sobota, 24 listopada 2012

Rozdział 11

-Hej mamo.
-Hej. Nie widziałam z tobą Lucka.
-Nie jesteśmy już razem.
-Jak to?
-Tak to. Zarwałam z nim.
-Czemu?
-Stwierdził że spałam z Niall'em i cały czas był zazdrosny więc z nim zerwałam.
-Tak mi przykro.
-Nie potrzebnie sam sobie na to zasłużył. Mamo mogę iść dzisiaj do chłopaków proszę.
-Marika pamiętaj że masz szlaban.
-Mamo proszę muszę z kimś pogadać.
-No dobrze.
-Dziękuję.
Poszłam do siebie zrobiłam zadania i napisałam do Niall'a.
"Hej mam pytanie."
M.
"Hej no jakie?"
N.
"Mogę przyjść z Parrie?"
M.
"Jasne. Zayn się ucieszy."
N.
"Ok dzięki to będziemy o 17."
M.
"Ok."
N.
Napisałam teraz do Parrie.
"Hej. Idziesz ze mną do chłopków proszę."
M.
"Mogę iść nie mam nic do roboty."
P.
"To o 16:45 być w parku."
M.
"Ok."
P.
Był czwartek jutro piątek i weekend w końcu. 
Sara
Siedziałam na kanapie i oglądałam film tata był w pracy a mama w kuchni. A brat, a jego nigdy nie było. Nagle usłyszałam, że coś się roztłukło  Pobiegłam szybko do kuchni mama leżała na podłodze a obok niej był roztłuczony talerz.
-Mamo! Mamo co ci się stało? - nie odpowiadała. Zadzwoniłam na pogotowie. Przyjechało szybko i ją zabrało ja jechałam razem z nimi, płakałam. - Co się dzieje?
-Twoja mama zasłabła. Jadła dzisiaj coś?
-Tak ze mną śniadanie i obiad.
-A widziałaś żeby się źle czuła.
-Nie ale mówiła że od paru dni kręci jej się w głowie.
-Dobrze a gdzie twój tata?
-W pracy.
-A masz rodzeństwo?
-Tak mam starszego brata ale on z nami nie mieszka. Wyprowadził się ma już dziecko.
-Dobrze podasz nam do nich numery.
-Dobrze.
Dojechaliśmy do szpitala mamę wzięli do sali i podłączyli pod kroplówkę. Po 30 min przyjechał tata i Daniel.
-Co się stało? - zapytał tata.
-Mama zasłabła.
-Nic jej nie jest? - zapytał Daniel.
-Nagle zaczęło cię wszystko interesować? Jak się ulotniłeś z domu to znaku życia nie dawałeś, a teraz wielce syn się znalazł.
-Nie rozumiesz, że mam dziecko!
-Jak się jest głupim i nie wie co to jest gumka.
-Ty szczylu parę lat temu w pieluchach biegałaś a ja cię musiałem niańczyć a teraz tak się odpłacasz?
-Spokój! Nie kłóćcie się.
Przyszedł lekarz.
-Nie mam dobrych wiadomości. Zrobiliśmy badania. Ma raka płuc.
-Jak to raka płuc? - zapytał Daniel.
-Pali?
-Nie moja żona nie pali ale ja tak.
-Widzi pan pana organizm jest odporny na papierosy ale pana małżonki nie, jest biernym palaczem. Tak samo pana dzieci. Im nic zapewne nie jest ale mana żona tego nie wytrzymała i ma raka płuc. Dajemy jej najwyżej 2 miesiące rak się poważny jest już on długo tylko wcześniej nie było objawów.
-Czyli że ona umrze? - zapytałam.
-Niestety ale tak. Bardzo mi przykro.
Lekarz odszedł a ja przytuliłam się do taty i Daniela.
-Tato mama umrze.
-Wiem ale poradzimy sobie.
To był dla mnie szok mama umrze i to za 2 miesiące to znaczy że raka ma już bardzo długo. Ona nie może umrzeć nie teraz ja jestem jeszcze dzieckiem.Przyjechaliśmy do domu mama została w szpitalu. Nie chciałam żeby ona umarła. Wyszłam na spacer do parku. Usiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać. Nic nie mogłam zrobić nic! Wstałam i szłam przed siebie z głową wbitą w kamienną dróżkę. Płakałam i dobiłam do kogoś podniosłam głowę.
-Patrz jak chodzisz baranie!
-Ups sory. O to ty.
-Harry co ty tu robisz?
-Spaceruję. A ty?
-Też.
-A te łzy od czego chyba nie przywaliłaś tak mocno.
-Nie to nie przez ciebie.
-To od czego jeśli można zapytać.
-Nie chce o tym mówić. - łzy zaczęły mi coraz szybciej spływać po policzkach on wyciągnął chusteczki i podał mi wzięłam jedną i wytarłam twarz.
-A może powiesz?
-Mama mi umiera! - usiadłam na ławeczce i zaczęłam płakać a on stał i się na mnie patrzył zamurowało go. - Powiesz coś czy tak będziesz stał?
-Nie wiem co powiedzieć. Przykro mi. - usiadł obok mnie.
-Okazało się że ma raka płuc. Dzisiaj zasłabła zadzwoniłam po pogotowie i zabrali ją i przez to że tata pali ona ma raka. - wyjąkałam płacząc. - Dają jej tylko 2 miesiące.
-Strasznie mi przykro - poklepał mnie po plecach.
-Mogę się do ciebie przytulić? - zapytałam zapłakanym głosem.
-Jasne. - objął mnie a ja jego od razu przypomniała mi się mama jak mnie coś bolało to mnie przytulała. Jeszcze bardziej zaczęłam płakać poplamiłam mu całą koszulkę.
-Dobra ja już muszę wracać tata nie wie że wyszłam z domu. - mówiłam zapłakanym głosem wstając.
-Idziesz w tą stronę? - pokazał palcem.
-Tak.
-To cię odprowadzę.
-Nie, nie trzeba.
-Ale ja też tam idę więc spoko.
-Ok.
Odprowadził mnie pod drzwi.
-Hej będzie dobrze. - powiedział gdy już wchodziłam do domu.
-Miejmy taką nadzieję.
-Cześć.
-Pa - puścił mi oczko i zamknęłam drzwi.
-To wszystko przeze mnie. To ja doprowadziłem do tego, że ma raka to moja wina. - usłyszałam jak tata coś szepcze pod nosem i płacze.
-Tato wszystko ok? - zapytałam.
-To przeze mnie mama umrze to przez te cholerne papierosy!
-Tato to nie przez ciebie.
-Właśnie że tak Sara to moja wina. Zrozum gdybym nie palił mama by tu z nami była.
-Tato nie mów tak.
-Sara ale taka jest prawda.
Rozpłakałam się i pobiegłam do swojego pokoju. Leżałam na łóżku twarzą do poduszki i płakałam.
Marika
Wyszłam z domu i poszłam do parku. Parrie na mnie czekała podeszłam do niej.
-Już jestem.
-To dobrze.
-No idziemy.
Doszłyśmy w 10 min i zadzwoniłyśmy do drzwi. Otworzył Zayn.
-Hej wchodźcie.
-Hej.
-Hej.
Usiadłam na kanapie a obok mnie Perrie i Niall.
-No to słucham. Co masz mi do powiedzenia?
-To on zaczął. - powiedział szybko.
-Niall mów jak było.
-No dobra - westchnął ciężko. - Jak wyszłaś ze szkoły to on mi powiedział, że mam przyjść do parku no to poszedłem. On przyszedł no i on pierwszy mnie walnął no to mu oddałem no i to jakoś się tak złożyło no i później mówił, że ty go zdradziłaś ze mną zaczął krzyczeć, że nigdy ci tego nie wybaczy no to jakoś tak się stało że znowu mu przyłożyłem no i przyszli chłopaki no i mnie od niego odciągnęli.
-Niall co ci strzeliło do głowy?
-Co mi strzeliło? Oczernił ciebie i przy okazji mnie przed całą szkołą. Co miałem to tak zostawić?
-Wisz co tak zapewne by zrobił mężczyzna.
-No przykro mi że nie jestem jeszcze wystarczająco dojrzały. Marika po prostu nie pozwolę żeby ktokolwiek tak traktował jakąkolwiek dziewczynę.
-Dobra.
-No nie źle - powiedziała Parrie.
-Gdybyś widziała Lucka. - powiedział Zayn.
-Co trząsł się ze strachu i mówił "nie rób mi krzywdy mam taką ładną buźkę"?
-Haha dobre albo "tato ratuj on mnie uderzył".
Zaczęli się śmiać. Wszystkie oczy zostały zwrócone na nich. Parrie się na wszystkich popatrzyła.
-Co? Czy tylko ja z Zayn'em mamy tutaj poczucie humoru?
-No właśnie.
-Dobra tylko my tu się zgadzamy ze sobą.
-No wy jesteście jacyś sztywni - podsumował Zayn.
Po 3h godzinach wyszłyśmy. Weszłam do domu i poszłam do siebie zasnęłam szybko.

Wyszłam do szkoły Luck też wychodził poczekałam na niego. Na przywitanie sprzedałam mu siarczastego liścia.
-To za to że mnie ośmieszyłeś przed szkołą - walnęłam go drugi raz - to za to że nazwałeś Niell'a dupkiem - już miałam go uderzyć 3 raz ale chwycił moją rękę więc walnęłam go drugą - a to za to że się z nim biłeś!
-Marika wiem debil ze mnie przepraszam. Co mam zrobić nie mogę cofnąć czasu a chciałbym. Chciałbym znów być z tobą i móc cię pocałować jeszcze raz. Przytulić cię jeszcze raz ale to niemożliwe. - łza poleciała mi po policzku.
-Luck sam tego chciałeś. Mogliśmy być szczęśliwi ale to co wtedy powiedziałeś to było okropne. Wiesz jak ja się wtedy czułam jak margines społeczeństwa.
-Marika przepraszam cię. A co z piosenką?
-Nie wiem ale po tym co zrobiłeś nie sądzę żebym chciała ją śpiewać.
-Ja wiem że nie chcesz mnie widzieć ale zaśpiewajcie ją ona jest super i wy ją naprawdę super śpiewacie - podał mi płytę. - Zrozumiem gdy nie będziecie chciały jej zaśpiewać.
-Luck dziękuję ale ona mi będzie przypominać o tobie.
-Weź ją proszę.
-Dobra - chwyciłam płytę i schowałam to torby.
Ruszyłam przed siebie. Weszłam do szkoły nikt nic nie mówił w końcu. Poszłam do swojej szafki.
-Bu!
-Jezus Perrie nie strasz mnie chcesz żebym zawału serca dostała?
-Nie jestem po prostu tak naładowana energią.
-No to chyba ją zaraz stracisz. Rozmawiałam z Luckiem i dał mi to - wyjąłem płytę - to jest piosenka ta którą razem napisaliśmy.
-No i co robimy?
-Nie wiem.
-Wiesz piosenka jest nie zła.
-Wiem ale przypomina mi o nim. Musze się zastanowić.
-Dobry pomysł.
Louis
Lekcje się skończyły. Napisałem do Eleanor.
"Hej pamiętasz o naszej randce?"
L.
"Hej tak pamiętam."
E.
"To dobrze. To o 18 będę pod twoim domem dobrze?"
L.
"Dobrze."
E.
No super. Mam nadzieje, że się wszystko uda. Przebrałem się w czarne dżinsy, bordową koszulkę, czarne vansy i czarną skórzaną kurtkę. Postawiłem włosy na żelu i zszedłem na dół.
-No i jak wyglądam? - zapytałem.
-No super. A po co się tak ubrałeś? - zapytał Harry.
-Idę na randkę.
-Jak to zdradzasz mnie? - zapytał Harry robiąc smutną minkę.
-Hazzuś ciebie zdradzić? To niemożliwe.
-Możecie już przestać bo pomyśle że jesteście gejami - wykrztusił Zayn.
-Zayn wczoraj mówiłeś że tylko ty masz poczucie humoru a teraz? - zapytał Harry.
-Tylko że to robi się męczące.
-Dobra przestańcie. Z kim idziesz na tą randkę? - zapytał Niall.
-Nie znacie jej. Ma na imię Eleanor jest w klasie wyżej.
-Wiesz to jest dziwne. No bo ona jest od ciebie młodsza o rok a ty jesteś w klasie niżej niż ona.
-A to nie moja wina że muszę chodzić do tej klasy. Mnie w tej szkole nie powinno być.
-Czekaj coś mi się kojarzy. To jest ta co się tak dobrze uczy? - zapytał Liam.
-Tak właśnie ta. Poznałem ją jak byłem ostatnio w cukierni i tak się poznaliśmy.
-To dlatego cię tak długo nie było. - stwierdził Zayn.
-No tak dlatego.
-To dlaczego wcześniej nie mówiłeś? - zapytał Niall.
-A no jakoś się tak nie złożyło. Dobra ja lece bo nie chce się spóźnić. - kierowałem się do drzwi.
-Czekaj - krzyknął Niall i podbiegł do mnie.
-Co?
-Kup mi coś dobrego - zrobił maślane oczka.
-Niall ja idę na randkę!
-No i co?
-I ci nic nie kupię.
-No proszę - zrobił minę słodkiego pieska.
-Dobra coś ci kupie.
-Dziękuję a teraz możesz iść.
-Nara.
Wyszedłem. No co za człowiek on by cały czas jadł nic tylko by jadł gdzie mu się to mieści? Szybko podszedłem pod jej dom i zadzwoniłem otworzył jej ojciec o kurde z jej opowiadań wynikało że był ostry.
-Dobry wieczór czy jest Eleanor? - zapytałem cały zdenerwowany.
-Dobry wieczór tak jest wejdź.
-Dziękuję - wszedłem niepewnie. - My się jeszcze nie znamy jestem Louis. - wyciągnąłem do niego rękę.
-Boby - uścisnął moją dłoń. - To za tobą i twoimi kolegami moja córka tak szaleje.
-Tak na to wychodzi.
-Masz ją dobrze traktować.
-Tak wiem. Eleanor jest świetną dziewczyną. 
Eleanor
Ubrałam się w czerwone rurki, turkusową bluzkę, kremowe buty na obcasie i dżinsową kurteczkę. Schodziłam po schodach gdy nagle usłyszałam Louisa przyspieszyłam i usłyszałam jak mówi.
-Eleanor jest świetną dziewczyną. - odwrócił się w moją stronę wyglądał zabójczo i jeszcze ten jego boski uśmiech - Cześć piękna. 
-Hej - podeszłam do niego i stanęłam obok patrząc się na tatę. - To my już pójdziemy.
-Miłej zabawy.
-Dzięki. - drzwi się zamknęły.
-Wyglądasz cudnie. - powiedział.
-Ty też wyglądasz super.
-To co kino?
-Chętnie.
Poszliśmy do najbliższego kina. Kupiliśmy bilety i usiedliśmy obok siebie. Film się zaczął był bardziej romantyczny. Patrzyliśmy jedząc popcorn. W pewnej chwili Louis zrobił tak stary numer na podryw że dziwiłam się że coś takiego zrobi. Ziewną rozkładając ręce i prawa ręka oparł na oparci mojego krzesła. Przysunęłam się do niego i lekko oparłam. Uśmiechnął się kolejny raz. Film się skończył wyszliśmy z kina.
-Czekaj chwilę muszę Niall'owi kupić coś bo zacznie się drzeć.
-Ten chłopak cały czas je on ma gdzieś dno?
-No właśnie chyba nie. On tyle ja a jest chudy jak patyk. - zaśmiałam się. Kupił popcorn i wyszliśmy z kina.
-Tym razem gdzie chcesz mnie zabrać? - zapytałam. Szliśmy bocznymi dróżkami jedząc popcorn który był dla Niall'a.
-Już tam byłaś. Ale teraz to będzie w innym wydaniu. 
-Ok wiec prowadź.
Szliśmy rozmawiając i poznając siebie. Zanim się zorientowaliśmy zjedliśmy cały popcorn.
-Biedny Niall się załamie. Zjedliśmy mu popcorn.
-Obrazi się ale zaraz mu przejdzie.
-Kupimy mu coś innego.
-O właśnie. Jesteśmy - jesteśmy w tym miejscu gdzie jest pełno świetlików o jak fajnie.
-O tu jest tak pięknie. - podeszliśmy bliżej i od razu zjawiło się kilka małych stworzeń.
-I mam coś jeszcze - powiedział i pokazał ręką koc i koszyk. - To będzie taki piknik tylko w nocy w blasku gwiazd i księżyca.
-Tego raczej nigdy nie zapomnę. Louis jesteś super!
-Siadaj.
Usiadłam a on obok mnie. Rozmawialiśmy o wszystkim śmiejąc się.
-Fajny był ten film.
-No super był. Poszłabym na niego jeszcze raz i zobaczyła go od czopątku. - zaśmiał się.
-Od czopątku?
-No tak od czopątku.
-Co to znaczy?
-No od początku ale ja mówię od czopątku.
-Dziwne pierwsze raz coś takiego słyszę.- zaśmiał się.
-To takie moje powiedzenie.
-Słodkie tak jak ty. Zatańczysz? - wstał i wyciągnął do mnie rękę.
-Chętnie - chwyciłam ją a on pomógł mi wstać - ale nie mamy do czego.
-A czy musi być piosenka nie można od tak się pobujać w swoich ramionach?
-Nie musi oczywiście.
-No więc zatańczmy.
-Dobrze.
Chwycił mnie za biodra ja swoje ręce położyłam na jego ramionach. Wokół nas pojawiło się mnóstwo świetlików to było takie piękne. Louis jest ode mnie wyższy nawet jeśli jestem w szpilkach. Tańczyliśmy tak jeśli możne to nazwać tańcem. W pewnym momencie on popatrzył mi w oczy a ja w jego były piękne, niebieskie. Chciał mnie pocałować ale ja zatrzymałam go ręką.
-Ja na pierwszej randce się nie całuję.
-Dobra spoko poczekam. - zrobił smutną minę.
-A co mi tam - chwyciłam go z brzegi kurtki i przyciągnęłam do siebie całując. Jego usta były miękkie, ciepłe i delikatne ale zarazem męskie.
-Jesteś super - uśmiechnął się.
-A ty masz piękny uśmiech.
-Ty też.
-To ja już pójdę do domu. - powiedziałam.
-Dopiero 21 chodź jeszcze na spacer.
-Czemu ty chcesz chodzić na spacery zawsze gdy jest zimno i ciemno?
-Bo wtedy jest romantycznie.
-A nie wystarczy to że ty jesteś romantyczny? - zapytałam uśmiechając się i patrząc prosto w oczy.
-Nie piękna. Proszę chodź ze mną na spacer.
-Louis zimno jest. No chyba że dasz mi swoją kurtkę.
-Nie ma sprawy - zaczął ją zdejmować.
-Żartuję.
-A ja nie, nie chce żeby ci było zimno. - zdjął ją i założył mi na ramiona.
-Dziękuję.
-Proszę. Może przyjdziesz jutro do nas?
-Z chęcią. Poznam moich idoli.
-A jeden ci nie wystarczy? - rozłożył ręce.
-Taki fajny i ładny wystarczy. - uśmiechnął się słodko.
-Ale przyjdziesz?
-Tak.
-To dobrze. Dobra muszę iść coś Niall'owi kupić bo się zacznie drzeć że jest głodny.
-No.
Ruszyliśmy przed siebie niedaleko było KFC weszliśmy i Louis zamówił kubełek kurczaczków wzięliśmy i poszliśmy. Odprowadził mnie pod same drzwi.
-Dzisiaj było super - powiedziałam.
-Tak to prawda. - zdjęłam z siebie jego kurtkę i oddałam mu.
-Dziękuję.
-Spotkamy się jeszcze na randce?
-Mam taką nadzieję.
-Ja też. Dobranoc piękna - pocałował mnie w policzek.
-Dobranoc przystojniaku.
Louis
Pomachałem jej i poszedłem do domu. Weszłam do domu wszystkie oczy były skierowane na mnie. Niall patrzył na mnie z podekscytowaniem i założę się że chodziło mu o jedzenie wyjąłem zza siebie kubełek kurczaczków.
-A Louis jesteś najlepszy! - krzyknął i szybko podbiegł do mnie i chwycił kubełek.
-Nie ma za co.
-No i jak było? - zapytał Harry.
-Chyba się jej podobało.
-Chyba?
-No mówiła że super a jak się zapytałem czy pójdziemy jeszcze kiedyś na randkę odpowiedziała że ma taką nadzieję.
-No to super. - powiedział Zayn.
-No - opadłem na kanapę obok Niall'a.
-Ja już nie mogę - powiedział Niall i odłożył do połowy pełny kubełek.
-Niall co ci jest do szpitala z nim. - powiedział Harry.
-A jednak masz gdzieś dno. - powiedziałem.
-Kurde to jest zapychające. - zsunął się i poklepał się po brzuchu.
-O stary ja współczuję twojej przyszłej żonie cały czas będzie stała w kuchni i robiła ci coś do jedzenia.
-Oj tam oj tam.
Marika
Obudziłam się o 11. Dzisiaj znowu trening. Zwlokłam się z łóżka i poszłam zjeść śniadanie.
-Hej.
-Cześć słońce. - powiedziała mama.
-Jeść błagam jeść.
-Proszę.
Zjadłam śniadanie i poszłam do siebie. Przebrałam się i spakowałam. Obok laptopa leżała płyta od Lucka włożyłam ją do komputera i odtworzyłam. Przesłuchałam ją całą i zaczęłam płakać. Cały tekst był o miłości. Od razu przypomniał mi się Luck tęskniłam za nim ale mnie zranił.
"Perrie musimy się dzisiaj spotkać."
M.
"Ok to będę o 16."
P.
"Ok."
M.
Wyszłam z domu. Szłam sobie spokojnie.
-Marika. Marika poczekaj - usłyszałam głos Lucka. Przystanęłam i poczekałam aż do mnie dojdzie.
-Cześć.
-Hej. I jak samopoczucie?
-Dobrze.
-Marika cały czas nie chcesz ze mną rozmawiać przepraszam cię jeszcze raz.
-Luck daj mi jeszcze chwilę czasu muszę to sobie poukładać.
-No dobra.
Dotarliśmy na trening przebrałam się i trening się zaczął. Po 2h się skończył.

Dochodziła 16 zadzwonił dzwonek. Zbiegłam z góry i otworzyłam.
-Hej już jestem.
-Hej wejdź. Do mojego pokoju.
-Ok - weszłyśmy i usiadłyśmy.
-Perrie pomóż mi co mam zrobić z Luckiem?
-Pierwsze podstawowe pytanie kochasz go?
-Parę dni temu powiedziałabym że tak ale dzisiaj nie.
-Chcesz mu wybaczyć?
-No właśnie w tym jest problem. No bo ośmieszył mnie przed całą szkołą. Bił się z Niall'em sama nie wiem.
-Marika jak sama nie wiesz to ja ci nie pomogę.
-Chce mu wybaczyć. Chcę żebyśmy byli przyjaciółmi.
-No więc powiedz mu to.
-Masz racje powiem. 
-A co z piosenką? - zapytała.
-Ona jest super i naprawdę fajnie mi się ją śpiewa.
-Mi też. To co wybaczysz mu i powiemy mu że chcemy ją zaśpiewać i żeby on nam zagrał?
-Tak.
-No to idziemy.
Wyszłyśmy z domu i poszłyśmy do Lucka zadzwoniłam do drzwi. Otworzył jego tata poszłyśmy do jego pokoju. Zapukała.
-Proszę - usłyszałam
-Hej mogę wyjść? - zapytałam wychylając głowę.
-Hej tak jasne. - weszłyśmy do środka.
-Luck nie wiem jakby to powiedzieć ale hm najprościej chyba jest tak nie gniewam się na ciebie.
-Serio?
-Tak.
-To znaczy że będziemy przyjaciółmi?
-Tak.
-To super - przytulił mnie.
-Tylko już na wejściu mówię nie będziemy już parą nigdy rozumiesz?
-Tak.
-A i jeszcze jedno.
-Tak?
-Musisz kogoś przeprosić.
-No kogo?
-Niall'a. Wiem że się nie lubicie ale musisz go przeprosić za to że go tak nazwałeś i przede wszystkim że się pobiliście.
-No ok.
-A i jeszcze coś - podałam mu płytę - nie chce tej płyty.
-Rozumiem wybrałyście inną piosenkę nie ma sprawy - chwycił ją.
-Nie Luck chcemy ją zaśpiewać i chcemy żebyś ty nam zagrał.
-Serio? - zapytał podekscytowany.
-Tak baranie serio - powiedziała Parrie.
-To super.
-Masz może tekst tej piosenki? - zapytałam.
-Tak mam tu mam to dla was - podał nam wydrukowany tekst.
-Ok dzięki.
-To przećwiczymy? - zapytał.
-Jasne.
Zaśpiewałyśmy parę razy piosenkę i poszłyśmy do domów. Usiadłam przed laptopem i moja komórka zaczęła wibrować wyjęłam ją.
"Hej. Jutro jest imprezka u mojego kupla może z nami pójdziesz?"
N.
"Hej. Z chęcią a Parrie też może iść?"
M.
"No właśnie miałem się ciebie zapytać czy podasz mi jej numer."
N.
"No to spoko to ja do niej napiszę."
M.
"Ok. To juto impra zaczyna się o 10 ale my wpadamy wcześniej wiesz trochę pomóc."
N.
"No to my z Perrie przyjdziemy do was o 8:40 i pójdziemy razem ok?"
M.
"No spoko. To miłego wieczoru."
N.
"Dzięki i nawzajem ;)"
M.

"Hej Parrie co ty na imprezkę jutro?"
M.
"Hej no chętnie ale w poniedziałek szkoła."
P.
"Ej no zapomniałaś nie ma w poniedziałek lekcji."
M.
"Kurde rzeczywiście zapomniałam."
P.
"No to idziesz?"
M.
"No jasne."
P.
"To o 8:40 u chłopaków bo to jakiś ich kumpel to robi."
M.
"No spoko. To do jutra."
P.
"No pa ;*"
M.
Zbiegłam szybko na dół.
-Mamo mam pytanko.
-No jakie?
-Mogę iść jutro na imprezę?
-A szkoła.
-Nie ma coś tam nauczyciele mają nie wiem o co kaman.
-No dobrze ale sama.
-Nie z chłopakami...
-Marika.
-Daj dokończyć i Parrie.
-No dobrze. Ale masz nie pić dużo alkoholu i nie wrócić o 6.
-No spoko o 5:59. - wyszczerzyłam się.
-Marika o 4 najpóźniej.
-Mamo mam już 19 lat.
-No dobrze ale proszę nie za późno i nie pij dużo dobrze?
-Spokojnie mamo.
-No mam nadzieję.
-Dobra spadam.
Poszłam do siebie.
Sara
Siedziałam smutna przed laptopem i nie wiem czemu w sumie to robiłam ale nie miałam siły nic więcej robić. Na gg napisała do mnie Danielle.
Dan: Hej co tam?
Ja: Hej no nie za fajnie ;(
Dan: Coś się stało?
Ja: Tak.
Dan: A powiesz?
Ja: Moja mama ma raka płuc.
Dan: Oż ja cież.
Ja: Ona umrze. Rozumiesz umrze ja nie wiem co zrobię.
Dan: Ja nie mam taty nie ławo było się pogodzić z jego śmiercią ale byłam mała miałam 7 lat więc za bardzo nie wiedziałam co się dzieje ale z czasem się dowiedziałam i to nie było fajne tęsknie za nim ale nic nie mogę zrobić ;(
Ja: Mój tata obwinia za to siebie. Mówi że to przez niego. No bo on pali i mamy płuca tego nie wytrzymały i ma raka.
Dan: Współczuję.
Ja: ;(
Dan: A może jutro wpadniemy na imprezkę. Kolega mojego kolegi organizuje impre w klubie może pójdziemy?
Ja: To nie jest najlepszy pomysł.
Dan: No proszę nie chce iść sama.
Ja: Ale ja kiepsko wyglądam jestem cała blada wyglądam potwornie.
Dan: No chodź zapomnisz o tym wszystkim.
Ja: No dobrze.
Dan: No to ja do ciebie wpadnę.
Ja: Ok pa.
Dan: Narka.
Tak naprawdę nie chciałam iść ale jak mam o tym na chwile zapomnieć to jak najbardziej. Zeszłam na dół tata siedział przed telewizorem i pił piwo kolejne. Od czasu choroby mamy coraz więcej pije na początku to było 2 piwa ale teraz 5 martwi mnie to. Zrobiłam sobie jedzenie i poszłam do siebie zjadłam i zasnęłam.
Eleanor
Przyszłam do chłopaków.
-Ej słuchajcie to jest Eleanor. To niej wam mówiłem.
-Hej - powiedziałam nie mogłam w to uwierzyć że poznałam Harry'ego, Liam'a, Niall'a i Zayn'a.
-Hej - odpowiedzieli.
-Eleanor jest naszą fanką więc pewnie teraz najchętniej wybuchła by niepohamowaną radością - popatrzył się na mnie - nie krępuj się jak chcesz to krzycz i skacz.
-O Boże nie wierze to wy! Wy o Boże to wy. Kurde to jest trzeci najlepszy dzień w moim życiu! Wy jesteście tacy super normalnie kocham was! - krzyczałam i skakałam jak głupia i zdałam sobie sprawę co powiedziałam i uspokoiłam się. - Sory ale jestem mega szczęśliwa.
-E nie jest źle. Bywało gorzej jedna fanka weszła do kosza na śmieci i myślała że w studiu nas pozna ale ochroniarze się zorientowali bo było za ciężkie. - powiedział Niall.
-O czyli nie zrobiłam z siebie aż takiej debilki? - zapytałam.
-Debilki? Nie mów tak o sobie bo nie mogę tego słuchać - skarcił mnie Louis.
-Nie żartuj cieszymy się że poznaliśmy kolejną fankę. - uśmiechnął się do mnie ciepło Harry.
-Mogę się do was przytulić? - zapytałam to było idiotyczne pytanie.
-No jasne - powiedział Niall.
Wstał i podszedł do mnie. Uścisnęłam go o to było takie fajne. I tak wszyscy do mnie podeszli. No normalnie nie wierze przytuliłam ich! Usiedliśmy na kanapie.
-Wczoraj zdarzyło się coś bardzo niemożliwego ale jednak - powiedział Louis.
-Tak a co?
-Niall się najadł!
-Naprawdę? To jest możliwe?
-Ej ja tu jestem i was słyszę - odezwał się Niall. - Ja nie jem tak bardzo dużo.
-Oj tak jesz - powiedzieliśmy wszyscy.
-Niall uwierz mi jestem directionką i wiem co mówię. A właśnie smakowały kurczaczki?
-No to one właśnie go zapchały. - odezwał się Liam.
-Tak dobre były ale je zwróciłem w nocy to nie było fajne.
-Biedactwo.
Oglądaliśmy film i Louis coś do mnie szepnął.
-Co mówiłeś? - zapytałam szeptem by nie przeszkadzać w oglądaniu.
-Dlaczego trzeci najlepszy dzień?
-Pierwszy to było jak cię poznałam - uśmiechnęłam się - drugi nasza wczorajsza randka. Trzeci no to dzisiaj a czwarty to jak wyszła płyta Up all night.
-O super jestem na pierwszym miejscu.
-No tak bo byłeś dla mnie taki miły i mi pomogłeś jesteś najlepszym człowiekiem na świecie.
-A ty najładniejszą dziewczyną w całej galaktyce. - czułam że się rumienię. - Czy to rumieńce? - zapytał.
-Tak.
-Pięknie wyglądasz jak się rumienisz.
Po 1h wyszłam od nich a Louis mnie odprowadził.
Marika
Dochodziła 8 przebrałam się w żółte rurki, turkusowy top i dżinsową kurteczkę. Poszłam sobie zrobić fryzurę nic mi nie wychodziło więc rozpuściłam włosy. Obejrzałam się w lustrze i zobaczyłam bluzę Niall'a nie oddałam mu jej no więc wzięłam teraz. Wyszłam z domu i poszłam do parku z bluzą w ręku. Parrie doszła po paru minutach. Poszłyśmy do chłopaków. Zapukałam drzwi się otwarły. Przede mną stał jakiś chłopak.
-Cześć wejdźcie. Ja jestem Josh. Jestem perkusistą.
-Cześć miło mi cię poznać ja jestem Marika.
-A ja Perrie.
-Miło was poznać chłopaki trochę o was mówili.
-O to fajnie. - popatrzyłam mu przez ramię na Niall'a i Zayn'a którzy się głupio uśmiechali.
-No dobra ruszamy. - powiedział Harry z ucieszoną mordką.
-O tak idziemy! - krzyknął Louis idąc za Harry'm. Ja podeszłam do Niall'a.
-Hej mam twoją bluzę w końcu.
-Hej dzięki właśnie ją szukałem  ty ją miałaś.
-No tak.
-Ok zostaw ją na kanapie.
-Ok - odłożyłam ją.
Wyszliśmy z mieszkania dotarliśmy tam w 20 min. Po godzinie impreza się zaczęła przychodziło coraz więcej ludzi.
*********************************
Haha wiem że tego nie cierpicie jak tak zakańczam ale muszę. Chyba zacznę lubić niemiecki. W piątek pisaliśmy taki konkurs (poszedł mi do dupy więcej niż 8 punktów nie będę miała) i tam było o jakimś zespole i nie pamiętam jak się nazywał ale drugie słowo to było Louis. Zaczęłam się cieszyć jak głupia a jak moja koleżanka (mówiłam że o tobie napiszę ;P) jak to zobaczyła to do mnie takim tekstem "Jak to jest o tym twoim łan dajrekszon to ja nie pisze tego konkursu" ale nie było o nich a szkoda może coś więcej bym wygrzebała. No to dodawajcie komentarze plis. I piszcie co mogę wprowadzić do  bloga. Mam nadzieje że się podobało. Za równy miesiąc wigilia i urodziny Louisa. Jej! nasz kochany Louisek będzie miał 21 lat. Jaram się!!!

2 komentarze:

  1. Jaram sie razem z Tobą ;* kocham Cię misiaczku ;* czekam na następny !!;*
    Ewelajna ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. http://kochamy-1d-imaginy.blogspot.com/
    to mój :) Zjżyj

    OdpowiedzUsuń