Harry
-Wychodzę! - krzyknąłem.
Ruszyłem do kwiaciarni zrobie mały prezent Sarze. Kupiłem jednął czerwoną róże i poszedłem do jej domu. Schowałem różę za siebie i zadzwoniłem. Drzwi się otworzyły a w nich stała Eva.
-O cześć Harry, Sara u siebie.
-Cześć dzięki.
Po cichu poszedłem do jej pokoju zapukałem i wszedłem.
-Harry!
-Hej śliczna mam coś dla ciebie. - wyjąłem zza siebie różę. - Proszę.
-Harry jesteś słodki.
-Podoba się?
-Tak. Dziekuję. - pocałowała mnie. - Siadaj.
-Słuchaj bo moi rodzice cię bardzo polubili i chcieliby żebyśmy przyjechali do nich w ferie zimowe co ty na to? - spuściła głowę. - Coś się stało.
-Harry bo ja... ja... nie wiem jak ci to powiedzieć, ale ja nie chce.
-No okej to nie musimy do nich jechać.
-Harry nie o to chodzi bo jesteś naprawdę cudownym chłopakiem, ale ja chyba nie umiem kochać bo... no bo... bo dla mnie to jest za szybko to wszystko tak szybko się dzieje, a ja nie jestem na to gotowa przepraszam mój ojciec miał rację mogliśmy zerwać wtedy, a nie teraz kiedy to bardzo nas zaboli.
-Sara chyba żartujesz chcesz ze mną zerwać?!
-Harry przepraszam, ale je nie potrafię kochać przepraszam.
Nic nie powiedziałem tylko wyszedłem z jej pokoju trzaskając drzwiami. Byłem wkurzony wziąłem kurtkę i wybiegłem z jej domu. Złość mnie rozsadzała od środka wbiegłem szybko do domu rzuciłem kurtkę i buty gdzieś chłopaki się dziwniej patrzyli pobiegłem do kuchni. Wyciągnąłem szklankę i pepsi. Chciałem ją odkręcić, ale była mocno zakręcona wkurzyłem się i rzuciłem ją o podłogę. Rozdarłem mię na cały głos i oparłem o blat stołu. Zaraz przybiegli chłopaki.
-Harry co jest? - zapytał Zayn.
-Co jest?! To, że Sara nie chce już ze mną być!
-Stary przykro mi.
-Ja tego tak nie zostawię nie pozwoleń jej odejść.
-Co chcesz zrobić? - zapytał Niall.
-Jeszcze nie wiem.
Poszedłem do swojego pokoju. Natchnęło mnie zaśpiewam jej Little Things. Wpadłem do pokoju Niall'a chwyciłem gitarę i znalazłem nuty. Poszedłem do siebie i próbowałem coś zagrać, ale nie wychodziło mi to. Wyszedłem z pokoju z gitarą w ręki i poszedłem do salonu.
-Jak ty na tym szajstwie możesz grać?! - krzyknąłem w stronę Niall'a obrócił się i zaczął śmiać. - To kurde nie jest śmieszne na tym się nie da!
-Nie dziwie się jak nie umiesz grać.
-To mnie naucz.
-Ja?
-Nie moja mama, ty! Kurde szybko bo nie ma czasu!
Poszliśmy do jego pokoju. Chwyciłem gitarę i dałem mu.
-Zagraj mi to.
-No dobra. Ale co?
-Little Things.
-No to dzisiaj się tego nie nauczysz.
-Graj.
Zagrał mi całą piosenkę. Coś czuję, że szybko to się tego nie nauczę.
-No to masz nuty i spróbuj powoli.
-Dobra.
Zacząłem grać. Nie było to szybko, a raczej w żółwim tępię.
-Harry nie E tylko A.
-Dobra. - zagrałem jeszcze raz nie wiem dlaczego cały czas mi wychodziło E.
-Harry, A.
-Dobra czekaj. - i znów to samo.
-Harry dobra wiem, że to nie jest łatwe, ale A z E pomylić.
-Kurde zdarz się nie wyżywaj się na mnie.
-Ja na tobie?
-Dobra sory.
Znów to samo.
-Nie wytrzymam kurde nie wiem czemu mi to E wychodzi. Chodź ze mną ty zagrasz, a ja zaśpiewam.
-Harry ja mam na niej zrobić wrażenie czy ty?
-Boże, ale to jest takie porąbane! Czemu ten świat jest tak pojebany? Za jakie grzechy mnie to spotyka!
-Uspokój się. Skup się i zacznij jeszcze raz.
-Dobra.
Usiadłem i zagrałem jeszcze raz nie w takim tempie jak ma być, ale przynajmniej dobrze.
-Jest udało się umiem!
-No i co trudno?
-No.
-Dobra, a teraz w tym tempie co ma być i dodaj śpiew.
-Czekaj ja najpierw muszę wyczuć tą gitarę później śpiew, ty śpiewaj, a ja będę grał.
-Dobra, ale zawsze było odwrotnie ja ci grałem, a ty śpiewałeś, no ale dobra.
Zacząłem grać.
-Trochę szybciej.- szepnął.
Przyśpieszyłem trochę a on śpiewał co jak co ale trzeba przyznać, że śpiewa zajebiście.
-Kurde jest udało się! Piątka.
-No git było, a teraz ty zaśpiewaj.
-I piękno przeminęło.
-No dajesz.
Zacząłem grać i dołożyłem jeszcze śpiew. No i było git. Powtórzyłem to jeszcze raz.
-Jestem mistrzu! Nauczyłem cię grać na gitarze! Oł je! Pójdę do nieba. - Niall zaczął wrzeszczeć szczęśliwy.
-I tak byś poszedł.
-Ha no wiem.
-Dzięki. Teraz lecę do niej.
-Ej ale jest 22 nie za późno?
-Niall jakbyś chciał żeby Marika do ciebie wróciła to byś miał gdzieś która godzina.
-No w summie dobra leć.
Wybiegłem z domu i pobiegłem pod jej dom. Obszedłem go miał tylko 1 piętro znalazłem pokój Sary świeciło się światło zapukałem do niego. Podeszła i otworzyła. Płakała i to widać bardzo.
-Harry co ty tu ro...?
-Ciiii nie mów nic ja mam ci coś do powiedzenia. - zacząłem grać na gitarze. - http://www.youtube.com/watch?v=xGPeNN9S0Fg
Your hand fits in mine like it's made just for me
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.
But bear this in mind it was meant to be.
And I'm joining up the dots with the freckles on your cheeks.
And it all makes sense to me.
I know you've never loved the crinkles by your eyes, when you smile.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.
You've never loved your stomach or your thighs.
The dimples in your back at the bottom of your spine.
But I'll love them endlessly.
I won't let these little things slip out of my mouth.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.
But if I do it's you, oh it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.
You can't go to bed without a cup of tea..
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.
And maybe that's the reason that you talk in your sleep.
And all those conversations are the secrets that I keep
Though it makes no sense to me.
I know you've never loved the sound of your voice on tape,
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.
You never want to know how much you weigh.
You still have to squeeze into your jeans,
But you're perfect to me.
I won't let these little things slip out of my mouth..
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.
But if it's true it's you, it's you they add up to.
I'm in love with you and all these little things.
You'll never love yourself half as much as I love you.
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..
You'll never treat yourself right, darlin' but I want you to.
If I let you know, I'm here for you, maybe you'll love yourself,
Like I love you. Ooh..
I've just let these little things slip out of my mouth.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things.
'Cause it's you, oh it's you.. it's you they add up to.
And I'm in love with you and all these little things.
I won't let these little things slip out of my mouth.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.
But if it's true. it's you.. it's you they add up to.
I'm in love with you. And all your little things.
Proszę nie zrywaj za mną.
-Harry ja nie wiem co powiedzieć. To było piękne. - po policzku spłynęła jej łza.
-Proszę nie zrywaj ze mną.
-Harry żałuję, że to zrobiłam bo cały czas płaczę, a jeszcze nigdy tak nie miałam kocham cię i chce żebyśmy byli razem.
-Też cię kocham. - podszedłem do niej i ją pocałowałem.
-Wchodź bo zimno. - wszedłem przez okno do jej pokoju.
-Kocham cię. - pocałowałem ją namiętnie.
-Ja ciebie też.
-Harry ja nie wiem co powiedzieć. To było piękne. - po policzku spłynęła jej łza.
-Proszę nie zrywaj ze mną.
-Harry żałuję, że to zrobiłam bo cały czas płaczę, a jeszcze nigdy tak nie miałam kocham cię i chce żebyśmy byli razem.
-Też cię kocham. - podszedłem do niej i ją pocałowałem.
-Wchodź bo zimno. - wszedłem przez okno do jej pokoju.
-Kocham cię. - pocałowałem ją namiętnie.
-Ja ciebie też.
Danielle
Dzisiaj 29 grudzień ślub mamy. Jestem strasznie zdenerwowana. Ma przyjść 100 osób. Miałam na sobie ubraną fioletową sukienkę od przed kolana i włosy upięte w koka i zostawione parę wolnych pasemek. Pomagałam jeszcze mamie w ostatnich poprawkach.
-Mamuś wyglądasz ślicznie.
-Ty też.
-Strasznie się denerwuję.
-To ja biorę ślub, a nie ty.
-Ale i tak się denerwuję.
-Spokojnie już raz to przechodziłam nie jest tak strasznie.
-To czekamy na dole.
-Dobrze córcia.
Wyszłam z sypialni i poszłam do salonu. Zobaczyła Liam'a i podeszłam do niego.
-Hej. Strasznie się denerwuję.
-Hej oj to ja się boję co będzie na naszym ślubie. - uśmiechnął się promiennie.
-Na naszym ślubie?- zapytałam nie wiedząc czy dobrze usłyszałam.
-Tak na naszym. Jeśli mnie nie rzucisz.
-Chyba sobie żartujesz ciebie rzucić? Liaś za bardzo cię kocham.
-Ja ciebie też.
Usłyszałam, że mama schodzi po schodach. Wszystkie oczy były skierowane w jej stronę. Wyglądała ślicznie zresztą jak zawsze.Zapakowaliśmy się do samochodu i ruszyliśmy do kościoła. Nie trwało to długo później ruszyliśmy na salę. Oczywiście taniec pary młodej musiał być. Wszystko było super mama nareszcie od czasu kiedy tata zmarł jest szczęśliwa i ja również jestem szczęśliwa.
-Mogę panią prosić do tańca? - zapytał Liam.
-Oczywiście.
Chwyciłam jego rękę i ruszyliśmy na parkiet. Muzyka była spoko na szczęście mama dała namówić się na DJ'a piosenki puszczał fajne nie jakieś taka stare nie wiadomo skąd tylko z tej epoki. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Z Liam'em zawsze jest tak fajnie.
-Mogę panią prosić do tańca? - zapytał Liam.
-Oczywiście.
Chwyciłam jego rękę i ruszyliśmy na parkiet. Muzyka była spoko na szczęście mama dała namówić się na DJ'a piosenki puszczał fajne nie jakieś taka stare nie wiadomo skąd tylko z tej epoki. Bujaliśmy się w rytm muzyki. Z Liam'em zawsze jest tak fajnie.
Liam
Bałem się jak zareaguje jak jej powiedziałem, że co będzie na naszym ślubie myślałem, że powie że ślubu nie będzie. Może się jej za niedługo oświadczę? Może.
-Liam kocham cię i nigdy nie przestanę. - powiedziała i wtuliła się we mnie objąłem ją rękami.
-Też cię kocham i zawsze będę kochał pamiętaj o tym.
-Nigdy o tym nie zapomnę.
Piosenka się skończyła.
Dochodziła 24 czas na rzucanie welonem i krawatem. Najpierw welon Danielle i reszta dziewczyn ustawiły się za panną młodą. Rzuciła welon i załapała go Danielle. Zaczęła się cieszyć. Przeszła obok mnie mówiąc:
-No musisz teraz złapać bo inaczej będę się całowała z kim innym.
-Oj nie będziesz.
Teraz czas na mężczyzn Wszyscy single ustawili się za panem młodym on rzucił krawatem i jest złapałem go. Danielle do mnie podbiegła.
-No to kiedy ślub? - zapytała.
-Z tobą nawet teraz.
-Dawaj całusa.
-Z chęcią.
Pocałowałem ją najlepiej jak umiałem.
-Za każdym razem nogi mi się uginają. - szepnęła mi do ucha.
-I o ty chodzi.
-Hej o czym myślisz? - zapytał Liam gdy weszliśmy no naszego pokoju.
-O mamie.
-A dokładniej?
-O tym co... co... co oni teraz robię i mnie to przeraża.
-Daniell daj spokój nie myśl o tym przecież oni też są ludźmi i mają prawo no...
-Dobra nie kończ.
Zaczął się śmiać.
-Zapomnijmy o mojej mamie.
-Zgadzam się. Jak Luck sprawuje się w roli brata?
-Spoko tylko rano są wieczne kłótnie.
-Dlaczego? Bije cię zaraz tego pożałuje. - zaczął wychodzić z pokoju.
-Czekaj Liam chodzi o łazienkę rano się kłócimy kto ma pierwszy wejść.
-Aha trzeba było tak od razu zaraz bym mu przywalił.
-Spokojnie kochanie.
-Masz rację.
-Nigdy o tym nie zapomnę.
Piosenka się skończyła.
Dochodziła 24 czas na rzucanie welonem i krawatem. Najpierw welon Danielle i reszta dziewczyn ustawiły się za panną młodą. Rzuciła welon i załapała go Danielle. Zaczęła się cieszyć. Przeszła obok mnie mówiąc:
-No musisz teraz złapać bo inaczej będę się całowała z kim innym.
-Oj nie będziesz.
Teraz czas na mężczyzn Wszyscy single ustawili się za panem młodym on rzucił krawatem i jest złapałem go. Danielle do mnie podbiegła.
-No to kiedy ślub? - zapytała.
-Z tobą nawet teraz.
-Dawaj całusa.
-Z chęcią.
Pocałowałem ją najlepiej jak umiałem.
-Za każdym razem nogi mi się uginają. - szepnęła mi do ucha.
-I o ty chodzi.
Danielle
Dochodziła 5 wszyscy się już zebrali zostałam ja Liam i Luck mój brat. Pozamykaliśmy wszystko, a mama jutro ma się z nimi rozliczyć. Nie pojechaliśmy do siebie do domu tylko do hotelu młoda para chciała tę noc spędzić razem. O Boże jak o tym pomyślę to brrr.-Hej o czym myślisz? - zapytał Liam gdy weszliśmy no naszego pokoju.
-O mamie.
-A dokładniej?
-O tym co... co... co oni teraz robię i mnie to przeraża.
-Daniell daj spokój nie myśl o tym przecież oni też są ludźmi i mają prawo no...
-Dobra nie kończ.
Zaczął się śmiać.
-Zapomnijmy o mojej mamie.
-Zgadzam się. Jak Luck sprawuje się w roli brata?
-Spoko tylko rano są wieczne kłótnie.
-Dlaczego? Bije cię zaraz tego pożałuje. - zaczął wychodzić z pokoju.
-Czekaj Liam chodzi o łazienkę rano się kłócimy kto ma pierwszy wejść.
-Aha trzeba było tak od razu zaraz bym mu przywalił.
-Spokojnie kochanie.
-Masz rację.
Marika
Dzisiaj sylwester chłopaki robią imprezę i oczywiście muszę iść. Dochodziła 20 spakowałam ubrania bo miałam u nich spać i wyszłam. Doszłam do ich domu w 15 minut. Zapukałam i weszłam do środka. Trwała kłótnia między Zayn'em a Niall'em.
-Nie ty sprzątasz ja zawsze muszę wszystko robić teraz twoja kolej! - Niall wydzierał się na Zayn'a.
-Nie ty sprzątasz zawsze tak było!
-Nie ty sprzątasz nie mam zamiaru znów tego robić.
-Hej spokojnie. - uspokoiłam ich. - Razem posprzątacie i już. - wyszczerzyłam się w ich stronę.
-Marika bo twój chłopak kłóci się ze mną, że ja mam wszystko sprzątać.
-Bo teraz twoja kolej ostatnio ja sprzątałem więc teraz ty.
-Zayn to prawda?
-Tak, ale ja nie umiem sprzątać.
-To się naucz powyrzucasz wszystko pozmywasz i już.
-Dobra nie będę się z tobą kłócił, ale żeby później nie było pretensji. - odszedł obrażony.
-Zachowujecie się jak małe dzieci. - Niall też się obraził, ale tym razem na mnie. - Obraziłeś się? - nie odpowiadał. - Jak tak to ja idę do domu jak taki ma być ten sylwester.
-Okej żartuję chodź. - złapał mnie za rękę.
-Teraz to ja się obraziłam.
-Hej bo zacznę płakać.
-A płacz.
-Hej Niall Horan nie może płakać. - zawsze jak to mówił ta zaczynałam się śmiać i już mnie miał tym razem było tak samo.
-O Boże Niall Horan! Mogę cię dotknąć? Wyjdziesz za mnie? - zaczęłam skakać i zachowywać się tak jakby zrobiły większości fanek.
-Kolejna żona o kurde która to już milionowa? Szczerze dziwiłem się, że tak nie zareagowałaś za pierwszym razem.
-Bo nie byłam waszą fanką.
-A teraz jesteś?
-A widzisz to? - pokazałam mu naszyjnik który dostałam od Oliwi.
-Widzę. - uśmiechnął się.
-No więc jak sądzisz?
-To znaczy, że lubisz naszą muzykę?
-Tak.
-I mogę ci śpiewać?
-Tak.
-Bo zawsze chciałem ci coś zaśpiewać, ale myślałem, że nie lubisz naszej muzyki.
-Żartujesz? Uwielbiam waszą muzykę. Jest piękna.
-A która piosenka ci się najbardziej podoba z płyty Take Me Home?
-Dużo ich Magic, Last First Kiss, Little Things, They don't know about us, Rock me, Kiss you wszystkie lubię.
-A jakbyś miała wybrać jedną?
-Hmmm... ciężkie pytanie wahałabym się pomiędzy Little Things a Last First Kiss.
-Też lubię te piosenki.
-Dobra zabierajmy się bo zaraz wszyscy przyjdą.
-Yhym.
Przygotowaliśmy napoje i coś do przegryzienia no i oczywiście muzyka. Wszyscy zaczęli się zbierać dobrze się bawiliśmy dochodziła 23:30 Niall mało co pił.
-Chodź mam coś dla ciebie. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Ubrałam swój płaczę i wyszliśmy.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Chwycił mnie za rękę i poszliśmy do centrum Londynu. Dochodziła 24 staliśmy pod Big Benem. Zaczęło się odliczanie.
-10, 9, 8, 7, 6, 5, 4... - odliczaliśmy razem. - 3... - chwycił mój podbródek i zaczął całować. 2, 1 i nowy rok, a my trwaliśmy w pocałunku. W końcu przestaliśmy.
-Najlepszy sylwester na świecie. - powiedziałam patrząc na fajerwerki które oswietlały całe niebo. To wszystko wyglądało pięknie.Po piętnastu minutach wszystko ustało. - O już koniec, a szkoda było pięknie.
-Jeszcze nie koniec patrz w niebo.
Patrzyłam cały czas usłyszałam świst i wybuchło fajerwerki ułożyły napis "I love you Marika". Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Rzuciłam mu się na szyję całując.
-Jesteś cudowny, kocham cię.
-Ty jesteś cudowna.
Wróciliśmy do ich domu zabawa trwała w najlepsze. Zaraz zaczęliśmy tańczyć. Było super. Dochodziła 5 rano już nikogo nie było zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy.
-Ej to ma zrobić Zayn zostaw.
-Jak się jutro obudzi.
-To ja go obudzę chodź.
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie i zaczął całować.
-A może tak nie przy ludziach? - zapytała Sara wchodząc do salonu, pokazałam jej język.
Poszliśmy do pokoju Niall'a. Przebrałam się w spodenki i bokserkę i położyłam się do łózka zaraz przyszedł Horanek i zasnęliśmy. Obudziłam się dochodziła 14 Niall'a już nie było. Wstałam umyłam się i przebrałam i poszłam do salonu siedzieli tak Harry i Sara i się całowali.
-A może tak nie przy ludziach?
-A ty z Horanem to możesz nie ma tak dobrze.
-A właśnie gdzie on jest?
-W kuchni robi ci śniadanie to łóżka.
-Aha.
Niall śniadanie? O Jezu katastrofa. Uchyliłam drzwi do kuchni Niall stał przy kuchence i coś pichcił czułam napach naleśników no takie prezentu to ja mu nie zepsuje. Wróciłam do łóżka i udawałam, że śpię za chwile usłyszałam, że drzwi się otwierają i znów zapach naleśników mniam.
-Marika wstawaj. - udałam, że się przeciągam.
-Hej.
-Mam coś dla ciebie. - usiadałam, a on położył mi na kolanach tacę były na niej cztery naleśniki i ciepła kawa z mlekiem i piękna czerwona róża.
-Dziękuję. - pocałowałam go. - Jak to pięknie pachnie.
-Smacznego.
Chwyciłam do ręki naleśnika i zaczęłam jeść.
-Ej chwila czemu jesteś pomalowana?
-No bo się obudziłam, ale jak zobaczyłam, że robisz mi śniadanie to nie chciałam żebyś był smutny to wróciłam.
-A myślałem, że to będzie niespodzianka.
-Jest i to bardzo miła dziękuję ci.
Przytuliłam go.
-Yhym.
Przygotowaliśmy napoje i coś do przegryzienia no i oczywiście muzyka. Wszyscy zaczęli się zbierać dobrze się bawiliśmy dochodziła 23:30 Niall mało co pił.
-Chodź mam coś dla ciebie. - złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę drzwi. Ubrałam swój płaczę i wyszliśmy.
-Gdzie idziemy?
-Zobaczysz.
Chwycił mnie za rękę i poszliśmy do centrum Londynu. Dochodziła 24 staliśmy pod Big Benem. Zaczęło się odliczanie.
-10, 9, 8, 7, 6, 5, 4... - odliczaliśmy razem. - 3... - chwycił mój podbródek i zaczął całować. 2, 1 i nowy rok, a my trwaliśmy w pocałunku. W końcu przestaliśmy.
-Najlepszy sylwester na świecie. - powiedziałam patrząc na fajerwerki które oswietlały całe niebo. To wszystko wyglądało pięknie.Po piętnastu minutach wszystko ustało. - O już koniec, a szkoda było pięknie.
-Jeszcze nie koniec patrz w niebo.
Patrzyłam cały czas usłyszałam świst i wybuchło fajerwerki ułożyły napis "I love you Marika". Czułam jak do oczu napływają mi łzy. Rzuciłam mu się na szyję całując.
-Jesteś cudowny, kocham cię.
-Ty jesteś cudowna.
Wróciliśmy do ich domu zabawa trwała w najlepsze. Zaraz zaczęliśmy tańczyć. Było super. Dochodziła 5 rano już nikogo nie było zaczęłam zbierać wszystkie rzeczy.
-Ej to ma zrobić Zayn zostaw.
-Jak się jutro obudzi.
-To ja go obudzę chodź.
Złapał mnie w talii i przyciągnął do siebie i zaczął całować.
-A może tak nie przy ludziach? - zapytała Sara wchodząc do salonu, pokazałam jej język.
Poszliśmy do pokoju Niall'a. Przebrałam się w spodenki i bokserkę i położyłam się do łózka zaraz przyszedł Horanek i zasnęliśmy. Obudziłam się dochodziła 14 Niall'a już nie było. Wstałam umyłam się i przebrałam i poszłam do salonu siedzieli tak Harry i Sara i się całowali.
-A może tak nie przy ludziach?
-A ty z Horanem to możesz nie ma tak dobrze.
-A właśnie gdzie on jest?
-W kuchni robi ci śniadanie to łóżka.
-Aha.
Niall śniadanie? O Jezu katastrofa. Uchyliłam drzwi do kuchni Niall stał przy kuchence i coś pichcił czułam napach naleśników no takie prezentu to ja mu nie zepsuje. Wróciłam do łóżka i udawałam, że śpię za chwile usłyszałam, że drzwi się otwierają i znów zapach naleśników mniam.
-Marika wstawaj. - udałam, że się przeciągam.
-Hej.
-Mam coś dla ciebie. - usiadałam, a on położył mi na kolanach tacę były na niej cztery naleśniki i ciepła kawa z mlekiem i piękna czerwona róża.
-Dziękuję. - pocałowałam go. - Jak to pięknie pachnie.
-Smacznego.
Chwyciłam do ręki naleśnika i zaczęłam jeść.
-Ej chwila czemu jesteś pomalowana?
-No bo się obudziłam, ale jak zobaczyłam, że robisz mi śniadanie to nie chciałam żebyś był smutny to wróciłam.
-A myślałem, że to będzie niespodzianka.
-Jest i to bardzo miła dziękuję ci.
Przytuliłam go.
Luck
-Alice musimy to skończyć ja mam dziewczynę i ją kocham Emilia jest dla mnie ważna.
-Co? Chyba sobie żartujesz! Nie zostawisz mnie teraz bo powiem jej wszystko!
-Ani się waż.
-Zobaczysz jeszcze tego pożałujesz!
Odeszła. Wiem debil ze mnie zdradzam swoją dziewczynę. Ale sam nie wiem dlaczego to zrobiłem to przez tą głupią dyskotekę gdybym nie był aż tak pijany nic by się nie stało. Dlaczego dałem się jej sprowokować. Ona powie to Emilii, a ona będzie wściekła nie, nie dobie się od niej dowie się ode mnie. Poszedłem do niej i zadzwoniłem do drzwi otworzyła jej mama poszedłem do pokoju Emilii. Zapukałem i wszedłem.
-Hej właśnie miałam do ciebie dzwonić czy nie idziemy gdzieś. - podeszła do mnie i lekko pocałowała. - Coś się stało?
-Bo słuchaj ja wiem, że jestem świnia i debil i przepraszam cię już teraz, ale muszę ci to powiedzieć.
-Ale co? - zapytała zdziwiona.
-Proszę wybacz mi, ale jak by to powiedzieć...
-Masz kogoś innego? - zapytała smutna.
-Tak i przepraszam to nie tak, że ją mam, ale to po prostu było tylko chwila słabości musisz zrozumieć ja tego nie chciałem, ale dzisiaj z nią zerwałem wszystkie kontakty tylko ciebie kocham. Proszę wybacz mi.
-Nie wierze w to jak mogłeś? Mogłeś od razu mnie rzucić, a nie robić mi nadziei idź stąd!
-Emilia przepraszam.
-Wynoś się z mojego domu!. - chciałem ją pocałować i udało mi się, ale ona zaraz mnie odepchnęła.
-Emilia przepraszam.
-Luck idź stąd nie utrudniaj tego.
Wypchnęła mnie za drzwi. Nigdy nie sądziłem, że poczuje się tak źle moje serce pękało. Wróciłem do domu i pobiegłem do siebie trzaskając wszystkimi drzwiami. Zasnąłem i obudziłem się rano. Zbiegłem po schodach zadzwonił ktoś otworzyłem to był kurier.
-Przesyłka dla pana Lucka Candy.
-To ja.
-Proszę tu podpisać.
Podpisałem, a on odszedł. Przesyłka z sądu jakim cudem z sądu? Rozpakowałem szybko i przeczytałem nie mogłem uwierzyć własnym oczom uszczypnąłem się, ale to nie był sen. Alice pozwała mnie do sądu za znęcanie się nad nią. Wiedziałem, że coś zrobi, ale żeby coś tak okropnego! Do domu przyszła Daniell, a ja chodziłem cały zdenerwowany.
-Coś się stało? - zapytała.
-Nie nic to nie ważne.
-Luck...?
-Pamiętasz Emilie?
-No tak to twoja dziewczyna tak?
-No właśnie w tym problem, że już nie.
-Jak to?
-Bo ja ją zdradzałem z taką dziewczyną ze szkoły Alice.
-Luck nauczyć cię jak się traktuje dziewczyny?
-Nie trzeba. No, ale słuchaj wczoraj powiedziałem Alice, że to koniec, że nie chce już tego dalej ciągnąć bo kocham Emilie no, ale ona się wkurzyła i powiedziała, że tego pożałuję no i patrz. - podałem jej kopertę. popatrzyła na nią i się przeraziła.
-Luck to nie jest prawda?
-Żartujesz, a uderzyłem cię kiedyś?
-No nie...
-No właśnie, a ona tak się chce odegrać no, a ja wczoraj powiedziałem to Emilii bo nie chciałem żeby się dowiedział od niej no i powiedziałam, że mam się wynosić.
-Przykro mi, ale zrobiłabym to samo.
-Dzięki za pocieszenie.
-Dobra sory trzeba coś wymyślić bo jak rodzice się dowiedzą to będzie kiepsko.
-Wiem. To nie mówmy im.
-Zgadzam się.
-A o czym to nie mówmy rodzicom? - zapytał tata Lucka.
-O niczym. - Luck szybko schował ze siebie kopertę.
-Macie przed nami sekrety?
-Niektórych rzeczy rodzice nie muszą wiedzieć to takie nasze sprawy wiesz szkoła i takie tam.
-Yhym.
Poszliśmy do swoich pokoi. Jutro zaczyna się szkoła znów.
Marika
Dzisiaj do szkoły nie no za jakie grzechy? Doszłam i weszłam namierzyłam wzrokiem Danielle bez Liam'a nowość siedziała oparta o ścianę.Podeszłam do niej bo była smutna.
-Hej. - powiedziałam uśmiechnięta.
-Cześć. - to brzmiało jak 'idź stąd mam inne sprawy na głowie'.
-Dzięki za miłe powitanie coś się stało?
-W zasadzie to tak o Lucka chodzi.
-No co jest?
Powiedziała mi wszystko i nie mogłam uwierzyć.
-Marika jak ja mam mu pomóc?
-Kurde nie wiem. Wiesz jak byliśmy razem to nigdy nawet nie próbował mnie uderzyć nawet ręki na mnie nie podniósł ja w to nie wierze.
-Musisz mu pomóc powiesz w sądzie, że nigdy na ciebie ręki nie podniósł.
-No dobra jak mu to pomorze?
-Pomorze.
-Okej.
Nie mogłam w to uwierzyć. Teraz lekcja chemii.
-Hej skarbie. - usłyszałam głos Niall'a.
-Hej. - pocałowałam go w policzek.
-Widziałaś, że jesteście na yt?
-Co?
-No z tego musicali ktoś was wrzucił jak razem w 5 śpiewacie i macie 500 tys odsłon.
-O Boże serio?
-Tak.
-Super.
Zadzwonił dzwonek więc weszliśmy do klasy.
-Dzisiaj robimy doświadczenie z kwasami załóżcie okulary rękawiczki i fartuchy.
*******************************
Musze tu skończyć ale zobaczycie co się będzie działo. Komentujcie dziękuję. No to tyle ;*
POmoże !! Magda , weź zawsze kończysz w najlepszych momentach , nie lubie tego !! ale cały rozdział mi sie podoba ;*
OdpowiedzUsuńEwelajnaa;*