niedziela, 3 lutego 2013

Rozdział 25

Niall
Założyłem wszystkko tak jak nauczycielka kazała. Zaczęliśmy robić doświadczenia.  Marika sciągła okulary.
-Co robisz zakładaj szybko.
-Chwila muszę wytrzeć łzy od nowego roku mam katar i leją mi się łzy bo zachciało wam się wrzucić nas do śniegu.
-Oj niewinna zabawa.
Było spoko aż do pewnego momentu w klasie rozległ się straszny smród.
-Proszę panią bo chyba coś źle zrobiłyśmy. - usłyszałem przerażone dziewczyny w ławce przed nami.
-Wszyscy pod ławki już! - rozdarła się nauczycielka.
Wszyscy schowali się pod ławki ja i Marika też ona przez to wszystko zapomniała założyć okulary. Wszystko wybuchło i rozprysnęło się po całej klasie parę kropel poleciało na moje ręce, ale szybko to starłem. Usłyszałem pisk.
-Aaaa Niall to boli! - Marika miała przyciśnięte dłonie do oczu.
-Co się stało?
-Ała mam to w oczach szczypie Niall pomóż. - zaczęła płakać.
-Wychodź szybko. - pociągnąłem ją. Próbowała otworzyć oczy.
-Nic nie widzę Niall nic nie widzę!
-Trzymaj się. Liam kluczyki szybko! - rzucił mi kluczyki chwyciłem ją na ręce i wybiegłem z klasy. Wsiadłem do samochodu i pojechaliśmy do szpitala co z tego, że nie mam prawa jazdy mam to gdzieś. Umiem jeździć i to jest najważniejsze. Wbiegłem do szpitala z Marika na rękach. - Ta dziewczyna ma kwas w oczach musi mi pani pomóc. 
-Na pierwsze piętro biegnij szybko.
Ruszyłem przed siebie. Wbiegłem na piętro i złapałem pierwszego lekarza.
-Proszę pana musi mi pan pomóc kwas dostał jej się do oczu! - krzyknąłem.
-Szybko.
Pobiegliśmy do jakiegoś pokoju ja musiałem wyjść po 30 minutach wyszedł lekarz.
-I co? - zapytałem zdenerwowany.
-Przykro mi, ale pana narzeczona straciła wzrok.
-To co teraz będzie?
-Dużo osób to przeżyło i wychodziły cało niech się pan nie martwi będzie dobrze tylko musi dbać o wzrok dostanie krople i musi pan dopilnować żeby je brała bo inaczej może być gorzej.
-Dobrze mogę do niej wyjść?
-Tak oczywiście.
Wszedłem po cichu do środka.
-Niall to ty? - zapytała.
-Tak to ja spokojnie. - chwyciłem ją za rękę.
-Straciłam wzrok nic nie widzę.
-Wiem przykro mi bardzo, ale nie martw się będę przy tobie i cię nie opuszczę.
-Niall kocham cię.
-Ja ciebie też.
Przytuliłem ją i wyszliśmy ze szpitala. Odwiozłem ją do domu. A sam pojechałem do siebie.
Marika
Minął tydzień dalej nic nie widziałam Niall przychodził po mnie przed szkołą i odprowadzał ze szkoły był na każde zawołanie kocham w nim to, ale on nie może zmarnować sobie życia.
-Perrie musisz mi pomóc.
-No jasne co ci podać?
-Nie o to chodzi.
-To o co?
-O Niall'a.
-No co z nim?
-Bo ja go kocham bardzo tylko, że jest jedno ale.
-Ale...?
-No bo on ma 19 lat jest młody przystojny może mieć każdą, a cały czas jest przy mnie przed szkołą w trakcie i po uczy się ze mną wszystko, a ja nie chce żeby on przeze mnie zmarnował sobie życie musisz mi pomóc.
-Marika chyba nie chcesz z nim zerwać.
-Nie chce, ale muszę dla jego dobra tylko, że ja nie chce tego zrobić on mnie musi rzucić i wtedy go tak nie zaboli, tylko jak?
-No nie wiem może nie myj się rób obleśnie rzeczy chłopaki tego nie lubię.
-Masz rację tak zrobię dzięki.
-Źle się czuję pomagając ci w rozwaleniu twojego związku.
-Perrie, ale ja to muszę zrobić.
-No dobrze jak chcesz.
Perrie wyszła, dochodziła 23 położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się i już chciałam iść się umyć, ale przypomniałam sobie co mam zrobić. Ale tak się dziwnie czuję. Ble no, ale muszę w imię dobra tego świata. Zeszłam do dół zjadłam coś i mama zawiozła mnie do szkoły. Gdy wysiadłem z samochodu podbiegł do mnie Niall.
-Hej skarbie jak się czujesz?
-Hej, a jak mam się czuć nic nie widzę postaw się na moim miejscu!
-Dobrze przepraszam. Marika chyba nie umyłaś zębów i się całej.
-No jakoś tak wyszło nie umiałam trafić do toalety.
-Aha no trudno zdarza się.
-Zdarza się?!
-Dlaczego krzyczysz?
-Bo miałeś mnie rzucić!
-Rzucić co ty mówisz?
-No ty jesteś jeszcze taki młody. A cały czas jesteś przy mnie przychodzisz przed szkołą po szkole pomagasz mi w uczeniu jesteś na każdde moje zawołanie, a ja tak nie chce nie chce żebyś zmarnował sobie przeze mnie życie. Jeśli ty tego nie chcesz zrobić to ja muszę. Przepraszam cię, ale zrywam z tobą.
-Chwila jak to?
-Niall to nie dlatego, że cię nie kocham tylko nie marnuj życia na mnie ja nie jestem tego warta.
-Właśnie, że jesteś i chcę ci pomagać i żyć przy tobie.
-Nie Niall to tak nie może być przepraszam.
Odwróciłam się do niego plecami nie widziałam gdzie idę nagle ktoś złapał mnie pod rękę.
-To ja Perrie. Na pewno chcesz zerwać z Niall'em?
-Ja o robię dla jego dobra.
-On nie jest z tego zadowolony.
-Ja też nie, ale musiałam to zrobić. Możesz mnie zaprowadzić do domu?
-Jasne.
Doszłyśmy weszłam do środka zdjęłam kurtkę mamy nie było. Pokierowałam się do kuchni oczywiście nie obeszło się bez potknięcia się no, ale doszłam. Nie wiem jakim, ale jakimś cudem zrobiłam sobie herbatę i poszłam przed telewizor. Skakałam po kanałach muzycznych nie wiedząc co wybrać. Co godzinę informował mnie telefon która godzina już 15, a mamy dalej nie ma no cóż trudno. Ktoś zadzwonił do drzwi.
-Chwileczkę! - krzyknęłam. Wstałam i z trudem doszłam do nich. - Kto tam?
-Marika to ja Niall otwórz.
Przekręciłam klucz i otworzyłam.
-Wejdź.
Usiadłam na kanapie i czułam, że on siedzi obok mnie. Złapał mnie za rękę, ale ją wyrwałam niech on tego nie utrudnia.
-Marika ja wiem, że wydaje ci się, że ja marnuje sobie życie, ale to nie prawda ja chce ci pomagać czuje się dla kogoś ważny proszę zrozum to i daj mi szansę.
-Niall przykro mi, ale nie.
-Kurwa! - krzyknął i odszedł słyszałam kroki obok mnie. Usiadł znów obok mnie. - Przepraszam przestraszyłem cię?
Serce waliło mi jak opętane nie wiem dlaczego, ale przez chwile wydawało mi się, że może mnie uderzyć.
-Trochę.
-Przepraszam, ale się zdenerwowałem.
-Nic się nie stało.
-Ale zostaniemy przyjaciółmi tak? - zapytał.
-Jasne.
-To może przytulas?
-Okej.
Przytuliłam go będę za tym tęsknić wiem to już teraz. Przestaliśmy się przytulać i poczułam zimny powiem na ustach chciał mnie pocałować zatrzymałam go rękę.
-Niall mamy być przyjaciółmi.
-Tak, wiem, przepraszam.
Z tego całego zamieszania zapomniałam wyłączyć telewizor i usłyszałam Kiss you uśmiechnęłam się bo uwielbiam tą piosenkę.
-O kurcze zapomniałem muszę lecieć do studia to do zobaczenia.
-Pa.
Wyszedł usłyszałam trzask drzwi. Zaraz weszła mama.
-Cześć skarbie dlaczego Niall tak szybko wybiegł z domu?
-Ma próbę a poza tym nie jesteśmy już razem.
-Jak to?
-Zerwałam z nim bo nie chce żeby on marnował życia przy mnie.
-O kochanie tak mi przykro.
-Dlaczego ci przykro? - zapytała Amelia.
-Marika nie jest już z Niall'em.
-Czyli ze jest wolny? - zapytała z podnieceniem w głosie.
-Spadaj od niego! On jest mój!
-Zerwałaś z nim.
-No i co z tego! Masz go zostawić w spokoju wiem jaka ty potrafisz być nachalna.
-To jeszcze nic.
-Czternastolatka kradnie mi chłopaka żałosne a poza tym Niall nie gustuje w małolatach jesteś płaska jak deska.
-Spadaj wiedźmo.
Poszła chyba do siebie w każdym razie na górę. Chwila no górze ja też mem pokój o nie pamiętnik! Zarwałam się szybko z kanapy i najszybciej jak się to dało poszłam do pokoju. Otworzyłam drzwi i usłyszałam szelest kartek.
-Oh Niall jest taki słodki ciekawe czy on coś do mnie czuje pewnie nie bo to wielka gwiazda. Ma takie piękne niebieskie oczy... hahaha fajne pierwsze wpisy o Niall'u! - zaczęła się śmiać.
-Zostaw to.
-Bo co?
-Bo to nie twoje! Nie wierze, że jesteśmy rodzeństwem! Ty jesteś podła! Oddawaj to!
-Uuuu Mariczka się boi, że przeczytam więcej.
-Uważaj jesteś taka mądra wiesz w twoim wieku jak mi się chłopak podobał to mu to mówiłam a ty się na cały świat obrażasz.
-Spadaj gdybyś nie wiedziała mam chłopaka.
-Ty? Kogo? Jakiegoś niedorozwoja?
-Sory, ale nie gustuje w tobie.
-No to słucham kto to?
-Kolega z klasy ma na imię Logan.
-O jejciu i co fajny jest? - zapytałam z sarkazmem, ale one nie potrafi tego rozróżnić.
-Jest słodki. W ogóle po co ja ci to mówię?!
-Wynocha i oddawaj pamiętnik!
Wyciągnęłam rękę podała mi go i wyszła.
Dzisiaj rozprawa Lucka o to, że pobił tą Alice ja w to nie wierze on taki nie jest. Siedziałam z Perrie na korytarzu sądowym i czekałam na moją kolej. Zawołali mnie z pomocą Perrie weszłam na salę.
-Kim pani jest? - zapytał sąd.
-Dzień dobra nazywam się Perrie Edwards i przyszłam tutaj tylko dlatego ,że pomagam Marice bo chwilowo straciła wzrok czy mogę zostać na sali?
-Tak oczywiście proszę zająć miejsce na ławce.
-Dziękuję - odeszła ode mnie.
-Proszę się przedstawić.
-Marika Jaśkiewicz 19 lat mieszkam w Londynie i uczę się.
-Dobrze więc co masz do powiedzenia w tej sprawie.
-Proszę sędziego Luck to dobry chłopak. Pewnie sąd wie, że byliśmy parą i on w tym czasie nigdy nie zawahał się mnie uderzyć. Nie podniósł na mnie ręki ani razu on jest niewinny.
-Dobrze, a czy wie pani czy kiedykolwiek oskarżony używał przemocy?
-Nie chyba nie chociaż... ale to nie ważne.
-Proszę powiedzieć.
-Przepraszam Luck, ale muszę. No więc w dniu zerwania Lck urządził mi na korytarzu szkolnym awanturę o to, że go zdradziłam co było nieprawdą no, ale mniejsza o to, następnie umówił się z Niall'em moim też już byłym chłopakiem i pobili się.
-Dobrze dziękujemy ci możesz usiąść.
Usiadłam na ławce.
-Luck wstań czy to prawda co powiedziała Marika? - zapytał sędzia.
-Tak to prawda, ale proszę sędziego to był chłopak i byłem zdenerwowany bardzo, ale przede wszystkim to był chłopak ja normalnie nie toleruje przemocy to był wyjątek i żałuje tego, ale od tamtej chwili nikogo nie uderzyłem, a Alice kłamie.
-Przepraszam wysokiego sądu czy ja mogę coś powiedzieć? - zapytała Perrie.
-Tak proszę bardzo.
-Bo ja znam Alice chodzi z nami do klasy i potraktowała tak już wielu mężczyzn. Luck tego nie zrobił on nie bije dziewczyn.
-Dziękuję ci. Alice podejdź do barierki. Wszyscy obecni na tej sali twierdzą, że Luck nigdy by cię nie uderzył.
-Bo mnie nie uderzył, ale ma tu siedzieć i ma trafić za kratki! Marika pamiętasz co on ci zrobił jak mówił do ciebie wtedy na korytarzu?! Przysięgłam sobie, że nie pozwolę żeby coś takiego przytrafiło się jeszcze jakiejkolwiek dziewczynie zrobiłam to dlatego, że on nie zasługuje na normalne życie to było podłe co zrobił Marice nie mogłam przejść obok tego obojętnie nie mogłam! A ty Marika powinnaś się cieszyć!
To co ona powiedziała i zrobiła było głupie nie mam innych słów na opisanie tego! To moja sprawa po co się do tego mieszała! Wyrok oczywiście jest uniewinniający na szczęście. Wróciłam do domu i resztę dnia przesiedziałam w salonie.
Luck
-Emilia zaczekaj! - krzyknąłem w jej stronę. Odwróciła się a na jej policzkach zobaczyłem łzy. - Dlaczego płaczesz?
-Bo jestem idiotką. - otarłem jej policzki.
-Nie jesteś jesteś cudowną dziewczyną.
-Jak ja mogłam w to uwierzyć że ją uderzyłeś jestem głupia nigdy wcześniej niczego tak bardzo nie żałowałam.
-Nie płacz kochanie.
-Luck przepraszam cię za to wszystko wiem, że już pewnie nie chcesz ze mną być...
-Właśnie, że chcę Emilia wybacz mi proszę wiem, że cię zdradziłem, ale już nigdy więcej tego nie zrobię przysięgam wybacz mi to wszystko zmienię się obiecuję.
-Luck to ja powinnam cię przepraszać za to co zrobiłam przepraszam.
-Nic się nie stało byłaś zdenerwowana to wrócisz do mnie?
-Tak. Kocham cię.
-Ja ciebie też.
Pocałowała mnie delikatnie i przestała płakać przytuliłem ją mocno i nie chciałem wypuszczać już nigdy.
Marika
Minął tydzień od tamtego dnia Niall'a nie było w szkole, a jak do niego dzwoniłam nie odbierał martwiłam się.
-Perrie możesz zaprowadzić mnie do Zayn'a?
-Jasne.
Przeszłyśmy parę kroków i zatrzymałyśmy się.
-Hej skarbie. - usłyszałam głos Zayn'a.
-Hej kociak. - odpowiedziała Perrie.
-Cześć Zayn bo mam do ciebie pytanie.
-No jakie?
-Gdzie jest Niall bo od tygodnia nie ma go w szkole.
-Ustaliliśmy, że wszystkim będziemy mówić, że nagrywa, ale tak nie jest tak naprawdę to siedzi w domu na kanapie i cały czas gra na gitarze którą mu kupiłaś. On jest załamany, no ale widzę, że ty dobrze się trzymasz.
-Myślisz, że się dobrze czuję? Najchętniej to bym teraz zaczęła płakać o tym tylko myślę! Brakuje mi go strasznie, w domu całymi dniami nic nie dobie tylko słucham jak śpiewa to jest okropne!
-No to może coś z tym zrobisz oboje jesteście nieszczęśliwi nie ma co ukrywać musicie być razem.
-Zayn ja nie chce żeby on zmarnował sobie życie przeze mnie.
-On teraz je marnuje!
Odeszłam od niego wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do mamy.
-Tak kochanie?
-Możesz po mnie przyjechać źle się czuję.
-Jasne.
Rozłączyłam się i z pomocą Perrie poszłam do samochodu.
-No to do domu. A co cię boli?
-Nic.
-To po co po mnie dzwoniłaś?
-Bo chcę żebyś mnie zawiozła do Niall'a.
-Dobrze.
Mama podprowadziła mnie pod same drzwi i odjechała. Zadzwoniłam dzwonkiem i usłyszałam głos Niall'a.
-Cześć Marika, a co ty tu robisz?
-Cześć będziemy tak stać?
-Wchodź.
Weszłam niepewnie. Nie za dobrze znałam ten dom. Z pomocą Niall'a usiadłam na kanapie w salonie.
-Zayn powiedział mi dlaczego nie ma cię w szkole.
-No super.
-Słuchaj Niall mi też jest ciężko, ale musisz żyć dalej.
-Ale ja bez ciebie nie chcę żyć.
-Niall proszę cię.
-Marika ja nie umiem tak żyć przez 2 lata nie miałem dziewczyny i zjawiłaś się ty, wszystko odmieniłaś, wszystko jesteś moją drugą połówką, a teraz mnie tak po prostu rzuciłaś.
-Nie zrobiłam tego tak po prostu wiesz o tym.
-Wiem chcesz żebym nie marnował sobie życia, ale ja chce sobie "marnować" - zakreślił w powietrzu cudzysłów - życie.
-Niall przestań to nie ma sensu.
-Powiedz mi że mnie nie kochasz, a będę normalnie żył.
Nie mogłam tego powiedzieć, nie mogłam, kocham go i to bardzo, zawsze będę kochać.
-Niall nie proś mnie o coś takiego.
-No właśnie. Wiesz jak to jest.
-Ja już pójdę.
Odprowadził mnie pod dom. Zaczęłam widzieć niewyraźne kształty wszystko było zamazane, ale mogłam rozpoznać jaki to kolor. Wzrok mi wraca w końcu.
-Mamo! Mamo! Ja zaczynam widzieć!
-To super, a co widzisz?
-Ciebie jako biało niebieską plamę.
-Taką mam bluzkę i spodnie. Córcia wzrok ci wraca!
-No wiem. - zaczęłam skakać po pokoju aż uderzyłam w ścianę i upadłam, ale nic się nie stało.
Z godziny na godzinę wzrok się poprawiał. Zadzwonił dzwonek byłam tylko ja i Amelia poszła otworzyć drzwi miał przyjść jej chłopak. Żałosne.
-Marika to jest Logan. A sory ty nie widzisz.
-A właśnie, że widzę cześć Logan.
-Cześć. - powiedział przeżuwając gumę. No już wiem jaki on jest, dobra wiem nie ocenia się książki po okładce, no ale jest to typ tak zwanego bad boy'a którego nic nie obchodzi, ale w towarzystwie swojej dziewczyny jest miły i opiekuńczy.
-To Logan jak masz na nazwisko?
-Malik.
-Jesteś spokrewniony z Zayn'em?
-Z tym lalusiem nie.
-Imiona rodziców?
-Julia i Klark.
-Siadłeś sobie w którejś klasie/
-Nie.
-Jak się uczysz?
-Przeciętnie, kujonem nie jestem.
-Ej co to za wywiad? Przynieś sobie jeszcze wykrywacz kłamstw. - powiedziała wściekła Amelia.
-Chodź mała do ciebie. - złapał ją w pasie i pociągnął za sobą.
-Chwila chwila macie tylko 14 lat po pierwsze nie ma żadnego mała po drugie nie dotykaj jej i po trzecie siedzicie tutaj.
-Chyba sobie kpisz? - zapytała. - Mamy się uczyć.
-Ja wyłączę telewizor i możecie się tutaj uczyć.
-Potrzebny komputer.
-Dam wam laptopa.
-Jezu.
-Słyszałam zaraz macie tu być.
Wrócili zaraz. Zaczęli powtarzać jakieś regułki i robili ćwiczenia z twierdzeniem Pitagorasa banał. Zadzwonił dzwonek poszłam otworzyć, a tam stał Niall w jednej ręce miał gitarę, a w drugiej herbacianą różę.
-To dla ciebie proszę zastanów się nad tym ja cię kocham!
***************************************
Ale kijowy :( Nie umiem pisać, a ten rozdział to po całości zrąbałam :( Nie mam weny a to było takie wymuszone :( No piszcie jaki jest beznadziejny.

1 komentarz:

  1. Fajny fajny ♥ Przeczytałam cały. Cud normalnie. Teraz to czekam na następny.

    OdpowiedzUsuń