sobota, 17 listopada 2012

Rozdział 9

Marika
Obudziłam się rano był dość ładny dzień. Przebrałam się i zeszłam na śniadanie.
-Hej mamo.
-Cześć.
-Co na śniadanie?
-Kanapki.
-Ok.
Nie odzywała się do mnie w cale w końcu nie wytrzymałam.
-Obraziłaś się na mnie?
-Nie czemu? - zapytała nie odwracając się do mnie.
-No bo wczoraj jak wróciłam to nawet się do mnie nie odezwałaś.
-Marika jesteś już prawie dorosła więc chyba wiesz co robisz.
-No tak a do czego zmierzamy?
-Do tego że nie spałaś w domu.
-A to.
-A to? Marika jesteś już chyba na tyle mądra żeby zrozumieć że powinnaś wracać do domu na noc.
-No tak ale mamo byłam u chłopaków.
-No dobrze ale nie wiadomo co mogło się stać.
-Co masz na myśli?
-Wszystko. Mógł ktoś przyjść np. złodziej albo coś innego.
-Mamo oni już też są prawie dorośli. Po pierwsze jest ich pięciu po drugie są chłopakami po trzecie tacy słabi to oni nie są po czwarte jeden ma 17 trzech 18 a jeden 21 lat więc trochę życie znają. A po piąte i najważniejsze nie pozwolili by nikomu mnie skrzywdzić bo jesteśmy przyjaciółmi.
-No a jakby im coś do głowy strzeliło?
-To znaczy?
-No nie wiem.
-Mamo dla twojej wiadomości oni nie są napaleni jak szczerbaty na suchary kurde my się lubimy.
-Marika ja jestem twoją matką więc mam prawo wiedzieć wszystko tak? Może jak kiedyś będziesz miała dzieci to zrozumiesz.
-Mamo wiem i przepraszam. A mogę dzisiaj do nich iść?
-Wolałabym żebyś została w domu.
-Ale czemu?
-Tata powiedział że mam ci dać kare na tydzień.
-Co?! Chyba sobie żartujesz!
-Marika nie tym tonem.
-Ale jesteśmy tu parę tygodni a ja już dostaje kare?
-A i wiesz co jeszcze tata Lucka pokazał mi interesujące zdjęcia.
-Tak a jakie?
-A takie - wyciągnęła z szafki jakieś zdjęcia. - O patrz to ty i Luck o a tu jeszcze Perrie. Chcesz mi coś powiedzieć?
-Tak. Kocham cie muszę spadać pa. - próbowałam się ulotnić.
-Stój nigdzie nie idziesz! - odwróciłam się niechętnie.
-Dobra to było tak ja nic o tym nie wiedziałam jak przyszłam do Parrie to one mi o tym powiedziały i powiedziały że muszę iść bo cała klasa będzie no i była mamo musiałam iść.
-A dlaczego mi nie powiedziałaś?
-No ale co miałam powiedzieć  Cześć mamo w nocy smarowałam pastą kogo się da i później ścigała nas policja a co tam u ciebie?
-Co jaka policja?!
-O kurde. No przyjechali ale uciekli wszyscy nikogo nie złapali.
-Masz szczęście za to dwa tygodnie szlabanu.
-Co?! Nie nie możecie mi tego zrobić!
-Możemy.
-Ale teraz ma być kasting i muszę ćwiczyć.
-No to Luck przyjdzie do ciebie.
-I Perrie.
-I Parrie.
-Dobra ja idę bo się spóźnię.
-No pa.
-Pa.
Wyszłam z domu Luck już stał przed moim domem i na mnie czekał.
-Hej skarbie - powiedział - mam coś dla ciebie.
-Hej - powiedziałam ze smutną miną.
-Ej co się stało?
-Mam szlaban na dwa tygodnie.
-Za co?
-Za to że byłam u Niall'a a drugi za to że omal policja mnie nie złapała. A tak w ogóle to jakim cudem twój tata miał zdjęcia z tej nocy?
-Nie wiem. To jak się będziemy spotykać?
-Nie będziemy. Ćwiczyć będziemy u mnie a tak to nie da rady.
-Ale na treningi będziesz chodzić?
-Tak.
-To tyle dobrze.
-A co masz dla mnie?
-A tak zapomniałem - wyjął z kieszeni bransoletkę i zapiął mi ją na nadgarstku było na niej napisane I love you.
-I love you too. - pocałowałam go i poszliśmy do szkoły.
Weszliśmy do szkoły trzymając się za ręce wszyscy się patrzyli na nas i od razu plotkowali.

Lekcje minęły szybko wyszliśmy ze szkoły. Zobaczyłam jak Niall do nas podchodzi Luck wziął mnie za rękę.
-Hej to co wpadniesz dzisiaj? - zapytał.
-Hej. Sory ale nie mogę mam szlaban.
-U no to kiepsko.
-No. - popatrzył się na nasze ręce.
-O jesteście razem?
-Tak - odpowiedział szybko Luck.
-No to życzę szczęścia.
-Dzięki.
Poszliśmy dalej.
Niall
Siedzieliśmy na kanapie i oglądaliśmy film.
-Marika chodzi z Luciem wiedzieliście? - zapytałem.
-Ta no obiło mi się coś o uszy - powiedział Louis.
-Wiedziałeś i nie powiedziałeś?
-No myślałem że to żarty.
-Jak się okazało to nie żarty.
-No to fajnie że są razem - powiedział Zayn.
-Jak dla kogo - powiedziałem pod nosem.
-Zabujałeś się w niej? - zapytał Harry który musiał to usłyszeć.
-Nie.
-Ta to czemu tak cieszysz mordeczkę jak o niej mówisz?
-To już nie można się uśmiechać ludzie.
-Możne nawet trzeba.
Eleanor
Siedziałam u siebie i śpiewałam More Than This bo ją wybrałam na kasting. W pewnym momencie przyszedł tata.
-Co to jest? - zapytał.
-Piosenka.
-Słysze.
-To super ćwiczę do kastingu może posłuchasz jak śpiewam?
-Co było mówione na temat ich piosenek?
-Ale tato ja musze ćwiczyć.
-To wybierz inną piosenkę.
-Nie.
-Nie? Młoda damo masz się mnie słuchać.
-Ja chcę zaśpiewać tą piosenkę i mi nie zabronisz!
-Natychmiast masz to wyłączyć i przestać to śpiewać! - krzyknął na mnie.
-Nie, będę robiła co mi się podoba! - krzyknęłam.
Wybiegłam z domu w stronę centrum. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam przed siebie. Zatrzymałam się w małej cukierni zamówiłam swoje ulubione ciasto kawę i czytałam jakieś czasopisma słuchając piosenek. Poczułam czyjąś dłoń na ramieniu wyjęłam jedną słuchawkę i obejrzałam się zza siebie. O spokojnie spokojnie to tylko Louis z One Direction to tylko on Boże to on sam do mnie zagadał o Boże on jest słodki!
-Hej mogę się przysiąść? - zapytał z tym swoim zniewalającym uśmiechem.
-Tak. Jasne siadaj - łał powiedziałam normalnym głosem. Usiadł na przeciwko mnie.
-Ja jestem Louis.
-Ja jestem Eleanor znam cię. Znaczy nie znam ale wiem kim jesteś. - odblokowałam telefon wyłączyłam muzykę i wyjęłam słuchawki z uszu. Zobaczyłam na jego twarzy uśmiech.
-Jesteś naszą fanką? - zapytał nie przestając się uśmiechać.
-Tak. Znaczy a to skomplikowane. Ale tak jestem macie świetne głosy.
-Dzięki. Ja też cię skądś kojarzę. A tak ty byłaś na liście najlepiej uczących się uczniów.
-Tak.
-A dobrą mam pamięć. A co ty tu sama robisz? Taka ładna dziewczyna sama.
-No widzisz przeznaczenie chciało żebym była samotna.
-No to tak jak ja. Nie odpowiedziałaś na pytanie.
-Sprawy osobiste. Pokłóciłam się z ojcem ale nie będę cię obciążała moimi problemami.
-Mów jestem świetną poradnią i jeszcze bezpłatną.
-No więc jak wiesz jestem waszą fanką no i był taki czas kiedy cały czas śpiewałam wasze piosenki cały czas o was mówiłam myślałam nawet nocami nie spałam bo czytałam różne newsy o was. No i pewnego dnia tak sobie chodziłam i śpiewałam i mój tata nie wytrzymał wdział że moje oceny się pogarszają skonfiskował mi wasze płyty zakazał mi was przestać słuchać i mówić o was i się więcej uczyć. Aż do dzisiejszego dnia śpiewałam sobie dzisiaj waszą piosenkę i wpadł do mnie do pokoju nawrzeszczał a ja wyszłam i przyszłam tu.
-No trochę trudno będzie ale coś się wymyśli. Dobra mam porozmawiaj z nim. Jesteś jego córką a on chce twojego dobra. Masz już... ile masz lat?
-Kobietę się o wiek nie pyta. Dobra 20.
-No masz 20 lat jesteś pełnoletnia masz prawo decydować sama o sobie. Pogadaj z nim on ulegnie bo chce twojego dobra.
-Tak myślisz?
-Ja to wiem.
-Ok dzięki.
-Już zjadłaś to może się przejdziemy? - aaa jest jest jest Louis mnie zaprosił na spacer oł je kurde ja za nim szaleje bo jest taki słodki i te jego oczyska i uśmiech!
-Tak chętnie.
Wyszliśmy z kawiarni i poszliśmy w stronę parku.
-Hej a gdzie reszta chłopaków? - zapytałam.
-W domu ja wpadłem po ciacho. No ale wiesz zobaczyłem ciebie taka ładna dziewczyna siedzi sama no więc musiałem zagadać bo grzechem by było przejść obojętnie.
-No wiesz ja jakbym cię zobaczyła jak sam siedzisz to też bym zagadała bo taki fajny chłopak o miłym uśmiechu no to grzechem było by nie zagadać. - wyszczerzył swoje białe ząbki.
-Jesteś bardzo miła.
-Dzięki ty też. - zerwał czerwonego kwiatka z parku i podał mi. - A to za co?
-A tak sobie. 
-Czy ty mnie podrywasz?
-A udaje się?
-Tak.
-No więc tak. Dasz się zaprosić w piątek do kina?
-Hm... no nie wiem.
-No ale mówiłaś że podryw się udaje.
-No tak.
-No proszę umów się ze mną.
-Ok.
-No super. - uśmiechnął się kolejny raz. - A dasz mi swój numer?
-Tak a ty mi swój?
-Oczywiście.
Wymieniliśmy się numerami. A on kolejny raz się uśmiechnął.
-Przestań!
-Ale o co chodzi? - cały czas się uśmiechał.
-O to - pokazałam na jego twarz.
-Wiem że jestem ładny. - uśmiechnął się kolejny raz.
-Ale jesteś skromny. Nie o to mi chodziło tylko o twój uśmiech.
-Co z nim? Mam coś na zębach?
-Nie. No bo masz takie białe zęby i w ogóle taki piękny uśmiech. 
-I co mam się przestać uśmiechać? - cały czas się uśmiechał.
-Nie ale on jest taki piękny.
-No to mam cię czym wkurzać. - dalej się uśmiechał.
-Ej przestań! - patrzyłam w jego piękne niebieskie oczy.
-Ale ja nie potrafię przestać. - zaśmiał się.
-To się naucz. No kurcze śmiać mi się chce.
-To dobrze śmiech to zdrowie.
Zanim się obejrzałam doszliśmy do mojego domu.
-O już jesteśmy kurde tam mi szybko czas zleciał. Fajnie się z tobą rozmawiało.
-Mi z tobą też.
-Dzięki za odprowadzanie chociaż najlepiej to poszłabym jeszcze.
-Ja też. To idziemy dalej? - zapytał uśmiechając się.
-Ale późno się robi.
-Nie martw się odprowadzę cię.
-No dobrze.
Ruszyliśmy w stronę drugiego mniejszego parku. Było już dość późno niebo było mocno granatowe ale lampy oświetlały wszystko. Doszliśmy do parku i usiedliśmy na ławeczce.
-Ładna noc widać gwiazdy. - powiedziałam.
-Tak. Piękne tak jak ty. - czułam że moje policzki płoną.
-Przestań ja nie jestem piękna.
-Właśnie że jesteś.
-Nie.
-Tak. Baby you light my world like nobody else the way that you flip your hair gets me overwhelmed but when you smile at the ground it ain't hard to tell You don't kno- o- ow You don't know you're beautifil. - zaczął śpiewać i patrzył na mnie. Aaaa to było takie słodki.
-WMYB. Uwielbiam tą piosenkę! I znam ją na pamięć.
-Też mi się podoba. Ma w sobie taki fajny podryw.
-Ty nic tylko byś na okrągło podrywał... - nie dał mi dokończyć.
-Ciebie. I prawił ci komplementy. - chwycił mnie za rękę i zmusił bym wstała. - Gdzie ty byłaś przez ten cały czas?
-Siedziałam w domu nad książkami. - zaśmiałam się.
-Mam nadzieje że się to zmieni i się kiedyś spotkamy przypadkowo albo specjalnie.
-Ja też mam taką nadzieję. - uśmiechnęłam się i on też. - Dobra muszę wracać już po 21.
-Jeszcze chwilę.
-Ale mi zimno. - miałam na sobie tylko T-shirt.
-To masz moją bluzę ale proszę zostań jeszcze chwile. - podał mi bluzę wzięłam ją i ubrałam na siebie była za dużo i to bardzo rękawy zasłaniały mi całe dłonie i była do połowy moich ud.
-Ale co chcesz robić o tej godzinie?
-Wszystko!
-Louis jest późno.
-No i co właśnie teraz jest najlepiej. Wieczorami jest tak super.
-Louis będę chora.
-Mogę i dać moją koszulkę żeby ci było ciepło ale zostań jeszcze chwilę.
-Nie nie musisz. No dobra ale co masz zamiar robić?
-Chce ci coś pokazać.
-Ale co?
-Nie pytaj tylko chodź - wziął mnie za rękę i ciągnął za sobą.
Poszliśmy na zwykły plac z mnóstwem drzew nic tam takiego nie było. Ale gdy podeszliśmy bliżej nagle wokół nas zaczęło migotać kilka malutkich stworzeń było ich coraz więcej.
-To są świetliki.
-Tak wiem. To jest piękne. Ich jest tak dużo. Łał nigdy czegoś takiego nie widziałam.
-No tu jest pięknie. To miejsce pokazał mi Zayn.
-To jest niesamowite.Dobrze że nie poszłam straciłabym coś takiego.
-No widzisz a nie chciałaś iść. Za każdym razem jak tu przychodzę jest ich coraz więcej.
Zaczęłam obracać się wokół własnej osi z rozłożonymi rękami. Stanęłam i zaczęło mi się kręcić w głowie i spadłam na tyłek.
-Ał.
-Uważaj. - chwycił mnie za łokcie i pomógł wstać. Znów zakręciła mi się w głowie i prawię się przewróciłam ale on mnie przytrzymał.
-Dzięki.
-Nie ma za co. - uśmiechnął się wiedział ze to mnie rozbawi i rozbawiło.
Szliśmy z powrotem.
-Znamy się dopiero od dzisiaj a czuje jakby to była wieczność.
-Oj ja cię znam bardzo długo i wiem o tobie dość dużo ale dopiero dzisiaj się z tobą zobaczyłam i pogadałam.
Doszliśmy pod mój dom. Zdjęłam z siebie jego bluzę pachniała jego perfumami i oddałam mu ją.
-Dzięki za bluzę. I za radę w sprawie ojca.
-Nie ma za co.
-I ogólnie za wszystko.
-Ja też dziękuję że mogłem spędzić z tobą czas.
-To do zobaczenia.
-Dobranoc - przytulił mnie.
Weszłam do domu i zobaczyłam tatę siedzącego na kanapie.
-Tato muszę ci coś powiedzieć. Po pierwsze przepraszam że tak nagle wyszłam a po drugie nie chce żebyś mi już rozkazywał. Mam już 20 lat jestem pełnoletnia i mam prawo decydować o sobie. Chce słuchać One Direction i nie chce się tak dużo uczyć. Nie chcę iść na lekarza tak jak ty. Nie wiem co chce robić ale na pewno nie to. I zaczynam nowe życie. W piątek wychodzę z Louisem więc proszę nie miej nic przeciwko.
-Kochanie ja cię przepraszam to moja wina. Ja na ciebie naciskałem chciałem żebyś została lekarzem tak jak ja przepraszam ale mój ojciec też nie pozwalał mi robić tego co chciałem i myślałem że tak ma być ale zdałem sobie sprawę że nie. Dobrze pozwalam ci na wszystko i proszę tu są twoje płyty.
-Dziękuję tatusiu.
-No biegnij do siebie.
Pobiegłam do siebie umyłam się i przebrałam. Wskoczyłam do łóżka i myślałam. Kurde nie mogę w to uwierzyć Louis zaprosił mnie na randkę nie mogę w to uwierzyć. Usłyszałam piosenkę WMYB i od razu miałam przed oczami Louisa śpiewającego mi tą piosenkę. Popatrzyłam na telefon sms od Louisa.
"Hej i ja poszło z tatą? Masz już płyty?"
L.
"Hej tak mam, dobrze, uległ tak jak mówiłeś dziękuję jeszcze raz za radę ;*"
E.
"Nie ma za co. Wiedz że się uśmiecham ;P"
L.
"Oj Louis ja też ;P"
E.
"To dobrze tak ładnie wyglądasz jak się uśmiechasz."
L.
"Ty też."
E.
"Dobranoc El ;*"
L.
"Dobranoc Lou ;*"
E.
Aaaa napisał do mnie aaaaa! Oł je Louis napisał do mnie a ja się cieszę oł je! 
-A Louis do mnie napisał ten Louis ten w którym się bujam aaaa!
Wszyscy są super i mają piękne głosy ale Louis podobał mi się najbardziej od czopątku. Te jego włoski. A ten uśmiech a oczy niebieskie piękne! Zaczęłam czytań książkę ale nie mogłam się skupić cały czas miałam go przed oczami. Jego i jego uśmiech i oczy i całego jego.
Marika
-Marika wstawaj szybko - powiedziała mama zapłakanym głosem.
-Coś się stało? - przetarłam senne oczy.
-Tak chodzi o Oliwię.
-Co się stało?! - podniosłam głos miałam w głowie najgorsze myśli.
-Zajdź na dół wszystko ci powiemy.
-Dobra.
Przebrałam się szybko i zeszłam na dół stanęłam przed rodzicami.
-Mówcie szybko.
-Mamy złe wiadomości - mówiła zapłakana mama.
-Mówcie szybko.
-Oliwia potrącił samochód wczoraj jest poważnie ranna leży w śpiączce może z tego nie wyjść.
Kiszki mi skręciła w środku a moje nogi nie wytrzymały. Ugięłam się pod własnym ciężarem ale tata mnie złapał. Było mi strasznie niedobrze pobiegłam to toalety i zwymiotowałam.
-Kochanie wszystko dobrze? -zapytał tata. Wytarłam usta z moich oczu płynęły łzy.
-Dobrze? Tato chyba sobie żartujesz! - krzyknęłam.
-To dla nas też jest szok.
-Nie idę do szkoły. Źle się czu... - urwałam i znów zwymiotowałam.
-Dobrze kochanie.
Luck
No gdzie ona jest. Kurde znów się spóźnia. Drzwi się otworzyły z nich wyszła jej mama podeszła do mnie.
-Dzień dobry. - powiedziałem wesoło ale mina mi zrzedła gdy zobaczyłem smutek na jej twarzy.
-Luck Marika nie idzie dzisiaj do szkoły bardzo źle się czuje.
-Coś się stało?
-Tak. Jej przyjaciółka Oliwia miała poważny wypadek potrącił ją samochód jest w śpiączce może z tego nie wyjść Marika bardzo to przeżywa.
-Bardzo mi przykro Marika o niej wspominała.
-Tak mi też. Wiem że jesteś jej chłopakiem może przyszedłbyś po szkole?
-Po szkole nie mogę dopiero tak o 17:30.
-Dobrze a teraz idź.
-Do zobaczenia.
Odwróciłem się poszedłem do szkoły. To musi być dla Mariki szok. Potrzebuje teraz swojego chłopaka. Muszę ją rozweselić i nawet chyba wiem jak.
Marika
-Powiedzcie co się dokładnie stało. - powiedziałam już opanowanym głosem siedząc w salonie.
-Wczoraj wyszła na spacer wieczorem przechodziła przez pasy i jechał jakiś kierowca miał ponad 2 promile alkoholu jechał bardzo szybko 150 km/h i potrącił Oliwie zobaczył to jakiś przechodzień zatrzymał auto i zadzwonił po karetkę. Oliwia ma złamaną nogę rękę kilka żeber posiniaczone całe ciało rozciętną wargę i bardzo mocny wstrząs mózgi i jest w śpiączce lekarze obawiają się że może tego nie przeżyć.
-Nie to niemożliwe ona musi żyć! Czemu właśnie ona czemu nie ja czemu ona?! - zaczęłam płakać nie mogłam w to uwierzyć jakiś pijany idiota prawie zabił mi najlepszą przyjaciółkę. Ona jest dla mnie jak siostra!
-Ja muszę iść do pracy mama z tobą zostanie.
-Ok - powiedziałam gdy na chwilę zdołałam opanować płacz.
Niall
Mariki nie ma w szkole ciekawe dlaczego.
-Luck dlaczego Mariki nie ma w szkole.
-A co cię to?
-Chce po prostu wiedzieć powiesz mi czy będziesz dalej zgrywał zazdrośnika?
-Jej przyjaciółka z Polski miała wypadek jest ciężko ranna. Jest w śpiączce i może z tego nie wyjść.
-O ja pier... - powstrzymałem się. - Dobra dzięki.
-Spoko.
To ta dziewczyna z którą rozmawiałem przez telefon. Wtedy była taka szczęśliwa. Podszedłem do chłopaków.
-Dobra jest na dzisiaj takie zajebiście ważne zadanie. Musimy iść do Mariki.
-Wiesz a może sam byś poszedł do Mariki chyba się w niej bujasz - powiedział Zayn.
-Stary to nie czas na żarty. Musimy ja pocieszyć. Jej przyjaciółka leży w śpiączce miała poważny wypadek.
-O kurde dobra to od razu po szkole pójdziemy do niej. - powiedział Liam.
-No tak właśnie chciałem zrobić.
Marika
Cały dzień przesiedziałam pod kocem płacząc. To jest niemożliwe nie mogę w to uwierzyć. Dochodziłam 15 ktoś zadzwonił do drzwi mama otworzyła wpadło pięciu oszalałych chłopaków.
-Hej i jak się czujesz? - zapytał Niall.
-A jak się mam czuć moja przyjaciółka może umrzeć jak mam się czuć co?! - krzyknęłam na niego.
-Przepraszam. Wiem że to nie jest łatwe dla ciebie.
-To ja przepraszam po prostu nie myślę co robię.
Wszyscy rozsiedli się wygodnie na fotelach i wpatrywali się we mnie jak w obrazek ale miałam to gdzieś.
-Ja się o nią tak strasznie boję. Znamy się od małego pamiętam nasze pierwsze spotkanie to było na placu zabaw przez przypadek ją kopnęłam i zaczęłyśmy się szarpać. Ale się pogodziłyśmy i wtedy zawarłyśmy swoją przyjaźń. Ona jest dla mnie jak siostra to ona jest moim małym pamiętnikiem.
-Wiem co czujesz ja też kiedyś straciłem swojego przyjaciela - powiedział Louis.
-Jak miał na imię? - zapytałam.
-Kevin. - chłopaki wybuchli cichym śmiechem.
-Dużo was łączyło? - zapytałam ignorując ich.
-Tak zawsze rano mnie budził.
-Jak to?
-Kevin to mój gołąb straciłem go gdy byłem mały. - zaśmiałam się cicho.
-Louis to było marne pocieszenie - powiedział Zayn.
-Zgadzam się - poparł go loczek.
-Ale zawsze jakieś. A poza tym Kevin był moim przyjacielem.
-Lou to nie są żarty - upomniał go Liam.
-Dobrze tato.
-Nie nazywaj mnie tatą! - oburzył się Liam.
-Ale ty taki jesteś. Zawsze nas upominasz, rozkazujesz nam wszystkiego nam zabraniasz.
-Louis to się nazywa być dojrzałym. - wyprostował się dumnie Liam.
-Jesteś ode mnie młodszy i to o 2 lata!
-No i co?
-No i nie możesz mi rozkazywać ale ja tobie tak - uśmiechnął się.
-Oj Louis nie przeginaj bo poznasz mój gniew.
-Uuuu już się boję. Ciebie ty byś muchy nie skrzywdził a co dopiero mnie takiego słodkiego chłopaczka a poza tym Harry by się za mną wstawił.
-No właśnie - powiedział Harry.
-Możecie to odłożyć na potem - upomniał ich Zayn. Od razu mi o wszystkim przypomniał i się rozpłakałam.
-Ja tak bardzo za nią tęsknię! - przytuliłam się do Niall'a a on ostrożnie mnie objął. W tym momencie wszedł Luck trzymając coś w ręce. Puściłam Niall'a.
-To my się zbieramy nie będziemy przeszkadzać młodej miłości. - powiedział Louis.
Wychodzili jeden za drugim Niall wychodził ostatni zmrozili się wzrokiem i drzwi się zamknęły. Wstałam i rzuciłam się na Lucka on mnie objął i delikatnie głaskał po włosach. Tego mi właśnie trzeba było mojego chłopaka. usiedliśmy razem na kanapie.
-Przyniosłem ci coś. - pokazał elegancko zapakowane pudełeczko otworzyłam a tam był mały kawałek ciasta z galaretką.
-Dziękuję. - przytuliłam się do niego. - Luck?
-Tak.
-Ja nie chce żeby ona umarła.
-Nie umrze nie martw się wszystko będzie dobrze.
-Mam nadzieję. Ona jest kimś ważnym dla mnie.
-Wiem.
-Luck ja się załamie jak ona z tego nie wyjdzie.
-Marika - chwycił moją twarz w swoje ręce i zmusił mnie żeby popatrzyła w jego piękne niebieskie oczy - ona z tego wyjdzie jestem tego pewny nie znam jej ale na pewno jest silna.
-O tak jest.
-No więc wiesz zrobi wszystko żeby przyjść do tego kolesia i nakopać mu do dupy. - zaśmiałam się.
-A je jej w tym pomogę.
-I ja też.
Pocałował mnie lekko w usta. Włączył telewizor i objął mnie ramieniem ja przysunęłam się do niego i tak siedzieliśmy i oglądaliśmy. Przyszedł tata.
-Już jestem! - krzyknął na cały dom po Polsku - Kochanie jak się czujesz? - zapytał cały czas mówił po Polsku.
-Już lepiej Luck poprawił mi humor.
-Tak widzę. - zmierzył go wzrokiem dobrze że on niczego nie rozumiał bo bym się spaliła ze wstydu.
-Tato to jest mój chłopak i musisz to przyjąć do wiadomości.
-Tak wiem ale zawsze będziesz moją małą córeczką.
-Wiem tato.
-To dobrze. - poszedł do kuchni.
-Twój tata umie mówić po angielsku?
-Tak.
-Aha ok.
Oglądaliśmy dalej dochodziła 21.
-Dobra ja już lecę pa kochanie. - pocałował mnie w usta.
-Pa. - wyszedł.
-Mamo ja jutro idę do szkoły.
-Dobrze kochanie.
Poszłam do siebie i natychmiast zasnęłam.
**************************************
I jest 9 rozdział. Właśnie przed chwilą popsuł mi się monitor znaczy tak nie do końca ole po bokach są takie wcięcia i to mnie wkurza. Jutro dodam jeszcze jeden rozdział. Po dodaniu poprzedniego rozdziału stwierdziłam że jest za długi i wtedy sobie przypomniałam że z tego miały być dwa rozdziały no ale już trudno. Piszcie komentarze bo wiem że czytacie np. jedna moja koleżanka wiem że czyta znaczy zalega z 1 rozdziałem i ona wie że o niej mówię i powtarzałam jej 1000 razy żeby dawała komentarz ale stwierdziła że jej się nie chce. Ale i tak ją lubię ;*. No więc dodawajcie komentarze. A i piszcie wasze pomysły co bym mogła wstawić do bloga. Tydzień temu moja koleżanka podsunęła mi genialny pomysł ale nie powiem wam jaki część osób jak przeczyta to coś skojarzy to jest z życia wzięte a inny pomysł wygrzebałam z takiego jednego imagina więc podawajcie swoje propozycje może nowych ludzi postaram się to jakoś wcisnąć.

1 komentarz:

  1. MAgda Magda ;) Kocham Cie człowieczku malutki ;**
    sobrze ,że dodasz kolejny rozdział bo nie wytrzymałabym tygodnia ;)
    Coraz bardziej się w to wkręciłam ;) Jak zawsze super ;)
    Ewelajna ;**

    OdpowiedzUsuń