Eleanor
Zadzwonił dzwonek poszłam otworzyć to był Louis.
-Hej piękna.
-Hej. - poszliśmy na spacer.
-Naprawdę do ciebie zadzwoniłem?
-Tak.
-Przepraszam, że cię obudziłem.
-Warto było.
-To dobrze. Ciekawe co bym zrobił gdybyś się nie zgodziła.
-Nie wiem i nie chcę wiedzieć.
-Chciałbym to słyszeć od samego czopątku. - uśmiechną się od uch do ucha.
-Tak ja tez chciałabym od czopątku wszystko usłyszeć.
-Chciałbym to słyszeć od samego czopątku. - uśmiechną się od uch do ucha.
-Tak ja tez chciałabym od czopątku wszystko usłyszeć.
Chwycił mnie za rękę. Poszliśmy na kolację. Wszystko było super. Zaprosił mnie do tańca. Piosenka była super. Tańczyliśmy w swoich ramionach to było takie super moim chłopakiem jest Louis! W pewnej chwili mnie pocałował. Normalnie myślałam że się rozpłynę. Nogi miałam jak z waty. Po 3h wróciłam do domu.
James
Wstałem rano i otworzyłem laptopa. Była wiadomość od Ericka. "Jeszcze się zastanowię. Nara.". To było okropne nie chce żeby odchodził. Zszedłem na dół.
-Cześć co chcesz na śniadanie?
-Nie wiem byle co.
-Coś się stało?
-Tak. Erick chce się wypisać z tańców a ja mam wrażenie, że to przeze mnie.
-Czemu tak myślisz?
-No bo się dowiedział. A poza tym napisał, że chce skupić się na nauce a on nie jest typem który się uczy.
-Chcesz żebym z nim pogadała?
-Nie.
-Dobrze.
Zjadłem i wyszłem do szkoły.
Linda (mama Jamesa)
Tylko gdy James wyszedł de szkoły pojechałam do domu tego Ericka. Zadzwoniłam do drzwi. Otworzyła mi chyba jego mama.
-Dzień dobry ja nazywam się Linda jestem mamą Jamesa nie wiem czy syn wspominał pani o moim synu.
-Dzień dobry tak mówił coś. Proszę wejść w jakiej sprawie pani tu przyjechała?
-Tak się składa, że wczoraj pani syn dowiedział się, że mój syn zakochał się w nim. Wiem, że wydaje się to pani dziwne. W każdym razie wczoraj pani syn napisał, że chce się wypisać z grupy tanecznej i mój syn obwinia się za to czy mogłaby pani z nim porozmawiać żeby to przemyślał?
-Tak to bardzo zaskakujące. Ale ja nie mogę wpłynąć na decyzję mojego syna. To jego sprawa jeśli już nie chce tańczyć nie będę go zmuszała.
-Bardzo proszę tylko o to żeby pani z nim porozmawiała.
-Dobrze porozmawiam.
-Dziękuję.
-Proszę.
-Do widzenie.
-Do widzenia.
Marika
Wyszłam do szkoły. Poczekałam na Lucka. Poszliśmy razem.
-James! James czekaj! - zawołałam go.
-Co?
-Przepraszam nie gniewaj się.
-Przecież to nie twoja wina.
-Nie gniewasz się?
-Nie.
-A i przykro mi to co napisał, że odchodzi.
-Taką podjął decyzję.
-No niestety.
Poszliśmy na lekcje.
-Dzięki - uśmiechnęła się przez łzy.
-To idziesz?
-Jeszcze chwile chce tu posiedzieć.
-A mogę zostać z tobą?
-Tak. No chyba, że jakaś dziewczyna przyjdzie i cię wygoni.
-Nie dam się wyrzucić. - powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Nie no zapomniałam one by były tak podekscytowane tobą, że by ci kazały tu zostać. - zaśmiała się
-No właśnie.
Po kilku minutach wróciliśmy. Ona stanęła przed nami i zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Byłem jak w jakimś transie. To było piękne. Jak skończyła zadzwonił dzwonek na przerwę więc i my mamy przerwę. Podszedłem do niej.
-Sara śpiewasz pięknie.
-Serio? Bo mi się wydaje, że trochę dziwnie.
-Dziwnie? Pięknie! To jest synonim tak no więc się zgadzam że dziwnie. - uśmiechnąłem się.
Weszliśmy z sali.
-James! James czekaj! - zawołałam go.
-Co?
-Przepraszam nie gniewaj się.
-Przecież to nie twoja wina.
-Nie gniewasz się?
-Nie.
-A i przykro mi to co napisał, że odchodzi.
-Taką podjął decyzję.
-No niestety.
Poszliśmy na lekcje.
James
Wyszedłem ze szkoły i szedłem w kierunku domu. Widziałem, że na ławeczce niedaleko szkoły siedzi Erick szedłem jakbym go nie zobaczył.
-Czekaj James czekaj. - odwróciłem się.
-Tak?
-Nasłałeś swoją matkę na mnie?
-Co? O czym ty gadasz?
-Twoja matka przyszła dzisiaj do mojej w sprawie tego żebym nie odchodził.
-Co? Ne wiedziałem sory.
-Słuchaj nie zrezygnuje z tańca bo to kocham i sobie to uświadomiłem ale nie myśl sobie, że to ze względy na ciebie.
-To super - podskoczyłem lekko.
-Dobra ty jesteś jakiś dziwny.
-Dobra pa.
-Nara.
Super jednak nie odchodzi jak to dobrze.
***************
Oliwia
Dzisiaj znowu kontrola. Piątek w końcu. Zapukałam i weszłam.
-O cześć wejdź.
-Cześć.
-I jak byłaś u tego chłopaka?
-Jeszcze nie ale mam zamiar jechać dzisiaj.
-I jak ręka?
-Lepiej. - skłamałam.
-Na pewno? - uniusł jedną brew.
-Nie.
-No więc czemu kłamiesz?
-Bo chce jechać na mistrzostwa - olśniło mnie - Mam pomysł. - powiedziałam podekscytowana.
-Jaki?
-Jadź ze mną.
-Co gdzie?
-No na mistrzostwa. Będziesz miał mnie na oku i będziesz widział co się dzieje z moją ręką.
-Oliwia chyba żartujesz.
-A wyglądam? Na serio jedź ze mną. Proszę.
-Ale ja mam pracę nie tylko ty jesteś moją pacjętką.
-No to tam też będziesz w pracy. Będziesz mnie kontrolował.
-No w sumie.
-No proszę.
-No proszę.
-Mogę się zapytać innych lekarzy czy wezmą moich pacjętów.
-Serio?
-No tak.
-Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! - zaczęłam skakać jak porąbana.
-Dobra ale się uspokuj.
-Ok.
Usiadłam na krzesile.
Sara
Z mamą coraz gorzej. Czuje to. Ona mów,i że jest ok ale ja wiem, że tak nie jest. Siedziałam na korytarzu zadzwonił mój telefon. Odebrała.
-Tak?
-Sara mama nie żyję. - łzy popłynęły mi z oczu.
-Zaraz będę w szpitalu.
-Nie. Masz zostać w szkole. Tata tak powiedizał.
-Jak mam zostać w szkole chyba sobie żartujesz.
-Nie masz zostać.
-Dobra.
Rozłączyłam się a łzy płynęły mi jak potok z oczu.
-Hej co jest czmu płaczesz? - zapytała Danielle patrząc na mnie.
-Moja mama nie żyję.
-O kurde tak mi przykro. Wiesz, że teraz jest kasting do tego musicalu?
-Zapomniałam.
-Ale umiesz piosenkę?
-Tak umiem mam pena to spoko.
-A dasz rade zaśpiewać?
-Nie wiem zobaczę jak nie to trudno.
-Ok to powodzenia.
Poszłam i siadłam przed klasą.
-Sara Vega prosimy.
Weszłam do środka. Jako jury siedzieli pani od muzyki, od angielskiego i... co, co oni tu robią?! Harry, Liam, Louis, Niall i Zayn. Co to ma być!
-Prosimy o zaśpiewanie piosenki.
Popatrzyłam się na Harry'ego pokazał mi zaciśnięte kciuki i się uśmiechnął. No więc zaczęłam śpiewać. Wybrałam tą piosenkę jeszcze przed tym jak mama zachorowała. I znowu zachciało mi się płakać. Łzy popłynęły i z oczu ale dalej śpiewałam. W końcu nie wytrzymałam i wybiegłam z sali.
-Spróbuj, śpiewasz niesamowicie.-Tak umiem mam pena to spoko.
-A dasz rade zaśpiewać?
-Nie wiem zobaczę jak nie to trudno.
-Ok to powodzenia.
Poszłam i siadłam przed klasą.
-Sara Vega prosimy.
Weszłam do środka. Jako jury siedzieli pani od muzyki, od angielskiego i... co, co oni tu robią?! Harry, Liam, Louis, Niall i Zayn. Co to ma być!
-Prosimy o zaśpiewanie piosenki.
Popatrzyłam się na Harry'ego pokazał mi zaciśnięte kciuki i się uśmiechnął. No więc zaczęłam śpiewać. Wybrałam tą piosenkę jeszcze przed tym jak mama zachorowała. I znowu zachciało mi się płakać. Łzy popłynęły i z oczu ale dalej śpiewałam. W końcu nie wytrzymałam i wybiegłam z sali.
Harry
Jej głos. Łał to było coś. Taki zajebisty kop w uszy.
-Zayn to ona a niej ci mówiłem. - powiedziałem do niego szeptem.
-No fajnie śpiewa.
-I jest fajna.
-I ją kochasz.
-I ją kocham - powtórzyłem.
Patrzyłam się na nią po policzku spłynęła jej łza ale śpiewała dalej. W końcu wybiegła z sali. Wstałem szybko.
-Ja za nią pójdę. Tylko musi pani jej dać jeszcze jedną szansę. Musi pani. Inaczej nie wystąpię.
-Dobrze idź czekamy.
-Dziękuję.
Wybiegłem z sali i pobiegłem do łazienki dziewczyn. Była lekcja więc wiedziałem że nikogo tam nie będzie. Wszedłem i zobaczyłem Sarę siedziała oparta plecami o ścianę. Twarz miała schowaną w dłonie i podwinięte kolana pod samą twarz.
-Sara co się stało? - powiedziałem łagodnie siadając obok niej.
-M- moja mama ona nie żyję - zaniosła się przeraźliwym szlochem.
-Tak mi przykro - jej serce pękało można to było wyczuć. Chociaż nie znałem jej matki moje serce też pękało. - Mogę coś zrobić?
-Nie. No chyba, że umiesz przywrócić jej życie.
-Niestety ale nie.
-No więc raczej nic.
-Na prawdę jest mi przykro.
-Dzięki.
-Pani chce ci dać jeszcze jedną szansę. Dasz radę.
-Nie wiem to tak strasznie boli.
-Dzięki - uśmiechnęła się przez łzy.
-To idziesz?
-Jeszcze chwile chce tu posiedzieć.
-A mogę zostać z tobą?
-Tak. No chyba, że jakaś dziewczyna przyjdzie i cię wygoni.
-Nie dam się wyrzucić. - powiedziałem uśmiechając się do niej.
-Nie no zapomniałam one by były tak podekscytowane tobą, że by ci kazały tu zostać. - zaśmiała się
-No właśnie.
Po kilku minutach wróciliśmy. Ona stanęła przed nami i zamknęła oczy i zaczęła śpiewać. Byłem jak w jakimś transie. To było piękne. Jak skończyła zadzwonił dzwonek na przerwę więc i my mamy przerwę. Podszedłem do niej.
-Sara śpiewasz pięknie.
-Serio? Bo mi się wydaje, że trochę dziwnie.
-Dziwnie? Pięknie! To jest synonim tak no więc się zgadzam że dziwnie. - uśmiechnąłem się.
Weszliśmy z sali.
Liam
-Niektórzy byli naprawdę kiepscy ale ta ostatnia to była niezła.
-Nie zła była zajebista. - powiedział Harry.
-No dobra niech ci będzie. A w ogóle to dlaczego za nią pobiegłeś? Przecież ty jej nie znasz. - zapytałem.
-Znam i to nawet dobrze.
-Uuuu... to coś poważniejszego.
-Uuuuu.... nie. - odparł krótko.
-Powiem wam w domu a nie tutaj.
-Ok.
Ktoś do mnie uderzył. To była jakaś dziewczyna nie znam jej. Książki wyleciały jej z rąk i kawa poplamiła zeszyty.
-O kurcze przepraszam moja wina nie widziałem cię - schyliłem żeby pomóc jej pozbierać zeszyty.
-Nie to moja wina zamyśliłam się. Sory.
Pomogłem jej pozbierać zeszyty.
-Dzięki.
-Nie ma za co. Jestem Liam a ty jak masz na imię?
-Danielle. Miło mi cię poznać.
-Mi ciebie też.
-Dobra muszę iść to do zobaczenia jakoś tak przypadkiem.
-Cześć.
Dobra to było dziwne.
Marika
Wyszukałam Lucka wzrokiem i podeszłam do niego.
-Pamiętasz co mi obiecywałeś?
-Co?
-Że przeprosisz Niall'a a że jest tam no to idziemy.
-Czekaj a muszę?
-Tak.
-Dobra.
Pociągnęłam go za sobą.
-Hej Niall Luck chciałby ci coś powiedzieć.
-Cześć. Serio a co? - szturchnęłam go w bok.
-Przepraszam za to, że nazwałem cię dupkiem i za to, że oskarżyłem cię bezpodstawnie. - ucichł szturchnęłam go kolejny raz - I za to, że sprowokowałem cię do bójki.
-Dobra spoko zdarza się.
Odeszliśmy i poszliśmy pod sale w której są przesłuchania.
-Marika Jaśkiewicz.
Zawołała nauczycielka a ja Perrie i Luck weszliśmy do sali.
-Proszę pani my śpiewamy razem a Luck nam gra.
-Dobrze jak się nazywasz?
-Parrie Edwards.
-Dobrze możecie zacząć.
Widziałam że obok nauczycielki siedzą chłopaki. Ten tekst prześladował mnie już. Już bym go przez sen zaśpiewała. Luck zaczął grać na gitarze a my zaczęłyśmy śpiewać.
-Dziękuję. Poproście teraz Eleanor Calder.
-Dobrze.
Wyszliśmy z sali.
Louis
Eleanor czy ja dobrze usłyszałem? Weszła do środka tak dobrze usłyszałem moja Eleanor.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry co zaśpiewasz?
-Piosenkę One Direction More Than This.
-Bardzo proszę.
-Dziękuję.
Puścili muzykę. Zaczęła śpiewać to było takie piękne. Gdy doszła do mojej solówki widziałem, że się uśmiecha do mnie. Gdy ją tak słuchałem pomyślałem sobie, że to jest lepsze od originału Może to tyło śmieszne ale naprawdę tak pięknie śpiewała. Skończyła i już miała wychodzić ale pobiegłem do niej.
-Hej czemu nic nie mówiłaś, że śpiewasz?
-Hej mówiłam i to parę razy ,że śpiewam w domu.
-No tak ale pomyślałam, że tylko tak w domu w pokoju a to, to było zajebiste. Lepsze niż orginał mówię ci.
-Ta jasne niż orginał? A wiesz jest tam taki jeden chłopak który jako czwarty śpiewa solówkę - mówiła o mnie - no i wiesz od niego nie da się być lepszym.
-No wiem sam mu zazdroszczę. - zaśmiałem się.
-Louis wracaj szybko. - krzyknął Harry.
-Dobra muszę iść pa. - pocałowałem ją w usta.
-Pa. - powiedziała i wyszła.
Danielle
Byłam ostatnia. Weszłam do środka i zaczęłam śpiewać. Brzuch mnie bolał. Bałam się że źle zaśpiewam. Ale dobrze mi poszło, chyba, miejmy taką nadzieję.
Harry
Siedzieliśmy na kanapie.
-No to miałeś nam powiedzieć. - odezwał się Liam.
-No to tak. Zakochałem się.
-Co? Czekaj jeszcze raz - Niall się zakrztusił.
-No zakochałem się baranie. To takie dziwne kurde ja też mam uczucia.
-A coś więcej? - zapytał Louis.
-No ma na imię Sara.
-To wiemy.
-No ma 18 lat. Dzisiaj zamarła jej mama dlatego za nią poszedłem. Chyba cztery albo pięć razy się widzieliśmy ale jakoś tak serce mi się cieszy jak ją widzę i cierpię razem z nią.
-No to wszystko jasne Harry się zakochał - podsumował Liam.
-A powiedziałeś jej? - zapytał Louis.
-Nie. I macie być cicho macie jej nic nie mówić.
-Ok.
Sara
Po szkole poszłam szybko do domu. Weszłam i akurat Daniel wychodził.
-Tata jest załamany.
-Wiem.
-Cześć.
-Pa.
-Tato wszystko dobrze?
-Dobrze? Kochanie mama umarła przeze mnie.
-Nie mów tak. Mama nie chciałaby żebyś tak mówił.
-Sara ale to jest prawda. Idź muszę się napić.
Poszłam do siebie po 2h usłyszałam, że ktoś przyszedł. Wychyliłam głowę i zobaczyłam jakiś kolesi pewnie taty kumple. Po pary minutach zeszłam do salonu.
-Dzień dobry.
-Dobry - odpowiedzieli.
-To jest moje córka moje oczko w głowie gdyby nie ona zabiłbym się. - tata mnie przytulił.
Widziałam na stole piwo i to dość dużo. A w plecaku jednego z nich było widać wódkę. Przecież tata nigdy nie pił co się dzieje? Wróciłam do siebie. Po 3h zrobiłam się głodna i zeszłam do kuchni. W domu było czuć alkohol. Wszędzie. Byłam obrócona tyłem do wszystkiego robiłam sobie kanapkę. Słyszałam, że ktoś wchodzi do kuchni. Obróciłam się to był jakiś taty kolega młody trochę tak z 28 lat bym mu dawała. Nie zwracałam na niego uwagi. Aż nie poczułam, że łapie mnie za biodra. Odsunęłam się od niego co mnie jakiś koleś będzie dotykał.
-Zaczekaj. Twój tata tak cię chwali,ł że jesteś taka mądra i śliczna i umiesz sobie poradzić w każdej sytuacji.
-No i co?
-No a ty jesteś jego córeczką a teraz kiedy cię najbardziej potrzebuje po stracie twojej mamie ty z nim nawet nie porozmawiasz.
-Rozmawiałam z nim ale on mnie wystała do siebie bo powiedział, że chce się napić a później wy przyszliście.
-Mogłaś chociaż go pocieszyć - przejechał mi palcem co policzku.
Wybiegłam szybko i poszłam do siebie. Za chwile rozległo się pukanie i wszedł on ten sam co przed chwilą.
-Wyjdź stąd! - krzyknęłam.
-Spokojnie. Ładny pokoik.
-Wyjdź stąd. - wycedziłam przez zęby.
-Spokojnie nic ci nie zrobię.
-Serio nie jestem pewna - szepnęłam do siebie ale widocznie on usłyszał.
-Boisz się? - podszedł do mnie i staną twarzą w twarz.
-Ja się niczego nie boję.
-Na pewno?
-Tak wyjdź!
-Zostanę jeszcze przez chwilę.
-Wyłaź!
Wypchnęłam go za drzwi i zamknęłam je na klucz. Zaczęłam płakać. On dobijał się do drzwi ale po chwili przestał. Usiadłam przed komputerem. Po chwili usłyszałam trzask i drzwi wypadły z zawiasów. Wstałam szybko i odeszłam pod ścianę a on wszedł do środka.
-Myślałaś że się mnie pozbyłaś?
-Szczerze mówiąc tak.
-Co a teraz się nie boisz?
-Nie. - stanął przede mną i rękę położył obok mojej głowy z obu stron. Od tyłu ściana przede mną on i jeszcze zasłonił mi wyjście rękami.
-Powinnaś być grzeczną dziewczynką.
-Nie jestem dziewczynką. Idź ode mnie! - próbowałam go odepchnąć ale na marne.
-Tak cię tata zachwalał a teraz widzę, że jest inaczej. Nie jesteś taka grzeczna. To dobrze bo ja lubię niegrzeczne. Jestem Paul. A ty jesteś Sara. Sara Vega ładnie. Tak jak ty. - przesunął palcem mi po policzku przez szyję i jego ręce znajdował się na moich biodrach. Próbowałam się mu wyrwać ale trzymał mnie mocno.
-Puszczaj mnie! Ty zboczeńcu! Puszczaj.
-I tak nic ci to nie da.
-Na pewno? - walnęłam go z kolana w krocze on zgiął się w pół a ja wybiegłam z domu i biegłam... nawet nie wiem gdzie.
Biegłam ile sił w nogach. Przystanęłam by złapać oddech i zobaczyłam, że on biegnie za mną. Ruszyłam przed siebie. Nie umiałam szybko biegać więc bez trudu mnie dogonił i złapał mocno za nadgarstek.
-Gdzie uciekasz? Jeszcze nie skończyliśmy!
-Puszczaj mnie! Puszczaj zboczeńcu! - zatkał mi usta ręką.
-Cicho. Cicho nie dramatyzuj. Bo będzie nieprzyjemnie. - wyrywałam mu się ale na marne.
Przestałam się szarpać on puścił mnie i wtedy uciekłam przebiegłam szybko przez ulicę i pobiegłam gdzieś. Zanim się obejrzałam stałam zapłakana pod domem Daniela. Zapukałam do drzwi. Otworzyła jego dziewczyna.
-Cześć jest Daniel?
-Nie ma go jest w pracy.
-A to dobra to cześć.
-Czekaj wejdź.
-Dzięki.
Weszłam do środka poszłyśmy do salonu i usiadłyśmy na kanapie.
-Coś się stało?
-Ty wiesz kim ja jestem?
-Tak wiem. Jesteś siostrą Daniela Sara.
-Tak. A skąd wiesz?
-Daniel mówi o tobie bez przerwy.
Rozglądnęłam się po pokoju na komodzie i kominku stały zdjęcia, moje zdjęcia.
-Coś się stało?
-Tak.
-A powiesz?
-Myślę, że tobie jako dziewczynie mogę powiedzieć.
-No jasne, że tak.
-Tata zaprosił jakiś kolegów i jeden z nich jakiś Paul zaczął się do mnie przystawiać. No to go wywaliłam z pokoju i wtedy wyważył drzwi. To było okropne z ledwością mu uciekłam. - rozpłakałam się.
-Nie płacz. Jestem Eva.
-Mogę u was nocować?
-Oczywiście. Daniel nie będzie miał nic przeciwko.
-Dziękuję.
-Miał racje jesteś bardzo ładna.
-Serio tak mówił?
-Tak.
-A co jeszcze mówił?
-Że chciałby żebyś go traktowała jak starszego brata a nie jak kogoś obcego.
-A jak miałam go traktować? Jak zaszłaś z nim w ciążę to w ogóle się nie odzywał nie przychodził nie dzwonił nie dawał znaku życia.
-Jak to nie? Co ty mówisz. Sama raz z nim byłam to twoi rodzice nie chcieli nas wpuścić. Powiedzieli, że ty musisz mieć odpowiedzialnego brata a nie takiego który w tak młodym wieku ma dziecko.
-Nie wiedziałam.
-To twoi rodzice się od nas odwrócili. Opowiadał mi jak byłaś mała co robiłaś wszystko wiem o tobie i stwierdził, że Emilka jest podobna do ciebie.
-Mogę ją zobaczyć?
-Tak jasne teraz się bawi.
Poszłyśmy do pokoju Emilki. Była śliczna. Miała krótkie blond włoski. Miała ile? Daniel nie rozmawiał z nami od 3 lat więc 2 i pół raku miała mniej więcej.
-Jaka ona śliczna. - rozglądałam się po pokoju i zobaczyłam zdjęcie. - o a tutaj jak ślicznie wyszła. - Eva się zaśmiała.
-To jesteś ty.
-Serio?
-Tak. Daniel zrobił ci to zdjęcie.
-Miał racje jest bardzo podobna.
Pobawiłyśmy się przez chwilę z nią i poszłyśmy do salonu. Rozpaliła kominek usiadłyśmy przy herbacie i rozmawiałyśmy. Bardzo długo. W pewnym momencie wszedł Daniel.
-Cześć a ty jeszcze nie śpisz?- zapytał się nie odwracając się przodem.
-Cześć - powiedziałam. Odwrócił się szybko.
-Co ty tutaj robisz?
-Wolałabym nie mówić.
-No dobrze.
-Zgodziłam się żeby u nas przenocowała.
-Przenocował?
-W wiecie, że jest 2 w nocy?
-Co już?
-No tak.
-Dobra to ja pójdę spać - powiedziałam i wstałam. - A gdzie ja mam spać.
-Chodź to cię zaprowadzę - powiedział Daniel.
-Czemu mi nie powiedziałeś, że rodzice nie chcą żebyśmy się widywali?
-A kiedy? Nie chcieli mnie wpuścić do domu numer telefonu też nie miałem a jak mama zachorowała nie chciałem ci o tym mówić bo już było źle.
-Nie wiedziałam. Przepraszam za to, że cię tak potraktowałam w szpitalu. - przytuliłam się do niego.
-Nie ma sprawy. Ale pamiętaj, że jesteś moją siostrą i kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.
Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się o 11 i poszłam do salonu. Zjadłam szybko kanapkę i wracałam do domu. Weszłam do środka zaraz szybko zjawił się tata.
-Gdzie byłaś? - zapytał. Był wypity i to nie od wczoraj na nowo.
-U Daniela.
-Nie kłam.
-Nie kłamie. Czemu nie pozwoliłeś się Danielowi ze mną spotykać?
-Ty potrzebujesz innego brata, który będzie dla ciebie wzorem a nie takiego który w wieku 20 lat ma dziecko.
-Widać jak o nim zapomniałeś. On ma teraz 29 a dziecko ma 3 lata więc 26 lat miał jak wpadł.
-A ty co taka? Zaczęłaś się interesować bratem?
-No właśnie bo jest moim bratem!
-Nie podnoś tonu!
-Dobra idę do siebie. - ruszyłam omijając go.
-Nigdzie nie idziesz! Gdzie byłaś pytam się ostatni raz!
-U Daniela. Po tym jak jeden z twoich kolegów się do mnie przystawiał uciekłam a ty nic nie zrobiłeś nic! - krzyknęłam.
-Nie podnoś głosu jestem twoim ojcem!
-Ojcem który cały czas pije to jest nie do zniesienia! - uderzył mnie w policzek.
-Sara przepraszam.
-Jak mogłeś?!
-Sara...
-Cicho zamknij się nie chce cię słuchać. Nie chcę cie znać. Pijaństwo bym jeszcze zniosła ale to, nie już tego za wiele. - wyszłam z domu.
Łzy płynęły mi po twarzy i przyszłam do parku w którym się spotkałam z Harry'm jak się dowiedziałam, że mama ma raka. Mama. Czemu musiała odejść? Wszystko się wali. Wszystko nie mam już nikogo! Tata to nie jest mój ojciec to jest obcy człowiek! Mój tata nigdy by mnie nie uderzył nigdy! Teraz jedyna osoba to Daniel tylko on mi został. Było mi tak smutno. Płakałam cały czas bijąc się z myślami. Odruchowo wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Harry'ego.
-A kiedy? Nie chcieli mnie wpuścić do domu numer telefonu też nie miałem a jak mama zachorowała nie chciałem ci o tym mówić bo już było źle.
-Nie wiedziałam. Przepraszam za to, że cię tak potraktowałam w szpitalu. - przytuliłam się do niego.
-Nie ma sprawy. Ale pamiętaj, że jesteś moją siostrą i kocham cię.
-Ja ciebie też kocham.
Położyłam się i zasnęłam.
Obudziłam się o 11 i poszłam do salonu. Zjadłam szybko kanapkę i wracałam do domu. Weszłam do środka zaraz szybko zjawił się tata.
-Gdzie byłaś? - zapytał. Był wypity i to nie od wczoraj na nowo.
-U Daniela.
-Nie kłam.
-Nie kłamie. Czemu nie pozwoliłeś się Danielowi ze mną spotykać?
-Ty potrzebujesz innego brata, który będzie dla ciebie wzorem a nie takiego który w wieku 20 lat ma dziecko.
-Widać jak o nim zapomniałeś. On ma teraz 29 a dziecko ma 3 lata więc 26 lat miał jak wpadł.
-A ty co taka? Zaczęłaś się interesować bratem?
-No właśnie bo jest moim bratem!
-Nie podnoś tonu!
-Dobra idę do siebie. - ruszyłam omijając go.
-Nigdzie nie idziesz! Gdzie byłaś pytam się ostatni raz!
-U Daniela. Po tym jak jeden z twoich kolegów się do mnie przystawiał uciekłam a ty nic nie zrobiłeś nic! - krzyknęłam.
-Nie podnoś głosu jestem twoim ojcem!
-Ojcem który cały czas pije to jest nie do zniesienia! - uderzył mnie w policzek.
-Sara przepraszam.
-Jak mogłeś?!
-Sara...
-Cicho zamknij się nie chce cię słuchać. Nie chcę cie znać. Pijaństwo bym jeszcze zniosła ale to, nie już tego za wiele. - wyszłam z domu.
Łzy płynęły mi po twarzy i przyszłam do parku w którym się spotkałam z Harry'm jak się dowiedziałam, że mama ma raka. Mama. Czemu musiała odejść? Wszystko się wali. Wszystko nie mam już nikogo! Tata to nie jest mój ojciec to jest obcy człowiek! Mój tata nigdy by mnie nie uderzył nigdy! Teraz jedyna osoba to Daniel tylko on mi został. Było mi tak smutno. Płakałam cały czas bijąc się z myślami. Odruchowo wyciągnęłam telefon i zadzwoniłam do Harry'ego.
Harry
Siedziałem na kanapie. Przed chwilą wróciliśmy ze studia byłem zmęczony. Zadzwonił mój telefon.
-Tak?
-Harry tu Sara - mówiła jąkając się. - Możesz przyjść do parku proszę. Ale szybko.
-Jasne zaraz będę nie ruszaj się.
Wstałem i szybko podszedłem do drzwi.
-Ej gdzie idziesz? - zapytał Niall.
-Do Sary.
-Czekaj kup mi coś plis.
-Niall nie idę do sklepu. Nie kupie ci nic.
-Ej no weź.
-Niall później może ale nie teraz.
-Dobra idź.
Wybiegłem szybko z domu i pobiegłem do parku. Zobaczyłem ją siedziała na ławce twarz miała schowaną w dłonie. Tak strasznie mi było jej żal. Usiadłem obok niej i objąłem ją ramieniem.
-Coś się stało? - zapytałem łagodnie on przysunęła się bliżej mnie.
-Tata mnie uderzył.
-Jak to cię uderzył? - czułem jak wszystko się we mnie gotuje.
-Wczoraj przyszli do niego jacyś kumple i jeden się do mnie dobierała ale mu uciekłam pobiegłam do Daniela. A dzisiaj myślałam, że wszystko będzie okej ale nie było. Tata na mnie krzyczał a później mnie uderzył.
-Strasznie mi przykro. - mówiłem spokojnie ale w środku wszystko się gotowało. Gdybym zobaczył tego gościa ty bym mu przywalił. A jej ojciec szkoda słów.
-Wszystko się wali wszystko. Mama nie żyje tata jest alkoholikiem tylko Daniel mi teraz został tylko on.
-Na mnie też możesz liczyć. Zawsze możemy pogadać.
-Dziękuję ci.
-Nie ma za co.
-Harry?
-Tak?
-Pójdziesz ze mną do domu przyprowadzam się do Daniela. Nie chce tam iść sama boje się.
-Jasne.
-Sory, że cię tak wykorzystuję ale boję się tam iść sama a z tobą nie będę się bała.
-Nie przepraszaj i tak nie miałem nic do roboty.
Sara
Ruszyliśmy do mnie do domu. Bałam się, że tata znów zacznie krzyczeć i znów mnie uderzy. Weszliśmy do środka i poszliśmy do mnie. Nie przyszedł chyba nie wiedział, że jestem w domu. Spakowałam ubrania, zdjęcia, laptopa. To wszystko zmieściło się w dwóch walizkach. Zeszliśmy na dół spakowałam jeszcze buty i rzeczy z łazienki. Już mieliśmy wychodzić i usłyszałam tatę.
-Gdzie się wybierasz?
-Wyprowadzam się.
-Tak ciekawe gdzie? Do tego lalusia? - pokazał na Harry'ego.
-Nie mów tak o nim on jeden mnie wspiera. A z resztą nie twoja sprawa czy do niego czy nie.
-To co tą noc już spędziłaś u niego?
-Jak śmiesz tak mówić?!
-Chyba mam prawo wiedzieć gdzie moja córka była przez całą noc?
-Byłam u Daniela już ci mówiłam.
-Nie kłam!
-Nie kłamie! - podniósł rękę żeby mnie uderzyć ale Harry odepchnął mnie i on dostał.
-Synku lepiej się odsuń nie chcesz żebym ci zrobił krzywdy.
-Już wolę żebyś mi coś zrobił niż Sarze.
-Odsuń się bo oberwiesz. - zagroził mu ojciec.
-No dawaj staruszku.
Ojciec uderzył go jeszcze raz. Harry chwycił go za koszulę i przygwoździł do ściany. Nawet się nie zorientowałam, że płynął mi łzy.
-Masz tupet bić własną córkę. Jesteś nikim! - Harry krzyknął mu prosto w twarz.
-Harry puść go. Puść go. - mówiłam próbując ich rozdzielić.
Harry go puścił a on znów go uderzył. Harry odsunął się dwa kroki do tyłu. Ojciec znów chciał go uderzyć.
-Tato zostaw go! Zostaw go! - krzyczałam i próbowałam go odciągnąć od Harry'ego.
Uderzył mnie w twarz. Harry się otrząsnął i przywalił mu z całej siły w twarz. Ojciec się przewrócił. Ja płakałam cały czas płakałam. Harry wziął moje walizki i wyniósł je przed dom. Ja chwyciłam mniejszą i ciągnęłam za sobą a on wziął większą. Cały czas płakałam.
-Nie płacz. Pokarz. Mocno cię uderzył? - chwycił mnie za podbródek i popatrzył na mój policzek.
-Nie nie mocno. A ciebie?
-Nie.
-Harry przepraszam cię, że dostałeś przeze mnie.
-Daj spokój. To nic takiego. Miałem patrzyć jak ciebie bije? Nigdy w życiu.
-Ty już tyle dla mnie zrobiłeś a ja nie mam jak ci się odwdzięczyć.
-Mam pomysł. Zapraszam cię do nas. Tak się odwdzięczysz.
-Skoro tak to przyjdę.
-No więc rachunki wyrównane.
Doszliśmy pod dom Daniela.
-Dziękuję ci gdyby nie ty nie poszłabym tam.
-Nie ma za co. To przyjdź dzisiaj o 17.
-Z chęcią ale nie wiem gdzie mieszkasz.
-To ja po ciebie przyjdę.
-Ok. To będę czekać.
-Ok pa.
-Pa - pocałowałam go w policzek i znikłam za drzwiami.
-Daniel, Eva chodźcie na chwilę. - zjawili się zaraz. - Mam do was prośbę. Mogę u was na razie nocować?
-Jasne, że tak jesteś moją siostrą.
-Zaraz będę miała 18 lat to wyprowadzę się.
-Zostań ile chcesz teraz to jest twój dom.
-Dzięki.
Rozpakowałam się i przyszłam do salonu.
Oliwia
Zdecydowałam się jechać do aresztu. Musze z nim pogadać. Już stałam przed wejściem na sale w której mogłam się z nim zobaczyć. Weszłam i namierzyłam go wzrokiem. Wyglądał okropnie był posiniaczony miał rozciętą wargę i był cały blady. Podeszłam do niego.
-Cześć. - podniósł głowę na dźwięk mojego głosu.
-Cześć. Co ty tu robisz?
-No nie przyszłam na pogaduchy.
-Oliwia przepraszam cię. Ja, ja byłem pijany.
-Dobra wierze ci ale opowiedz jak to się stało.
-No ok. No to była impreza no i taki jeden gostek przyjechał taką zajebistą furą i powiedział, że mogę się przejechać. No to wsiadłem i zrobiłem kilka kółek i zajebiście było no ale chłopaki zaczęli się śmiać, że tylko tyle potrafię a jak nie to żebym przyśpieszył no przyśpieszyłem no i nie umiałem wyhamować i cię potrąciłem przepraszam tak mi strasznie z tym źle.
-A te siniaki, rozcięta warga to też przez to?
-Nie. To przez to, że jestem tutaj.
-Jak to?
-No po prostu są ty goście którzy zabili kogoś no i teraz się na mnie i innych znęcają.
-To okropne.
-Dlatego chce stąd wyjść.
-Za parę dni ma być rozprawa.
-I trafie do więzienia.
-Nie, nie trafisz. Ja powiem sądowi, że ty nie chciałeś i że się nie gniewam. Będzie dobrze zobaczysz.
-Dzięki. A co tam u Mariki?
-Dobrze jest w Anglii. Mówi, że fajnie.
-To dobrze. Wiesz niekiedy się zastanawiam czy moglibyśmy być razem.
-Damian pamiętaj, że to ty ją rzuciłeś wiec nie sądzę.
-Ale i tak będę myślał, że tak.
-Zawsze warto mieć nadzieję.
-Koniec widzenia! - krzyknął policjant.
-No to ja już muszę iść. Trzymaj się.
-Pa - przytuliłam go i wyszłam.
Przyjechałam do domu i weszłam na laptopa. Marika była na skejpie zadzwoniłam do niej.
-Hej.
-Cześć. I co pojedziesz?
-Tak. Na początku nie chciał się zgodzić bo wizyta ale zaproponowałam mu żeby jechał ze mną i pojedzie i będę, tak się cieszę.
-Co? Czekaj on pojedzie z tobą?
-Tak.
-Dobra to jest dziwne.
-No i co ale będę tam.
Pogadałyśmy jeszcze parę godzin i rozłączyłam się.
Sara
Dochodziła 17 przebrałam się w turkusowe spodnie, szarą bokserkę, czarną bluzę z adidasa i czarne trampki. Wyglądałam już normalnie nie byłam blada nie płakałam było ok. Wyszłam przed dom parę minut wcześniej i usiadłam na schodach. Siedziałam i wdychałam świeże powietrze. Po paru minutach przyszedł Harry.
-Hej chyba się nie spóźniłem?
-Nie. W samą porę.
-Jak się czujesz?
-Lepiej dużo lepiej.
-To dobrze.
Po paręnastu minutach doszliśmy do ich domu.
-Ej cisza! - krzyknął Harry. - To jest Sara.
-Siemka - powiedziałam.
-Hej - odpowiedzieli.
Usiadłam obok Louis'a i Harry'ego.
-Ładnie śpiewasz. - odezwał się blondasek.
-No fajnie. - powiedział Zayn.
-Dzięki. Wy też fajnie śpiewacie.
-Często nam to mówią. - powiedział Louis i zrobił minę z serii "jestem super gwiazdą, jestem najważniejszy".
-Muszę skorzystać sorki - powiedział Harry i szybko się ulotnił.
-No jakby pani nie dała mi jeszcze jednej szansy to byście mnie nie usłyszeli.
-Yyyy... chwila. To Harry załatwił ci jeszcze jedną szansę. Powiedział, że jak ci jej nie dam to nie wystąpi. - powiedział Louis.
-Serio?
-Tak.
-Mi mówił, że pani chce mi dać jeszcze jedną szansę. Nic mi nie mówił, że to on.
-I wiesz on nie za wiele ci mówi. - powiedział Zayn.
-To znaczy?
-A nic.
-Zayn mów czego mi nie mówi?
-No a nie zauważyłaś, że no jest dla ciebie miły? Zawsze jak czegoś chcesz to jest zaraz obok tak jak dzisiaj wyleciał z domu jak z procy.
-No jest miły i to nawet bardzo. No i dzisiaj zaraz się zjawił. Co chcesz mi powiedzieć, że mu się podobam?
Harry w tym momencie wszedł i usłyszał o czym rozmawiamy. Stanął jak by zamarzł.
-Harry sory ale kurde musiałem to powiedzieć. - wyjaśnił mu Zayn.
-Kurwa a prosiłem was. Mówiłem nie mówcie nikomu a szczególnie jej to zaraz musieliście wypaplać. Nie umiecie trzymać języka za zębami? Nie umiecie?
-No Harry sory.
-Dobra już tego nie odwróćcie.
-Stary weź nie strój fochów.
-Zamknij się. Na chwile się zamknij. Chociaż raz się powstrzymaj.
Wyszedł z mieszkania trzaskając drzwiami.
-To ja pójdę za nim. - wstałam i wyszłam. Siedział na schodach. Usiadłam obok niego.
-Nie chciałem żebyś tak się dowiedziała. Chciałem ci to powiedzieć ale jeszcze nie teraz. No bo jak ci wtedy spotkałem w parku byłaś załamana no i dobrze mi się z tobą rozmawiało i później w szkole już wtedy coś do ciebie czułem. Nie znałem twojej matki a też czułem się źle, że ona umarła tak jak ty. No i jeszcze na imprezie jak za mną tańczyłaś to wtedy coś poczułem coś takiego innego. No zakochałem się w tobie po prostu i teraz już wiesz wiem, że to jest głupie bo ty teraz nie szukasz chłopaka.
-Harry zaprzeczyłabym, że nic do ciebie nie czuję ale skłamałabym. Też do ciebie coś czuję. Przecież mogłam zadzwonić do brata albo Dan ale wybrałam twój numer. Nie zastanawiałeś się nad tym, że ja do ciebie taż coś czuję?
-Nie. Szczerze nie sądziłem, że coś do mnie poczujesz.
-No widzisz. Też mi się dobrze z tobą rozmawiało i rozmawia dalej.
-Czyli, że mam u ciebie jakieś szanse?
-No tak a czemu nie? Tylko wiesz teraz mama umarła z tatą no to jest jak jest. Na razie zostańmy przyjaciółmi. Na teraz. Jak to sobie poukładam to wtedy może.
-Ok. Dobra. Wiem, że ci ciężko. Rozumiem. Ale jak już ci będzie lepiej to daj jakiś znak.
-Ok. Nie zapomnę.
-Mam nadzieję. - uśmiechnął się słodko.
Niall
Harry już przyszedł.
-Skoro czas na zwierzenia, bo to chyba taki tydzień. No to mam dla was wiadomość.
-Co? Jaką? - zapytał Liam.
-Też mi się ktoś podoba.
-Kto? Mów szybko.
-Czekaj nie mów sam zgadnę Marika? - zapytał Zayn.
-Tak.
-No to super.
-Tylko jak coś piśniecie jej albo Parrie albo komukolwiek to was powieszę.
-Nie chcesz żeby się dowiedziała?
-Nie chcesz żeby się dowiedziała?
-Nie. Bo jak się dowie a ona nic do mnie nie czuje to będzie to głupio wyglądało i nie chce później rozmawiać z nią jak mi się podoba a ja jej nie.
-Przecież ty jesteś taki słodki jaka dziewczyna by ci odmówiła? - zapytał Louis.
-Błagam nie mówcie jej ani Parrie. Zayn do ciebie mówię.
-No dobra nie powiem jej. A czemu ja?
-No nie wiem bo ty dzisiaj się wygadałeś o Harry'm i ty z Parrie masz chyba najlepszy kontakt.
-Dobra nie powiem.
-Trzymam cię za słowo.
*******************************************
I 13. I jak fajny? Mam nadzieje że tak. Tak trochę się teraz będzie dziać zobaczycie. A jutro dodam nowy rozdział bo mam już napisany także znajdźcie czas. No to chyba tyle. A i jeszcze jedno:
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI MIKOŁAJEK!
Co prawda nie były najfajniejsze ale mogą być. Narka ;***
WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO Z OKAZJI MIKOŁAJEK!
Co prawda nie były najfajniejsze ale mogą być. Narka ;***
Masz kilka błędów ortograficznych :P ale treść jest zajebista ;) nie mogę sie jutra doczekać;)
OdpowiedzUsuńEwelajna ;**