sobota, 12 stycznia 2013

Rozdział 21

Marika
Teraz nie tylko na biologii siedziałam z Niall'em, ale na innych przedmiotach też.
-To niedziela aktualna, tak?
-Tak. To o której mam przyjść?
-O 13.
-Dobrze będę.
***********
Niedziela już. Tylko żeby mama nie mówiła niczego głupiego na mój temat. Plis. Amelia znów siedziała zła na kanapie.
-Możesz się tak nie zachowywać?
-Jak?
-Tak. Cały czas siedzisz zła na cały świat.
-Boże odwal się ode mnie.
-A może byś się chociaż uśmiechnęła?
-Nie.
Odeszłam od niej. Przebrałam się z białą sukienkę w kwiatki i buty na obcasie i zeszłam na dół. Pomogłam mamie i zadzwonił dzwonek. Pobiegłam do drzwi. Otworzyłam je i stał tam Niall.
-Hej wejdź.
-Hej.
Pocałował mnie delikatnie w usta.
-Chodź. - chwyciłam go za rękę i pociągnęłam za sobą do stołu.
-Dzień dobry. - przywitał się z moimi rodzicami.
-Dzień dobry. - odpowiedzieli mu.
Usiedliśmy do stołu mama podała obiad. Zjedliśmy i tata zaczął wypytywać Niall'a.
-To może powiesz nam coś o swojej rodzinie.
-Dobrze. No więc mój tata nazywa się Bobby, a mama Maura i mam jeszcze starszego brata Greg'a.
-A gdzie wcześniej mieszkałeś?
-W Irlandii w mieście Mullingar.
-Mamuś ja nic nie rozumiem! - Zuzia się rozpłakała, a Niall na nią popatrzył i się uśmiechnął.
-Tatuś się pyta Niall'a gdzie wcześniej mieszkał i jakich ma rodziców.
-Aha. A mogę go o coś zapytać?
-Jasne kwiatuszku a o co?
-Czy kocha Marikę.
-No więc tak Do you love Marika.
-Ok. Do you love Marika? - zapytała go.
-Yes. I love Marika.
-Powiedział, że ją kocha..
-To super. - klasnęła w ręce. - A czy zaśpiewa nam coś.
-Zuziu to za chwilkę teraz odnieś swój talerz.
-Dobrze.
Wstała i odeszła od stołu razem z mamą i wróciły po paru minutach. Podeszła do Niall'a i usiadła mu na kolanach.
-Can you sing a song? - zapytała patrząc się na niego.
-Tak. - powiedział po Polsku o Boże on umie mówić coś po Polsku, ale fajnie. - To co zaśpiewać? - zapytał mnie.
-Nie wiem może WMYB.
-Ok.
-Co zaśpiewa?
-What Makes You Beautiful.
-A co to znaczy?
-Co sprawia, że jesteś piękna.
-Pędzie śpiewał, że ty jesteś piękna?
-Nie, że ty jesteś piękna.
-No to niech zaczyna.
-Możesz zacząć. I wiesz jak będziesz śpiewał, że jest piękna to popatrz na nią dobra?
-Spoko. - uśmiechnął się i zaczął śpiewać.
Zuzia cały czas się na niego patrzyła. Skończył i zaczęła klaskać.
-No przecież mu się należy.
Zaczęliśmy wszyscy klaskać. Amelia cały czas siedziała zła na cały świat w końcu nie wytrzymałam.
-A ty co nic nie powiesz?
-A co mam mówić?
-Cokolwiek.
-Spadaj.
Wyszła z salonu i poszła do siebie.
-Ja po nią pójdę. - ruszyłam do jej pokoju.
Zapukałam.
-Mogę?
-Nie, idź stąd.
Weszłam i usiałam na łóżku.
-Co ci się ostatnio dzieje?
-Nic idź stąd.
-Nie póki mi nie powiesz co się dzieje.
-Nie powiem ci.
-A wiesz szkoda no bo ktoś w końcu musi powiedzieć rodzicom co stało się z tym ich ulubionym wazonem.
-Nie powiesz im.
-Sprawdź mnie.
-Dobra, ale nie mów tego nikomu.
-No może, gadaj.
-No bo się chyba zakochałam.
-A w kim ładny jest?
-No jest mały problem bo to jest Niall. - położyła się na łóżku twarzą do poduszki ja zaczęłam się śmiać.
-Nie zakochałaś się w nim tylko tak ci się wydaje wiem coś o tym po prostu jesteś zauroczona.
-A ty skąd wiesz?
-No bo każdy tak ma każdy w twoim wieku też tak miałam. Pamiętasz naszego sąsiada Szymona?
-No tak coś pamiętam.
-No to on też miał wtedy 19 lat i też tak miałam po prostu myślałam, że on jest idealny, perfekcyjny tylko jak się do mnie odezwał 'cześć' albo zapytał się 'gdzie są rodzice' czy 'jak tam w szkole' to ja byłam po prostu najszczęśliwszą osobą na świecie. W głowie po nocach układałam sobie plan jak będziemy żyć, że się pobierzemy, będziemy mieć dzieci i takie tam. Ty pewnie myślisz teraz, że Niall jest idealny wymarzony chłopak i po prostu.
-No tak. Ale sama mówiłaś, że jest idealny.
-Mówiłam tak bo jest moim chłopakiem i go kocham.
-Dobra już taka nie będę.
-No mam nadzieję.
Wyszłam z pokoju i poszłam do salonu.
-No i co z nią? - zapytał tata po Polsku.
-Zauroczyła się w Niall'u.
-Naprawdę?
-Tak. Po prostu tak już jest nie zrozumiecie tego.
Podeszłam do Niall'a Zuzia dalej siedziała mu na kolanach.
-Niall bo Amelia wiesz przeżywa takie jak by to nazwać... no się w tobie zauroczyła.
-Serio? - wybuchł śmiechem.
-Nie śmiej się. Może byś poszedł do niej i pogadał?
-To raczej kiepski pomysł. Co mam jej powiedzieć?
-No nie wiem, ale pogadaj z nią wiem jak to jest.
-Taż tak miałaś?
-Tak. A ty nie?
-Nie no miałem i to było koszmarne.
-No to pogadaj z nią powiedz, że jej przejdzie.
-No ok.
Amelia
Ktoś zapukał do mojego pokoju.
-Proszę.
Odwróciłam się w stronę drzwi i byłam pewna, że to znów Marika, ale to nie ona to... Niall. Po co on tutaj przyszedł. Powiedziała mu, zamorduje ją.
-Hej.
-Hej.
Usiadł na moim łóżku.
-No to słyszałem od Mariki czemu byłaś taka zła.
-Yhym...
-No i wiesz chciałem z tobą pogadać. Tylko wiesz ja nie jestem w tym dobry to już mówię.
-Spoko. - zaśmiałam się.
-No to wiem jak się teraz czujesz bo też miałem taką sytuację
-Serio?
-No tak też byłem w twoim wieku i wiesz miałem gorzej.
-Jest coś gorszego od chłopaka twojej siostry?
-Jest bo on nie jest twoją rodziną. Jak byłem w twoim wieku no to coraz bardziej zaczęły mnie interesować dziewczyny no i w Irlandii obchodzi się święto św. Patryka i wtedy cała moja rodzina przyjechała i się zaczęło. Wszyscy byli ubrani na zielono i była tam moja kuzynka miała wtedy 19 lat jak ją zobaczyłem to myślałem, że odlecę wyglądała super. Zielona sukienka, zielone buty i cała była ubrana na zielono. No i w pewnym momencie wyszła z domu i usiadła przed nim na ławeczce to poszedłem za nią. No i rozmawialiśmy normalnie jak kuzynostwo szkoła, stopnie i takie tam no i w pewnym momencie chciałem ja pocałować. A ona wtedy "Co ty robisz?" no a ja "Podobasz mi się" ona zaczęła się śmiać, a ja nie wiedziałem o co chodzi i ona też opowiedziała mi swoją historię i powiedziała, że mi przejdzie no i przeszło. To było tylko takie chwilowe nic więcej. Wiesz wtedy myślałem, że ona jest cudowna, że nikogo innego takiego nie ma na świecie, że jest idealna, ale mi przeszło.
-No to miejmy nadzieję, że mi też przejdzie.
-Spoko przejdzie ci.
-Dzięki.
-Nie ma za co. Tylko nie mów tego nikomu to będzie taka nasza mała tajemnica.
-Jasne.
Wyszedł z pokoju.

Sara
Dzisiaj moje urodziny w weekend w końcu. Byłam z Harry'm umówiona na spacer wyszłam z domu a on na mnie czekał.
-Hej skarbie.
-Hej. - pocałował mnie delikatnie.
-Chodź pospacerujemy sobie.
Wziął mnie za rękę i poszliśmy do parku. Rozmawialiśmy cały czas, ale ani razu nie doszedł do tematu moich urodzin. Stanęliśmy pod wielkim pięknym zielonym drzewem.
-Już miesiąc jesteśmy razem. - przypomniał.
-Wiem.
-A dzisiaj są twoje urodziny i mam coś dla ciebie.
-Nie trzeba.
-Trzeba.
Wyciągnął z kieszeni pudełeczko otworzyłam je był w nim naszyjnik z jedną połową serca i napisane w nim "Harry".
-A gdzie druga połówka? - spytałam.
-Tutaj. - pokazał swój naszyjnik była w nim druga połowa serca i napisame "Sara".
Złączyliśmy dwie połówki ze sobą "Harry +Sara" taki był napis.
-Harry to jest piękne. - rozpłakałam się.
-Daj. - wziął ode mnie naszyjnik i zapiął mi go na szyi.
-Harry dziękuję ci.
-Proszę. - pocałował mnie namiętnie w usta. -Kocham cię. - szepnął mi do ucha.
-Ja ciebie też.
-Mam dla ciebie coś jeszcze. Zabieram cie do kina, ale nie tutaj musimy tam dojechać pociągiem.
-Dobrze.
Poszliśmy na stację wsiedliśmy do pociągu. Trzymaliśmy się za ręce. W pewnej chwili zobaczyłam, że jakaś starsza kobieta się na nas patrzy.
-Harry patrz. - powiedziałam szeptem. - Albo jest twoją fanką albo jej coś nie pasuje.
-Coś czuje, że to drugie. Chce patrzyć to niech patrzy, a my dajmy jej lepsze widowisko.
-Co masz na myśli?
-Pokarzemy jej na co nas stać.
Przybliżył się do mnie i zacząłmnie całować. Przeszedł na szyję. Czułam jak wsuwa swoją rękę pod moją bluzkę. W końcu przestał i puścił mnie przodem bo mieliśmy wychodzić. Przechodziliśmy obok tej kobiety i złapał mnie za tyłek kobieta na mnie popatrzyła z otwartymi ustami. Wyszliśmy i pociąg pojechał dalej.
-Ale miała minę. - zaśmiał się Harry.
-No, a jak się na mnie popatrzyła.
-Jakby nigdy czegoś takiego nie widziała.
-No, a może nie widziała.
-Może.
Poszliśmy na jakąś premiere filmową był super. Wyszłam naładowana energią.
-I jak podobało się? - spytał loczek.
-Jasne. Super.
-No to wracamy.
-Ok.
Wróciliśmy i poszliśmy do ich domu. Wszyscy siedzieli na kanapie, a ja z Harry'm poszłam do niego.
-Pochwalimy się twoim prezentem.
-Okej.
Zayn
Wszystko układało się świetnie ja i Parrie jesteśmy ze sobą szczęśliwi chłopaki też. Nasza płyta już wyszła w całości, trasa koncertowa zaplanowana wszystko idealnie aż do pewnego wieczoru.
-Fajna ta impreza! - krzyknął Harry.
-No Josh dobrze wszystko zorganizował.
-No w końcu jego urodziny.
Puścili wolną piosenkę.
-Perrie zatańczysz?
-Z chęcią.
Ruszyliśmy na parkiet. Położyłem swoje ręce na jej talii, a ona swoje zaplotła na moim karku. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Przytuliła się do mnie i oparła głowę o moją klatkę piersiową.
-Coś się stało? - zapytałem.
-Nie tylko zmęczona jestem zaraz idę do domu.
-Czemu jesteś zmęczona?
-Amber jest chora ma gorączkę i budzi się w nocy i płacze więc muszę ją uspokajać.
-No, a rodzice?
-Oni też wstają, ale wole ich nie budzić bo do pracy muszą być wyspani.
-Aha.
Piosenka się skończyła.
-Ja już idę.
-Czekaj pójdę z tobą.
-Nie zostań baw się to są urodziny Josh'a a nie codziennie twój przyjaciel ma urodziny.
-Na pewno?
-Tak ja pójdę sama.
-To odprowadzę cię do drzwi.
-Dobrze.
Chwyciłem ją za rękę i wyszliśmy na zewnątrz.
-To pa.
-Pa kochanie. Kocham cię.
-Ja ciebie też. - pocałowała mnie i ruszyła przed siebie.
Już miałem wchodzić do środka i usłyszałem pisk i natychmiast się obróciłem. Parrie leżała na ziemi podbiegłam do niej szybko.
-Parrie. Parrie jesteś tu? - otworzyła oczy.
-Co się stało?
-Zasłabłaś dobrze się czujesz?
-Nie. Niedobrze mi.
-A co jadłaś? - podnosiłem ja powoli z ziemi.
-Em... w sumie to nic tylko to piwo.
-Perrie piłaś piwo na pusty żołądek? Dziewczyny czy ty oszalałaś?
-Nawet o tym nie myślałam.
-Dasz radę iść?
-Tak.
-Odprowadzę cię.
-Nie trzeba pójdę sama. Zostań impreza jest super.
-Nie ma mowy idę z tobą. Ja później wrócę nie martw się o mnie.
Chwyciłem ją za rękę i szliśmy. W pewnym momencie znów zasłabła, ale ją chwyciłem.
-Perrie. Perrie obudź się.
-Jestem już.
Oczy miała do połowy zamknięte. Wziąłem ją na ręce.
-Zayn przestań przecież mogę iść.
-Perrie wyglądasz jak byś miała 2 promile nie pójdziesz sama.
-Ale nic mi nie jest wiem co się dzieje. Puść.
-Nie Perrie znów zasłabniesz.
-No dobrze.
Szliśmy w ciszy.
-Zayn?
-Tak?
-Wiesz, że cię kocham? Choćbyś zrobił coś głupiego ja dalej będę cię kochała.
-Ja ciebie też.
-Zayn?
-Tak?
-Spać mi się chce.
-To śpij.
-Kocham cię. - szepnęła niemal niesłyszalnie.
-Ja ciebie też. - pocałowałem ją w czoło, a ona oparta o moją pierś momentalnie zasnęła.
Doszedłem do jej domu. Zapukałam otworzyła jej mama.
-Dobry wieczór ja jestem Zayn Malik jestem chłopakiem Perrie.
-Tak wiem Parrie o tobie dużo mówiła. - popatrzyła na nią. - Coś się jej stało?
-Nie wszystko okej tylko mówiła, że przez siostrę nie sypia dobrze.
-Tak to prawda Perrie cały czas się nią zajmuje jak nas nie ma.
-No i ona za zmęczenia zasłabła dwa razy więc ją przyniosłem musi się wyspać.
-Dobrze dziękuję ci zanies ją do jej pokoju ostatnie drzwi po prawo.
-Dobrze.
Zaniosłem ją do łóżka pocałowałem na dobranoc i wyszedłem.
Impreza trwała dalej.
-Zayn gdzie Perrie? - zapytała Marika.
-Źle się czuła zaniosłm ją do domu.
-Ale wszystko dobrze?
-Tak spać jaj się chciało i poszła już.
-Okej.
Znów wolna piosenka szkoda, że nie ma Perrie. Usiadłem do stolika i piłem piwo.
-Przepraszam cię. - Odwróciłem się. - Hej jestem Ola i jestem twoją fanką mogłabym z tobą zatańczyć?
-Hej, tak jasne.
Ruszyliśmy na parkiet. Żeby tylko nic się Perrie nie stało.
-Słuchasz mnie?
-Co? Przepraszam zamyśliłem się.
-Dasz mi swój autograf?
-Tak jasne.
-A zdjęcie moge sobie z tobą zrobić?
-Tak.
-Czemu jesteś smutny?
-Nie ważne.
-Dobrze jak nie chcesz to nie mów.
-Życie prywatne.
-Aha rozumiem.
Piosenka się skończyła dałem jej autograf i zrobiła sobie zdjęcie. Reszty wieczoru nie pamiętam bo byłem pijany.
***miesiąc później***
Perrie
Siedziałam u Zayn'a i oglądaliśmy film. Nagle ktoś zadzwonił do drzwi Zayn je otworzył weszła jakaś dziewczyna.
-Hej.
-Cześć, a my się znamy?
-Pewnie mnie nie pamiętasz miesiąc temu na urodzinach Josh'a poznaliśmy się.
-A tak już pamiętam. To coś się stało?
-No w zasadzie to tak. Jestem w ciąży.
-I dlaczego z tym przychodzisz do mnie?
-Bo jestem z tobą w ciąży.
-Co? - pierwsza zareagowałam.
-Nie Perrie to jest nieprwada ona kłamie.
-Zayn to jest prawda jestem z tobą w ciąży.
-Jak mogłeś! Jak mogłeś mnie zdradzić?! - sprzedałam mu liścia.
-Perrie to nie jest prawda napewno nie.
-Mówiłeś, że mnie kochasz! Że zrobiłbyś dla mnie wszystko! A teraz, teraz to?! Pieprzyłeś jakąś... jakąś... jak mogłeś?! 
-Perrie kocham cię!  Zależy mi na tobie wysłuchaj mnie.
-Nie, już dużo powiedziałeś. Nie dzwoń, nie pisz, nie odzywaj się do mnie, nie rozmawiaj ze mną, zostaw mnie samą zrywam z tobą. - już miałam wyjść, ale on chwycił mnie za rękę.
-Perrie kocham cię a wtedy tej samej nocy mówiłaś, że nawet jak bym zrobił coś głupiego dalej będziesz mnie kochać.
-Ale nie aż tak głupiego miałam na myśli, a zresztą nie ważne.
-Perrie kocham cię.
-Zayn ja też cię kocham, ale nie sądzę, że będę mogła ci to wybaczyć.
Wyszłam z jego domu i płakałam.
-Perrie kocham cię! - krzyknął.
Nie odwróciłam się. Jak on mógł mi to zrobić. Zdradził mnie jeszcze w dodatku z jakąś fanką nie mogłam w to uwierzyć.Biegłam przed siebie stanęłam pod Mariki domem zawahałam się jeszcze, ale zapukałam. Otworzyła jej mama.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry. Perrie coś się stało?
-Tak jest Marika?
-Tak jest u siebie.
-Dziękuję.
Szłam do jej pokoju.
-Perrie! - usłyszałam Zuzię. Mówiła coś po Polsku nie rozumiałam jej. Pokazała na łzy domyśliłam się, że pyta dlaczego płaczę. Nie umiałam jej tego wytłumaczyć. W ręku miała kartkę i długopis wzięłam je i narysowałam złamane serce i jej podałam. Popatrzyła na mnie i mnie przytuliła. Weszłam do pokoju Mariki.
-Hej Parrie czemu płaczesz?
-Hej, Zayn.
-Co Zayn? - zapytał Niall.
-On mnie zdradził! Z jakąś fanką. Ja go tak strasznie kocham. - wybuchłam płaczem i przytuliłam się do Mariki.
-Jak to zdradził? - zapytal Niall.
-Normalnie ma dziecko z inną.
-Chyba sobie żartujesz.
-A wyglądam?
-Dobra ja idę z nim pogadać.- wyszedł z pokoju.
-Perrie jak to się stało?
-Byłam u niego i zadzwonił dzwonek on otworzył i ta dziewczyna powiedziała mu, że na urodzinach Josh'a zaszła z nim w ciążę. Rozumiesz to tylko jeden raz zostawiłam go samego, a on już to wykorzystał. Zarwałam z nim.
-Co? Perrie jesteś tego pewna on... on cię kocha.
-Ja też go kocham. Ale Marika co ty byś zrobiła gdybyś była na moim miescu nie zerwałabyś z Niall'em?
-Pewnie masz rację. Ale na pewno tego chcesz? Nie chcesz z nim być?
-Marika jak to ma wyglądać? Ja, on, jego dziecko i ona? Posłuchaj jak to brzmi to jest niewykonalne.
-Tak mi przykro. Wydawało mi się, że Zayn by czegoś takiego nie zrobił on był dla ciebie taki dobry ile razy mi mówił, że naprawdę cię kocha, że nie tak, że jak jakiś smarkacz, ale naprawdę z czystego serca.
-Marika ja też go kocham, ale to co zrobił jest niewybaczalne.
Zayn
Siedziałem i nie mogłem w to uwierzyć. Narazie nie chciałem tego słuchać ona siedziała cicho. W końcu wpadł Niall.
-Zayn coś ty zrobił?
-Niall ja nic nie zrobiłem. Ja nie wiem...
-Dobra spokojnie. Jak to się stało? - zapytał Olę.
-No więc najpierw ja do niego podeszłam i zapytałam się czy ze mną zatańczy i się zgodził dał mi autograf i zrobiłam sobie z nim zdjęce.
-To pamiętam, ale nie pamiętam, że później cię spotkałem.
-Byłeś mocno pijany ja sobie spokojnie tańczyła i ty podszedłeś i zacząłeś ze mną tańczyć. Czuć było od ciebie alkohol i to bardzo ostro. W pewnym momencie zacząłeś się przystawiać. Całowałeś mnie i wyszliśmy  no i zaszłam z tobą w ciążę.
-Sory, że się wtrącam wiem, że Zayn robi różne głupie rzeczy, ale nie sądzę żeby się posunął do czegoś takiego. A poza tym cały czas miałem go na oku.
-No to najwidoczniej nie cały czas.
-Dobra, a jak się zorientowałaś, że jesteś w ciąży?
-No nie wiem czy wiesz, ale dziewczyny mają coś takiego jak okres.
-No to zrobiłaś test tak?
-Tak.
-I...?
-No była uśmiechnięta buźka.
-Pokażesz?
-Myślisz, że go nosze ze sobą? Nie mam go, wyrzuciłam.
-No to znaczy, że zrobisz następny.
-Jasne i wam przyniosę.
-No to do ginekologa też pójdziesz z Zayn'em.
-Do ginekologa? Przecież nic jeszcze nie będzie widać.
-A skąd wiesz może będzie.
-No dobrze pójdę jak będzie trzeba. - mówiła cała zdenerwowana zaskoczyło mnie to trochę. - To ja już pójdę.
Wyszła.
-Niall to nie może być prawda. Ja tego nie zrobiłem ja jestem pewien. Ja tego nie zrobiłem przecież Perrie, ja ją kocham.
-Zayn uspokój się. Wyjaśnimy to.
-Pomożesz mi?
-Jasne jesteśmy przyjaciółmi. Ja ci wierze jak mówisz, że tego nie zrobiłeś.
-Dzięki. Perrie ze mną zerwała.
-Jak to?
-Powiedziała żebym nie dzwonił, nie pisał, nie rozmawiał z niż żebym jej dał spokój i powiedziała, że ze mną zrywa.
-Przykro mi, ale chyba każdy by tak zareagował.
-Musimy coś z tym zrobić.
-Dobra na początek test musi nam go pokazać.
-Okej.
-Masz do niej numer czy coś?
-Podała adres. - podsunąłem mu pod nos kartkę z adresem.
-To idziemy kupić test i do niej musi zrobić ten test.
-Dobra.
Wyszliśmy i poszliśmy do najbliższego supermarketu. Sprzedawczyni dziwnie się na nas patrzyła jak to kupowaliśmy  Poszliśmy szybko do jej domu. Zadzwoniłem otwarła starsza kobieta pewnie jej matka.
-Dzień dobry jest Ola.
-Dzień dobry tak. Ola do ciebie.
Zaraz zbiegła po schodach.
-O to ty. - popatrzyła na mnie z uśmiechem. - A on po co tu? - wskazała Niall'a.
-Żebym nie zrobił czegoś czego będę żałować.
-Skrzywdziłbyś matkę swojego dziecka?
-Nie, ale mógłbym coś innego zrobić.
-Wejdziecie?
-Nie mu tu tylko na chwilę. - wyjaśnił Niall. - Zrób test chcemy mieć pewność.
-Nie chce mi się.
-To niech ci się zachce zrób go.
-Nie czaisz siku mi się nie chce.
-Jak go zrobisz to masz go nam przynieść.
-Dobrze.
Wyszliśmy z jej domu. Dotarliśmy do siebie. Położyłem się spać. Obudził mnie dzwonek pobiegłem do salonu i otworzyłem.
-Proszę masz test tak jak chciałeś. - podała mi test. Wynik pozytywny. - To kiedy wizyta u lekarza?
-Jak najszybciej załatw na jutro.
-Dobra.
Poszedłem do Niall'a.
-Patrz. - pokazałem mu test. - Widzisz? Jest w ciąży.
-Nie dobrze.
-Mi to mówisz?
-Ja mam dopiero 19 lat przecież ja i dziecko?!
-Dobra spokojnie coś wymyślimy jak zawsze.
Wyszedłem do siebie. Nie umiałem usiedzieć zostawiłem test na komodzie i wyszedłem z domu. Chodziłem bez sensu w kółko aż podszedłem pod dom Perrie. Chciałem zadzwonić, ale w ostatniej chwili się powstrzymałem i odszedłem.
-Zayn czekaj. - odwróciłem się i to była Ola. - Jutro o 10 mamy wizytę u ginekologa.
-Dobra.
-Czekaj. A co teraz zrobimy?
-Zrobimy? Nie ma nas! Myślałaś, że teraz będziemy szczęśliwą rodzinką? To się myliłaś. Ja kocham Perrie i chce z nią być, a ty mi w tym nie przeszkodzisz dziecko będzie moje i będę się nim zajmował, ale nie będziemy razem.
-Jak to sobie wyobrażasz? Tatuś tylko w weekendy będzie zabierał dziecko?
-Jak ci się nie podoba to mogę go w ogóle nie widywać.
-Zayn on musi mieć rodziców.
-Będzie miało, ale ich rodzice nie będą razem.
Odeszłam od niej wróciłem do domu. było już późno poszedłem spać. Obudziło mnie pukanie.
-Zayn wstawaj idziemy. - pośpieszył mnie Niall.
-Już.
Wstałem ubrałem się i wyszedłem w salonie ona już czekała.
-No to idziemy. - powiedział Niall.
-Idziemy? Ty po co? - zapytała.
-Bo chce żeby tam był jest moim przyjacielem. - wyprzedziłem go.
-No dobra.
Dotarliśmy do lekarza i wszedłem z nią Niall musiał zostać na korytarzu.
-Dzień dobry w czym mogę pomóc? - odezwał się lekarz.
-Dzień dobry przyszliśmy na wizytę i upewnić się czy na pewno będę miała dziecko.
-Dobrze niech się pani rozbierze i położy tutaj.
-Dobrze.
******************************************************
No i jak? Zaskoczenie? Pewnie tak. Tak mnie natchnęło po oglądnięciu Juli. Piszcie czy się podoba. A i jeszcze jedno to jest adres mojego nowego bloga: http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/ on będzie z imaginami nie tylko o One Direction pierwszy będzie o piłkarzu powinien się ukazać ok. 15 zachęcam do czytania. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz