Danielle
Już piętek dochodzi 18. Ubrałam się w dżinsy, żółtą tunikę, cienką dżinsową kurteczkę i czerwone trampki. Zadzwonił dzwonek zbiegłam szybko i otworzyłam. Przed drzwiami stał Liam.
-Hej super wyglądasz.
-Hej ty też. - miał na sobie czarną bluzę bordoby podkoszulek, dżinsowe spodnie i białe adidasy wyglądał super. Wyszłam z domu.
-To spacerek?
-Z chęcią.
Poszliśmy w stronę parku rozmawialiśmy cały czas. Uśmiechnięty był cały czas. Zastanawiało mnie to jak to jest możliwe.
-Pozwolisz, że zapytam. Jak ty to robisz, że cały czas się uśmiechasz?
-Sam nie wiem ale wydaje mi się, że dlatego, że jestem po prostu szczęśliwy. Jak nasza płyta dotarła na pierwsze miejsca to tydzień chodziłem uśmiechnięty.
-Fajnie. Taż bym tak chciała umieć.
-No cały czas też się uśmiechasz.
-Serio?
-Tak.
-O fajnie.
Stanęliśmy pod drzewem. Śmialiśmy się cały czas. Biegł ktoś, ale nie zwracałam na to uwagi. Staliśmy przodem do siebie i biegacz przebiegał obok nas popchnął Liam'a na mnie i w taki sposób mnie pocałował. Pocałunek był długi, bardzo długi. Popatrzył na mnie czułam, że moje policzki płoną.
-Sory ale to przez tego gościa. - pokazał w stronę odbiegającego mężczyzny.
-Spokojnie. Nic się nie stało wiem, że cię po... - nie dał mi dokończyć i znów mnie pocałował. - No teraz to cię nikt nie popchnął.
-Wiem.
-A ok.
-Zostaniesz moją dziewczyną? - zapytał.
-Co?
-Nie sory nie powinienem pytać.
-Nie czekaj, tak naprawdę to czekałam aż mnie o to zapytasz.
-Serio?
-Tak.
-To będziesz moją dziewczyną?
-Tak.
Pocałował mnie jeszcze raz. Poszliśmy dalej trzymając się za ręce.
Marika
"Hej dzisiaj o 2:30 przed domem."
L.
"Mama mnie nie puści."
M.
"Musi."
L.
"Dobra będę."
M.
Zbiegłam na dół taty nie było a dziewczynki oglądały telewizje.
-Mamo bo dzisiaj znów jest ta wielka bitwa co miałaś zdjęcia no i muszę iść.
-Znów?
-No wiem znów.
-No dobrze możesz iść ale wiesz.
-Wiem nie narobić kłopotów.
-No zmykaj.
Pobiegłam do siebie. Nastawiłam sobie budzik na 1:30 poszłam spać.
Obudziłam się na dźwięk mojego dzwonka. Wyłączyłam go szybko i zaczęłam się zbierać.
Wyszłam cicho z domu.
-No jesteś w końcu.
-No jestem.
-Idziemy. Ej nie masz wrażenia, że ta dziewczyna od nas z grupy się we mnie buja?
-Mam takie wrażenie ma na imię Emilia.
-Wiem jak ma na imię.
-Jak wtedy piliście to cały czas się na ciebie gapiła jak byś był jakimś bogiem.
-Wiem widziałem.
-No to weź coś zrób.
-No może.
Doszliśmy do parku. Wyszukałam Perrie wzrokiem i podeszłam do niej.
-Hej.
-Hej Gotowa?
-No jasne.
-Patrz tam jest Niall. - pokazała ręką.
-I co?
-No idź do niego.
-Zaczynamy! - ktoś krzykną. Wszyscy na siebie ruszyli.
-No idź.
-Ale ja nie chce.
-Buja! - usłyszałam i na mojej twarzy wylądowała pasta.
-Niall oż ty zobaczymy.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam smarować czym się dało. Włosy miał całe w brokacie twarz wysmarowaną pastą szminkami pudrem i czym się dało. Ja też byłam cała brudna.
-Koniec! - ktoś krzyknął.
Wstałam a on zaraz za mną.
-Jesteś cała brudna. - zaśmiał się.
-Ty też.
Wytarłam twarz chusteczkami i już nic na niej nie miałam ale moje włosy i ubrania były w koszmarnym stanie.
-Fajne włoski. - zmierzwiłam mu włosy i cała moja ręka była z brokatu.
-Się świecę. - zaśmiał się.
-Widzę. Blond włosy posypane fioletowym brokatem fajne połączenie.
Otrzepał trochę włosy z brokatu.
-Co chcesz? - wskazał rząd piw i soków.
-Daj tymbarka.
-Ok. - podał mi butelkę a on sięgnął po piwo.
Wszyscy usiedliśmy na ławkach i gadaliśmy, i śmialiśmy się.
-Dobra ja się zbieram bo obiecałam, że nie wrócę późno.
-No my też się zbieramy.
Wstałam i ruszyłam przed siebie zaraz do mnie dołączyli chłopaki i Parrie. Wszyscy rozmawiali. Ja zwolniłam trochę i szłam z głową wbitą w jezdnię. Byłam paręnaście kroków za nimi. Widziałam, że Niall też zwalnia i dotrzymuje mi towarzystwa uśmiechnęłam się sama do siebie.
-A ty co taka smutna? - zapytał mnie obejmując ręką za szyję, przyciągając do siebie i mierzwiąc włosy.
-Nie jestem smutna tylko zamyślona.
-A to przepraszam. A można wiedzieć o czym myślisz?
-O wszystkim.
-Aha. - szliśmy tak jeszcze chwilę w ciszy. - Czekaj stój. - zatrzymał mnie zdecydowanym ruchem ręki.
-Tak? - popatrzyłam mu prosto w oczy był o 3/4 głowy wyższy.
-Chciałbym cię o coś spytać.
-O co?
-Poszłabyś ze mną jutro na spacer?
-Z chęcią.
-Serio?
-Tak.
-No bo myślałem, że nie będziesz chciała.
-No przecież mi się podobasz.
-A no tak zapomniałem.
Co ja wygaduję! Cała się zaczerwieniłam.
-Chodź dołączymy do innych. - pociągnął mnie za rękę.
-Ok.
Doszliśmy do reszty. Odciągnęłam Parrie na bok.
-Niall zaprosił mnie na spacer. - powiedziałam podekscytowana.
-No w końcu. No tylko czegoś nie spaść.
-Dobra. Przecież z Luckiem mi się udawało.
-No ja nie wiem jakim cudem.
-Ej.
-No na serio nie wiem jakim cudem.
Doszłam do domu pożegnałam się nimi i poszłam cicho do siebie. Umyłam się przebrałam i poszłam spać.
-Wiem widziałem.
-No to weź coś zrób.
-No może.
Doszliśmy do parku. Wyszukałam Perrie wzrokiem i podeszłam do niej.
-Hej.
-Hej Gotowa?
-No jasne.
-Patrz tam jest Niall. - pokazała ręką.
-I co?
-No idź do niego.
-Zaczynamy! - ktoś krzykną. Wszyscy na siebie ruszyli.
-No idź.
-Ale ja nie chce.
-Buja! - usłyszałam i na mojej twarzy wylądowała pasta.
-Niall oż ty zobaczymy.
Rzuciłam się na niego i zaczęłam smarować czym się dało. Włosy miał całe w brokacie twarz wysmarowaną pastą szminkami pudrem i czym się dało. Ja też byłam cała brudna.
-Koniec! - ktoś krzyknął.
Wstałam a on zaraz za mną.
-Jesteś cała brudna. - zaśmiał się.
-Ty też.
Wytarłam twarz chusteczkami i już nic na niej nie miałam ale moje włosy i ubrania były w koszmarnym stanie.
-Fajne włoski. - zmierzwiłam mu włosy i cała moja ręka była z brokatu.
-Się świecę. - zaśmiał się.
-Widzę. Blond włosy posypane fioletowym brokatem fajne połączenie.
Otrzepał trochę włosy z brokatu.
-Co chcesz? - wskazał rząd piw i soków.
-Daj tymbarka.
-Ok. - podał mi butelkę a on sięgnął po piwo.
Wszyscy usiedliśmy na ławkach i gadaliśmy, i śmialiśmy się.
-Dobra ja się zbieram bo obiecałam, że nie wrócę późno.
-No my też się zbieramy.
Wstałam i ruszyłam przed siebie zaraz do mnie dołączyli chłopaki i Parrie. Wszyscy rozmawiali. Ja zwolniłam trochę i szłam z głową wbitą w jezdnię. Byłam paręnaście kroków za nimi. Widziałam, że Niall też zwalnia i dotrzymuje mi towarzystwa uśmiechnęłam się sama do siebie.
-A ty co taka smutna? - zapytał mnie obejmując ręką za szyję, przyciągając do siebie i mierzwiąc włosy.
-Nie jestem smutna tylko zamyślona.
-A to przepraszam. A można wiedzieć o czym myślisz?
-O wszystkim.
-Aha. - szliśmy tak jeszcze chwilę w ciszy. - Czekaj stój. - zatrzymał mnie zdecydowanym ruchem ręki.
-Tak? - popatrzyłam mu prosto w oczy był o 3/4 głowy wyższy.
-Chciałbym cię o coś spytać.
-O co?
-Poszłabyś ze mną jutro na spacer?
-Z chęcią.
-Serio?
-Tak.
-No bo myślałem, że nie będziesz chciała.
-No przecież mi się podobasz.
-A no tak zapomniałem.
Co ja wygaduję! Cała się zaczerwieniłam.
-Chodź dołączymy do innych. - pociągnął mnie za rękę.
-Ok.
Doszliśmy do reszty. Odciągnęłam Parrie na bok.
-Niall zaprosił mnie na spacer. - powiedziałam podekscytowana.
-No w końcu. No tylko czegoś nie spaść.
-Dobra. Przecież z Luckiem mi się udawało.
-No ja nie wiem jakim cudem.
-Ej.
-No na serio nie wiem jakim cudem.
Doszłam do domu pożegnałam się nimi i poszłam cicho do siebie. Umyłam się przebrałam i poszłam spać.
Oliwia
Ela cały czas coś mówiła ale nie za bardzo ją słuchałam byłam zajęta kupowaniem nowych ciuchów. Szłyśmy do następnego sklepu w galerii i dobiłam do kogoś obolałą ręką.
-Ała to boli patrz jak chodzisz! - krzyknęłam nie patrząc się kto to.
-Oliwia?
-Kuba? - popatrzyłam na niego miał niezadowoloną minę.
-Co ty tu robisz?
-Zakupy. - pokazałam na porozwalane torby. - A ty?
-Też. - cały czas trzymałam się za rękę.
-Boli?
-Teraz tak i to bardzo.
-Pokaż. - chwycił delikatnie moją rękę i po naciskał w kilku miejscach. - Boli?
-Tak.
-Nic się nie stało ale uważaj jedno małe uderzenie i znów ją złamiesz.
-Ok będę pamiętała. - pomógł mi pozbierać zakupy.
-A jak trzymasz zakupy to nie boli co? - zapytał z uśmiechem.
-Nie. Od zakupów nigdy. - zaśmiałam się.
-Uważaj na siebie i do zobaczenia.
- Pa.
Odeszliśmy w swoje strony. Obróciłam jeszcze głowę i zobaczyłam, że patrzy na mnie puścił mi oczko i się odwrócił.
-Ładny ten twój lekarz.
-No wiem.
Wyszłyśmy z galerii i poszłam do domu.
-Oliwia za godzinę rozprawa zbieraj się.
-No już.
Pobiegłam szybko do siebie odłożyłam zakupy przebrałam się i zeszłam na dół.
Po pół godzinie byłam na miejscu. Podeszła do mnie jakaś kobieta i Damian.
-Dzień dobra ja jestem adwokatem Damiana powiedział mi, że się nie gniewasz czy to prawda?
-Tak to prawda.
-Dobrze skoro tak to powiesz to sądowi. W trakcie przesłuchania Damian cię przeprosi a tu mu wybaczysz dobrze?
-Tak. Zrobię wszystko by nie poszedł do więzienia.
-Dobrze.
-Prosimy wszystkich na salę. - zawołał policjant.
-Hej. - usłyszałam za sobą jakiś głos odwróciłam się a za mną stał Kuba.
-Hej a co ty tu robisz? - weszliśmy na salę i usiedliśmy na ławce obok siebie.
-Jestem jako świadek.
-Aha.
-Otwieram sprawę przeciwko Damianowi Pałce. - powiedział sędzia.
Po przesłuchaniu Damiana przyszedł czas na mnie podeszłam szybko do barierki przedstawiłam się.
-Dobrze Oliwia to opowiedz co się stało tego dnia.
-Dobrze więc tak wyszłam sobie na spacer żeby się przewietrzyć bo nie mogłam się skupić. Było już ciemno. Chciałam przejść przez ulicę nie było żadnego auta i nagle zza zakrętu wyskoczyło auto i nie mogłam uciec i mnie potrąciło i straciłam przytomność obudziłam się kilka dni po wypadku.
-Przepraszam czy mogą coś powiedzieć? - zapytał Damian.
-Proszę.
-Proszę sędziego ja wiem, że źle zrobiłem. Nie powinienem wsiadać za kółko, ale nie wiem dlaczego to zrobiłem żałuję tego i chciałbym przeprosić Oliwię. Oliwia przepraszam cię - patrzył mi prosto w oczy - wiem, że przeze mnie mogłaś umrzeć a jak się dowiedziałem, że to ty to chciałem się zabić bo wiem, że Marika by to kiedyś zrobiła ale naprawdę mi przykro, że się tak stało.
-Wybaczam ci. Wiem, że tego nie chciałeś byłeś pijany rozumiem nic się nie stało tylko złamana ręka nic poważnego. Proszę sędziego błagam niech pan nie daje go do więzienia on ma dopiero 19 lat całe życie przed sobą nie może mu tego sąd zrobić.
-Oliwio nie tylko ja o tym decyduję, ale wezmę pod uwagę twoje słowa.
-Dziękuję.
-Dziękuję możesz usiąść. Teraz poprosimy do barierki doktora Kubę.
Kuba wymienił ze mną tylko krótkie spojrzenie i podszedł do barierki przedstawił się i sędzia zaczął go wypytywać.
-Proszę powiedzieć w jakim stanie pacjentka przyjechała do szpitala?
-Miała poważne złamanie ręki w kilku miejscach, wstrząs mózgu bardzo silny, przeciętą skórę głowy, rozcięty łuk brwiowy i liczne siniaki i zadrapania.
-Jak długo była w śpiączce?
-Ponad tydzień.
-Dobrze dziękuję panu może pan usiąść.
Przesłuchał jeszcze jednego świadka i wyszedł z sali z innymi ludźmi.
Wrócił po piętnastu minutach.
-Damiana Pałkę uznaję za winnego dokonania czynu i wymierzam mu karę: odebrania prawa jazdy na okres pół roku, zadośćuczynienie w wysokości 10 tysięcy złotych na rzecz poszkodowanej oraz całoroczny dozór kuratora. Sprawę uważam za zamkniętą.
Podbiegłam szybko do niego.
-Nie pójdziesz do więzienia. - przytuliłam go.
-To dzięki tobie, dziękuję.
-Nie ma za co.
Wyszłam z sali.
-Oliwia czekaj. - usłyszałam głos Kuby.
-Tak?
-Przyjedź dzisiaj do szpitala.
-Ok a mogę teraz od razu?
-Tak jasne. To może powiedz swojej mamie, że ja cię wezmę i później odwiozę co?
-Ok. To poczekaj chwilę.
-Ok.
Podeszłam do mamy.
-Mamo jedź do domu ja jeszcze pojadę do szpitala i wrócę za niedługo.
-Dobrze.
Wsiadła do samochodu i odjechała. Podeszłam do Kuby wsiadłam do auta i ruszyliśmy do szpitala. Dotarliśmy po 15 minutach. Wyszliśmy do jego gabinetu. Podpisałam parę papierów.
-No to teraz oficjalnie nie jesteś moją pacjentką.
-No to wygląda.
Wyszliśmy ze szpitala i podwiózł mnie pod dom.
-No to już nie jesteś moją pacjentką to może poszlibyśmy do kina?
-Czyli co teraz role się odwracają?
-Jak nie to trudno.
-Nie nie z chęcią pójdę.
-To jutro o 16 przyjdę po ciebie ok?
-Jasne.
-To do zobaczenia.
-Pa.
Rozpięłam pasy i wyszłam z auta pomachałam mu i znikłam za drzwiami. Pobiegłam do siebie. Weszłam na laptopa i zadzwoniłam do Mariki.
Marika
-Hej muszę ci coś powiedzieć.
-Hej ja też.
-Czekaj pierwsza ja.
-No ok.
-Kuba zaprosił mnie do kina jutro.
-Super cieszysz się?
-No i to jeszcze jak. no wiesz to można uważać jako pierwszą randkę.
-No to super co jak co ale ładny to on jest.
-No wiem ciacho. A ty co mi chciałaś powiedzieć?
-Nie zgadniesz. Niall zaprosił mnie na spacer dzisiaj.
-O kurde ale super. Pamiętasz jak robiłam fotomontaż ciebie i Niall'a?
-Tak pamiętam.
-No słodko wtedy razem wyglądaliście.
-A nie jesteś zła?
-Nie jestem szczęśliwa no bo mnie zaprosił Kuba a ciebie Niall.
-Ok ja kończę bo muszę iść pa.
-Pa.
Rozłączyłam się. Przebrałam się w zielone rurki turkusową tunikę i dżinsową kurteczkę. Zadzwonił dzwonek zbiegłam szybko i wypadłam na zewnątrz.
-Hej. - uśmiechnął się.
-Hej.
-To idziemy?
-Tak.
Ruszyliśmy przed siebie.
-Zayn mi mówił, że zemściłaś się na Parrie.
-O tak to była słodka zemsta.
-No a ja nie mogę nic na niego wymyślić.
-Mieszkacie w jednym domu na pewno coś znajdziesz.
-No muszę dokładniej poszukać.
-Coś mi się obiło o uszy, że Louis ma dziewczynę.
-No nie tylko on.
-Jak to nie tylko on?
-No Louis chodzi z Eleanor, Harry z Sarą a no i jeszcze Liam od wczoraj z Danielle.
-No to jeszcze zostałeś ty i Zayn.
-No chyba na to wychodzi. Ładnie wyglądasz.
-Dzięki. Ty też.
Nagle przy nas stanęło stado dziennikarzy i zaczęło nam robić zdjęcia.
-Niall kto to jest? - zapytał jeden z dziennikarzy.
-To jest Marika.
-Jesteście parą?
-Nie. Jesteśmy przyjaciółmi.
-Na pewno wasze fanki na pewno chcą wiedzieć.
-Na pewno.
-W romantyczny wieczór w przyjaciółką na spacerze Niall nie okłamiesz nas.
-Tylko, że ja nie kłamie. Nie jesteśmy razem. Kurcze kocham naszych fanów ale chcemy mieć trochę prywatności.
-Już was zostawiamy. - odeszli wszyscy.
-Przepraszam ale oni są wszędzie.
-Spoko no w końcu jesteś sławny a ja jakaś zwykła dziewczyna co ja przecież nie mogę zadawać się z taką gwiazdą.
-Jaszcze raz przepraszam. Tylko nie zdziw się jak jutro po internecie będą krążyły plotki, że jesteśmy razem.
-O stanę się sławna takie będą nagłówki "zwykła dziewczyna z Polski zarywa do słynnego piosenkarza Niall'a Horan'a".
-No raczej takie "Słynny piosenkarz Niall Horan ukrywa swoją dziewczynę przed światem".
-No zobaczymy kto ma rację.
Zadzwonił mój telefon.
-Przepraszam cię.
-Spoko odbierz.
-Dzięki.
Odebrałam to była Oliwia.
-Stara już po internecie chodzą twoje zdjęcia z Niall'em.
-Co jak to możliwe, że tak szybko?!
-No nie wiem ale piszą, że jesteście razem i że ty do niego zarywasz i że...
-Czekaj dam cię na głośnik.
-Ok. - włączyłam głośnomówiący.
-Oliwia Niall też tutaj jest.
-Hej Oliwia. - powiedział Niall.
-Hej Niall - ona niemal pisnęła. - Sory ale to tak z przyzwyczajenia.
-Spoko dobrze, że nie krzyczysz się tak jak za pierwszym razem.
-Oj tam oj tam.
-Możesz powiedzieć jeszcze raz to samo.
-No to internecie krążą wasze zdjęcia i plotki, że "nieznana dziewczyna podrywa Niall'a Horan'a" i "Niall Horan ukrywa swoją dziewczynę przed wszystkimi". To prawda jesteście razem?
-Oliwia nie jesteśmy razem i raczej się na to nie zanosi.
-No ale przecież on ci się podoba. O kurde sory cofam wszystko.
-Spoko on już wie.
-No człowieku to działaj bo później może być za późno! - zwróciła się do Niall'a.
On popatrzył na mnie a ja na niego.
-To jak będziecie razem to dajcie znać ja chce to pierwsza wiedzieć a nie jakieś paparazzi.
-Oliwia a jak tam Kuba?
-A dobrze. Dobra wiem teraz powinnam się rozłączyć. To pa. A i jeszcze jedno jak przyjadę do Anglii to żeby nie było zabierasz mnie do nich bo ja po prostu odwale jak mnie nie zabierzesz i autograf też chce.
-Dobra nawet ci zaśpiewają piosenkę.
-Serio?
-Tak - odezwał się Niall.
-No to trzymam cię za słowo mój mężu. - zaśmiała się. - Nie no dobra żartuję bierzemy rozwód mam kogoś na oku.
-O nie straciłem jedną ze swoich milionów żon.
-Proszę tylko nie płacz. - powiedziała aktorskim głosem.
-Nie wiem czy dam radę.
-Dobra koniec tego wyznawania miłości. - przerwałam im.
-Marika to jest ważne i to nawet bardzo ja się rozwodzę.
-No właśnie Marika my się rozwodzimy.
-Ok kończę, ale nie bój się Niall directionką zawsze będę.
-No to się cieszę.
-To pa.
-Pa. - powiedzieliśmy jednocześnie i się rozłączyłam.
-No czyli oboje mieliśmy rację.
-Na to wygląda. To będzie jakiś koszmar nie dadzą ci spokoju. Cały czas będą do ciebie dzwonić. Co ja zrobiłem. Mogłem cię nie zapraszać by cię nie dręczyli.
-Żałujesz tego, że mnie zaprosiłeś?
-Nie tylko po postu oni nie dadzą ci żyć.
-Miewałam gorsze sytuacje.
-Gdyby się narzucali to mi powiedz.
-Ok. A teraz nie myśl o tym.
-Dobrze.
Rozmawialiśmy długo aż w końcu odprowadził mnie do domu.
James
Dotarliśmy na miejsce o 14. Wynajęliśmy domek niedaleko morza. Odłożyłem walizki i poszedłem razem z Erickiem i jego rodzicami na plażę. Było super chłodna woda, ciepły piasek i słońce. Szliśmy tak plażą W pewnym momencie się zatrzymaliśmy pociągnąłem Ericka za sobą.
-Zostaw ich na chwile samych.
-Ok. W poniedziałek chce iść do twojej szkoły zapytać się czy można się przepisać.
-Na pewno tego chcesz?
-Tak. Jestem tego pewien chce być blisko ciebie.
-Kocham cię.
-Ja ciebie taż.
Pocałował mnie i poszliśmy dalej. Usiedliśmy na murku blisko brzegu. Rozmawialiśmy dużo. Po chwili dołączyli do nas jego rodzice my trzymaliśmy się za ręce gdy jego matka to zobaczyła zrobiła smutną minę więc chciałem go puścić ale on dalej mnie trzymał.
-Mamo musisz się do takiego widoku przyzwyczaić.
-Wiem. Przyzwyczaję się za niedługo.
-I do takiego też. - przybliżył się do mnie i czule pocałował. Jego matka patrzyła na nas z otwartymi ustami.
-Dobrze jeśli się kochacie i chcecie być razem to nie mam nic przeciwko.
Przyszliśmy do domku i zrobiliśmy kolację. Po zrobieniu zabrałem się za posprzątanie razem z Erickiem. Myłem talerze gdy poczułem, że stoi parę milimetrów za mną. objął mnie w pasie.
-A mówiłem ci już że jesteś seksowny?
-Erick przestań twoi rodzice są za ścianą.
-No i co?
-No i dużo.
-No przecież nic nie słyszą.
-A skąd wiesz?
-A chodź by słyszeli to co?
-No to tak nie wypada.
-To wcale nie musimy się odzywać.
Zaczął całować mnie po szyi. Weszła jego matka i się dosunął na niewielką odległość ale się odsunął. Popatrzyła na nas pytająco i zaraz wyszła.
-Widzisz o to mi chodziło.
-No ale przecież nic się nie działo.
Skończyłem zmywać naczynia. I chciałem iść do naszego pokoju. Wyszedłem z kuchni razem z Erickiem i w saloniku złapał mnie za tyłek. Jego matka popatrzyła na mnie bez słów jakby się dziwiła czemu nic nie zrobię. Poszedłem szybko do naszego pokoju. Byłem wkurzony na Ericka. Umyłem się i przebrałem a on zaraz po mnie. Bez słowa położyłem się na łóżku plecami do niego.
-Co jest? - spytał.
-Jeszcze bardziej wkurzasz swoją matkę. Tam na plaży nie chciałeś mnie puścić i jeszcze mnie przy niej pocałowałeś. Jeszcze w kuchni nas zobaczyła i jeszcze to w salonie nie przesadzasz?
-A co nie podoba ci się to?
-Podoba tylko, że twoja matka to dla niej wszystko jest nowe a ty jeszcze dodatkowo naciskasz.
-Ja jej tylko pomagam w przyzwyczajeniu.
-To może trochę przystopuj bo dla niej to jest za szybko. - nie odwracałem się do niego przodem ani razu.
-Przepraszam już nie będę tak robił.
Nie reagowałem.
-No nie gniewaj się.
Wsunął się pod moją kołdrę i leżał obok mnie obejmując mnie rękami.
-Przepraszam - zaczął całować mnie po szyi.
-No a jak by teraz tutaj weszła?
-Ja nie mam zamiaru odmawiać sobie przyjemności przez moją matkę.
-Dobrze ale przystopuj troszkę.
-Dobrze.
Zasnęliśmy razem. Obudziłem się Erick jeszcze spał. Nie wstałem nie chciało mi się leżałem obok i głaskałem go po głowie. Ktoś zapukał i wszedł nie zdążyłem zareagować.
-Wstawać. - powiedziała miło jego mama ale jak zobaczyła, że śpimy w jednym łóżku była strasznie zła. - Co wy robicie?!
-Dzień dobry. - przywitałem się cały czerwony.
-Co się dzieje? - Erick się obudził był jeszcze zaspany.
-Twoja mama tu jest. - szepnąłem do niego.
-Mamo co ty tu robisz? - zapytał wstając.
-Chciałam was obudzić ale jak wydze wy macie trochę inne zajęcie.
-Mamo o co ci chodzi? Przecież nic nie robiliśmy.
-Spaliście razem.
-Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł. To wszystko wczoraj jeszcze mogłam tolerować ale to już przesada!
-Mamo uspokój się! Jak chcesz się na kogoś wydzierać to na mnie bo to ja poszedłem do jego łóżka.
-Jesteście ze sobą zaledwie 2 tygodnie a już razem śpicie?
-Przestań a poza tym to nie pierwszy raz i w ogóle to nie twoja sprawa! - wypchnął ją za drzwi.
-To przeze mnie. Gdybym nie pojechał wszystko byłaby dobrze. - wstałem szybko i zacząłem chodzić nerwowo po całym pokoju.
-Przestań to nie przez ciebie. - chwycił mnie za ramiona i patrzył prosto w oczy.
-Własnie, że tak gdybym się nie zgodził nie byłoby tej sytuacji.
-Przestań tak mówić moja matka nie rozumie, że jestem szczęśliwy to już jej problem. To nie przez ciebie to przez nią gdyby mnie zaakceptowała byłaby ok.
-Może rzeczywiście za szybko to wszystko się potoczyło. - powiedziałem ze smutną miną.
-Co ty gadasz? Chcesz ze mną zerwać? - zapytał zły ale zarazem przybity.
-Oczywiście, że nie kocham cię, ale może twoja matka ma racje chyba to wszystko za szybko się dzieje.
-Kłamstwa! To, że kochamy się bardziej niż inni w naszym wieku o niczym nie świadczy. Nie wystarczy, że cię kocham?
-Ja też cię kocham. Nie oni wszyscy nie mają racji to nie idzie za szybko. Twoja matka, moja matka one tego nie rozumieją.
-No właśnie.
Pocałowałem go i chciałem zapomnieć o tym wszystkim chociaż na paręnaście sekund udało mi się to. Zaraz jak zeszliśmy na śniadanie panowała niezręczna cisza. Po śniadaniu wyszedłem z Erickiem na spacer który okazał się trwać do 17.
-Wstawać. - powiedziała miło jego mama ale jak zobaczyła, że śpimy w jednym łóżku była strasznie zła. - Co wy robicie?!
-Dzień dobry. - przywitałem się cały czerwony.
-Co się dzieje? - Erick się obudził był jeszcze zaspany.
-Twoja mama tu jest. - szepnąłem do niego.
-Mamo co ty tu robisz? - zapytał wstając.
-Chciałam was obudzić ale jak wydze wy macie trochę inne zajęcie.
-Mamo o co ci chodzi? Przecież nic nie robiliśmy.
-Spaliście razem.
-Wiedziałem, że to nie jest dobry pomysł. To wszystko wczoraj jeszcze mogłam tolerować ale to już przesada!
-Mamo uspokój się! Jak chcesz się na kogoś wydzierać to na mnie bo to ja poszedłem do jego łóżka.
-Jesteście ze sobą zaledwie 2 tygodnie a już razem śpicie?
-Przestań a poza tym to nie pierwszy raz i w ogóle to nie twoja sprawa! - wypchnął ją za drzwi.
-To przeze mnie. Gdybym nie pojechał wszystko byłaby dobrze. - wstałem szybko i zacząłem chodzić nerwowo po całym pokoju.
-Przestań to nie przez ciebie. - chwycił mnie za ramiona i patrzył prosto w oczy.
-Własnie, że tak gdybym się nie zgodził nie byłoby tej sytuacji.
-Przestań tak mówić moja matka nie rozumie, że jestem szczęśliwy to już jej problem. To nie przez ciebie to przez nią gdyby mnie zaakceptowała byłaby ok.
-Może rzeczywiście za szybko to wszystko się potoczyło. - powiedziałem ze smutną miną.
-Co ty gadasz? Chcesz ze mną zerwać? - zapytał zły ale zarazem przybity.
-Oczywiście, że nie kocham cię, ale może twoja matka ma racje chyba to wszystko za szybko się dzieje.
-Kłamstwa! To, że kochamy się bardziej niż inni w naszym wieku o niczym nie świadczy. Nie wystarczy, że cię kocham?
-Ja też cię kocham. Nie oni wszyscy nie mają racji to nie idzie za szybko. Twoja matka, moja matka one tego nie rozumieją.
-No właśnie.
Pocałowałem go i chciałem zapomnieć o tym wszystkim chociaż na paręnaście sekund udało mi się to. Zaraz jak zeszliśmy na śniadanie panowała niezręczna cisza. Po śniadaniu wyszedłem z Erickiem na spacer który okazał się trwać do 17.
Oliwia
Dochodziła 16 byłam cała zdenerwowana pierwszy raz w życiu tak się denerwowałam. Zadzwonił dzwonek byłam u siebie, ale zbiegłam na dół w tym samym momencie otworzyła drzwi mama.
-Dzień dobry coś się stało? - zapytała.
-Dzień dobry. Nie wszystko ok tylko ja przyszedłem po Oliwię.
-Po Oliwię?
-No tak...
-Hej już jestem. Mamo wychodzę dzisiaj z Kubą.
-A wychodzisz dziękuję, że mi powiedziałaś.
-Przepraszam, ale zapomniałam no to pa.
-Pa.
Wyszłam i zamknęłam za sobą drzwi.
-Hej.
-Hej - uśmiechnął się. - Ślicznie wyglądasz.
-Dziękuję. - zaczerwieniłam się.
Odeszliśmy od mojego domu.
-Czekaj chciałem ci coś powiedzieć.
-Tak? - popatrzyłam mu prosto w oczy.
-No bo wtedy jak drugi raz lunatykowałaś i weszłaś mi do łóżka...
-Nie chce o tym mówić.
-Czekaj bo to jest ważne. No i wtedy ja się obudziłem wcześniej i ja... nie wstałem od razu tylko leżałem obok ciebie i patrzyłem na ciebie bo jak ładnie wyglądałaś i wtedy znałem sobie sprawę, że cię kocham.
-Naprawdę?
-Tak. Naprawdę i chciałem się zapytać czy zostaniesz moją dziewczyną.
-Tak! Wiesz jak długo na to czekałam od dnia naszego spotkania.
Pocałował mnie. Wreszcie miałam ochotę skakać z radości ale się powstrzymałam. Reszta wieczoru była super kino, spacer było cudownie. Wróciłam do domu i zaczęłam skakać jak porąbana.
-Czemu się tak cieszysz? - zapytała mama.
-Bo Kuba poprosił mnie o chodzenia a ja się zgodziłam.
-No ale on jest od ciebie o 5 lat starszy.
-No wiem ale co z tego on jest cudowny!
-Idź już bo zaraz wybuchniesz fajerwerkami.
Pobiegłam do swojego pokoju i do końca tego dnia uśmiech nie schodził mi z twarzy.
Sara
Przyszłam ze spaceru i poszłam do kuchni. Napiłam się soku.
-Hej piękna. - usłyszałam głos Harry'ego i poczułam jego dłonie na moich biodrach.
-Hej. Co tutaj robisz?
-Mamy dla ciebie niespodziankę. Chodź.
Pociągnął mnie za sobą.
-Zamknij oczy.
-Po co?
-Zamknij.
-Ok.
Zamknęłam oczy. Czułam, że stoi za mną i zasłania mi oczy rękami. Drzwi się otworzyły słyszałam ich dźwięk i podeszliśmy kilka kroków.
-Już możesz otworzyć.
Otwarłam oczy. Mój pokój miał teraz fioletowe ściany, ciemno fioletową kanapę, biurko, szafę i komodę. Wyglądał super. Daniel Eva i Harry stali obok mnie.
-To na twoje urodziny. - powiedział Daniel.
-Dziękuję. - przytuliłam jego i Eve.
-Harry też pomagał.
-Jemu podziękuję później. - uśmiechnęłam się do niego.
-To my was zostawimy nacieszcie się sobą. - powiedziała Eva i pociągnęła Daniela za sobą. Drzwi się zamknęły.
-I jak podoba ci się?
-I to jeszcze jak jest super!
-To się cieszę jak ci się podoba.
-Nie tylko pokój mi się podoba. - uśmiechnęłam się do niego wspięłam na palce i pocałowałam.
Przytulił mnie do siebie wziął na ręce, i zaczął całować. Usiedliśmy na kanapie ja siedziałam na jego kolanach. Przestaliśmy się całować wzięłam laptopa na kolana.
-Może pokażemy wszystkim ,że jesteśmy razem? - zapytał.
-Ok to co zdjęcia?
-A może twitcam?
-No ok.
-Ale zdjęcie też możemy zrobić.
Zrobiliśmy sobie kilka zdjęć razem. On dodał na twittera jedno z nich i ustawił na profilowe i oznajmił, że na 15 minut robi twitcama. Zmieniliśmy swoje statusy na fejsie kompletnie o tym zapomniałam i zrobiliśmy twitcama.
-Hej wszystkim. Pewnie już widzieliście zdjęcia na fejsie i twiterze no więc powiem wam to Sara, jest moją dziewczyną.
-Hej jestem Sara.
Zaraz pojawiło się mnóstwo komentarzy typu "pasujecie do siebie" "oby tak dalej" "chcemy więcej".
-Widzę dożo pozytywnych komentarzy to znaczy, że większa część akceptuje Sarę to dobrze bo ją kocham.
Po 2h skończyliśmy twitcama.
Niall
-No i jak było wczoraj? - zapytał Zayn.
-Spoko. Poza tym, że stado paparazzi na nas napadło i zaczęło wypytywać o nasz "związek" - zrobiłem w powietrzy cudzysłów.
-A zaprosiłeś ją może na randkę albo zapytałeś czy będzie z tobą chodzić?
-Nie.
-No to człowieku zaproś ją gdzieś.
-No ale gdzie?
-Ty ją po prostu zaproś na randkę a ja z Parrie wszystko zorganizujemy.
-No dobra. A jak się nie zgodzi?
-Zgodzi się nie martw się.
-No mam nadzieję.
Parrie
Dzisiaj już poniedziałek. Przecież wczoraj był piątek! Ja chce weekend! Tylko nie to.
-Perrie chodź bo się spóźnisz! - krzyknęła mama.
-Już idę daj mi chwilę! - krzyknęłam.
Ubrałam się i zeszłam na śniadanie. Wyszłam szybko do szkoły i 15 minut później już byłam obok swojej szafki.
-Hejka.
-O hej. I jak tam spacer z Niall'em?
-Spoko napadło nas stado paparazzi i od razu czy jesteśmy parą już wczoraj miałam pięć telefonów.
-No a nic poza tym?
-Nie a co?
-No nie poprosił cię o chodzenie?
-Nie.
-A ty jego?
-To ja mam się pytać czy chłopak?
-Ok jak chcesz.
Mojej koleżanki z ławki znów nie było i tym razem biologia. Usiadłam sama i znów przysiadł się do mnie Zayn.
-Hej.
-Hej.
-Niall dzisiaj zaprosi Marikę na randkę.
-Serio?
-Tak. Doradziłem mu żeby tak zrobił i powiedziałem, że my wszystko zorganizujemy.
-My?
-No tak no chyba nie zostawisz mnie samego.
Żartujesz ciebie nigdy!
-Nie no jasne, że ci pomogę. A wiesz co im zorganizujemy?
-No właśnie nie i musimy coś wymyślić. Czekaj.
Zapadła cisza myśleliśmy co moglibyśmy im wymyślić.
-Romantyczna kolacja przy świecach! - powiedzieliśmy jednocześnie wystarczająco głośno żeby cała klasa razem z nauczycielem nas usłyszała.
-Zayn i Parrie jeśli umawiacie się na randkę to po lekcjach proszę. - powiedział nauczyciel a cała klasa zaczęła się śmiać. Czułam, że moje policzki robią się czerwone i chciałam się zapaść pod ziemię.
-No to tak ona w sukience... - zaczął wymieniać.
-On w garniturze.
-Romantyczna kolacja.
-Świece, muzyka.
-Taniec.
-I my jako kelnerzy ale gdzie? - zapytałam.
-Znam taką super restaurację niedaleko dobre jedzenie, muzyka, romantyzm, jest gdzie zatańczyć.
-No to super.
Erick
Poszedłem dzisiaj do szkoły Jamesa.
Znalazłem gabinet dyrektorki. Zapukałem.
-Proszę.
-Dzień dobry. Ja nazywam się Erick i chciałbym się przepisać do tej szkoły.
-Dzień dobry usiądź. Oczywiście z chęcią cię przyjmiemy.
-Tylko ja już chce coś pani powiedzieć. Chciałbym trafić do klasy 2a bo tak chodzi mój... przyjaciel i chciałbym z nim być w klasie. Ja się dobrze w poprzedniej szkole nie uczyłem, ale w tej obiecuję, że się poprawię będę ostro zakuwał.
-A jak twój przyjaciel się nazywa?
-James.
-Dobrze możesz do nas chodzić ale nie możesz odstawać o reszty klasy bardzo.
-Oczywiście.
-Dobrze więc od poniedziałku bardzo proszę będziesz chodził z Jamesem do klasy.
-Dziękuję bardzo.
-Proszę.
-Do widzenia.
-Poczekaj jeszcze chwileczkę ja chciałabym porozmawiać jeszcze z Jamesem.
-Po co?
-Chciałabym się dowiedzieć jakim jesteś chłopakiem.
-Dobrze.
Poszliśmy niego do klasy. Błagam niech nie powie, że jesteśmy razem błagam. Drzwi się otwarły.
-Proszę o chwile uwagi. Od poniedziałku będziecie mieć nowego ucznia w szkole to jest Erick.
-Hej.
-Cześć. - powiedzieli wszyscy. Wyszukałem wzrokiem Jamesa uśmiechał się od ucha do ucha.
-James czy mogę cie prosić na chwilę?
-Oczywiście.
Wstał i wyszedł z nami z klasy.
-Hej. - przywitał się.
-Hej. - powiedziałem cicho.
-Erick nalegał żeby być z tobą w klasie więc się zgodziłam ale chciałabym trochę od ciebie usłyszeć na jego temat.
-Em no dobrze. Świetnie tańczy, ma dobry charakter, jest miły, zawsze wie kiedy jestem przybity no i wtedy mi pomaga, ja wiem, że on w dawnej szkole nie był dobrym uczniem, ale on się zmieni obiecał mi to a jemu można zaufać.
-Dobrze a coś jeszcze?
-No a poza tym zna już Marikę i Lucka.
-Tyle?
-Chyba tak. A jeszcze jedno jest super chłopakiem.
-Pod jakim względem?
-No miłości.
-A skąd wiesz?
-No bo jesteśmy razem.
-Że razem jako para?
-Tak.
-A Erick mi mówił, że jesteście przyjaciółmi.
-A to pewnie nie chciał żeby pani wiedziała bo wtedy nie chciałaby go pani przyjąć. Prawda Erick?
-Tak bo mi zależy żeby być w tej szkole no, ale jak teraz się pani dowiedziała to pewnie zmieni pani zdanie.
-Nie oczywiści, że nie to jest wasza sprawa ja nie mam prawa wam mówić co macie robić z chęcią będziemy cię gościć w naszej szkole.
-Naprawdę?
-Tak.
-Dziękuję.
-Proszę.
-James wracaj na lekcje. A ty Ericku w poniedziałek już możesz przyjść.
-Dziękuję bardzo.
-Proszę.
Odeszła od nas.
-Słyszałeś przyjęła mnie!
-Słyszałem super. Będziemy w jednej klasie.
-Ale będziesz mi pomagał?
-Tobie zawsze.
-To do zobaczenia.
-Czekaj.
-Tak?
-A coś na pożegnanie i za to, że takie miłe słowa o tobie mówiłem?
-A no tak zapomniałem. - pocałowałem go i wyszedłem.
****************************************************
Happy B-day Louis!
Musiałam to napisać sorki ale dzisiaj urodzinki boskiego Lou. Piszcie jak się podobało i wszystkiego najlepszego! Dzisiaj wigilia! prezenty mnóstwo prezentów! Szczęścia, zdrowia, słodyczy dobrych stopni w szkole i przede wszystkim żebyście byli szczęśliwi i wasze marzenia się spełniły! Zdrowych i wesołych świąt!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz