niedziela, 13 stycznia 2013

Rozdział 22


-Tak będą meli państwo dziecko - powiedział patrząc na monitor. - Jest pani w drugim miesiącu początek drugiego miesiąca.
-To już to widać? A to nie od 3 czy 4 miesiąca?
-Ja tu jestem ginekologiem tak? I zapewniam, że nie kłamię.
-Dobrze dziękujemy.
Ubrała się i wyszliśmy.
-No i co? - zapytał Niall.
-Mamy dziecko. - powiedziała ucieszona i ruszyła przed siebie.
-To jest możliwe, że na początku drugiego miesiąca widać na USG dziecko? - zapytałem.
-Nie wiem na filmach zawsze się skapnęły w 4 miesiącu i wtedy jeszcze na USG nie chodziły. A co?
-No bo on zrobił to USG i był pewien gdzie wszystko jest i że serce już bije.
-No to chyba on wie co mówi.
-Nie wiem, ale wydawało mi się jakby oni się znali.
-Zayn szukasz teraz wymówki na to, że to nie twoje dziecko.
-Może masz rację.
Doszliśmy do domu. Usiadłem na kanapie i myślałem cały czas Niall siedział obok mnie. Zaraz przyszła reszta i oglądali telewizje.
-A ty co taki załamany? - spytał Louis.
-Nie ważne.
-Zayn musisz im powiedzieć oni też mają prawo wiedzieć.
-Na razie nie.
-To ja im powiem.
-Nie mów.
-Zayn może oni pomogą.
-Dobra.
-No to tak miesiąc temu była impreza urodzinowa Josh'a, Perrie wtedy źle się poczuła i poszła do domu no i wtedy jakaś fanka chociaż bardzie nie nasza fanka tylko jego fanka podeszła do niego i chciała z nim zatańczyć no i on się zgdził dał jej autograf i zdjęcie no i później ona twierdzi, że Zayn ją podrywał i poszli do łóżka i mówi, że mają razem dziecko.
-Co? - zapytał Liam. - Zayn to prawda?
-Nie zmyśliłem to bo mi się nudzi. Prawda.
Wyszedłem z salonu i poszedłem do siebie chwyciłem test i wróciłem rzuciłem go na stół. Harry popatrzył co to jest.
-Stary weź to my tu jemy, a ona na to nasikała.
-Harry. - skarcił go Liam. Wziął go do ręki. - Nie dobrze.
-Byłem z nią dzisiaj u ginekologa i widziałem je.
-Zayn to jest niemożliwe.
-Wiem też w to nie wierze, ale to prawda.
-Nie o to mi chodzi. Ona jest w pierwszym miesiącu na USG tego nie widać to jest niemożliwe dziecko jest za małe w czwartym miesiącu trudno je zobaczyć a to jest pierwszy.
-Też nie mogłem w to uwierzyć.
-Coś tu nie gra. A ten lekarz.
-Co lekarz?
-No nie wiem nie znali się?
-Nie przynajmniej nic nie mówiła on też nie.
-Nie klei mi się to.
Poszedłem do siebie. Usiadłem na łóżku i myślałem o Perrie. Dalej nie mogłem w to uwierzyć, że ze mną zerwała. Ja ją kocham i nic tego nie zmieni. Wróciłem do salonu nikogo nie było usiadłem i jeszcze raz wziąłem test do ręki. Popatrzyłem na niego. Harry wychodził zawiało trochę i nagle coś mi zamigotało przed oczami. Przyglądałem się umarznie testowi dmuchnąłem w jego stronę znów się coś poruszyło coś jakby kawałek taśmy poskrobałem palcem i ... odkleiłem pod naklejoną częścią była ta prawdziwa wynik nie był pozytywny okłamała mnie. Jak mogła. Wkurzony wybiegłem z domu i pobiegłem do lekarza. Wszedłem do środka on coś wypełniał chwyciłem go za fartuch i podniosłem.
-Gadaj ile ci dała kasy żebyś powiedział, że jest w ciąży?
-O czym pan mówi proszę mnie puścić.
-Byłem tutaj dzisiaj z taką dziewczyną mów ile ci zapłaciła żebyś powiedział, że jest w ciąży - milczał - gadaj bo moja cierpliwość się kończy.
-Dobra ja jestem jej bratem.
-Bratem super.
-Powiedziała mi, że jak tak powiem to, że będziemy bogaci wyciągniemy od ciebie dużo kasy na alimenty ona powiedziała, że to ściema, że później powie, że poroniła, ale że ty będziesz płacił i będziemy bogaci tak jak zawsze chcieliśmy.
-Przez nią straciłem to co najważniejsze dla mnie. Straciłem moją dziewczynę i ona teraz nie chce mnie znać! Wy jesteście chorzy.
Wybiegłem i pobiegłem do niej drzwi były otwarte wbiegłem do jej domu i pobiegłem na górę wszedłem do jakiegoś pokoju i ona tam była.
-O Zayn cześć. - powiedziała uśmiechając się.
-Jak mogłaś?
-Co?
-Jak mogłeś mnie okłamać ta ciąża to ściema widzisz trzeba było się bardziej postarać z tym testem kiepsko to przykleiłaś.
-O czym ty mówisz?
-O czym? Byłem u twojego brata i wszystko mi powiedział chciałaś mnie naciągnąć na kasę i tyle.
-Parę tysięcy miesięcznie by cię nie zbawiło masz tyle kasy.
-Zapracowałem sobie na to.
-Tak tym, że śpiewasz w jakimś pedalskim zespole? Pięciu gejów jeden drugiego rucha i tak sobie na to zarobiłeś.
-Jesteś bezczelna. To, że tobie w życiu się nie  udało to nie znaczy, że mi też ma się nie udać.
-Chciałam żebyś w końcu poczuł jak to jest w normalnym świecie. Miałeś wszystko na wyciągnięcie ręki rodzina, przyjaciele, dziewczyna wszystko.
-I chciałaś mi zniszczyć to! Tylko jedno udało ci się. Perrie ona mnie nie chce znać, a to twoja wina zniszczyłaś mi to na czym mi zależało. Ty nie rozumiesz jak to jest kogoś kochać bo nie masz serca.
-Ona cię nie kocha to zwykła szmata! - chwyciłem ją mocno za rękę.
-Możesz tak mówić wyłącznie osobie, ale nie o Perrie ona jest cudowna.
-Puszczaj mnie! - puściłem ją. - Kiedyś ją znałam chodziłam z nią do przedszkola to co mi zrobiła było okropne. Cały czas mnie wyzywała i pewnego dnia obcięła mi włosy.
-I dlatego to zrobiłaś? Dlatego chciałaś nam zniszczyć całe życie?
-Przysięgłam sobie, że kiedyś się zemszczę, a jak ją zobaczyłam w telewizji z tobą wiedziałam co robić.
-Nie mogę tego słuchać jeszcze się zobaczymy, ale w sądzie.
Wybiegłem z jej mieszkania. Pobiegłem do domu Perrie zadzwoniłem otworzyła jej matka.
-Dzień dobry ja do Perrie. Ja muszę jej coś powiedzieć.
-Dzień dobry Zayn nie możesz ona nie chce cię widzieć.
-Ale ja muszę z nią porozmawiać.
-Zayn przykro mi.
Zamknęła mi drzwi przed nosem. Obszedłem jej dom wiedziałem gdzie ona ma pokój i ma balkon. Wspiąłem się po drzewie i wszedłem na jej balkon. W środku świeciło się światło podszedłem i zapukałem.

Perrie
Usłyszała pukanie do okna zignorowałam to pewnie znów ptak albo ktoś sobie robi jaja. Znów zapukał tym razem podeszłam do okna odsłoniłam firankę, a tam stał Zayn. W pierwszym momencie chciałam się na niego rzucić, ale przeszło mi.
-Perrie porozmawiaj ze mną.
-Nie mamy o czym.
-Właśnie że mamy.
-Idź stąd.
Odeszłam i usiadłem przed komputerem. Znów zapukał. Podeszłam jeszcze raz.
-Zayn idź stąd zostaw mnie mówiłam ci coś.
-Perrie, ale ona kłamała wszystko zmyśliła. - otworzyłam drzwi. - Mogę wejść?
-Byle szybko.
-Dobrze.
Pociągnął mnie za sobą i usiedliśmy na łóżku.
-Perrie ona kłamała powiedziała mi chciała po prostu mieć kasę uknuła to razem ze swoim bratem. Chciała mi zniszczyć życie bo twierdzi, że jest idealne.
-Naprawdę?
-Tak. Ona chciała mnie z tobą skłócić wiedziała, że się ode mnie odwrócisz i mówiła, że to zemsta za to, że się z niej w przedszkolu wyśmiewałaś.
-Dalej mi nie chce darować tego i chce zniszczyć mi życie,
-Perrie to jest nieważne już jej powiedziałem, że spotkamy się w sądzie.
Chwycił mnie za rękę było mi tak głupio mogłam się domyślić. Rękaw miał podwinięty popatrzyłam na jego rękę była cała po przypalana papierosami.
-Zayn co to jest?
-Każdy papieros wypalony wtedy kiedy ciebie nie było gasiłem na swojej ręce bo chciałem jakoś zapomnieć o bólu w moim sercu, ale to nic nie dawało.
-Zayn coś ty zrobił? To przeze mnie nie chciałam ciebie słuchać chciałam żeby to była nieprawda, ale jej słowa takie przekonywujące. - zaczęłam płakać.
-Perrie nie płacz. - wytarł moje łzy swoim palcem, ale ja dalej płakałam. - Co mam zrobić żebyś nie płakała?
-Okłam mnie, powiedz, że mnie kochasz.
-Nie mogę.
-Dlaczego?
-Bo wtedy powiedziałbym prawdę.
-Kocham cię Zayn.
-Ja ciebie też Perrie. Kocham cię całym moim sercem.
Zbliżył się do mnie i mnie pocałował. Delikatnie acz namiętnie. Jego usta były ciepłe miękkie, ale męskie.
-Wybaczysz mi? - spytał.
-Ja tobie? Raczej ty mi, ty nic nie zrobiłeś, a ja... przepraszam cię.
-Nic się nie stało.
-Stało się mogłem stracić ważną dla mnie osobę.
Położył się na łóżku, a ja obok niego. On gładził moje włosy. Tak mi tego brakowało. Jego mi brakowało jak ja mogłam coś takiego mu powiedzieć?! Zasnęłam.
Obudziłam się Zayn'a nie było.
-Wstałaś. - powiedział. Nie wiedziałem gdzie jest, ale zaraz pojawił się za zasłoną.
-Tak.
-Miałem cię budzić bo do szkoły.
-Jasne już wstaję. A ty idź do siebie.
-A nie będzie to dziwnie wyglądało jak wyjdziemy razem rano z twojego pokoju?
-No tak rodzice będą w szoku. I będzie "Perrie chyba tego nie robiliście".
Zaczął się śmiać.
-No masz rację to ja wyjdę przez balkon.
-Okej.
-Do zobaczenia.
-Pa.
Luck
Tata zaprowadził mnie do jakiegoś domu. Kompletnie go nie znałem. Weszliśmy do środka na luzie.
-Kochanie zejdź na chwilę! - krzyknęła jakaś kobieta w stronę schodów.
Zraz zbiegła po nich... Danielle.
-Cześć co ty tu robisz? - zapytała.
-Cześć dobre pytanie. Nie wiem o co chodzi.
-Usiądźcie. - nakazała kobieta. Posłusznie usiedliśmy na kanapie, a oni stanęli przed nami.
-Słuchajcie nas Luck to jest mama Danielle, Patrycia.
-Danielle to jest ojciec Lucka Kendall. Mówiłam ci, że spotykam się z kimś i to właśnie jest ten ktoś.
-Co? - powiedzieliśmy jednocześnie.
-Słuchajcie wiemy że jesteście w szoku bo się znacie no, a my mówimy wam o tym dopiero teraz.
-Tato chyba sobie kpisz. mama nie żyje dopiero cztery miesiące, a ty już masz kogoś?! - wyszedłem przed dom i usiadłem na schodach. Ojciec przyszedł za mną.
-Luck ja wiem, ze śmierć mamy była dla ciebie wielkim wstrząsem wiem, że to przeżywałeś chociaż to ukrywałeś.
-Tato, ale mama nie żyje od czterech miesięcy, a ty już masz inną?
-Luck, dziecko, twoja matka była moją miłością kocham ją nadal i zawsze będę kochał, ale czy ona nie chciałaby żebyśmy byli szczęśliwi? A z tobą i Mariką jak było? Byłeś z nią zaledwie dwa tygodnie po rozstaniu z inną dziewczyną.
-Tato, ale wcześnie z tamtą dziewczyną nie byłem 20 lat.
-Nie rozumiesz, że w końcu po śmierci mamy czuje się szczęśliwy nie umiesz tego zaakceptować?
-Dobra jak tak to spoko.
Danielle
-Mamo czemu mi wcześniej nie powiedziałaś?
-Bo wiem, że byłabyś wściekła
-Nie, od czasu śmierci taty nie miałaś nikogo ciesze cię.
-Naprawdę?
-Tak.
Luck i jego ojciec weszli. Usidł obok mnie.
-Chcemy wam jeszcze coś powiedzieć. Chcemy się pobrać i zamieszkać razem.
-Ale, że razem? - zapytałam.
-Tak razem we czwórkę.
-No dobrze jak chcecie.
O Boże mam mieszkać w jednym domu z Luckiem? Masakra.
-To co mam do niego teraz mówić brat? - spytałam.
-Nie jeśli nie chcesz to nie musisz.
-No więc witaj przyszły bracie. - wyciągnęłam rękę uścisnął ją.
-Witaj przyszła siostro.
Marika
Dzisiaj ostatnia próba. A w piątek występ. Mam wielkiego stresa, że zapomnę tekstu albo pomylę się w piosence. Mają tam być jacyś ważni goście, a to mnie jeszcze bardziej przeraża.
-Hej o czym myślisz? - spytał Niall.
-Hej o tym musicalu boje się.
-Nie ma czego śpiewasz jak anioł, a grasz też super.
-Ale i tak się boję. Ty też śpiewasz jak anioł.
Zbliżyłam się żeby go pocałować.
-Nie ma całowania w szkole. - pani od chemii nas rozdzieliła.
-Dobrze. - powiedziałam zmieszana.
-Nie ma całowania. - Niall zaczął ją naśladować.
-Jak ja jej nie lubię.
-Ja też nie jak można czegoś takiego zabraniać. - pocałował mnie szybko, a nauczyciel od w-f-u aię na nas popatrzył. - Tak wiemy nie wolno się całować.
-No to przestrzegajcie regulaminu.
-Dobrze.
Poszliśmy na lekcje. Zayn i Perrie siedzieli razem to znaczy, że się pogodzili.
Zostaliśmy po lekcjach.
-Dzień dobry wszystkim. Dzisiaj już próba generalna jeszcze będzie jedna przed występem, ale już teraz musicie dać z siebie wszystko. Zaczynamy.
Zaczęliśmy wszyscy śpiewać i tańczyć.
-Stop! Przepraszam, że przerywam. Niall bardzo cię proszę postaraj się zapamiętać te kroki.
-No, ale ja nie umiem tańczyć mówiłem.
-Postaraj się proszę jeszcze raz.
Zaczęliśmy jeszcze raz. Cały czas zmienialiśmy sceny to było męczące.
-Świetnie! Wyszło wam to bajecznie. W piątek proszę przyjść na 14 jesteście zwolnieni ze wszystkich lekcji.
Wyszliśmy ze szkoły.
-Przyjdziesz dzisiaj? Nauczysz mnie tańczyć.
-Jutro test z biologii na który nic nie umiem bo nie uwarzam od pierwszej lekcji.
-Oj tam. No proszę przyjdź.
-Dobra przyjdę. A wiesz co tam u Perrie i Zayn'a?
-Nie bo Zayn'a nie było całą noc.
-O ciekawe.
-Zgadzam się.
Poszłam do siebie.
-Mamo idę dzisiaj do Niall'a.
-Dobrze.
Poszłam się przebrać i wyszłam. Zapukałam i otworzyłam drzwi.
-Cześć. Niall jest u siebie. - odezwał się Harry.
-Cześć dzięki. Hej Sara.
-Cześć.
Pobiegłam do niego do pokoju. Siedział przed laptopem.
-Hej przyszłaś.
-Hej no mówiłam.
-To super. To nauczysz mnie?
-Jasne, ale nie za darmo.
-A za co?
-Ty mnie też musisz czegoś nauczyć.
-Jasne a czego?
-Tańca irlandzkiego.
-Okej. Ale najpierw ty mnie.
-Dobra.
Powtórzyliśmy i kazałam mu sama zatańczyć i wiem dlaczego mu nie wychodziło.
-Ugnij kolana i zgarb się trochę i zepnij te swoje mięśnie.
-Dobra to jeszcze raz.
-Okej. - zatańczył jeszcze raz. - No i teraz było super.
-Serio?
-Tak. Lepiej niż wcześniej i to dużo.
-Okej dzięki.
-No, a teraz twoja kolej.
-Dobra.
Nauczył mnie całego tańca irlandzkiego, ale fajnie. Wybiegłam z jego pokoju i pobiegłam do salonu siedzieli tam wszyscy i ich dziewczyny.
-Patrzcie co umiem! - stanęłam im przed telewizorem i zaczęłam tańczyć.
-Niall cie nauczył? - zapytał Liam.
-Yhym.
-No fajnie ci to wychodzi.
-Ha moje zasługa. - wszedł do salonu zwycięskim krokiem. - Idę coś zjeść.
Wyszedł i zaraz wrócił z kanapkami.
-Chcesz? - podał mi kanapkę.
-Dzięki. - chwyciłam ją. Wszyscy się na nas popatrzyli.
-No co? - zapytał Niall.
-Dałeś jej kanapkę. - powiedział Zayn.
-No i co?
-Mi nie chciałeś nigdy dać kanapki. Chyba naprawde ją kochasz.
-No raczej ja byle komu kanapki nie daje.
-O dzięki wiesz.
-Sory.
Usiadliśmy przed telewizorem.
Rozmawiałam z dziewczynami na róźne tematy dowiedziałam się bardzo dużo rzeczy o nich.
Wróciłam do domu i usiadłam przed książki.
********************************************
Piątek wszyscy się już schodzą na musical cała szkoła plus rodzice i jeszcze jacyś ludzie. Koszmar. Wyszliśmy i zaczęła się wszystko było bardzo dużo ludzi. Doszliśmy sceny kiedy Niall i Perrie mieli zobaczyć mnie i Zayn'a.
-No nie bójcie się będzie dobrze i musicie jeszcze coś zrobić. Wtedy jak oni wychodzą musicie się pocałować.
-Co? - powiedzieliśmy jednocześnie.
-Musicie nie chciałam wam wcześniej mówić bo wiem, że nie zgodzilibyście się.
-Nie ma mowy nie pocałuje go.
-A ja jej. To jest dziewczyna mojego przyjaciele.
-A to chłopak mojej przyjaciółki.
-Musicie. Proszę was zróbcie to, to tylko gra.
-Nie. Nie zgadzam się.
-Ja też nie.
-No to wszystko się posypie cały musical na nic.
-Dobra niech pani będzie. - powiedizał Zayn popatrzyłam na niego.
-Co ty robisz?
-A widzisz ją? Ja też nie chce, ale to ma być tylko na scenie.
-Żebyś później tego nie żałował.
-Dobra.
Wyszliśmy na scenę.
Z: Oni nie mogą się o nas dowiedzieć.
M: Wiem.
Z: Kocham Perrie, ale kocham też ciebie.
M: Ja mam tak samo. Chcę być z NIall'em, ale ty też jesteś dla mnie ważny.
Popatrzyłam na nauczycielkę dała nam znak. Popatrzyłam na Zayn'a i pocałowałam go. Usłyszałam, że Niall i Perrie mówią swoje kwestie, a my dalej się całowaliśmy. Dopiero teraz zdałam sobie sprawę, że jest całkiem inaczej niż z Niall'em.
N: Marika! Zayn! Ty! Zdradziłaś mnie! - zaczął krzyczeć i rozdzielił mnie i Zayn'a.
M: Niall to nie tak.
P: Zayn powiedz, że to nieprawda! Oni kłamią!
N: Koniec tego! - Niall wyglądał jakby naprawdę się wkurzył.
Rzucił się na Zayn'a, a to nie miało być tak. Zdałam sobie sprawę, że on naprawdę go bije.
M: Niall puść go! Puść! - odciągałam go od Zayn'a. Chwyciłam go mocno za ręce, a on w końcu uległ.
N: Ty się z nim całowałaś! Myślałem, że mnie kochasz. - tego nie było w tekście on mówił to co naprawdę myśli.
M: Wiesz, że nigdy bym cię nie zdradziła. A to było tylko jeden raz.
N: Z nim. Z moim przyjacielem.
M: Niall to nie tak ja cię kocham.
N: Ja też cię kocham, ale całowałaś się z nim.
M: To nic nie znaczyło nic do niego nie czuję wydawało mi się. - mówiłam prawdę, ale starałam się nie odbiegać od roli.
N: Wierze ci bo cię kocham. - tego też nie było i pocałunku też nie trwaliśmy tak aż światła skierowane na nas zgasły i przeniosło się na Zayn'a i Perrie.
Z: Perrie to nie tak. To było przejściowe.
P: Już ci uwierzę. Nie myśl sobie, że jestem głupia widziałam to wszystko i ty ją całowałeś miałeś z nią romans.
Z: To nie prawda. Znaczy prawda miałem z nią romans, ale to ciebie kocham całym moim sercem one bije tylko dla ciebie.
P: Nie wierze ci. - ukląkł na jedno kolano.
Z: Perrie jesteś dla mnie najważniejsza wybacz mi to się nie powtórzy.
P: Obiecaj mi to.
Z: Obiecuję na wszystko co na tej ziemi istnieje. Kocham cię.
P: Ja ciebie też.
Pocałowali się. Na zakończenie jeszcze zatańczyliśmy i zaśpiewaliśmy i się skończyło. Zeszłyśmy ze sceny.
Podeszłam do Perrie.
-Hej nie jesteś zła za to?
-Nie no coś ty co mi tam moja najlepsza przyjaciółka całowała się z moim chłopakiem drobnostka.
-Perrie przepraszam cię, ale nauczycielka nam kazała. Powiedziała, że jak się nie pocałujemy to wszystko legnie w gruzach no to się zgodziliśmy ja mówiłam, że nie będę całować chłopaka mojej przyjaciółki, a do tego przyjaciela mojego chłopaka przecież to jest chore Zayn też mówił, że nie pocałuje mnie bo jestem twoją przyjaciółką i dziewczyną Niall'a, ale się zgodziliśmy bo nie mieliśmy wyjścia, ale to nic nie znaczyło przysięgam.
-Dobra wierze ci bo wiem, że kochasz Niall'a. A fajnie było?
-Inaczej.
-A fajniej niż z Niall'em?
-Nie! No chyba cię coś, on całuje najlepiej.
-Może kiedyś zobaczę.
-Nie waż się.
-A ty to co?
-Przeprosiłam.
-Żartuję nie mam zamiaru go całować.
-No ja myślę.
Niall
-Niall, Niall czekaj! - usłyszałem za sobą Zayn'a stanąłem bo chciałem się dowiedzieć co ma mi do powiedzenia.
-No proszę mów.
-Czemu mnie uderzyłeś?
-Czemu? Całowałeś moją dziewczynę! A miałem stać i się patrzeć?
-Przecież to była gra. Nauczycielka powiedziała, że jak się nie zgodzimy to wszystko będzie do dupy to się zgodziliśmy ja mówiłem, że nie ma mowy, że nie pocałuje jej bo to dziewczyna mojego przyjaciela i przyjaciółka mojej dziewczyny ona też mówiła, że mnie nie pocałuje bo jestem chłopakiem jej przyjaciółki i przyjacielem jej chłopaka, ale się zgodziliśmy, ale my nic do siebie nie czujemy.
-Mogliście się nie zgodzić.
-Myślisz, że chciałem? Nie chciałem ona też to była tylko gra nic więcej.
-Napewno nic do niej nie czujesz bo ten wasz pocałunek nie wyglądał na gre aktorską tylko na prawdziwy.
-A na filmach to rozróżniasz? Słuchaj ja do niej nic nie czuje przecież wiem, że wy jesteście razem i że jest wam razem dobrze, a ja mam Perrie, a poza tym nawet gdybym coś do niej czuł to niby w jaki sposób miałbym co zrobić jak ty z nią cały czas jesteś wszędzie, a ja z Perrie no pomyśl logicznie.
-Dobra wierze ci.
-No.
-A i sory, że cię uderzyłem.
-Dobra sam bym tak zareagował gdybyś całował Perrie.
-No.
Marika
Podbiegłam do rodziców.
-Córcia to było świetne. A tam na scenie z Zayn'em to...
-Nie nie to była tylko gra aktorska zapewniam cię.
-Dobrze. 
-Idę się przebrać poczekajcie.
-Dobrze.
Pobiegłam do sali i zobaczyłam Niall'a podeszłam do niego.
-Niall możemy pogadać?
-Jasne.
-Niall...
-Zanim co kolwiek powiesz ja wiem wszystko Zayn mi wyjaścił i się nie złoszczę.
-Naprawdę?
-Tak wiem, że to przez nauczycielkę.
-To dobrze bo się bałam...
-O co?
-Że nie będziesz chciał już ze mną być.
-Nie zartuj wybaczyłbym ci wszystko.
-Ja już muszę iść bo rodzice czekają.
Ruszyłam przed siebie, ale on złapał mnie za nadgarstek.
-Czekaj chodź ze mną na spacer.
-Niall jest środek grudnia.
-No i co?
-I jest zimno.
-Proszę. - zrobił maślane oczka.
-Dobrze tylko im napiszę.
-Okej.
Wyciągnęłam telefon i napisałam domamy żeby jechali do domu. Przebrałam się i wyszliśmy. Było zimno i padał śnieg.
-Za pare dni wigilia a później sylwester i cały rok trasa koncertowa.
-Kiepsko.
-No nie będziemy się prawie wogóle widzieć.
-Cały rok?!
-Tak.
-O nie, nie puszcze cię.
-Chciałbym. A może pojedziesz z nami?
-Nie.
-Proszę. - znów zrobił maślane oczka.
-Przestań.
-Ale co?
-Bo robisz takie oczy i zawsze ci ulegam.
-Jakie takie? - zrobił zeza zaczęłam się śmiać.
-Nie, takie piękne.
-To pojedziesz?
-Nie.
-Dlaczego?
-Szkoła, treningi, szkoła, rodzina, szkoła, cały rok poza domem.
-A no tak.
-Ale będziemy się widywać w przerwch tak?
-Oczywiście.
-No to super.
-Jak spędzacie święta?
-Mama coś mówiła, że chciałaby pojechać do Polski.
-Aha. Bo wiesz chcieliśmy z chłopakami zaprosić was na wigilię, wasze rodziny bo nasze też przyjeżdżają. no i chciałem żebyś poznała moich rodziców.
-Całą rodzinę?
-Tak twojego tatę, mamę Zuzie i Amelie.
-Dobrze zaproponuję to w domu może mama zmieni plany.
-To super to będzie ogromna wigilia.
Odprowadził mnie pod dom.
-To pa.
-Pa.
Pocałowałam go i weszłam do domu.
-Mamo, tato chodźcie tu.
-Tak?
-Niall zaprosił nas na wigilię do siebie będą tam jego rodzice, rodzice chłopaków i dziewczyn też.
-A mieliśmy lecieć do Polski.
-No proszę.
-Dobrze możemy zmienić plany.
-To super.
*********************************
Siemeczka ale dzisiaj mam dobry humor. Stoch wczoraj 3 miejsce, szczypiorniści wygrali! A dzisiaj cały dzień chce mi się śmiać. A i wczoraj stwierdziłam że mój tata i mój wujek przypominają Larry'ego. Trochę na swój sposób ale serio gdyby mieszkali bliżej bo bym oszalała wystarczy że mają telefony ;P.
Piszcie jak się podobało i zachęcam do czytania mojego nowego bloga z imaginami http://imaginy-o-tym-co-w-zyciu-i-nie-tylko.blogspot.com/

1 komentarz:

  1. świetna część będzie następna część świetne przeczytałam wszystkie jednego dnia

    OdpowiedzUsuń