Liam
Była słoneczna niedziela. Wracaliśmy z boiska do domu.
-Moja drużyna była lepsza. - powiedziałem.
-Nie bo moja! - przekrzykiwał mnie Louis.
-Ta twoja. Szczególnie, że nie którzy nie przyjęli na główkę bo się bali o fryzurę. - popatrzyłem na Zayn'a.
-No co fryzura ważniejsza.
-Zakład, że wykopie dalej niż ty a wtedy to znak, że moja drużyna jest lepsza.
-No dobra to dajesz.
Wykopałem piłkę i poszybowała gdzieś wzdłuż ulicy.
-Czekaj tu ja z Harry'm pobiegniemy po nią a ty wtedy wykopiesz.
-Dobra.
-Uwaga piłka! - krzyknąłem.
Pobiegłem z Harrym za piłką.
Danielle
-Uwaga piłka! - usłyszałam i w tym samym momencie dostałam piłką prosto w głowę. Upadłam. Przybiegł ktoś. - Ostrzegałem. - popatrzyłam na niego to był ten jak on to miał Liam.
-Ała to boli. - dotknęłam miejsca w które uderzyła mnie piłka bolało bardzo.
-Sory. - pomógł mi wstać.
-No już drugi raz się spotykamy.
-Hej - powiedział jakiś chłopak do Sary.
-Hej - odpowiedziała mu i się uśmiechnęła.
Popatrzyła na mnie i jeszcze raz na niego. To musiał być on ten Harry w którym się zabujała a on w niej, tak to on.
-To chyba nie przypadek.
-Nie wiem. Może.
-Bardzo boli?
-Trochę.
-Przyłóż lód to pomorze.
-Ok. Dzięki za redę.
-Nie ma za co.
-Harry idziesz?
-No idź zaraz przyjdę.
-Ok.
Harry
-Danielle możesz nas zostawić samych? - zapytała Sara.
-Jasne gołąbeczki.
-Jak się czujesz? - zapytałem.
-Dobrze już dobrze. Jutro mama ma pogrzeb. Nie wiem co zrobię jak zobaczę ojca.
-Będzie dobrze. Może pójdę z tobą?
-Z chęcią.
-Dobrze.
-To napisze ci jeszcze co i jak.
-Ok. Trzymaj się.
-Harry czekaj.
-Tak?
-Może pójdziemy dzisiaj na spacer?
-Czy to jest ten znak?
-A jak myślisz?
-Myślę, że tak.
-No to dobrze myślisz.
-Tak z chęcią pójdę z tobą na spacer. To o 16?
-Yhym.
-To przyjdę po ciebie.
-Ok.
-To do zobaczenia.
-Pa. - pocałowała mnie w policzek i poszła dalej.
Doszedłem do Liam'a.
-Stary kto to był? - zapytałem.
-Danielle przez przypadek w szkole ją potrąciłem no i się znamy.
-Aha.
-A ty co?
-Co?
-No z Sarą bo w końcu nam nic nie powiedziałeś.
-No gadałem z nią no i ja się jej też podobam ale chce żebyśmy zostali przyjaciółmi bo musi sobie poukładać w życiu no a dzisiaj idziemy na spacer.
-Stary nie naciskaj jak chce być tylko twoją przyjaciółką.
-Ale nie ja ją zaprosiłem tylko ona mnie.
-Aha no to już coś innego.
-No w końcu będziemy razem jak nie płacze.
-No gratulacje stary.
Marika
Parrie siedziała u mnie na łózko i gadałyśmy.
-Ej no bo od zerwania z Luckiem to za bardzo nie gadałyśmy. No to muszę się zapytać kto ci się podoba?
-Nikt.
-Nie kłam. A Niall?
-Co Niall? Ludzie co was z nim ugryzło?
-Czyli nie tylko ja sądzę, że się w nim bujasz?
-Nie, nie tylko ty.
-A zdradzisz mi imię tej osoby z którą mamy takie same myśli?
-James.
-Ten gej z naszej klasy?
-Wiesz, że jest gejem?
-No tak.
-A skąd.
-Przekonałam się na własnej skórze. - powiedziała krzywiąc się.
-Zarywałaś do niego?
-Tak.
-I powiedział ci, że jest gejem?
-Tak.
-I co zrobiłaś?
-Jak to co? No przestałam do niego zarywać.
-Ale jaja. A teraz do kogo zarywasz?
-Obecnie do nikogo.
-A podoba ci się ktoś?
-Może.
-Kto? Gadaj kto?
-Nie bo ty mi też nie chcesz powiedzieć.
-Dobra to równocześnie.
-Ok.
-Trzy czte-ry. Niall
-Zayn.
-O kurde podoba ci się Zayn?
-A tobie Niall?
-No tak trochę. Takie ma fajne włosy i niebieskie oczka.
-A Zayn cały jest taki fajny. - zaśmiałyśmy się.
Ktoś zadzwonił na skejpie. To Oliwia. Odebrałam.
-Cześć. Możemy gadać po angielsku? Parrie jest u mnie.
-Jasne.
-No to co tam u ciebie.
-Hej Parrie - krzyknęła z laptopa Perrie podeszła do mnie.
-Hej.
-A dobrze.
-A jak ręka.
-Boli ale jak sobie myślę, że jadę na mistrzostwa to przestaje.
-Kurde już się nie mogę doczekać.
-No ja też a to już za tydzień.
-Już za tydzień?!
-No tak.
-O kurde.
-A jak tam wasz układ?
-Zajebisty. Kurde mówię ci zajebisty i mamy szanse na wysokie miejsce może nie na pierwsze ale na wysokie. A jak tam u Kuby?
-A chyba dobrze. Muszę ci coś powiedzieć.
-No mów.
-Wiem kto mi to zrobił - pokazała mi rękę. - to był Damian Pałka twój były chłopak.
-Żartujesz sobie?
-Nie na serio byłam wczoraj u niego i mnie przepraszał.
-Kurde nogi z dupy mu powyrywam!
-Marika uspokój się. On nie chciał był pijany przeprosił mnie a ja mu wybaczyłam.
-Oliwia nie zrozum mnie źle ale przez niego mogłaś umrzeć.
-Marika ale nic poważnego się nie stało.
-Dobra jak chcesz.
-Sory, że się wtrącę - powiedziała Parrie - ale czy ty masz plakaty One Direction na ścianach?
-Tak a co?
-No to mam dla ciebie ciekawostkę. - uśmiechnęła się do mnie.
-Nie nie mów jej nie mów plis.
-Marika buja się w Niall'u.
-I powiedziałaś. A Perrie w Zayn'ie.
-Wcale, że nie.
-Przed chwilą tak powiedziałaś.
-No i co?
-Aaaaaa podoba ci się Niall no to wiesz jak ja się czuję ja go kocham on jest kurde moim bogiem.
-Ale to nie jest coś takiego jak ty. Bo ty to masz na jego punkcie obsesję ale wiesz takie normalne, że jej się podoba.
-Aaaa... no to szczęścia. Mogę o tym napisać na twiterze?
-Nie! - krzyknęłyśmy obydwie.
-No ok.
Rozłączyło nas. Próbowałam włączyć światło ale nic.
-Prąd wysiadł.
-Kurde.
-Ej Parrie ale nie mów mu tego, że mi się podoba.
-No spoko a ty nie mów Zayn'owi.
-Ok.
James
Siedziałem przed komputerem i wkuwałem tą chemię na blachę. Usłyszałem, że ktoś do mnie napisał na gg.
Nieznany: Hej.
Ja: Hej kto ty?
N: A nie masz mojego numeru. Erick. Tak ten Erick w którym się bujasz.
J: A czego chcesz?
E: Pogadać.
J: A o czym?
E: Dobra wiem to jest głupie ale tak jakby o nas.
J: O nas a są jacyś my?
E: No właśnie w tej sprawie pisze. Słuchaj możemy się spotkać?
J: No możemy.
E: No to bądź za 15 min w parku.
J: Ok.
E: Nara.
J: Pa.
Dobra nie mam pojęcia o co mu może chodzić ale pójdę. Wyszedłem z domu i poszedłem do parku. Stanąłem przed nim.
-No to co chciałeś?
-Em jakby to powiedzieć. Zdałem sobie z czegoś sprawę. No bo ten no kurde no też jestem gejem.
-Ale uświadomiłeś to sobie dzisiaj?
-Nie. Ja nim jestem od dawna.
-To czemu się tak zachowywałeś?
-Nie wiem nie chciałem żeby ktokolwiek się dowiedział a teraz ty wiesz.
-No ale to przecież nic strasznego.
-No ale ja nie uchodzę za grzecznego tak? No to jak by się ktoś dowiedział to nie miał bym życia. I tak w ogóle dobrze, że mi Marika powiedziała, że ty też jesteś gejem no bo nie wiedziałem co mam robić. A no i ja chyba też coś do ciebie czuję.
-Serio?
-Tak.
-No to super. Widzisz i to chciałem usłyszeć za pierwszym razem.
-No dobra ale co teraz?
-No jak to co no albo żyjemy własnym życiem albo no jesteśmy razem.
-Ja nie umiem żyć własnym życiem. Cały czas myślę o tobie.
-To się nazywa miłość.
-No dobra. To co mamy teraz chodzić za rączki itp.?
-Jak nie chcesz to nie musimy. Nie pytaj mi się o wszystko. W związku trzeba być przede wszystkim sobą i być otwartym.
-No dobra.
-To idziemy gdzieś czy coś?
-Możemy.
-Ok.
Szliśmy w ciszy chyba nie za bardzo do niego to dotarło.
-Ej słuchaj bo to na razie nie ma sensu. Weź idź do domu jutro na treningu może już będzie lepiej obmyśl to wszystko.
-Ok dzięki. To pa.
-Pa.
Poszedłem do siebie.
Sara
Zadzwonił dzwonek. Otworzyłam.
-Hej jestem.
-Hej wejdź na chwilę tylko się ubiorę.
-Ok.
Włożyłam buty i bluzę i już miałam wychodzić.
-Sara idziesz gdzieś? - zapytała Eva.
-Tak idę na spacer.
-A pamiętasz miałaś popilnować Emilki.
-O kurcze zapomniałam.
-To może zostaniemy ja lubię dzieci więc chętnie zostanę. - odezwał się Harry.
-No w sumie jak Harry się zgadza to zostaniemy.
-To dobrze my teraz wychodzimy wrócimy za 3 albo 4 godziny.
-Ok.
-No to pa. Jak będzie chciała coś jeść to jej daj.
-Ok dobra idźcie pa.
Rozebrałam buty i bluzę i poszliśmy do niej do pokoju. Dość długo się z nią bawiliśmy Harry tak fajnie wyglądał jak się z nią bawił jak małe dziecko. Po 2 godzinach usnęła. Poszliśmy do salonu i oglądaliśmy telewizję.
-Ona jest taka słodka. O i na tym zdjęciu fajnie wyszła.
-Harry to jestem ja.
-Ups sorki. Jesteście takie podobne.
-Wiem.
Wstał i podszedł do zdjęć poszłam za nim.
-To zrobił mi tata jak miałam pół roku. A to zrobił Daniel jak się na niego obraziłam. - zaśmiałam się.
-O widzę, że już mała Sara lubiła pokazać język. A to jesteś ty i...?
-I mój tata jak miałam 3 lata. - zasłoniłam zdjęcie.
-Przepraszam.
-Ale za co przecież nic nie zrobiłeś.
-No ale dobra nieważne.
-Tęsknie za mamą. Chce żaby wróciła i powiedziała, że jest wszystko ok. Że nie umarła i nie zamierza i żaby mnie przytuliła.
-Nie mogę ci przywrócić mamy do życia ale mogę cię przytulić. - wziął mnie w swoje silne ramiona.
-Nie będę płakać. Nie dzisiaj.
-A co jest dzisiaj? Od dzisiaj dokładnie za miesiąc mam urodziny. To jest taka tradycja mój pradziadek z Polski ją wymyślił, że na miesiąc przed swoimi urodzinami zawsze się jest szczęśliwym i się nie płacze.
-W jakiejś części jesteś Polką?
-No tak można tak powiedzieć. Dlatego mam na imię Sara a mój brat Daniel. Bo każdy z nas musi mieś Polskie imię dlatego też jest Emilka.
-Aha czyli twoje dziecko będzie miało na imię?
-Sebastian albo Oliwia.
-Ładne.
-Zawsze mi się podobały.
-A tak odchodząc od tematu. Zostaniesz moją dziewczyną?
-Tak.
-Ufff... no to mi ulżyło już się bałem, że powiesz nie.
-Harry lepiej nie myśl za dużo.
-Zgadzam się.
Pocałował mnie delikatnie w usta. Usiedliśmy na kanapie. Oparłam o niego głowę a on objął mnie. Po chwili zasnęłam na jego ramieniu.
Eva
Weszliśmy po cichu do domu żeby nie obudzić ani Sary ani Emilki. Telewizor był włączony. Podeszłam do kanapy a na niej leżał Harry i Sara przytuleni do siebie spali.
-Daniel oni zasnęli - powiedziałam szeptem.
-Niech śpią. Obudzą się w nocy albo rano.
Przykryłam ich kocem i poszłam do sypialni.
Sara
-Mamo to jest Harry mój chłopak.
-Dzień dobry.
-Dzień dobry Harry. Sara co u taty?
-Nie wiem.
-Nie rozumiem co mu się stało przecież zawsze był taki dobry i nigdy nie pił a teraz. Córeczko przepraszam cię.
-Mamo ty nie masz za co mnie przepraszać.
-Za to, że odeszłam.
-Ale to nie twoja wina.
-Wiem córeczko ale przepraszam cię.
-Mamo kocham cię.
-Ja ciebie też kocham skarbie.
Obudziłam się. Mama, śniła mi się mama. To był chyba najlepszy sen w życiu. Harry siedział a właściwie pół leżał i spał.
-Harry wstawaj. - potrząsałam nim lekko.
-Louis spadaj ja chce spać.
-Harry to ja Sara wstawaj. - otworzył oczy.
-O sory. Pomyliłem się.
-Już rano do szkoły.
-Nie chce.
-Musisz iść.
-A ty?
-Ja nie idę dzisiaj pogrzeb.
-Ja mam iść z tobą więc też nie idę.
-Ok jak chcesz.
-Tylko zadzwonię do chłopaków.
-Ok.
Wstał i zadzwonił. Poszłam do kuchni zrobić coś do jedzenia i picia. Zaraz przyszedł zjedliśmy i usiedliśmy przed telewizorem.
Msza się skończyła zobaczyłam ojca wyglądał normalnie na razie. Podszedł do mnie Harry szybko przysunął się do mnie i był w każdej chwili gotów mnie obronić.
-Sara pozwolisz żeby ten chłopiec tak traktował twojego ojca.
-A jest tu gdzieś mój ojciec chętnie z nim porozmawiam.
-Sara nie udawaj.
-Po pierwsze ten chłopiec ma na imię Harry i jest moim chłopakiem. A po drugie ja mu nie kazałam tego zrobić ale chciał mnie bronić przed tobą.
-Przede mną?
-Tak. Przed tobą i nie zawaham się tego powtórzyć. - powiedział zaciskając dłonie. Chwyciłam go a rękę żeby się uspokoił.
-Synku zostaw nas samych to jest sprawa pomiędzy nami.
Harry popatrzył się na mnie.
-Idź poradzę sobie.
-Na pewno?
-Tak.
-Dobrze. - odszedł parę kroków od nas.
-Sara wróć do domu.
-Moim domem jest dom Daniela.
-Sara nie masz jeszcze 18 lat musisz mieszkać z rodzicem.
-Nie zapomnij, że jeszcze tylko miesiąc i będę pełnoletnia.
-Ale do tego czasu musisz mieszkać z kimś dorosłym.
-Daniel jest dorosły.
-Masz wrócić do domu.
-Nie. Zostaje u niego tam mi dobrze i w końcu czuje, że mam brata.
Odwróciłam się od niego i już miałam iść do Harry'ego. Ojciec chwycił mnie za rękę.
-Masz wrócić do domu.
-Nie.
-Masz wrócić! - krzyknął i ścisnął moją dłoń mocno.
-Nie! Puszczaj mnie to boli! - wyrywałam mu się.
-Puszczaj ją. - ostrzegł go Harry i szybko stanął obok mnie. Ojciec szybko puścił moją rękę.
-Sara potrzebuje ojca a nie jakiegoś naiwnego lalusia którego i tak zaraz zostawi bo nie umie kochać.
-Widać nie znasz swojej córki. Ona bardziej umie kochać niż ty.
-Zobaczysz zaraz cię zostawi bo to będzie dla niej zbyt poważne. Miała już wielu chłopaków i z każdym robiła to samo.
-Jeśli masz tylko tyle do powiedzenia to sobie pójdziemy. Nie będę słuchał czegoś takiego.
Harry objął mnie ramieniem i poszliśmy. To co ojciec powiedział to było najgorsze jak on mógł! Ale miał rację nigdy nie była z chłopakiem dłużej niż 2 miesiące.
-Ma tupet naprawdę coś takiego mówić.
-Harry ale to jest prawda. To co mówił mój ojciec to wszystko prawda. Nigdy nie miałam chłopaka dłużej niż 2 miesiące. Zawsze zrywałam bo to już stawało się poważne. Nie chce żeby też tak było z tobą. Nie chce cię skrzywdzić więc lepiej żebyśmy to zakończyli teraz.
-Sara co ty mówisz? Przecież on kłamał. Gdybyś mnie nie kochała to byś tego nie powiedziała.
-Harry ale tak jest zawsze za dwa miesiące cię rzucę bo to będzie już poważne nie chce cię skrzywdzić.
-Sara tak ci się tylko wydaje ale ja cię kocham i wydaje mi się, że ty kochasz mnie.
-Kocham cię ale...
-Choćbyśmy mieli być ze sobą tylko dwa miesiące chce żeby to były najlepsze dwa miesiące z moim życiu.
-Harry kocham cię.
-Ja ciebie też. - pocałował mnie delikatnie w usta. Paparazzi zrobiło nam zdjęcie.
-Niech robią, niech wszyscy się dowiedzą, że jesteśmy razem.
Odprowadził mnie pod dom i poszedł do siebie.
Marika
Szkoła znowu. Kurde nie chce mi się iść.
Usiadłam z Niall'em bo biologia. Kurde żebym tylko czegoś głupiego nie powiedziała bo wyjdzie na to, że mi się podoba. Szybko przeminęło tak jak większość lekcji.
Byłam już w domu i siedziałam przed telewizorem. Za parę godzin trening w końcu.
Wyszłam na trening. Szłam z Luckiem i gadaliśmy co się dzisiaj działo.
Sara
Czas jechać na pogrzeb. Przebrałam się i poszłam z Harrym do niego. On też się przebrał i poszliśmy razem.
-Kurcze boje się. Ojciec też tam będzie.
-Nie martw się jestem z tobą nie pozwolę żeby ci coś zrobił.
-Dzięki.
-Proszę. - uśmiechnął się.Msza się skończyła zobaczyłam ojca wyglądał normalnie na razie. Podszedł do mnie Harry szybko przysunął się do mnie i był w każdej chwili gotów mnie obronić.
-Sara pozwolisz żeby ten chłopiec tak traktował twojego ojca.
-A jest tu gdzieś mój ojciec chętnie z nim porozmawiam.
-Sara nie udawaj.
-Po pierwsze ten chłopiec ma na imię Harry i jest moim chłopakiem. A po drugie ja mu nie kazałam tego zrobić ale chciał mnie bronić przed tobą.
-Przede mną?
-Tak. Przed tobą i nie zawaham się tego powtórzyć. - powiedział zaciskając dłonie. Chwyciłam go a rękę żeby się uspokoił.
-Synku zostaw nas samych to jest sprawa pomiędzy nami.
Harry popatrzył się na mnie.
-Idź poradzę sobie.
-Na pewno?
-Tak.
-Dobrze. - odszedł parę kroków od nas.
-Sara wróć do domu.
-Moim domem jest dom Daniela.
-Sara nie masz jeszcze 18 lat musisz mieszkać z rodzicem.
-Nie zapomnij, że jeszcze tylko miesiąc i będę pełnoletnia.
-Ale do tego czasu musisz mieszkać z kimś dorosłym.
-Daniel jest dorosły.
-Masz wrócić do domu.
-Nie. Zostaje u niego tam mi dobrze i w końcu czuje, że mam brata.
Odwróciłam się od niego i już miałam iść do Harry'ego. Ojciec chwycił mnie za rękę.
-Masz wrócić do domu.
-Nie.
-Masz wrócić! - krzyknął i ścisnął moją dłoń mocno.
-Nie! Puszczaj mnie to boli! - wyrywałam mu się.
-Puszczaj ją. - ostrzegł go Harry i szybko stanął obok mnie. Ojciec szybko puścił moją rękę.
-Sara potrzebuje ojca a nie jakiegoś naiwnego lalusia którego i tak zaraz zostawi bo nie umie kochać.
-Widać nie znasz swojej córki. Ona bardziej umie kochać niż ty.
-Zobaczysz zaraz cię zostawi bo to będzie dla niej zbyt poważne. Miała już wielu chłopaków i z każdym robiła to samo.
-Jeśli masz tylko tyle do powiedzenia to sobie pójdziemy. Nie będę słuchał czegoś takiego.
Harry objął mnie ramieniem i poszliśmy. To co ojciec powiedział to było najgorsze jak on mógł! Ale miał rację nigdy nie była z chłopakiem dłużej niż 2 miesiące.
-Ma tupet naprawdę coś takiego mówić.
-Harry ale to jest prawda. To co mówił mój ojciec to wszystko prawda. Nigdy nie miałam chłopaka dłużej niż 2 miesiące. Zawsze zrywałam bo to już stawało się poważne. Nie chce żeby też tak było z tobą. Nie chce cię skrzywdzić więc lepiej żebyśmy to zakończyli teraz.
-Sara co ty mówisz? Przecież on kłamał. Gdybyś mnie nie kochała to byś tego nie powiedziała.
-Harry ale tak jest zawsze za dwa miesiące cię rzucę bo to będzie już poważne nie chce cię skrzywdzić.
-Sara tak ci się tylko wydaje ale ja cię kocham i wydaje mi się, że ty kochasz mnie.
-Kocham cię ale...
-Choćbyśmy mieli być ze sobą tylko dwa miesiące chce żeby to były najlepsze dwa miesiące z moim życiu.
-Harry kocham cię.
-Ja ciebie też. - pocałował mnie delikatnie w usta. Paparazzi zrobiło nam zdjęcie.
-Niech robią, niech wszyscy się dowiedzą, że jesteśmy razem.
Odprowadził mnie pod dom i poszedł do siebie.
James
E: Hej przyjdź do parku przed treningiem pójdziemy razem.
J: Ok ;*.
Wyszedłem i poszedłem do parku. Doszedłem tam w 10 minut. Erick już na mnie czekał.
-Hej - powiedziałem uśmiechając się.
-Hej. Przemyślałem to sobie i chce żebyśmy byli razem.
-Serio?
-Tak.
-To super.
-A i przepraszam, że wczoraj byłem taki sztywny ale no wiesz to było wszystko jeszcze taki nowe.
-Ale dzisiaj jest lepiej?
-Tak zdecydowanie.
-To idziemy na trening?
-Ale dzisiaj jest lepiej?
-Tak zdecydowanie.
-To idziemy na trening?
-Jasne.
Doszliśmy i weszliśmy do środka.
Marika
James i Erick? WTF? Podeszłam szybko do Jamesa.
-Hej Marika to jest Erick mój chłopak.
-Hej. Serio? O jejku tak się cieszę. - podskoczyłam z radości. - I co dobrze, że ci powiedziałam? - zapytałam Ericka.
-Tak.dobrze. W końcu też zrozumiałem, że coś do niego czuję.
-O to takie słodkie.
-Dobra bo się rozpłyniesz.
-Jestem szczęśliwa.
Trening się zaczął. Było ciężko. Ale szybko zleciało układ już mieliśmy cały i był super.
-Uwaga. Za 5 dni lecimy do Bochum. Będą jeszcze dwa treningi. Mówię wam już teraz wylatujemy o 23. Możecie zabrać tylko jedną walizkę mam dla was stroje zaraz wam rozdam. Weźcie jakieś słodycze ale nie za dużo. Najpotrzebniejsze rzeczy.
Rozdała wszystkim stroje i Erick wybiegł na środek.
-Ej czekajcie! Chce wam coś powiedzieć. Zaraz by krążyły plotki więc już teraz powiem. Ja i James jesteśmy ze sobą. Tak jesteśmy ze sobą. I chciałem żebyście wiedzieli. To tyle nara.
Poszliśmy się przebierać wszyscy plotkowali o Jamesie i Ericku.
Wyszliśmy i wróciłam do domu.
James
O kurde przyznał się. Dobra wiem, że kiedyś by to powiedział ale tak od razu? Nie spodziewałem się tego.
-James zaczekaj. - zawołał Erick.
-Tak?
-Mogę iść z tobą?
-Jasne.
Poszliśmy w stronę mojego domu. Rozmawialiśmy i szybko doszliśmy pod mój dom.
-Dasz mi swój numer? - zapytałem.
-Jasne. - podyktował mi numer a ja mu dałem swój. -To ja już pójdę.
-Ok to pa.
-Pa.
Pocałowałem go w policzek i poszedłem do domu. Byłem jak w skowronkach.
-A ty czemu taki szczęśliwy? - zapytała mama.
-No bo pamiętasz jak ci mówiłem o Ericku?
-No tak.
-No to jesteśmy razem.
-Naprawdę?
-Tak.
-Tak się cieszę.
-No ja też. I nawet powiedział, że mnie kocha no kurde to było zajebiste.
-No to gratuluje.
-Dzięki.
Pobiegłem do swojego pokoju.
Już po szkole. Nie ma nic dzisiaj do roboty. Napisałem do Ericka.
"Hej. Może gdzieś wyjdziemy?"
J.
"Hej. Z chęcią. To za 15 min w parku ok?"
E.
"Jasne ;*"
J.
";*"
E.
Przebrałem się i wyszedłem. Szybko przyszedłem na miejsce i w tym samym momencie on przyszedł.
-Hej.
-Hej.
-To może pójdziemy do kina? - zapytał.
-Ok. Ostatnio oglądałem taki fajny film normalnie zajebisty był nie pamiętam tytułu ale jak go przeczytam to sobie przypomnę.
-Ja ostatnio też oglądałem taki fajny. Że jacyś tam ludzie se pojechali na Grenlandię i takie tam.
-No to, to jest ten zajebisty nie?
-No a końcówka jak wszyscy zamarzli to było przerażające.
-No masakra -80 stopni kto by nie zamarzł.
Doszliśmy do kina i kupiliśmy bilety. Weszliśmy do środka. Film był spoko trochę komedia a trochę dramat. Trzymałem obie ręce na oparci. Poczułam, że ktoś łapie mnie za rękę. Erick splótł moje palce ze swoimi. Uśmiechnąłem się do niego. Wyszliśmy z kina.
-Fajny był ten film.
-No nie mogę się nie zgodzić. - chwycił mnie za rękę. Popatrzyłem się na niego trochę zdziwiony. - A sory jak się nie chcesz trzymać za ręce - puścił szybko moją rękę.
-Nie właśnie chce - chwyciłem ją z powrotem. - Tylko wiesz nie sądziłem, że... no bo to jest dla ciebie coś nowego no i wiesz nie chciałem naciskać jak by co więc nic nie robiłem.
-Dobra to jest dla mnie coś nowego ale spoko. Zachowuj się normalnie w końcu to podstawa związku.
-No tak masz rację.
Poszliśmy na pizze. Ludzie się dziwnie na nas patrzyli. Zresztą to niecodzienny widok jak chłopak z chłopakiem trzymają się za ręce. Zjedliśmy pizze i poszliśmy na spacer.
-To gdzie chodzisz do szkoły?
-Do im. Królowej Wielkiej Brytanii Elżbiety I.
-A tak słyszałem o tej szkole.
-A ty?
-Nigdy nie umiem zapamiętań jej nazwy ale ona jest nowa.
-A chyba wiem. Na początku miałem tam chodzić ale za daleko było.
-A szkoda, że nie chodzisz bo byśmy się częściej spotykali.
-Hmmm... a może zmienię szkołę?
-Serio?
-No w sumie czemu nie.
-Ale wiesz bo ja chodzę do A a z tego co wiem to ty się nie lubisz uczyć.
-No to się podciągnę.
-Serio?
-No. Dla mojego chłopaka wszystko.
-To daj swojemu chłopakowi całusa.
-Już się robi.
Pocałował mnie delikatnie w usta. Dobra szczerze mówiąc nie myślałem, że się odważy ale zdał test śpiewająco.
-No kolejny super dzień co jest?
-A co nie chcesz żeby był super?
-No właśnie chce i kurde już drugi i to pod rząd.
Odprowadził mnie pod dom.
-No to można to zaliczyć do randek. - stwierdził.
-O tak.
-No to była bardzo udana randka.
-Zgadzam się.
-No to pa.
-Pa - pocałowałem go i zniknąłem za drzwiami.
-Hej już przyszedłeś?
-Hej tak i jestem happy!
-Coś się stało?
-No i to jakiego. Erik mnie pocałował mamo mówię ci to był najlepszy dzień w życiu.
-No to się cieszę jak ty się cieszysz.
-No i jeszcze chce się przenieś do mnie do szkoły i poprawić stopnie.
-Kochanie a nie za szybko to wszystko się dzieje?
-Co masz na myśli?
-No ten wasz związek.
-No mamo ale my się kochamy.
-James wiem i naprawdę jestem z tego powodu szczęśliwa ale to wszystko chyba trochę za szybko się dzieję. No bo pierwsza randka a wy już się całujecie.
-No mamo ty też na pierwszej randce się całowałaś sama mi mówiłaś.
-No tak ale wy...
-Chodzi ci o ty, że jesteśmy gejami tak? Bo jak by to była dziewczyna to co innego ale to chłopak i przecież nie da się być z chłopakiem szczęśliwym tak o to ci chodzi?
-Słuchaj a jak sobie wyobrażasz wasze dalsze życie? Jak naprawdę będziecie się kochać za parę lat to jak sobie wyobrażacie życie razem? Ślub czy coś w tym stylu.
-Mamo mamy po 19 lat. A jak by co to się pojedzie do Holandii i już.
-James ja pytam poważnie.
-Mamo ale je nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie wiem jak będzie nasze życie wyglądało na 6 lat ale wiem jak jest teraz teraz się kochamy i to jest najważniejsze.
-Dobrze jak chcesz ale pomyśl o tym.
Wyszedłem z pokoju do siebie. No kurde nie wiem jak to będzie za 6 lat ale wiem jak jest teraz i tyle. Wystarczy na razie później się będę tym martwić.
*************************
-Fajny był ten film.
-No nie mogę się nie zgodzić. - chwycił mnie za rękę. Popatrzyłem się na niego trochę zdziwiony. - A sory jak się nie chcesz trzymać za ręce - puścił szybko moją rękę.
-Nie właśnie chce - chwyciłem ją z powrotem. - Tylko wiesz nie sądziłem, że... no bo to jest dla ciebie coś nowego no i wiesz nie chciałem naciskać jak by co więc nic nie robiłem.
-Dobra to jest dla mnie coś nowego ale spoko. Zachowuj się normalnie w końcu to podstawa związku.
-No tak masz rację.
Poszliśmy na pizze. Ludzie się dziwnie na nas patrzyli. Zresztą to niecodzienny widok jak chłopak z chłopakiem trzymają się za ręce. Zjedliśmy pizze i poszliśmy na spacer.
-To gdzie chodzisz do szkoły?
-Do im. Królowej Wielkiej Brytanii Elżbiety I.
-A tak słyszałem o tej szkole.
-A ty?
-Nigdy nie umiem zapamiętań jej nazwy ale ona jest nowa.
-A chyba wiem. Na początku miałem tam chodzić ale za daleko było.
-A szkoda, że nie chodzisz bo byśmy się częściej spotykali.
-Hmmm... a może zmienię szkołę?
-Serio?
-No w sumie czemu nie.
-Ale wiesz bo ja chodzę do A a z tego co wiem to ty się nie lubisz uczyć.
-No to się podciągnę.
-Serio?
-No. Dla mojego chłopaka wszystko.
-To daj swojemu chłopakowi całusa.
-Już się robi.
Pocałował mnie delikatnie w usta. Dobra szczerze mówiąc nie myślałem, że się odważy ale zdał test śpiewająco.
-No kolejny super dzień co jest?
-A co nie chcesz żeby był super?
-No właśnie chce i kurde już drugi i to pod rząd.
Odprowadził mnie pod dom.
-No to można to zaliczyć do randek. - stwierdził.
-O tak.
-No to była bardzo udana randka.
-Zgadzam się.
-No to pa.
-Pa - pocałowałem go i zniknąłem za drzwiami.
-Hej już przyszedłeś?
-Hej tak i jestem happy!
-Coś się stało?
-No i to jakiego. Erik mnie pocałował mamo mówię ci to był najlepszy dzień w życiu.
-No to się cieszę jak ty się cieszysz.
-No i jeszcze chce się przenieś do mnie do szkoły i poprawić stopnie.
-Kochanie a nie za szybko to wszystko się dzieje?
-Co masz na myśli?
-No ten wasz związek.
-No mamo ale my się kochamy.
-James wiem i naprawdę jestem z tego powodu szczęśliwa ale to wszystko chyba trochę za szybko się dzieję. No bo pierwsza randka a wy już się całujecie.
-No mamo ty też na pierwszej randce się całowałaś sama mi mówiłaś.
-No tak ale wy...
-Chodzi ci o ty, że jesteśmy gejami tak? Bo jak by to była dziewczyna to co innego ale to chłopak i przecież nie da się być z chłopakiem szczęśliwym tak o to ci chodzi?
-Słuchaj a jak sobie wyobrażasz wasze dalsze życie? Jak naprawdę będziecie się kochać za parę lat to jak sobie wyobrażacie życie razem? Ślub czy coś w tym stylu.
-Mamo mamy po 19 lat. A jak by co to się pojedzie do Holandii i już.
-James ja pytam poważnie.
-Mamo ale je nie wiem co mam ci powiedzieć. Nie wiem jak będzie nasze życie wyglądało na 6 lat ale wiem jak jest teraz teraz się kochamy i to jest najważniejsze.
-Dobrze jak chcesz ale pomyśl o tym.
Wyszedłem z pokoju do siebie. No kurde nie wiem jak to będzie za 6 lat ale wiem jak jest teraz i tyle. Wystarczy na razie później się będę tym martwić.
*************************
Marika
Minęło 5 dni dzisiaj o 23 lecimy do Bochum.
-Ej słuchasz mnie? - zapytała Parrie.
-Co?
-Kiedy wracacie?
-No nie wiem ale chyba w niedziele albo poniedziałek.
-A no to szczęścia. Macie przywieź złoto.
-No jest taka szansa - zasadziła mi kopa w tyłek.
-No co jest szansa? - zapytał Zayn.
-Marika jedzie na mistrzostwa świata.
-O serio no to powodzenia.
-Nie dziękuję.
-Co się tu kroi? - zapytał Louis podchodząc z resztą.
-Marika jedzie na mistrzostwa świata. - wyjaśnił Zayn.
-No to powodzenia - powiedzieli wszyscy jednocześnie.
-Nie dziękuję.
Parrie
Zaczęła się lekcja. Usiadłem sama. Akurat Eli nie było.
-Mogę usiąść? - zapytał Zayn.
-No jasne.
-Ej bo mam taką sprawę tylko wiesz to jest taka tajemnica.
-No o co chodzi.
-O Niall'a i Marikę.
-Że co oni są razem?
-Nie no właśnie nie. Tylko wiesz nie mów tego Marice ani nikomu a szczególnie Niall'owi bo mnie zabije dobra no to on się w niej buja.
-Serio?
-No.
-No to patrz zaskoczę cię Marika też się w nim buja.
-Serio?
-No.
-Ej trzeba ich jakoś no wiesz spiknąć.
-No już wtedy na dyskotece mówiłam ci, że fajnie wyglądają.
-No fajnie nie fajnie trzeba ich spiknąć. To co na początek im mówimy?
-Tylko wiesz Marika dzisiaj jedzie to może jak wróci?
-No. Ok.
-To spoko. A co potem jak im powiemy?
-Nie wiem.
-Dobra to się pomyśli.
-No.
-A tak odbiegając od tematu.
-No co?
-Ładnie śpiewasz.
-Dzięki. Ty też.
-Oż cóż za wyborny komplement.
-Oczywiście przecież kłamstwo nie przystoi damie.
-Zgadzam się z tobą mi lejdi w stu procentach.
Oliwia
O 3 w nocy jedziemy. Kurde ja chce już jechać. Napisałam do Kuby.
"Hej tutaj Oliwia dzisiaj wyjazd o 3 w nocy. Nie spóźnij się."
O.
"Ok. Nie martw się, nie mogę."
K.
Aaaa za parę godzin spotkam się z Mariką.
Spakowałam się i poszłam spać.
Obudziłam się o 1:30. Ubrałam się i pozbierałam potrzebne rzeczy i zeszłam na dół z walizką.
-Mamcia ale super w końcu się spotkam z Mariką.
-Nie widziałyście się miesiąc a można z tobą fioła dostać.
-Kurde ale ja się tak cieszę.
Pojechałyśmy pod umówiony parking. Zgłosiłam się, że jestem zapakowali moją walizkę i zaraz przyszedł Kuba. Zapakowali też jego walizkę i pojechaliśmy.
Marika
Na lotnisko pojechałam z mamą tatą i siostrami. Szybko podbiegłam do Lucka który był ze swoim ojcem.
-I jak?
-Szczerze?
-No.
-Stres i to cholerny.
-Też tak mam.
Pożegnałam się z rodzicami i poszłam do samolotu. Usiadłam z Luckiem i wylecieliśmy.
Po 4h byliśmy na miejscu. Wyszłam z samolotu i autobusem pojechaliśmy do hotelu. W tam samym hotelu ma być Oliwia więc super.
Rozdzielili nas do pokojów. Byłam z jakimiś trzema dziewczynami. Nie wiem jak miały na imię nie pamiętam jeszcze wszystkich. Poszłyśmy spać. Obudził mnie dźwięk telefonu. Odebrałam.
-Tak? - zapytałam szeptem.
-Marika to ja Oliwia już jesteśmy.
-To super a możemy rano się zobaczyć?
-Tak.
-No to pa.
-Pa.
*********************************
Hejka pewnie wam się nie podoba ten cały Erick i James. A tu takie małe info to co tam jedna matka poszła do drugiej to jest z życia wzięte (parę osób wiedzą o kogo chodzi) to moja kochana Aguleńka mi podsunęła ten pomysł. Następny rozdział za tydzień mam nadzieję że się podobało ;***
*********************************
Hejka pewnie wam się nie podoba ten cały Erick i James. A tu takie małe info to co tam jedna matka poszła do drugiej to jest z życia wzięte (parę osób wiedzą o kogo chodzi) to moja kochana Aguleńka mi podsunęła ten pomysł. Następny rozdział za tydzień mam nadzieję że się podobało ;***
haha śmieszny i zarazem świetny.
OdpowiedzUsuńFryzura ważniejsza. Zayn najlepszy.;d
Czekam na następnego.
Pozdrawiam i zapraszam http://whilelivewereyoungonedirection.blogspot.com/ ;***
Magdula , czekam na nastepny , ale pomoże do piszemy przez "Ż" !!
OdpowiedzUsuńEwelajnaaa ;**
Super :*
OdpowiedzUsuńDzięki że pamiętałaś o moim pomyśle :*
Anonimowa:*