? - spytał Louis, a za nim weszła cała reszta.
-O was. - powiedziałyśmy jednocześnie.
-O jak miło. - powiedział Niall obejmując mnie w pasie od tyłu i całując w policzek.
Reszta zrobiła to samo.
-Co na śniadanie umieram z głodu. - powiedział Niall.
-Naleśniki.
-Yyyyy... mniam.
-Ty dostaniesz na końcu najpierw wasze rodziny.
-Bo sobie sam wezmę.
-Spróbuj. - wyciągną rękę po naleśnik, a ja pacnęłam go.
-Ał to bolało.
-I dobrze.
-Hej ja jestem Niall Horan mi się nie odmawia. Bo naśle na ciebie fanki.
-Poradzę sobie z nimi.
-I za to cię kocham.
Chłopaki wymienili się spojrzeniami, a ja się bałam co wymyślą.
-Teraz! - krzyknął Louis.
Niall podniósł mnie w pasie i wyprowadził na zewnątrz. Wyszliśmy z mieszkania i wylądowałam w śniegu tak jak dziewczyny. Było strasznie zimno.
-A Niall będę morka!
-To się wysuszysz.
Rzucił się na mnie i zaczął okładać śnieżkami nie byłam mu dłużna. Byłam całkowicie morka i zimno mi było. Pomógł mi wstać i poszliśmy do domu. Wszystkie byłyśmy morkę oni też. Poszłam się przebrać znów musiałam sobie pożyczyć od Niall'a ubrania.
-Debile z was. - powiedziałam wchodząc do salonu.
-I za to nas kochasz. - wyszczerzył swoje białe ząbki Lou.
-A kto tak powiedział? - pokazałam mu język.
-A co nie kochasz mnie? - zrobił smutną minkę.
-Louis ciebie nie da się nie kochać.
-No i taka odpowiedź mi pasuje.
-Bo się zrobię zazdrosny. - powiedział Niall.
-Ja też. - dodała Eleanor.
Poszłam do pokoju Niall'a wzięłam swoje rzeczy i poszłam do salonu.
-To pa. - powiedziałam i już miałam wychodzić.
-Chwila gdzie idziesz? - spytał Niall.
-Do domu.
-Jak to do domu? - zrobił smutną minkę.
-Oj uśmiechnij się. Dzisiaj święta chcę spędzić czas z rodziną i tobie radze to samo.
-No dobrze, ale jutro się widzimy.
-Zajmij się rodzicami i bratem...
-I tobą.
-Ty nie odpuścisz?
-Nie.
-No to widzimy się jutro pa.
-Pa. A buziaczek?
-A buziaczek? - próbowałam go naśladować.
-To sam sobie wezmę. - przyciągnął mnie do siebie i pocałował.
-Pa.
-Pa.
Poszłam do domu. Weszłam i w drzwiach przywitała mnie mama.
-Przepraszam, że nie wróciłam na noc.
-Dobrze nie gniewam się.
-Serio?
-Tak.
-To super.
-W salonie ktoś na ciebie czeka.
-Kto?
-Idź zobacz.
Powędrowałam szybko do salonu i tam siedziała aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa nie wierze Oliwia.
-Oliwia!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Maaaaaaaaaaaaaaaaaaraaaaaaaaaaa!!!!!!!!!!
-O Boże jakim cudem się tutaj znalazłaś?
-Przyleciałam z Kubą na święta do rodziców.
-Jezu jak super!
-Też się cieszę.
-Musisz wszystkich poznać.
-No mam nadzieję obiecałaś mi.
-Pamiętam. Opowiadaj co tam?
-Wróciłam na treningi, ale oczywiście jestem pod stałą obserwacją lekarza. - popatrzyła na Kubę.
-Tak zapewne tak. - zaczęłyśmy się śmiać. - Spędzicie z nami święta? - spytałam.
-Wiesz co przyszliśmy się przywitać i zaraz wracamy do rodziców.
-To niech oni też przyjdą.
-Tak Marika ma rację znamy się bardzo długo zaproś ich do nas. - powiedziała mama.
-Dobrze to przyjdziemy. To już pójdziemy.
Wstali i kierowali się do drzwi.
-Ja pójdę z wami.
-Okej.
Wyszliśmy z domu widziałam, że Luck zasuwa z łopatą.
-To jest Luck?
-Tak.
-Czekaj chwile muszę z nim pogadać.
-Dobra.
Oliwia
Przebiegłam przez ulicę.
-Hej ty jesteś Luck ja jestem Oliwia jestem koleżanką Mariki i po pierwsze dziękuję, że ją namówiłeś do zaśpiewania bo ja jej 1000 razy mówiłam to nie.
-Hej.
-Dobra wiem nawijam jak najęta.
-No trochę.
-Dobra sory.
-Spoko. To ty jesteś ta zwariowana fanka One Direction?
-Tak.
-A no to wszystko rozumiem.
-Ej. Dobra no to chciałam się poznać no bo byłeś chłopakiem Mariki to ja muszę lecieć pa.
-Cześć. Do zobaczenia.
-Pa.
Dobiegłam do Mariki i Kuby.
-No i co porozmawiałaś sobie?
-Tak.
Poszliśmy do domu moich rodziców. Marika wróciła do siebie.
-Mamo już jestem! Marika zaprosiła nas do siebie i się zgodziłam.
-Dobrze córeczko.
Poszłam razem z Kubą do naszego tymczasowego pokoju.
-Cieszysz się, że przyjechaliśmy?
-I to jak. Dziękuję.
-Proszę.
Pocałowałam go delikatnie w usta. Dochodziła 17 przyszliśmy do Mariki. Rodzice długo rozmawiali, bardzo. Ja też z Mariką rozmawiałam, ale nie o wszystkim bo rodzice mogli usłyszeć. Poszłyśmy do kuchni.
-No i jak tam z Niall'em?
-Super. Chciał mnie zabrać w trasę.
-No coś ty.
-Serio. I dał mi kanapkę.
-Jaka szczęściara. Boże gdyby mi dał kanapkę to bym zemdlała.
-A jak zajebiście całuje.
-A inni?
-Co inni?
-No jak całują.
-Skąd mam wiedzieć?
-No nie źle kłamiesz przecież widziałam zdjęcia na necie jak całujesz się z Zayn'em.
-O Boże. Pamiętasz ten musical?
-Yhym.
-No to właśnie dlatego to było na scenie gra aktorska.
-A fajnie było?
-Inaczej, ale nie lepiej.
-Aha.
-A tobie i Kubie jak się układa?
-Dobrze.
-Tyle?
-Dobra, super cudownie. Wiesz jak super jest z nim mieszkać? Budzisz się rano, a on obok ciebie. Śniadanie je razem z tobą, jedyna przerwa to szkoła i jego praca, a później wraca i obiad też razem i całe popołudnie i kolacja i zasypiasz w jego ramionach to jest super. A w weekendy zawsze gdzieś jedziemy i to jest cudowne albo po prostu zostajemy w domu.
-Fajnie masz.
-No. Nic lepszego w życiu mnie nie spotkało. On jest wyjątkowy.
-Kto? - zapytał Kuba wchodząc do kuchni.
-Ty.
-Ty też jesteś wyjątkowa. - pocałował mnie delikatnie.
-O Boże jak wy słodko wyglądacie.
-O to chodzi.
-Bo ona jest słodka.
-Ty też jesteś słodki.
-Nie ty jesteś słodka.
-Nie ty jesteś słodki.
-Dobra obydwoje jesteście słodcy! - wybuchła Marika.
-To ja wam może nie będę przeszkadzał. - wyszedł z kuchni.
-A jak w szkole? - zapytała.
-A normalnie. A u ciebie?
-Też. A wiedzą, że mieszkasz z Kubą.
-Tak.
-No i jaka była ich reakcja?
-Pierwsza: zmyśla, druga: puszczalska, a trzecia: jest szczęśliwa.
-No ta druga to nieciekawa.
-Wiem. A co dostałaś pod choinkę?
-Od rodziców tablet, od Zuzi rysunek mój i Niall'a, od Amelii moje ulubione perfumy od chłopaków i dziewczyn też dostałam kilka rzeczy, a od Niall'a to. - pokazała bransoletkę z różnymi datami.
-A co one oznaczają?
-3.09.2012 to dzień w którym się poznaliśmy. 8.09.2012 nasz pierwszy pocałunek wtedy w krzakach. 20.10.2012 nasza pierwsza randka i moment w którym zostaliśmy parą. 24.12.2012 wigilia, poznanie jego rodziców i pierwsze święta razem a 31.12.2012/1.01.2013 nie wiem okaże się, ale to będzie coś niesamowitego. No i nasze imiona.
-To jest takie romantyczne. Ja z Kubą też mamy coś dla ciebie. - podałam jej pudełeczko otworzyła je i się uśmiechnęła.
-Directioner dziękuję. - przytuliła mnie. - Z chęcią będę nosiła bo jestem Directioner.
-Ma się rozumieć.
-Ale ja nic dla ciebie nie mam.
-Jak mnie zabierzesz do chłopaków to będzie najlepszy prezent.
-Okej nie ma sprawy to jutro?
-O boże jutro! Już tak szybko?! O tak, tak jeszcze się pytasz! - wykrzyczałam jej prosto w twarz.
-Kuba możesz uspokoić swoją dziewczynę bo chce mnie zabić! - krzyknęła w stronę salonu. Zaraz szybko przyszedł, a ja skakałam jak głupia.
-Oliwia spokojnie. - chwycił mnie za ramiona.
-Ale jutro idę do mojego męża! - krzyknęłam. Popatrzył na mnie dziwnie. - Spokojnie bierzemy rozwód.
-Mam rozmieć, że mówisz o słynnym Niall'u Horan'ie który w naszym domu jest dość popularny.
-Tak właśnie o nim jutro go poznam! - zaczęłam krzyczeć i skakać.
-Bo będę zazdrosny. - zrobił smutną minkę.
-A teraz poproszę o ten piękny uśmiech. - od razu się uśmiechną. - Już lepiej. - pocałowałam go szybko. - Nie masz o co zawsze będę twoja.
-Teraz mi lepiej.
-Kocham cię.
-Ja ciebie też.
-Mogę wam zrobić zdjęcie proszę. - poprosiła Marika.
-A rób sobie.
Zrobiła nam zdjęcie. Po 3h wróciliśmy do domu. Poszliśmy do swoich pokoi.
-Tylko go jutro nie zamorduj. - zaśmiał się.
-Twierdzisz, że mogłabym zabić mojego największego idola?
-Po tobie można się wszystkiego spodziewać.
-Oj zapomnijmy o tym co było w szpitalu.
-Nie bo to jest zawsze dobry argument.
-Kurde muszę coś na ciebie znaleźć.
-Będzie trudno.
-Ja to znajdę choćbym musiała to wykopać spod ziemi.
-Powodzenia kochanie.
Zasnęliśmy szybko. Następnego dnia obudziłam się dość wczas jak na mnie w wolny dzień o 10. Leżałam jeszcze bo nie chciało mi się wstawać. Kuba jeszcze spał wyglądał słodko. Przytuliłam się do niego i leżałam myśląc. Zaraz się obudził.
-Hej piękna.
-Hej piękny.
Rozbrzmiał dźwięk mojego telefonu.
"Hej jak cię obudziłam to sory. O 13 idziemy do chłopaków, przyjdę po ciebie."
M.
"Hej nie obudziłaś spoko to czekam ;*"
O.
"No to do zobaczenia"
M.
Wstałam leniwie zrobiłam poranną toaletę i poszłam coś zjeść.
Dochodziła 13 wyszłam przed dom i zaraz doszła do mnie Marika. Ruszyłyśmy do domu chłopaków. Zapukała i drzwi otworzył Niall o Boże spokojnie.
-Hej. - powiedział do mnie.
-Hej - pisnęłam.
-Nie błagam nie piszcz tak jak pierwszym razem.
-Minutkę. - poprosiłam namierzyłam poduszkę leżącą obok Harry'ego podeszłam do niej z szerokim uśmiechem Harry się odsunął i zrobił przerażone oczy ja wzięłam poduszkę przycisnęłam ją sobie do twarzy i zaczęłam piszczeć. Po chwili przestałam odłożyłam poduszkę.
-Już ci lepiej? - zapytał Niall.
-Tak. - powiedziałam spokojnie.
-No to jestem Niall. - wyciągnął rękę w moją stronę.
-Jakbym nie wiedziała. Gdybym nie miała chłopaka, a ty dziewczyny to bym cię pocałowała.
-Nie rób tego.
-Nie mam zamiaru, ale chce cię przytulić.
-Dobra. - Jezu przytuliłam Niall'a Horan'a! Zgon! - Żyjesz? - zapytał bo stałam w jednej pozycji nieruchomo.
-Nie no wiesz nie na co dzień przytula się ciebie.
-Tak wiem.
-To ty jesteś Oliwia nasza największa fanka? - zapytał Louis.
-Tak to ja.
-No to witam cię w naszych skromnych progach.
-Skromnych?
-No tak jak na piątkę chłopaków to ten dom jest mały.
-Możemy się zamienić jeśli wam nie odpowiada.
-Śmieszna jesteś.
Przytulił mnie, a reszta zrobiła to samo.
-Mogę sobie z wami zrobić zdjęcie?
-Tak jasne. - odpowiedzieli.
Marika wzięła mój telefon i zrobiła nam zdjęcie.
-O Boże nie mogę w to uwierzyć sory, ale muszę to powiedzieć kocham was!
-A kto nas nie kocha? - zapytał Harry.
-Debile?
-Fajnie to ujęłaś.
Po 2h wróciłam do domu.
Danielle
-Kochanie chcę żeby Luck i Kendall się wprowadzili do nas. Przepraszam że mówię ci to teraz, ale to nastąpi dzisiaj, a ślub planujemy na 29 grudnia nie będzie on duży.
-Teraz mi mówisz? Mamo nie dało się wcześniej?
-Jesteś zła?
-Nie tylko mogłaś mi powiedzieć wiesz po 20 latach będę miała brata to trochę dziwne.
-Wiem córeczko, ale zrozum mnie.
-Dobrze rozumiem też kogoś kocham. - uśmiechnęłam się na samą myśl.
-Właśnie nie mięliśmy okazji porozmawiać jak tak z Liam'em?
-Super. Jest wspaniały. Cały czas mi powtarza, że mnie kocha.
-To się cieszę, że jesteś szczęśliwa.
-I to jeszcze jak.
-Pomożesz mi zwolnić pokój gościnny dla Lucka?
-Tak jasne.
Zajęło nam to 3h, ale w końcu wyniosłyśmy wszystko. Zadzwonił dzwonek zbiegłam i otworzyłam drzwi stał przed nimi Luck i jego tata.
-Wchodźcie.
-O już jesteście. - mama zeszła z góry.
-Chodźcie zaprowadzę was do pokojów i oprowadzę po domu.
Usiadłam przed telewizorem zaraz przyszedł Luck i usiadł obok mnie.
-Fajny prezent gwiazdkowy. - odezwał się pierwszy.
-Tak brat pod choinkę.
-A ja siostra.
-Ja pierwsza zajmuję łazienkę przed wyjściem do szkoły. - powiedziałam szybko.
-Kurde.
-Pech.
-Zobaczymy kto będzie szybszy.
-Ej nie ma tak zaklepałam.
-Kto pierwszy ten lepszy.
-Jak się zamkniesz to ja znam sposób na otworzenie tych drzwi.
-Zobaczmy.
Umówiłam się dzisiaj z Liam'em, że przyjdzie i zaraz rozległ się dzwonek do drzwi popędziłam szczęśliwa w stronę drzwi. Otworzyłam je i stał tam Liam.
-Hej.
-Hej wchodź szybko bo zimno. - pocałowałam go szybko w usta. - Chodź musisz kogoś poznać. - weszliśmy do salonu.
-Liam to jest Luck mój przyszły brat.
-My się znamy.
-Serio?
-Chodzimy razem do klasy.
-Aha zapomniałam przepraszam.
-Spoko.
-Chodźmy.
Chwyciłam go za rękę i poszliśmy w stronę mojego pokoju. Weszliśmy po schodach na górę i zobaczyłam mamę jak całuje się z ojcem Lucka.
-Mamo może nie przy wszystkich. - zaraz od siebie odskoczyli. - Liam to jest ojciec Lucka, Kendall.
-Miło pana poznać.
-Mi ciebie też chłopcze.
Poszliśmy do mojego pokoju.
-Fuj jak oni tak mogą kurde ja w tym domu muszę żyć.
-Nie narzekaj oni się kochają.
-To nich nie okazują tego przy mnie.
-Ja mam czterech takich w domu i cały czas to widzę i nie tylko to. - zrobiłam pytającą minę. - No przyłapałem kiedyś Harry'ego i Sarę.
-O Boże serio?
-Tak to nie był za fajny widok.
-Wierze ci.
****************************************
Jest mega długi ferie mi nie służą za długie. No ale trudno nie umiem pisać krótkich. No mam nadzieję że się podobało. Komentujcie. A i mała uwaga kilka z was czyta mojego bloga na telefonie i nie da się dodać komentarza i bardzo was proszę wejdźcie później na kompa i dodajcie bo ostatnio świeci pustkami pod ostatnim rozdziałem miałam tylko jeden komentarz i to jeszcze od anonima podpisujcie się proszę bo chce wiedzieć kto pisze. Następny za tydzień. Macie jeszcze mojego bloga z imaginami: http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/. I jeszcze słodkie 1D:
POZDROWIONKA ;*

niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 22


-Tak będą meli państwo dziecko - powiedział patrząc na monitor. - Jest pani w drugim miesiącu początek drugiego miesiąca.
-To już to widać? A to nie od 3 czy 4 miesiąca?
-Ja tu jestem ginekologiem tak? I zapewniam, że nie kłamię.
-Dobrze dziękujemy.
Ubrała się i wyszliśmy.
-No i co? - zapytał Niall.
-Mamy dziecko. - powiedziała ucieszona i ruszyła przed siebie.
-To jest możliwe, że na początku drugiego miesiąca widać na USG dziecko? - zapytałem.
-Nie wiem na filmach zawsze się skapnęły w 4 miesiącu i wtedy jeszcze na USG nie chodziły. A co?
-No bo on zrobił to USG i był pewien gdzie wszystko jest i że serce już bije.
-No to chyba on wie co mówi.
-Nie wiem, ale wydawało mi się jakby oni się znali.
-Zayn szukasz teraz wymówki na to, że to nie twoje dziecko.
-Może masz rację.
Doszliśmy do domu. Usiadłem na kanapie i myślałem cały czas Niall siedział obok mnie. Zaraz przyszła reszta i oglądali telewizje.
-A ty co taki załamany? - spytał Louis.
-Nie ważne.
-Zayn musisz im powiedzieć oni też mają prawo wiedzieć.
-Na razie nie.
-To ja im powiem.
-Nie mów.
-Zayn może oni pomogą.
-Dobra.
-No to tak miesiąc temu była impreza urodzinowa Josh'a, Perrie wtedy źle się poczuła i poszła do domu no i wtedy jakaś fanka chociaż bardzie nie nasza fanka tylko jego fanka podeszła do niego i chciała z nim zatańczyć no i on się zgdził dał jej autograf i zdjęcie no i później ona twierdzi, że Zayn ją podrywał i poszli do łóżka i mówi, że mają razem dziecko.
-Co? - zapytał Liam. - Zayn to prawda?
-Nie zmyśliłem to bo mi się nudzi. Prawda.
Wyszedłem z salonu i poszedłem do siebie chwyciłem test i wróciłem rzuciłem go na stół. Harry popatrzył co to jest.
-Stary weź to my tu jemy, a ona na to nasikała.
-Harry. - skarcił go Liam. Wziął go do ręki. - Nie dobrze.
-Byłem z nią dzisiaj u ginekologa i widziałem je.
-Zayn to jest niemożliwe.
-Wiem też w to nie wierze, ale to prawda.
-Nie o to mi chodzi. Ona jest w pierwszym miesiącu na USG tego nie widać to jest niemożliwe dziecko jest za małe w czwartym miesiącu trudno je zobaczyć a to jest pierwszy.
-Też nie mogłem w to uwierzyć.
-Coś tu nie gra. A ten lekarz.
-Co lekarz?
-No nie wiem nie znali się?
-Nie przynajmniej nic nie mówiła on też nie.
-Nie klei mi się to.
Poszedłem do siebie. Usiadłem na łóżku i myślałem o Perrie. Dalej nie mogłem w to uwierzyć, że ze mną zerwała. Ja ją kocham i nic tego nie zmieni. Wróciłem do salonu nikogo nie było usiadłem i jeszcze raz wziąłem test do ręki. Popatrzyłem na niego. Harry wychodził zawiało trochę i nagle coś mi zamigotało przed oczami. Przyglądałem się umarznie testowi dmuchnąłem w jego stronę znów się coś poruszyło coś jakby kawałek taśmy poskrobałem palcem i ... odkleiłem pod naklejoną częścią była ta prawdziwa wynik nie był pozytywny okłamała mnie. Jak mogła. Wkurzony wybiegłem z domu i pobiegłem do lekarza. Wszedłem do środka on coś wypełniał chwyciłem go za fartuch i podniosłem.
-Gadaj ile ci dała kasy żebyś powiedział, że jest w ciąży?
-O czym pan mówi proszę mnie puścić.
-Byłem tutaj dzisiaj z taką dziewczyną mów ile ci zapłaciła żebyś powiedział, że jest w ciąży - milczał - gadaj bo moja cierpliwość się kończy.
-Dobra ja jestem jej bratem.
-Bratem super.
-Powiedziała mi, że jak tak powiem to, że będziemy bogaci wyciągniemy od ciebie dużo kasy na alimenty ona powiedziała, że to ściema, że później powie, że poroniła, ale że ty będziesz płacił i będziemy bogaci tak jak zawsze chcieliśmy.
-Przez nią straciłem to co najważniejsze dla mnie. Straciłem moją dziewczynę i ona teraz nie chce mnie znać! Wy jesteście chorzy.
Wybiegłem i pobiegłem do niej drzwi były otwarte wbiegłem do jej domu i pobiegłem na górę wszedłem do jakiegoś pokoju i ona tam była.
-O Zayn cześć. - powiedziała uśmiechając się.
-Jak mogłaś?
-Co?
-Jak mogłeś mnie okłamać ta ciąża to ściema widzisz trzeba było się bardziej postarać z tym testem kiepsko to przykleiłaś.
-O czym ty mówisz?
-O czym? Byłem u twojego brata i wszystko mi powiedział chciałaś mnie naciągnąć na kasę i tyle.
-Parę tysięcy miesięcznie by cię nie zbawiło masz tyle kasy.
-Zapracowałem sobie na to.
-Tak tym, że śpiewasz w jakimś pedalskim zespole? Pięciu gejów jeden drugiego rucha i tak sobie na to zarobiłeś.
-Jesteś bezczelna. To, że tobie w życiu się nie  udało to nie znaczy, że mi też ma się nie udać.
-Chciałam żebyś w końcu poczuł jak to jest w normalnym świecie. Miałeś wszystko na wyciągnięcie ręki rodzina, przyjaciele, dziewczyna wszystko.
-I chciałaś mi zniszczyć to! Tylko jedno udało ci się. Perrie ona mnie nie chce znać, a to twoja wina zniszczyłaś mi to na czym mi zależało. Ty nie rozumiesz jak to jest kogoś kochać bo nie masz serca.
-Ona cię nie kocha to zwykła szmata! - chwyciłem ją mocno za rękę.
-Możesz tak mówić wyłącznie osobie, ale nie o Perrie ona jest cudowna.
-Puszczaj mnie! - puściłem ją. - Kiedyś ją znałam chodziłam z nią do przedszkola to co mi zrobiła było okropne. Cały czas mnie wyzywała i pewnego dnia obcięła mi włosy.
-I dlatego to zrobiłaś? Dlatego chciałaś nam zniszczyć całe życie?
-Przysięgłam sobie, że kiedyś się zemszczę, a jak ją zobaczyłam w telewizji z tobą wiedziałam co robić.
-Nie mogę tego słuchać jeszcze się zobaczymy, ale w sądzie.
Wybiegłem z jej mieszkania. Pobiegłem do domu Perrie zadzwoniłem otworzyła jej matka.
-Dzień dobry ja do Perrie. Ja muszę jej coś powiedzieć.
-Dzień dobry Zayn nie możesz ona nie chce cię widzieć.
-Ale ja muszę z nią porozmawiać.
-Zayn przykro mi.
Zamknęła mi drzwi przed nosem. Obszedłem jej dom wiedziałem gdzie ona ma pokój i ma balkon. Wspiąłem się po drzewie i wszedłem na jej balkon. W środku świeciło się światło podszedłem i zapukałem.

Perrie
Usłyszała pukanie do okna zignorowałam to pewnie znów ptak albo ktoś sobie robi jaja. Znów zapukał tym razem podeszłam do okna odsłoniłam firankę, a tam stał Zayn. W pierwszym momencie chciałam się na niego rzucić, ale przeszło mi.
-Perrie porozmawiaj ze mną.
-Nie mamy o czym.
-Właśnie że mamy.
-Idź stąd.
Odeszłam i usiadłem przed komputerem. Znów zapukał. Podeszłam jeszcze raz.
-Zayn idź stąd zostaw mnie mówiłam ci coś.
-Perrie, ale ona kłamała wszystko zmyśliła. - otworzyłam drzwi. - Mogę wejść?
-Byle szybko.
-Dobrze.
Pociągnął mnie za sobą i usiedliśmy na łóżku.
-Perrie ona kłamała powiedziała mi chciała po prostu mieć kasę uknuła to razem ze swoim bratem. Chciała mi zniszczyć życie bo twierdzi, że jest idealne.
-Naprawdę?
-Tak. Ona chciała mnie z tobą skłócić wiedziała, że się ode mnie odwrócisz i mówiła, że to zemsta za to, że się z niej w przedszkolu wyśmiewałaś.
-Dalej mi nie chce darować tego i chce zniszczyć mi życie,
-Perrie to jest nieważne już jej powiedziałem, że spotkamy się w sądzie.
Chwycił mnie za rękę było mi tak głupio mogłam się domyślić. Rękaw miał podwinięty popatrzyłam na jego rękę była cała po przypalana papierosami.
-Zayn co to jest?
-Każdy papieros wypalony wtedy kiedy ciebie nie było gasiłem na swojej ręce bo chciałem jakoś zapomnieć o bólu w moim sercu, ale to nic nie dawało.
-Zayn coś ty zrobił? To przeze mnie nie chciałam ciebie słuchać chciałam żeby to była nieprawda, ale jej słowa takie przekonywujące. - zaczęłam płakać.
-Perrie nie płacz. - wytarł moje łzy swoim palcem, ale ja dalej płakałam. - Co mam zrobić żebyś nie płakała?
-Okłam mnie, powiedz, że mnie kochasz.
-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Bo wtedy powiedziałbym prawdę.
-Kocham cię Zayn.
-Ja ciebie też Perrie. Kocham cię całym moim sercem.
Zbliżył się do mnie i mnie pocałował. Delikatnie acz namiętnie. Jego usta były ciepłe miękkie, ale męskie.
-Wybaczysz mi? - spytał.
-Ja tobie? Raczej ty mi, ty nic nie zrobiłeś, a ja... przepraszam cię.
-Nic się nie stało.
-Stało się mogłem stracić ważną dla mnie osobę.
Położył się na łóżku, a ja obok niego. On gładził moje włosy. Tak mi tego brakowało. Jego mi brakowało jak ja mogłam coś takiego mu powiedzieć?! Zasnęłam.
Obudziłam się Zayn'a nie było.
-Wstałaś. - powiedział. Nie wiedziałem gdzie jest, ale zaraz pojawił się za zasłoną.
-Tak.
-Miałem cię budzić bo do szkoły.
-Jasne już wstaję. A ty idź do siebie.
-A nie będzie to dziwnie wyglądało jak wyjdziemy razem rano z twojego pokoju?
-No tak rodzice będą w szoku. I będzie "Perrie chyba tego nie robiliście".
Zaczął się śmiać.
-No masz rację to ja wyjdę przez balkon.
-Okej.
-Do zobaczenia.
-Pa.
Luck
Tata zaprowadził mnie do jakiegoś domu. Kompletnie go nie znałem. Weszliśmy do środka na luzie.
-Kochanie zejdź na chwilę! - krzyknęła jakaś kobieta w stronę schodów.
Zraz zbiegła po nich... Danielle.
-Cześć co ty tu robisz? - zapytała.
-Cześć dobre pytanie. Nie wiem o co chodzi.
-Usiądźcie. - nakazała kobieta. Posłusznie usiedliśmy na kanapie, a oni stanęli przed nami.
-Słuchajcie nas Luck to jest mama Danielle, Patrycia.
-Danielle to jest ojciec Lucka Kendall. Mówiłam ci, że spotykam się z kimś i to właśnie jest ten ktoś.
-Co? - powiedzieliśmy jednocześnie.
-Słuchajcie wiemy że jesteście w szoku bo się znacie no, a my mówimy wam o tym dopiero teraz.
-Tato chyba sobie kpisz. mama nie żyje dopiero cztery miesiące, a ty już masz kogoś?! - wyszedłem przed dom i usiadłem na schodach. Ojciec przyszedł za mną.
-Luck ja wiem, ze śmierć mamy była dla ciebie wielkim wstrząsem wiem, że to przeżywałeś chociaż to ukrywałeś.
-Tato, ale mama nie żyje od czterech miesięcy, a ty już masz inną?
-Luck, dziecko, twoja matka była moją miłością kocham ją nadal i zawsze będę kochał, ale czy ona nie chciałaby żebyśmy byli szczęśliwi? A z tobą i Mariką jak było? Byłeś z nią zaledwie dwa tygodnie po rozstaniu z inną dziewczyną.
-Tato, ale wcześnie z tamtą dziewczyną nie byłem 20 lat.
-Nie rozumiesz, że w końcu po śmierci mamy czuje się szczęśliwy nie umiesz tego zaakceptować?
-Dobra jak tak to spoko.
Danielle
-Mamo czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Bo wiem, że byłabyś wściekła
-Nie, od czasu śmierci taty nie miałaś nikogo ciesze cię.
-Naprawdę?
-Tak.
Luck i jego ojciec weszli. Usidł obok mnie.
-Chcemy wam jeszcze coś powiedzieć. Chcemy się pobrać i zamieszkać razem.
-Ale, że razem? - zapytałam.
-Tak razem we czwórkę.
-No dobrze jak chcecie.
O Boże mam mieszkać w jednym domu z Luckiem? Masakra.
-To co mam do niego teraz mówić brat? - spytałam.
-Nie jeśli nie chcesz to nie musisz.
-No więc witaj przyszły bracie. - wyciągnęłam rękę uścisnął ją.
-Witaj przyszła siostro.
Marika
Dzisiaj ostatnia próba. A w piątek występ. Mam wielkiego stresa, że zapomnę tekstu albo pomylę się w piosence. Mają tam być jacyś ważni goście, a to mnie jeszcze bardziej przeraża.
-Hej o czym myślisz? - spytał Niall.
-Hej o tym musicalu boje się.
-Nie ma czego śpiewasz jak anioł, a grasz też super.
-Ale i tak się boję. Ty też śpiewasz jak anioł.
Zbliżyłam się żeby go pocałować.
-Nie ma całowania w szkole. - pani od chemii nas rozdzieliła.
-Dobrze. - powiedziałam zmieszana.
-Nie ma całowania. - Niall zaczął ją naśladować.
-Jak ja jej nie lubię.
-Ja też nie jak można czegoś takiego zabraniać. - pocałował mnie szybko, a nauczyciel od w-f-u aię na nas popatrzył. - Tak wiemy nie wolno się całować.
-No to przestrzegajcie regulaminu.
-Dobrze.
Poszliśmy na lekcje. Zayn i Perrie siedzieli razem to znaczy, że się pogodzili.
Zostaliśmy po lekcjach.
-Dzień dobry wszystkim. Dzisiaj już próba generalna jeszcze będzie jedna przed występem, ale już teraz musicie dać z siebie wszystko. Zaczynamy.
Zaczęliśmy wszyscy śpiewać i tańczyć.
-Stop! Przepraszam, że przerywam. Niall bardzo cię proszę postaraj się zapamiętać te kroki.
-No, ale ja nie umiem tańczyć mówiłem.
-Postaraj się proszę jeszcze raz.
Zaczęliśmy jeszcze raz. Cały czas zmienialiśmy sceny to było męczące.
-Świetnie! Wyszło wam to bajecznie. W piątek proszę przyjść na 14 jesteście zwolnieni ze wszystkich lekcji.
Wyszliśmy ze szkoły.
-Przyjdziesz dzisiaj? Nauczysz mnie tańczyć.
-Jutro test z biologii na który nic nie umiem bo nie uwarzam od pierwszej lekcji.
-Oj tam. No proszę przyjdź.
-Dobra przyjdę. A wiesz co tam u Perrie i Zayn'a?
-Nie bo Zayn'a nie było całą noc.
-O ciekawe.
-Zgadzam się.
Poszłam do siebie.
-Mamo idę dzisiaj do Niall'a.
-Dobrze.
Poszłam się przebrać i wyszłam. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
-Cześć. Niall jest u siebie. - odezwał się Harry.
-Cześć dzięki. Hej Sara.
-Cześć.
Pobiegłam do niego do pokoju. Siedział przed laptopem.
-Hej przyszłaś.
-Hej no mówiłam.
-To super. To nauczysz mnie?
-Jasne, ale nie za darmo.
-A za co?
-Ty mnie też musisz czegoś nauczyć.
-Jasne a czego?
-Tańca irlandzkiego.
-Okej. Ale najpierw ty mnie.
-Dobra.
Powtórzyliśmy i kazałam mu sama zatańczyć i wiem dlaczego mu nie wychodziło.
-Ugnij kolana i zgarb się trochę i zepnij te swoje mięśnie.
-Dobra to jeszcze raz.
-Okej. - zatańczył jeszcze raz. - No i teraz było super.
-Serio?
-Tak. Lepiej niż wcześniej i to dużo.
-Okej dzięki.
-No, a teraz twoja kolej.
-Dobra.
Nauczył mnie całego tańca irlandzkiego, ale fajnie. Wybiegłam z jego pokoju i pobiegłam do salonu siedzieli tam wszyscy i ich dziewczyny.
-Patrzcie co umiem! - stanęłam im przed telewizorem i zaczęłam tańczyć.
-Niall cie nauczył? - zapytał Liam.
-Yhym.
-No fajnie ci to wychodzi.
-Ha moje zasługa. - wszedł do salonu zwycięskim krokiem. - Idę coś zjeść.
Wyszedł i zaraz wrócił z kanapkami.
-Chcesz? - podał mi kanapkę.
-Dzięki. - chwyciłam ją. Wszyscy się na nas popatrzyli.
-No co? - zapytał Niall.
-Dałeś jej kanapkę. - powiedział Zayn.
-No i co?
-Mi nie chciałeś nigdy dać kanapki. Chyba naprawde ją kochasz.
-No raczej ja byle komu kanapki nie daje.
-O dzięki wiesz.
-Sory.
Usiadliśmy przed telewizorem.
Rozmawiałam z dziewczynami na róźne tematy dowiedziałam się bardzo dużo rzeczy o nich.
Wróciłam do domu i usiadłam przed książki.
********************************************
Piątek wszyscy się już schodzą na musical cała szkoła plus rodzice i jeszcze jacyś ludzie. Koszmar. Wyszliśmy i zaczęła się wszystko było bardzo dużo ludzi. Doszliśmy sceny kiedy Niall i Perrie mieli zobaczyć mnie i Zayn'a.
-No nie bójcie się będzie dobrze i musicie jeszcze coś zrobić. Wtedy jak oni wychodzą musicie się pocałować.
-Co? - powiedzieliśmy jednocześnie.
-Musicie nie chciałam wam wcześniej mówić bo wiem, że nie zgodzilibyście się.
-Nie ma mowy nie pocałuje go.
-A ja jej. To jest dziewczyna mojego przyjaciele.
-A to chłopak mojej przyjaciółki.
-Musicie. Proszę was zróbcie to, to tylko gra.
-Nie. Nie zgadzam się.
-Ja też nie.
-No to wszystko się posypie cały musical na nic.
-Dobra niech pani będzie. - powiedizał Zayn popatrzyłam na niego.
-Co ty robisz?
-A widzisz ją? Ja też nie chce, ale to ma być tylko na scenie.
-Żebyś później tego nie żałował.
-Dobra.
Wyszliśmy na scenę.
Z: Oni nie mogą się o nas dowiedzieć.
M: Wiem.
Z: Kocham Perrie, ale kocham też ciebie.
M: Ja mam tak samo. Chcę być z NIall'em, ale ty też jesteś dla mnie ważny.
Popatrzyłam na nauczycielkę dała nam znak. Popatrzyłam na Zayn'a i pocałowałam go. Usłyszałam, że Niall i Perrie mówią swoje kwestie, a my dalej się całowaliśmy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest całkiem inaczej niż z Niall'em.
N: Marika! Zayn! Ty! Zdradziłaś mnie! - zaczął krzyczeć i rozdzielił mnie i Zayn'a.
M: Niall to nie tak.
P: Zayn powiedz, że to nieprawda! Oni kłamią!
N: Koniec tego! - Niall wyglądał jakby naprawdę się wkurzył.
Rzucił się na Zayn'a, a to nie miało być tak. Zdałam sobie sprawę, że on naprawdę go bije.
M: Niall puść go! Puść! - odciągałam go od Zayn'a. Chwyciłam go mocno za ręce, a on w końcu uległ.
N: Ty się z nim całowałaś! Myślałem, że mnie kochasz. - tego nie było w tekście on mówił to co naprawdę myśli.
M: Wiesz, że nigdy bym cię nie zdradziła. A to było tylko jeden raz.
N: Z nim. Z moim przyjacielem.
M: Niall to nie tak ja cię kocham.
N: Ja też cię kocham, ale całowałaś się z nim.
M: To nic nie znaczyło nic do niego nie czuję wydawało mi się. - mówiłam prawdę, ale starałam się nie odbiegać od roli.
N: Wierze ci bo cię kocham. - tego też nie było i pocałunku też nie trwaliśmy tak aż światła skierowane na nas zgasły i przeniosło się na Zayn'a i Perrie.
Z: Perrie to nie tak. To było przejściowe.
P: Już ci uwierzę. Nie myśl sobie, że jestem głupia widziałam to wszystko i ty ją całowałeś miałeś z nią romans.
Z: To nie prawda. Znaczy prawda miałem z nią romans, ale to ciebie kocham całym moim sercem one bije tylko dla ciebie.
P: Nie wierze ci. - ukląkł na jedno kolano.
Z: Perrie jesteś dla mnie najważniejsza wybacz mi to się nie powtórzy.
P: Obiecaj mi to.
Z: Obiecuję na wszystko co na tej ziemi istnieje. Kocham cię.
P: Ja ciebie też.
Pocałowali się. Na zakończenie jeszcze zatańczyliśmy i zaśpiewaliśmy i się skończyło. Zeszłyśmy ze sceny.
Podeszłam do Perrie.
-Hej nie jesteś zła za to?
-Nie no coś ty co mi tam moja najlepsza przyjaciółka całowała się z moim chłopakiem drobnostka.
-Perrie przepraszam cię, ale nauczycielka nam kazała. Powiedziała, że jak się nie pocałujemy to wszystko legnie w gruzach no to się zgodziliśmy ja mówiłam, że nie będę całować chłopaka mojej przyjaciółki, a do tego przyjaciela mojego chłopaka przecież to jest chore Zayn też mówił, że nie pocałuje mnie bo jestem twoją przyjaciółką i dziewczyną Niall'a, ale się zgodziliśmy bo nie mieliśmy wyjścia, ale to nic nie znaczyło przysięgam.
-Dobra wierze ci bo wiem, że kochasz Niall'a. A fajnie było?
-Inaczej.
-A fajniej niż z Niall'em?
-Nie! No chyba cię coś, on całuje najlepiej.
-Może kiedyś zobaczę.
-Nie waż się.
-A ty to co?
-Przeprosiłam.
-Żartuję nie mam zamiaru go całować.
-No ja myślę.
Niall
-Niall, Niall czekaj! - usłyszałem za sobą Zayn'a stanąłem bo chciałem się dowiedzieć co ma mi do powiedzenia.
-No proszę mów.
-Czemu mnie uderzyłeś?
-Czemu? Całowałeś moją dziewczynę! A miałem stać i się patrzeć?
-Przecież to była gra. Nauczycielka powiedziała, że jak się nie zgodzimy to wszystko będzie do dupy to się zgodziliśmy ja mówiłem, że nie ma mowy, że nie pocałuje jej bo to dziewczyna mojego przyjaciela i przyjaciółka mojej dziewczyny ona też mówiła, że mnie nie pocałuje bo jestem chłopakiem jej przyjaciółki i przyjacielem jej chłopaka, ale się zgodziliśmy, ale my nic do siebie nie czujemy.
-Mogliście się nie zgodzić.
-Myślisz, że chciałem? Nie chciałem ona też to była tylko gra nic więcej.
-Napewno nic do niej nie czujesz bo ten wasz pocałunek nie wyglądał na gre aktorską tylko na prawdziwy.
-A na filmach to rozróżniasz? Słuchaj ja do niej nic nie czuje przecież wiem, że wy jesteście razem i że jest wam razem dobrze, a ja mam Perrie, a poza tym nawet gdybym coś do niej czuł to niby w jaki sposób miałbym co zrobić jak ty z nią cały czas jesteś wszędzie, a ja z Perrie no pomyśl logicznie.
-Dobra wierze ci.
-No.
-A i sory, że cię uderzyłem.
-Dobra sam bym tak zareagował gdybyś całował Perrie.
-No.
Marika
Podbiegłam do rodziców.
-Córcia to było świetne. A tam na scenie z Zayn'em to...
-Nie nie to była tylko gra aktorska zapewniam cię.
-Dobrze. 
-Idę się przebrać poczekajcie.
-Dobrze.
Pobiegłam do sali i zobaczyłam Niall'a podeszłam do niego.
-Niall możemy pogadać?
-Jasne.
-Niall...
-Zanim co kolwiek powiesz ja wiem wszystko Zayn mi wyjaścił i się nie złoszczę.
-Naprawdę?
-Tak wiem, że to przez nauczycielkę.
-To dobrze bo się bałam...
-O co?
-Że nie będziesz chciał już ze mną być.
-Nie zartuj wybaczyłbym ci wszystko.
-Ja już muszę iść bo rodzice czekają.
Ruszyłam przed siebie, ale on złapał mnie za nadgarstek.
-Czekaj chodź ze mną na spacer.
-Niall jest środek grudnia.
-No i co?
-I jest zimno.
-Proszę. - zrobił maślane oczka.
-Dobrze tylko im napiszę.
-Okej.
Wyciągnęłam telefon i napisałam domamy żeby jechali do domu. Przebrałam się i wyszliśmy. Było zimno i padał śnieg.
-Za pare dni wigilia a później sylwester i cały rok trasa koncertowa.
-Kiepsko.
-No nie będziemy się prawie wogóle widzieć.
-Cały rok?!
-Tak.
-O nie, nie puszcze cię.
-Chciałbym. A może pojedziesz z nami?
-Nie.
-Proszę. - znów zrobił maślane oczka.
-Przestań.
-Ale co?
-Bo robisz takie oczy i zawsze ci ulegam.
-Jakie takie? - zrobił zeza zaczęłam się śmiać.
-Nie, takie piękne.
-To pojedziesz?
-Nie.
-Dlaczego?
-Szkoła, treningi, szkoła, rodzina, szkoła, cały rok poza domem.
-A no tak.
-Ale będziemy się widywać w przerwch tak?
-Oczywiście.
-No to super.
-Jak spędzacie święta?
-Mama coś mówiła, że chciałaby pojechać do Polski.
-Aha. Bo wiesz chcieliśmy z chłopakami zaprosić was na wigilię, wasze rodziny bo nasze też przyjeżdżają. no i chciałem żebyś poznała moich rodziców.
-Całą rodzinę?
-Tak twojego tatę, mamę Zuzie i Amelie.
-Dobrze zaproponuję to w domu może mama zmieni plany.
-To super to będzie ogromna wigilia.
Odprowadził mnie pod dom.
-To pa.
-Pa.
Pocałowałam go i weszłam do domu.
-Mamo, tato chodźcie tu.
-Tak?
-Niall zaprosił nas na wigilię do siebie będą tam jego rodzice, rodzice chłopaków i dziewczyn też.
-A mieliśmy lecieć do Polski.
-No proszę.
-Dobrze możemy zmienić plany.
-To super.
*********************************
Siemeczka ale dzisiaj mam dobry humor. Stoch wczoraj 3 miejsce, szczypiorniści wygrali! A dzisiaj cały dzień chce mi się śmiać. A i wczoraj stwierdziłam że mój tata i mój wujek przypominają Larry'ego. Trochę na swój sposób ale serio gdyby mieszkali bliżej bo bym oszalała wystarczy że mają telefony ;P.
Piszcie jak się podobało i zachęcam do czytania mojego nowego bloga z imaginami http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/

sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 21

Marika
Teraz nie tylko na biologii siedziałam z Niall'em, ale na innych przedmiotach też.
-To niedziela aktualna, tak?
-Tak. To o której mam przyjść?
-O 13.
-Dobrze będę.
***********
Niedziela już. Tylko żeby mama nie mówiła niczego głupiego na mój temat. Plis. Amelia znów siedziała zła na kanapie.
-Możesz się tak nie zachowywać?
-Jak?
-Tak. Cały czas siedzisz zła na cały świat.
-Boże odwal się ode mnie.
-A może byś się chociaż uśmiechnęła?
-Nie.
Odeszłam od niej. Przebrałam się z białą sukienkę w kwiatki i buty na obcasie i zeszłam na dół. Pomogłam mamie i zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je i stał tam Niall.
-Hej wejdź.
-Hej.
Pocałował mnie delikatnie w usta.
-Chodź. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam za sobą do stołu.
-Dzień dobry. - przywitał się z moimi rodzicami.
-Dzień dobry. - odpowiedzieli mu.
Usiedliśmy do stołu mama podała obiad. Zjedliśmy i tata zaczął wypytywać Niall'a.
-To może powiesz nam coś o swojej rodzinie.
-Dobrze. No więc mój tata nazywa się Bobby, a mama Maura i mam jeszcze starszego brata Greg'a.
-A gdzie wcześniej mieszkałeś?
-W Irlandii w mieście Mullingar.
-Mamuś ja nic nie rozumiem! - Zuzia się rozpłakała, a Niall na nią popatrzył i się uśmiechnął.
-Tatuś się pyta Niall'a gdzie wcześniej mieszkał i jakich ma rodziców.
-Aha. A mogę go o coś zapytać?
-Jasne kwiatuszku a o co?
-Czy kocha Marikę.
-No więc tak Do you love Marika.
-Ok. Do you love Marika? - zapytała go.
-Yes. I love Marika.
-Powiedział, że ją kocha..
-To super. - klasnęła w ręce. - A czy zaśpiewa nam coś.
-Zuziu to za chwilkę teraz odnieś swój talerz.
-Dobrze.
Wstała i odeszła od stołu razem z mamą i wróciły po paru minutach. Podeszła do Niall'a i usiadła mu na kolanach.
-Can you sing a song? - zapytała patrząc się na niego.
-Tak. - powiedział po Polsku o Boże on umie mówić coś po Polsku, ale fajnie. - To co zaśpiewać? - zapytał mnie.
-Nie wiem może WMYB.
-Ok.
-Co zaśpiewa?
-What Makes You Beautiful.
-A co to znaczy?
-Co sprawia, że jesteś piękna.
-Pędzie śpiewał, że ty jesteś piękna?
-Nie, że ty jesteś piękna.
-No to niech zaczyna.
-Możesz zacząć. I wiesz jak będziesz śpiewał, że jest piękna to popatrz na nią dobra?
-Spoko. - uśmiechnął się i zaczął śpiewać.
Zuzia cały czas się na niego patrzyła. Skończył i zaczęła klaskać.
-No przecież mu się należy.
Zaczęliśmy wszyscy klaskać. Amelia cały czas siedziała zła na cały świat w końcu nie wytrzymałam.
-A ty co nic nie powiesz?
-A co mam mówić?
-Cokolwiek.
-Spadaj.
Wyszła z salonu i poszła do siebie.
-Ja po nią pójdę. - ruszyłam do jej pokoju.
Zapukałam.
-Mogę?
-Nie, idź stąd.
Weszłam i usiałam na łóżku.
-Co ci się ostatnio dzieje?
-Nic idź stąd.
-Nie póki mi nie powiesz co się dzieje.
-Nie powiem ci.
-A wiesz szkoda no bo ktoś w końcu musi powiedzieć rodzicom co stało się z tym ich ulubionym wazonem.
-Nie powiesz im.
-Sprawdź mnie.
-Dobra, ale nie mów tego nikomu.
-No może, gadaj.
-No bo się chyba zakochałam.
-A w kim ładny jest?
-No jest mały problem bo to jest Niall. - położyła się na łóżku twarzą do poduszki ja zaczęłam się śmiać.
-Nie zakochałaś się w nim tylko tak ci się wydaje wiem coś o tym po prostu jesteś zauroczona.
-A ty skąd wiesz?
-No bo każdy tak ma każdy w twoim wieku też tak miałam. Pamiętasz naszego sąsiada Szymona?
-No tak coś pamiętam.
-No to on też miał wtedy 19 lat i też tak miałam po prostu myślałam, że on jest idealny, perfekcyjny tylko jak się do mnie odezwał 'cześć' albo zapytał się 'gdzie są rodzice' czy 'jak tam w szkole' to ja byłam po prostu najszczęśliwszą osobą na świecie. W głowie po nocach układałam sobie plan jak będziemy żyć, że się pobierzemy, będziemy mieć dzieci i takie tam. Ty pewnie myślisz teraz, że Niall jest idealny wymarzony chłopak i po prostu.
-No tak. Ale sama mówiłaś, że jest idealny.
-Mówiłam tak bo jest moim chłopakiem i go kocham.
-Dobra już taka nie będę.
-No mam nadzieję.
Wyszłam z pokoju i poszłam do salonu.
-No i co z nią? - zapytał tata po Polsku.
-Zauroczyła się w Niall'u.
-Naprawdę?
-Tak. Po prostu tak już jest nie zrozumiecie tego.
Podeszłam do Niall'a Zuzia dalej siedziała mu na kolanach.
-Niall bo Amelia wiesz przeżywa takie jak by to nazwać... no się w tobie zauroczyła.
-Serio? - wybuchł śmiechem.
-Nie śmiej się. Może byś poszedł do niej i pogadał?
-To raczej kiepski pomysł. Co mam jej powiedzieć?
-No nie wiem, ale pogadaj z nią wiem jak to jest.
-Taż tak miałaś?
-Tak. A ty nie?
-Nie no miałem i to było koszmarne.
-No to pogadaj z nią powiedz, że jej przejdzie.
-No ok.
Amelia
Ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Proszę.
Odwróciłam się w stronę drzwi i byłam pewna, że to znów Marika, ale to nie ona to... Niall. Po co on tutaj przyszedł. Powiedziała mu, zamorduje ją.
-Hej.
-Hej.
Usiadł na moim łóżku.
-No to słyszałem od Mariki czemu byłaś taka zła.
-Yhym...
-No i wiesz chciałem z tobą pogadać. Tylko wiesz ja nie jestem w tym dobry to już mówię.
-Spoko. - zaśmiałam się.
-No to wiem jak się teraz czujesz bo też miałem taką sytuację
-Serio?
-No tak też byłem w twoim wieku i wiesz miałem gorzej.
-Jest coś gorszego od chłopaka twojej siostry?
-Jest bo on nie jest twoją rodziną. Jak byłem w twoim wieku no to coraz bardziej zaczęły mnie interesować dziewczyny no i w Irlandii obchodzi się święto św. Patryka i wtedy cała moja rodzina przyjechała i się zaczęło. Wszyscy byli ubrani na zielono i była tam moja kuzynka miała wtedy 19 lat jak ją zobaczyłem to myślałem, że odlecę wyglądała super. Zielona sukienka, zielone buty i cała była ubrana na zielono. No i w pewnym momencie wyszła z domu i usiadła przed nim na ławeczce to poszedłem za nią. No i rozmawialiśmy normalnie jak kuzynostwo szkoła, stopnie i takie tam no i w pewnym momencie chciałem ja pocałować. A ona wtedy "Co ty robisz?" no a ja "Podobasz mi się" ona zaczęła się śmiać, a ja nie wiedziałem o co chodzi i ona też opowiedziała mi swoją historię i powiedziała, że mi przejdzie no i przeszło. To było tylko takie chwilowe nic więcej. Wiesz wtedy myślałem, że ona jest cudowna, że nikogo innego takiego nie ma na świecie, że jest idealna, ale mi przeszło.
-No to miejmy nadzieję, że mi też przejdzie.
-Spoko przejdzie ci.
-Dzięki.
-Nie ma za co. Tylko nie mów tego nikomu to będzie taka nasza mała tajemnica.
-Jasne.
Wyszedł z pokoju.

Sara
Dzisiaj moje urodziny w weekend w końcu. Byłam z Harry'm umówiona na spacer wyszłam z domu a on na mnie czekał.
-Hej skarbie.
-Hej. - pocałował mnie delikatnie.
-Chodź pospacerujemy sobie.
Wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy cały czas, ale ani razu nie doszedł do tematu moich urodzin. Stanęliśmy pod wielkim pięknym zielonym drzewem.
-Już miesiąc jesteśmy razem. - przypomniał.
-Wiem.
-A dzisiaj są twoje urodziny i mam coś dla ciebie.
-Nie trzeba.
-Trzeba.
Wyciągnął z kieszeni pudełeczko otworzyłam je był w nim naszyjnik z jedną połową serca i napisane w nim "Harry".
-A gdzie druga połówka? - spytałam.
-Tutaj. - pokazał swój naszyjnik była w nim druga połowa serca i napisame "Sara".
Złączyliśmy dwie połówki ze sobą "Harry +Sara" taki był napis.
-Harry to jest piękne. - rozpłakałam się.
-Daj. - wziął ode mnie naszyjnik i zapiął mi go na szyi.
-Harry dziękuję ci.
-Proszę. - pocałował mnie namiętnie w usta. -Kocham cię. - szepnął mi do ucha.
-Ja ciebie też.
-Mam dla ciebie coś jeszcze. Zabieram cie do kina, ale nie tutaj musimy tam dojechać pociągiem.
-Dobrze.
Poszliśmy na stację wsiedliśmy do pociągu. Trzymaliśmy się za ręce. W pewnej chwili zobaczyłam, że jakaś starsza kobieta się na nas patrzy.
-Harry patrz. - powiedziałam szeptem. - Albo jest twoją fanką albo jej coś nie pasuje.
-Coś czuje, że to drugie. Chce patrzyć to niech patrzy, a my dajmy jej lepsze widowisko.
-Co masz na myśli?
-Pokarzemy jej na co nas stać.
Przybliżył się do mnie i zacząłmnie całować. Przeszedł na szyję. Czułam jak wsuwa swoją rękę pod moją bluzkę. W końcu przestał i puścił mnie przodem bo mieliśmy wychodzić. Przechodziliśmy obok tej kobiety i złapał mnie za tyłek kobieta na mnie popatrzyła z otwartymi ustami. Wyszliśmy i pociąg pojechał dalej.
-Ale miała minę. - zaśmiał się Harry.
-No, a jak się na mnie popatrzyła.
-Jakby nigdy czegoś takiego nie widziała.
-No, a może nie widziała.
-Może.
Poszliśmy na jakąś premiere filmową był super. Wyszłam naładowana energią.
-I jak podobało się? - spytał loczek.
-Jasne. Super.
-No to wracamy.
-Ok.
Wróciliśmy i poszliśmy do ich domu. Wszyscy siedzieli na kanapie, a ja z Harry'm poszłam do niego.
-Pochwalimy się twoim prezentem.
-Okej.
Zayn
Wszystko układało się świetnie ja i Parrie jesteśmy ze sobą szczęśliwi chłopaki też. Nasza płyta już wyszła w całości, trasa koncertowa zaplanowana wszystko idealnie aż do pewnego wieczoru.
-Fajna ta impreza! - krzyknął Harry.
-No Josh dobrze wszystko zorganizował.
-No w końcu jego urodziny.
Puścili wolną piosenkę.
-Perrie zatańczysz?
-Z chęcią.
Ruszyliśmy na parkiet. Położyłem swoje ręce na jej talii, a ona swoje zaplotła na moim karku. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Przytuliła się do mnie i oparła głowę o moją klatkę piersiową.
-Coś się stało? - zapytałem.
-Nie tylko zmęczona jestem zaraz idę do domu.
-Czemu jesteś zmęczona?
-Amber jest chora ma gorączkę i budzi się w nocy i płacze więc muszę ją uspokajać.
-No, a rodzice?
-Oni też wstają, ale wole ich nie budzić bo do pracy muszą być wyspani.
-Aha.
Piosenka się skończyła.
-Ja już idę.
-Czekaj pójdę z tobą.
-Nie zostań baw się to są urodziny Josh'a a nie codziennie twój przyjaciel ma urodziny.
-Na pewno?
-Tak ja pójdę sama.
-To odprowadzę cię do drzwi.
-Dobrze.
Chwyciłem ją za rękę i wyszliśmy na zewnątrz.
-To pa.
-Pa kochanie. Kocham cię.
-Ja ciebie też. - pocałowała mnie i ruszyła przed siebie.
Już miałem wchodzić do środka i usłyszałem pisk i natychmiast się obróciłem. Parrie leżała na ziemi podbiegłam do niej szybko.
-Parrie. Parrie jesteś tu? - otworzyła oczy.
-Co się stało?
-Zasłabłaś dobrze się czujesz?
-Nie. Niedobrze mi.
-A co jadłaś? - podnosiłem ja powoli z ziemi.
-Em... w sumie to nic tylko to piwo.
-Perrie piłaś piwo na pusty żołądek? Dziewczyny czy ty oszalałaś?
-Nawet o tym nie myślałam.
-Dasz radę iść?
-Tak.
-Odprowadzę cię.
-Nie trzeba pójdę sama. Zostań impreza jest super.
-Nie ma mowy idę z tobą. Ja później wrócę nie martw się o mnie.
Chwyciłem ją za rękę i szliśmy. W pewnym momencie znów zasłabła, ale ją chwyciłem.
-Perrie. Perrie obudź się.
-Jestem już.
Oczy miała do połowy zamknięte. Wziąłem ją na ręce.
-Zayn przestań przecież mogę iść.
-Perrie wyglądasz jak byś miała 2 promile nie pójdziesz sama.
-Ale nic mi nie jest wiem co się dzieje. Puść.
-Nie Perrie znów zasłabniesz.
-No dobrze.
Szliśmy w ciszy.
-Zayn?
-Tak?
-Wiesz, że cię kocham? Choćbyś zrobił coś głupiego ja dalej będę cię kochała.
-Ja ciebie też.
-Zayn?
-Tak?
-Spać mi się chce.
-To śpij.
-Kocham cię. - szepnęła niemal niesłyszalnie.
-Ja ciebie też. - pocałowałem ją w czoło, a ona oparta o moją pierś momentalnie zasnęła.
Doszedłem do jej domu. Zapukałam otworzyła jej mama.
-Dobry wieczór ja jestem Zayn Malik jestem chłopakiem Perrie.
-Tak wiem Parrie o tobie dużo mówiła. - popatrzyła na nią. - Coś się jej stało?
-Nie wszystko okej tylko mówiła, że przez siostrę nie sypia dobrze.
-Tak to prawda Perrie cały czas się nią zajmuje jak nas nie ma.
-No i ona za zmęczenia zasłabła dwa razy więc ją przyniosłem musi się wyspać.
-Dobrze dziękuję ci zanies ją do jej pokoju ostatnie drzwi po prawo.
-Dobrze.
Zaniosłem ją do łóżka pocałowałem na dobranoc i wyszedłem.
Impreza trwała dalej.
-Zayn gdzie Perrie? - zapytała Marika.
-Źle się czuła zaniosłm ją do domu.
-Ale wszystko dobrze?
-Tak spać jaj się chciało i poszła już.
-Okej.
Znów wolna piosenka szkoda, że nie ma Perrie. Usiadłem do stolika i piłem piwo.
-Przepraszam cię. - Odwróciłem się. - Hej jestem Ola i jestem twoją fanką mogłabym z tobą zatańczyć?
-Hej, tak jasne.
Ruszyliśmy na parkiet. Żeby tylko nic się Perrie nie stało.
-Słuchasz mnie?
-Co? Przepraszam zamyśliłem się.
-Dasz mi swój autograf?
-Tak jasne.
-A zdjęcie moge sobie z tobą zrobić?
-Tak.
-Czemu jesteś smutny?
-Nie ważne.
-Dobrze jak nie chcesz to nie mów.
-Życie prywatne.
-Aha rozumiem.
Piosenka się skończyła dałem jej autograf i zrobiła sobie zdjęcie. Reszty wieczoru nie pamiętam bo byłem pijany.
***miesiąc później***
Perrie
Siedziałam u Zayn'a i oglądaliśmy film. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi Zayn je otworzył weszła jakaś dziewczyna.
-Hej.
-Cześć, a my się znamy?
-Pewnie mnie nie pamiętasz miesiąc temu na urodzinach Josh'a poznaliśmy się.
-A tak już pamiętam. To coś się stało?
-No w zasadzie to tak. Jestem w ciąży.
-I dlaczego z tym przychodzisz do mnie?
-Bo jestem z tobą w ciąży.
-Co? - pierwsza zareagowałam.
-Nie Perrie to jest nieprwada ona kłamie.
-Zayn to jest prawda jestem z tobą w ciąży.
-Jak mogłeś! Jak mogłeś mnie zdradzić?! - sprzedałam mu liścia.
-Perrie to nie jest prawda napewno nie.
-Mówiłeś, że mnie kochasz! Że zrobiłbyś dla mnie wszystko! A teraz, teraz to?! Pieprzyłeś jakąś... jakąś... jak mogłeś?! 
-Perrie kocham cię!  Zależy mi na tobie wysłuchaj mnie.
-Nie, już dużo powiedziałeś. Nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się do mnie, nie rozmawiaj ze mną, zostaw mnie samą zrywam z tobą. - już miałam wyjść, ale on chwycił mnie za rękę.
-Perrie kocham cię a wtedy tej samej nocy mówiłaś, że nawet jak bym zrobił coś głupiego dalej będziesz mnie kochać.
-Ale nie aż tak głupiego miałam na myśli, a zresztą nie ważne.
-Perrie kocham cię.
-Zayn ja też cię kocham, ale nie sądzę, że będę mogła ci to wybaczyć.
Wyszłam z jego domu i płakałam.
-Perrie kocham cię! - krzyknął.
Nie odwróciłam się. Jak on mógł mi to zrobić. Zdradził mnie jeszcze w dodatku z jakąś fanką nie mogłam w to uwierzyć.Biegłam przed siebie stanęłam pod Mariki domem zawahałam się jeszcze, ale zapukałam. Otworzyła jej mama.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Perrie coś się stało?
-Tak jest Marika?
-Tak jest u siebie.
-Dziękuję.
Szłam do jej pokoju.
-Perrie! - usłyszałam Zuzię. Mówiła coś po Polsku nie rozumiałam jej. Pokazała na łzy domyśliłam się, że pyta dlaczego płaczę. Nie umiałam jej tego wytłumaczyć. W ręku miała kartkę i długopis wzięłam je i narysowałam złamane serce i jej podałam. Popatrzyła na mnie i mnie przytuliła. Weszłam do pokoju Mariki.
-Hej Parrie czemu płaczesz?
-Hej, Zayn.
-Co Zayn? - zapytał Niall.
-On mnie zdradził! Z jakąś fanką. Ja go tak strasznie kocham. - wybuchłam płaczem i przytuliłam się do Mariki.
-Jak to zdradził? - zapytal Niall.
-Normalnie ma dziecko z inną.
-Chyba sobie żartujesz.
-A wyglądam?
-Dobra ja idę z nim pogadać.- wyszedł z pokoju.
-Perrie jak to się stało?
-Byłam u niego i zadzwonił dzwonek on otworzył i ta dziewczyna powiedziała mu, że na urodzinach Josh'a zaszła z nim w ciążę. Rozumiesz to tylko jeden raz zostawiłam go samego, a on już to wykorzystał. Zarwałam z nim.
-Co? Perrie jesteś tego pewna on... on cię kocha.
-Ja też go kocham. Ale Marika co ty byś zrobiła gdybyś była na moim miescu nie zerwałabyś z Niall'em?
-Pewnie masz rację. Ale na pewno tego chcesz? Nie chcesz z nim być?
-Marika jak to ma wyglądać? Ja, on, jego dziecko i ona? Posłuchaj jak to brzmi to jest niewykonalne.
-Tak mi przykro. Wydawało mi się, że Zayn by czegoś takiego nie zrobił on był dla ciebie taki dobry ile razy mi mówił, że naprawdę cię kocha, że nie tak, że jak jakiś smarkacz, ale naprawdę z czystego serca.
-Marika ja też go kocham, ale to co zrobił jest niewybaczalne.
Zayn
Siedziałem i nie mogłem w to uwierzyć. Narazie nie chciałem tego słuchać ona siedziała cicho. W końcu wpadł Niall.
-Zayn coś ty zrobił?
-Niall ja nic nie zrobiłem. Ja nie wiem...
-Dobra spokojnie. Jak to się stało? - zapytał Olę.
-No więc najpierw ja do niego podeszłam i zapytałam się czy ze mną zatańczy i się zgodził dał mi autograf i zrobiłam sobie z nim zdjęce.
-To pamiętam, ale nie pamiętam, że później cię spotkałem.
-Byłeś mocno pijany ja sobie spokojnie tańczyła i ty podszedłeś i zacząłeś ze mną tańczyć. Czuć było od ciebie alkohol i to bardzo ostro. W pewnym momencie zacząłeś się przystawiać. Całowałeś mnie i wyszliśmy  no i zaszłam z tobą w ciążę.
-Sory, że się wtrącam wiem, że Zayn robi różne głupie rzeczy, ale nie sądzę żeby się posunął do czegoś takiego. A poza tym cały czas miałem go na oku.
-No to najwidoczniej nie cały czas.
-Dobra, a jak się zorientowałaś, że jesteś w ciąży?
-No nie wiem czy wiesz, ale dziewczyny mają coś takiego jak okres.
-No to zrobiłaś test tak?
-Tak.
-I...?
-No była uśmiechnięta buźka.
-Pokażesz?
-Myślisz, że go nosze ze sobą? Nie mam go, wyrzuciłam.
-No to znaczy, że zrobisz następny.
-Jasne i wam przyniosę.
-No to do ginekologa też pójdziesz z Zayn'em.
-Do ginekologa? Przecież nic jeszcze nie będzie widać.
-A skąd wiesz może będzie.
-No dobrze pójdę jak będzie trzeba. - mówiła cała zdenerwowana zaskoczyło mnie to trochę. - To ja już pójdę.
Wyszła.
-Niall to nie może być prawda. Ja tego nie zrobiłem ja jestem pewien. Ja tego nie zrobiłem przecież Perrie, ja ją kocham.
-Zayn uspokój się. Wyjaśnimy to.
-Pomożesz mi?
-Jasne jesteśmy przyjaciółmi. Ja ci wierze jak mówisz, że tego nie zrobiłeś.
-Dzięki. Perrie ze mną zerwała.
-Jak to?
-Powiedziała żebym nie dzwonił, nie pisał, nie rozmawiał z niż żebym jej dał spokój i powiedziała, że ze mną zrywa.
-Przykro mi, ale chyba każdy by tak zareagował.
-Musimy coś z tym zrobić.
-Dobra na początek test musi nam go pokazać.
-Okej.
-Masz do niej numer czy coś?
-Podała adres. - podsunąłem mu pod nos kartkę z adresem.
-To idziemy kupić test i do niej musi zrobić ten test.
-Dobra.
Wyszliśmy i poszliśmy do najbliższego supermarketu. Sprzedawczyni dziwnie się na nas patrzyła jak to kupowaliśmy  Poszliśmy szybko do jej domu. Zadzwoniłem otwarła starsza kobieta pewnie jej matka.
-Dzień dobry jest Ola.
-Dzień dobry tak. Ola do ciebie.
Zaraz zbiegła po schodach.
-O to ty. - popatrzyła na mnie z uśmiechem. - A on po co tu? - wskazała Niall'a.
-Żebym nie zrobił czegoś czego będę żałować.
-Skrzywdziłbyś matkę swojego dziecka?
-Nie, ale mógłbym coś innego zrobić.
-Wejdziecie?
-Nie mu tu tylko na chwilę. - wyjaśnił Niall. - Zrób test chcemy mieć pewność.
-Nie chce mi się.
-To niech ci się zachce zrób go.
-Nie czaisz siku mi się nie chce.
-Jak go zrobisz to masz go nam przynieść.
-Dobrze.
Wyszliśmy z jej domu. Dotarliśmy do siebie. Położyłem się spać. Obudził mnie dzwonek pobiegłem do salonu i otworzyłem.
-Proszę masz test tak jak chciałeś. - podała mi test. Wynik pozytywny. - To kiedy wizyta u lekarza?
-Jak najszybciej załatw na jutro.
-Dobra.
Poszedłem do Niall'a.
-Patrz. - pokazałem mu test. - Widzisz? Jest w ciąży.
-Nie dobrze.
-Mi to mówisz?
-Ja mam dopiero 19 lat przecież ja i dziecko?!
-Dobra spokojnie coś wymyślimy jak zawsze.
Wyszedłem do siebie. Nie umiałem usiedzieć zostawiłem test na komodzie i wyszedłem z domu. Chodziłem bez sensu w kółko aż podszedłem pod dom Perrie. Chciałem zadzwonić, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem i odszedłem.
-Zayn czekaj. - odwróciłem się i to była Ola. - Jutro o 10 mamy wizytę u ginekologa.
-Dobra.
-Czekaj. A co teraz zrobimy?
-Zrobimy? Nie ma nas! Myślałaś, że teraz będziemy szczęśliwą rodzinką? To się myliłaś. Ja kocham Perrie i chce z nią być, a ty mi w tym nie przeszkodzisz dziecko będzie moje i będę się nim zajmował, ale nie będziemy razem.
-Jak to sobie wyobrażasz? Tatuś tylko w weekendy będzie zabierał dziecko?
-Jak ci się nie podoba to mogę go w ogóle nie widywać.
-Zayn on musi mieć rodziców.
-Będzie miało, ale ich rodzice nie będą razem.
Odeszłam od niej wróciłem do domu. było już późno poszedłem spać. Obudziło mnie pukanie.
-Zayn wstawaj idziemy. - pośpieszył mnie Niall.
-Już.
Wstałem ubrałem się i wyszedłem w salonie ona już czekała.
-No to idziemy. - powiedział Niall.
-Idziemy? Ty po co? - zapytała.
-Bo chce żeby tam był jest moim przyjacielem. - wyprzedziłem go.
-No dobra.
Dotarliśmy do lekarza i wszedłem z nią Niall musiał zostać na korytarzu.
-Dzień dobry w czym mogę pomóc? - odezwał się lekarz.
-Dzień dobry przyszliśmy na wizytę i upewnić się czy na pewno będę miała dziecko.
-Dobrze niech się pani rozbierze i położy tutaj.
-Dobrze.
******************************************************
No i jak? Zaskoczenie? Pewnie tak. Tak mnie natchnęło po oglądnięciu Juli. Piszcie czy się podoba. A i jeszcze jedno to jest adres mojego nowego bloga: http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/ on będzie z imaginami nie tylko o One Direction pierwszy będzie o piłkarzu powinien się ukazać ok. 15 zachęcam do czytania.