piątek, 28 grudnia 2012

Rozdział 18

Marika
Siedziałam obok Niall'a.
-I jak tam tysiące telefonów dziennie? - zapytał.
-Nie zaledwie pięć.
-No postępy robią.
-Na to wygląda.
-Słuchaj no bo wtedy było fajnie no i może byśmy poszli na randkę?
-Na randkę?
-Tak na randkę. No wiesz my dwoje.
-Niall wiem co to jest randka.
-To zgadzasz się?
-Tak. A wiesz już gdzie?
-Nie i raczej szybko się nie dowiem bo Perrie i Zayn wszystko organizują ciekawy jestem co znów wytrzasnął.
-Ja też.
-To co w środę?
-W środku tygodnia? Wole piątek.
-Ok to w piątek.
Lekcje się skończył. Znów trzeba zostać. 
-Dzień dobry wszystkie dekoracje są już zrobione więc dzisiaj przejdziemy już do roli. Proszę zaczniemy od tego, że przeczytamy to w takiej kolejności w jakiej ma być. - wszyscy wyciągnęli scenariusze i zaczęliśmy czytać. To było dość długie więc zeszło nam 3h z przerwami. No ale się skończyło.
-Jutro nie ma próby to jedziemy na zakupy. - powiedziała Parrie trzymając mnie pod rękę.
-Na zakupy, po co?
-No po sukienkę.
-Po sukienkę?
-No na randkę.
-Aha. Ale po sukienkę? Ja nie chce po sukienkę mam grube nogi.
-Tak a ja jestem Jezus.
-Serio.
-Dobra nie udawaj. Jaki nosisz rozmiar?
-34.
-Człowieku ty jesteś mega chuda.
-Nie prawda.
-I tak jedziemy po sukienkę i już chyba wiem jaką.
-Ale muszę?
-A wypada na kolacje przy świecach przyjść w spodniach?
-Kolacja przy świecach?
-Oj miałam ci nie mówić. No to wymyśliliśmy z Zayn'em.
-Ale, że przy świecach?
-No tak romantyczna muzyka. Super jedzenie on w garniturze ty w sukience taniec i może pocałunek.
-Nie rozpędzaj się.
-A nie chciałabyś?
-Oczywiście, że bym chciała.
-No to miej pozytywne myśli.
-No może.
-Więcej optymizmu.
-Nie sądzę żeby chciał mnie pocałować.
-A mi się inaczej wydaje.
-Zobaczymy.
-No to zobaczymy.
Poszłam do domu. Usiadłam przed laptopem i zadzwoniłam do Oliwi.
-Hejka co tam?
-Hej a nic czytam o tobie i Niall'u.
-O mnie i Niall'u?
-No tak ze wczorajszego spaceru serio powiedziałaś im, że chciałabyś z nim być?
-Co?
-No tak piszą podają twoje imię nazwisko wszystko no i piszą, że chciałabyś być z Niall'em.
-Nic takiego nie mówiłam!
-Dobra ja ci wierze. A nie chciałabyś?
-Nie wiem ale chyba tak. Zaprosił mnie w piątek na randkę.
-Nie gadaj serio?
-No ja byłam taka zdziwiona ale mnie zaprosił i to ma być romantyczna kolacja przy świecach.
-O super a ja dla ciebie też mam wiadomość.
-No jaką?
-Po pierwsze coś z Damianem.
-Co?
-Sąd nie wsadził go do więzienia dostał dozór kuratora, brak prawa jazdy na pół roku i grzywnę dla mnie 10 tysięcy.
-No to dobrze, ale tak dużo?
-No masakra.
-No a masz coś jeszcze?
-No i to jest ważne jestem z Kubą.
-Co? No przecież on cię zbywał jak do niego zarywałaś.
-No wiem ale po rozprawie pojechaliśmy do szpitala niezły ma wóz no i jak mnie odwoził to powiedział, że może się spotkamy no a ja się zgodziłam. No i wczoraj przeszedł po mnie i poszliśmy na spacer no i mi powiedział, że mnie kocha no i się zapytał czy zostaniemy parą.
-Masz chłopaka!
-No i to jakiego.
Zadzwonił mój telefon.
-Sorki odbiorę.
-Okej.
-Tak? - zapytałam.
-Dzień dobry my dzwonimy z magazynu "You" chcemy się zapytać o twój związek z Niall'em.
-Ludzie nie ma żadnego związku! Wbijcie to sobie do głowy. Nie jestem z Niall'em Horan'em chodzimy tylko do tej samej klasy jesteśmy przyjaciółmi nic więcej.
-Nasze źródła donoszą inaczej.
-No to wasze źródła.
-Słyszeliśmy, że całowałaś się z Niall'em.
O Boże jeszcze to.
-Do widzenia.
-Chwileczkę czyli, że to prawda?
-Nie. - skłamałam.
-Dobrze kłamiesz, ale cała szkoła to słyszała.
-Odczepcie się ode mnie i od Niall'a!
-Czyli, że jesteście razem?
-Nie!
-To czemu mówisz żebyśmy od niego się odczepili?
-A zastanawialiście się, że może on nie chce tych wszystkich plotek? Tych napadów paparazzi. Nie może sobie spokojnie wyjść bo od razu stado paparazzi się obok kręci.
-Dziękujemy za wywiad.
-Do widzenia.
-Do widzenia.
Rozłączyła się.
-Jestem.
-Kto to?
-Jakiś magazyn "You" czy coś takiego.
-Człowieku to jest najlepszy magazyn w WB.
-Już któryś raz do mnie dzwonią z pytaniami o mój 'związek' z Niall'em.
-No, ale będziesz sławna.
-Już wole mieć spokój.
-Im tak łatwo nie przejdzie.
-Wiem.
-Okej ja lecę.
-Pa.
Rozłączyłam się. Jak jeszcze jeden telefon będzie to mnie coś trawi. No i znów zadzwonił jak to znów jakiś magazyn to wybuchnę.
-Czego? - zapytałam ostro.
-Hej coś ci się stało?
-O Niall to ty sory, ale myślałam, że to znów jakiś magazyn.
-Nie dają ci spokoju?
-No można to tak delikatnie ująć.
-Może wpadniesz do nas? Parrie też będzie.
-Spoko mogę przyjść. To będę za 30 min.
-Ok czkamy.
Rozłączyłam się i przebrałam w coś normalnego. Zeszłam na dół.
-Mamo wychodzę.
-A gdzie idziesz?
-Do Niall'a znaczy do chłopaków.
-Dobra idź.
-Pa.
Wyszłam. Szłam sobie spokojnie aż podbiegł do mnie reporter.
-Marika tak? Ja jestem z plotka.com powiedz jak to jest być ze sławnym piosenkarzem?
-Ciekawe pytanie może sami mi na nie odpowiesz.
-No ale to ty chodzisz z Niall'em.
-Nie chodzę z nim!
-A wczorajszy spacer i trzymanie za rękę?
-Jakie trzymanie za rękę?
-Jak to jakie, takie. - pokazał mi tablet z naszymi zdjęciami. To byliśmy my jak się trzymamy za ręce!
-To jest przeróbka.
-A nie wygląda.
-Jak bym z nim była to bym powiedziała, ale z nim nie jestem ludzie zostawcie mnie.
Przybiegła więcej reporterów ja przyspieszyłam do ich domu nie miałam daleko zadzwoniłam szybko.
-Otwieraj szybciej! - krzyknęłam zaraz drzwi się otworzyły. Wpadłam do środka prawie się przewracając. - Oni... oni... mam ich dość! Cały czas do mnie dzwonią i jeszcze teraz to?!
-Hej spokojnie. Wiem, że ci się to nie podoba próbowałem to wyjaśnić, ale oni mnie nie słuchają i twierdzą, że cię ukrywam.
-Kurcze ja wam współczuję. Jest już Perrie?
-Nie odwołała to bo gdzieś pojechała.
-A gdzie reszta? - popatrzyłam na kanapę.
-Wyszli wszyscy ze swoimi dziewczynami a Zayn poszedł na kręgle z Lou i Lux.
-Aha czyli, że jesteśmy sami.
-Na to wygląda.
Usiedliśmy przed telewizorem. Nic w telewizji nie było.
-To może oglądniemy jakiś film? - zaproponował.
-Z chęcią.
-To czekaj zrobię coś do jedzenia.
-To ci pomogę.
-Ok.
Poszliśmy do kuchni. Niall wyciągnął szklanki i cole.
-Chce mi się jeść, muszę coś zjeść. - oznajmił.
-Zrobisz górę kanapek?
-Skąd wiedziałaś?
-Słyszałam, że bardzo dużo jesz.
-Nie dużo tyle co normalny nastolatek.
Wyjął potrzebne składniki i zaczął robić kanapki trochę mu pomagałam. W końcu z kilkunastoma kanapkami usiedliśmy przed telewizorem. Włączył jakiś horror. Oglądałam spokojnie z początku nie był straszny, ale w końcu doszedł do momentu wielkiej rzeźni. Jakiś mutant chodził po festynie i wszystkich ciachał piłą mechaniczną. Fuj. Zamknęłam oczy i odwróciłam się w inną stronę.
-Boisz się? - zapytał śmiejąc się.
-Nie tylko nie lubię widoku krwi.
-No, ale to sztuczna krew.
-No wiem, ale i tak nie lubię na coś takiego patrzeć.
-To ja może wyłączę.
-Nie, nie trzeba jak chcesz to oglądaj.
-Nie trochę nudny. - wyłączył film dopiero teraz otworzyłam oczy. - Chodź szybko chodź. - pociągnął mnie za rękę.
-Po co?
-Zrobimy mały eksperyment.
-Co?
-No taki mix. Lody ze wszystkim co się da.
-Okej to będzie ciekawe.
-To najpierw poszukaj wszystko co jest słodkie, lepkie, czekoladowe, mrożone i co się da.
Poszukałam w szafkach znalazłam żelki, kolorowe wiórki i syrop czekoladowy. Niall wywalił na stół cztery smaki lodów nutellę, syrop truskawkowy, bitą śmietanę i lukier.
-Najpierw lody. - nałożył lody do szklanej miski. - teraz syropy. - podał mi jeden. Zaczęłam wyciskać go na górę lodów.
-To będzie takie słodkie. - zaczęłam się śmiać.
-Już dość. Wiem tego nie będzie dało się zjeść. Teraz nutella i żelki dajesz.
Wysypałam żelki do miski a on nałożył nutellę.
-I na koniec bita śmietana i lukier. Dużo bitej śmietany. - zaczął sprejować całą powierzchnię b. śmietaną. - Kocham b. śmietanę. - wycisnął sobie prosto do ust. - Chcesz? - zapytał z pełną buzią.
-A możesz dać. - wzięłam od niego b. śmietanę i wycisnęłam sobie ją do ust.
-I na koniec wiórki. Kolorowe wiórki. - posypał wszystko.
Dał mi łyżeczkę i zaczęliśmy jeść.
-Tylko wiesz musimy to całe zjeść. - mówił ze pełnymi ustami.
-Ale całe?
-Yhym.
-To teraz będę miała rozmiar 40.
Zaśmiał się i prawie wszystko wyleciało mu z buzi, ale w ostatniej chwili się zorientował i zamknął buzię. Jak już dotarliśmy do żelków to już nie mogłam a jeszcze lody.
-Czekaj. Teraz doszliśmy do syropów a to teraz będzie bardzo słodkie. Ostrzegam nie zwymiotuj.
-Postaram się. Jak by co to skieruję wszystko na ciebie.
-Dobra zaczynamy.
On pierwszy chwycił się za jedzenie wziął łyżkę i znieruchomiał.
-Śmietana! Śmietana szybciej! - otworzył usta. Nawet nie wiedziałam, że dalej ja trzymam w ręku. Szybko wycisnęłam mu ją do ust i zaczęłam się śmiać. - O Boże jakie to jest słodkie!
-Ale miałeś minę. Śmietana! Śmietana szybciej! - naśladowałam go.
-No to teraz ty zobaczymy i dawaj śmietanę  - wziął ode mnie b. śmietanę. Nabrałam łyżkę i wsadziłam do ust. O fuj ale to jest słodkie! - Mogę wypluć?! - zapytałam szybko.
-Nie. Musisz połknąć.
-Śmietana! Błagam śmietana! - wycisnął mi ją do ust oczywiście nie obeszło się bez ubrudzenia mnie tym.
-Ha i co?
-Ble ja już nie chce. Już nigdy nie zjem nic słodkiego.
-Jeszcze trochę zostało to teraz ja.
-Ok Ale dawaj śmietanę. - wzięłam od niego b. śmietanę. Nabrał łyżkę i wsadził do ust.
-Daj śmietanę! Daj szybko!
-Nie. Musisz mnie złapać. - wstałam i pobiegłam do salonu.
-Marika to jest za słodkie.
-Jak chcesz to musisz mnie złapać.
-Sama tego chciałaś - głos już miał normalny chyba wszystko przełknął.
Uciekałam przed nim a w ręku miałam b. śmietanę. W końcu złapał mnie i się przewróciliśmy.
-Już przełknąłeś?
-Jak bym to dalej trzymał w ustach to bym oszalał.
-No więc to ci już nie potrzebne - potrząsnęłam mu przed oczami b. śmietaną.
-No mi nie, ale teraz twoja kolej. - wstał i pomógł mi wstać.
-Nie ja nie chce bo ty mi też uciekniesz.
-Nie ucieknę przysięgam.
-Ok.
Weszliśmy z powrotem do kuchni wzięłam szybko ostatnią łyżkę i wsadziłam do buzi.
-Fuj daj śmietanę!
-A poproś.
-Proszę.
-Hm... no nie wiem.
-Niall szybko!
-Okej, ale ostatnio mi się ręce trzęsą więc nie wiem czy trafię.
Otworzyłam usta i specjalnie nie chciał mi trafić do ust wysmarował mnie tym całą w końcu wyplułam to.
-Wygrałem! Jest wygrałem!
-Nie ciesz się tak! - wzięłam od niego b. śmietanę i wycisnęłam mu na twarz.
-Ej wygrałem bez oszukiwania! - wziął ją ode mnie i wycisnął mi prosto na twarz.
-Nie prawda! Nie chciałeś mi dać b. śmietany!
-Ty mi też! Ale ja w końcu to przełknąłem a ty wyplułaś.
-To było ohydne. Jak można to jeść?
-Ale miałaś przy tym śmieszną minę. - zaśmiał się.
-Ty też. Taki spanikowany.
Zaczęliśmy się śmiać.
-Dobra trzeba tu posprzątać.
-Ok.
Schował miskę i łyżeczki do zmywarki a ja poszłam po talerz który został z salonie. Przyniosłam go.
-Dzięki.
-Spoko.
Starliśmy jeszcze b. śmietanę z blatu.
-Gdzie jest łazienka? - zapytałam. - Muszę to zmyć z siebie. - pokazałam na twarz.
-Ostatnie drzwi po lewo.
-Ok.
Umyłam twarz już przynajmniej nie była z b. śmietany. Wróciłam do salonu.
-To ja już może pójdę.
-Nie zostań jeszcze nie chce tu siedzieć sam.
-Ale późno się robi.
-No jeszcze chwile proszę. - zrobił maślane oczka.
-No dobra na chwile mogę zostać.
-To siadaj. - poklepał miejsce obok siebie. Usiadłam na wskazanym miejscu. - Wiesz co może Zayn i Perrie mają zamiar zrobić na naszą randkę?
-Wiem, ale mogę ci tylko powiedzieć, ze potrzebujesz garnituru.
-Garnituru?
-No tak.
-Czekaj... kolacja przy świecach?
-Skąd wiedziałeś?
-Nie wiem to pierwsze co weszło mi do głowy no bo co innego?
-No w sumie.
-A wiesz coś więcej?
-Że jutro jadę na zakupy. - opuściłam smutno głowę.
-Nie lubisz zakupów przecież jesteś dziewczyną.
-Serio a myślałam, że chłopakiem.
-Haha wiesz o co mi chodzi.
-No lubię, ale po minie Perrie sądzę, że to będą wielogodzinne zakupy. - zaśmiał się.
-No to powodzenia.
-Dzięki.
-A jak wrażenia bo bitwie?
-Biało, świecąco  i ogólnie dużo tego wszystkiego, ale było fajnie. A jak tam brokat się zmył?
-No za trzecim razem.
-Trzeba było nie zaczynać.
-Świeciłem się jak Edward ze Zmierzchu.
-Fajne porównanie.
Rozmawialiśmy tak dość długo aż weszli wszyscy. Louis, Liam, Zayn i Harry.
-Hej. - powiedziałam, wszyscy szybko obrócili się i wlepiali we mnie swoje oczy.
-Hej - powiedzieli.
-To dlatego przed domem jest stado fotografów którzy chcieli nas rozszarpać? - zapytał Zayn.
-Jeszcze tam są? - zapytałam.
-No tak i zaczęli się nas pytać o wasz związek czy my czegoś nie wiemy? - zapytał Louis.
-Co, nie tylko ubzdurali sobie, że jesteśmy parą bo w sobotę byłem z Mariką na spacerze.
-O na spacerze. - powiedział Harry i uniósł jedną brew do góry.
-I oni mi teraz nie dają spokoju. Dobra ja już idę. - wstałam i już byłam przy drzwiach.
-Czekaj odprowadzę cię.
-Nie trzeba.
-No, ale ci dziennikarze nie dadzą ci spokoju.
-Wezmę im wszystko zniszczę to przestaną.
-Ta to lepiej z tobą pójdę. - zaśmiał się.
-Jak chcesz.
Weszliśmy i zaraz zebrało się stado fotografów i zaczęło nam robić zdjęcia. Obeszliśmy ich i nas zostawili. Już spokojnie szliśmy do mnie. Stanęliśmy pod moim domem.
-No to fajnie dzisiaj było może to powtórzymy. - zaproponował.
-Lepiej nie bo tym razem nie wypluję tylko tego ale i resztę. - zaczęliśmy się śmiać.
-Przynajmniej będzie śmiesznie.
-No dobra, ale wszystko zwymiotuje na ciebie.
-Zobaczymy. A piątkowa randka aktualna tak? - zapytał.
-Tak.
-Ok.
-To pa.
-Pa. - pocałowałam go w policzek i poszłam do domu.
Weszłam i zamknęłam drzwi.
-Mamo? - zapytałam wchodząc do salonu.
-Tak?
-A nie mamy planów na piątek prawda?
-Co prawda mieliśmy jechać na jakąś kolację służbowa taty..
-No to ja nie jadę.
-A to dlaczego?
-Bo mam plany.
-A jakie? - dopytywała.
-Idę na randkę.
-Tak a z kim?
-A co ty taka ciekawska?
-Mam prawo wiedzieć jestem twoją matką.
-Zawsze ta sama wymówka 'jestem twoją matką'. Wymyśl coś nowego.
-Jestem twoją mamą mów szybko.
Usiadłam obok niej.
-No a jak myślisz?
-Hm... z Luckiem to już nie no to z tym Jamesem też nie no bo on jest gejem. A był tu już?
-Tak.
-Hm... Niall?
-Yhym.
-O super. Miły z niego chłopak.
-A co Niall? - zapytała Amelia.
-Marika w piątek idzie z nim na randkę.
-Niall to ten co kiedyś tutaj był i co z nim rozmawiałam? - zapytała.
-Tak. A właśnie od kiedy ty umiesz mówić tak dobrze po angielsku?
-No jak w domu cały czas coś pod nosem mówiłaś to się nauczyłam a poza tym jak myślisz jakim cudem mam 6 z angielskiego?
-Ty wszystko rozumiałaś co mówiłam?
-Tak.
-Nie dobrze.
-No lepiej nie będę powtarzać.
-Masz rację. A czemu nie lubisz Niall'a?
-On jest sławny więc myśli, że może mieć wszystko.
-Nie prawda on taki nie jest on jest inny oni wszyscy są inni. Są super przyjaciółmi.
-Żebyś się kiedyś nie rozczarowała.
Poszłam do siebie co mi 14- latka będzie mówiła jak mam żyć. Położyłam się spać.
Wstałam o 6 i nie mogłam zasnąć, ale do szkoły miałam na 9. Przebrałam się i usiadłam przed laptopem na gg miałam jedną nieodebraną wiadomość od Oliwi.
"Czemu wszyscy piszą, że masz jutro być w gazecie "You"? Kup i przeczytaj."
Co? To zostało wysłane wczoraj a gazety już powinny być. Zjadłam szybko coś i wyszłam. Wstąpiłam do kiosku i kupiłam magazyn. Szłam do szkoły czytając.
"Dziewiętnastoletnia Marika Jaśkiewicz ponad miesiąc temu przeprowadziła się z Polski do Londynu i jak widać już nie źle sobie radzi ze swoim chłopakiem Niall'em Horan'em. Wczoraj przeprowadziliśmy z nią wywiad w którym zaprzeczała, że są razem a po chwili powiedziała "Zostawcie nas w spokoju!" Marika kiepsko kłamiesz. Najpierw mówisz, że nie jesteś z Niall'em a później mówisz "nas". Poza tym wczoraj w okolicach popołudniowych widzieliśmy ją jak idzie do domu... Niall'a! Spędziła tak całe 5 godzin! A następnie wyszła w towarzystwie Niall'a. Młoda miłość się rozwija tylko dlaczego to ukrywają?"
No nie to jest szczyt wszystkiego! Ja nie powiedziała nas! Rozerwie mnie coś! Wyszłam do szkoły trzymając w ręku gazetę. Podeszłam do swojej szafki.
-Hej widzę, że już czytałaś. - powiedział Niall.
-Hej tak. I to wszystko jest nie prawdą no tylko nie to, że powiedziałam, że nie jesteśmy razem.
-Wiesz tutaj a WB jest tak, że magazyn "You" jest najlepszym magazynem i on zawsze mówi prawdę no więc wiesz teraz będzie, że jesteśmy razem.
-No to chyba nie zawsze.
-Też mnie wkurzyło, ale nic z tym się nie da zrobić.
-Serio byłam u ciebie 5 godzin?
-No czekaj przyszłaś o 16 i byłaś do 21 no to na to wychodzi.
-Tak mi ten czas szybko minął.
-Mi też. - uśmiechnął się.
Zadzwonił dzwonek poszłam na lekcje. Umówiłam się z Parrie o 16. Reszta lekcji minęła szybko i poszłam do domu. Była 15 więc nie miałam dużo czasu. Dochodziła 15:45 zebrałam się szybko i zbiegłam na dół.
-Mamo ja jadę na zakupy nie wiem kiedy wrócę.
-Ok pa.
-Pa.
Wybiegłam z domu żeby zdążyć. Akurat przybiegłam i przyjechał autobus wsiadłyśmy i dojechałyśmy w 20 min.
-No to mamy 3h na kupienie wszystkiego.
-Przecież wcześniej skończymy.
-No nie wiem.
-Perrie.
-No co je chce żebyś wyglądała super.
-No a mówiłaś, że już chyba wiesz co.
-No miałam na oku taką czerwoną sukienkę...
-Czerwony odpada.
-No dobra a jaki jest twój ulubiony kolor?
-Zielony.
-No to spoko będzie zielony.
-Ok.
Weszłyśmy do kilku sklepów nie było żadnej fajnej i w końcu na coś trafiłyśmy cały zestaw. Sukienka, buty i torebka. Wybrałyśmy to i dokupiłyśmy kosmetyki i dodatki.
-No plis idź to przymierz wszystko.
-Nie chce mi się.
-Proszę ja muszę widzieć czy to pasuje.
-Ty nie odpuścisz?
-Nie.
-Dobra.
-Szybko.
Weszłam do przebieralni. Przebrałam się w sukienkę założyłam buty, dodatki i wyszłam.
-No i jak?
-O Boże wyglądasz super!
-Serio?
-Ty mówiłaś, że masz grube nogi? Walne cię! Jesteś szczupła i to bardzo.
-Już mogę się przebrać?
-Kurde Naill to ma szczęście, że cię zaprosił.
-No chyba pecha.
-Czemu?
-Bo jestem gruba i jeszcze ta sukienka śliczna jest a ja jestem brzydka.
-Tu się jebnij. - pokazała na czoło. - Jesteś szczupła i ładna wyglądasz super zobaczysz spodoba mu się.
-Dobra idę się przebrać.
Weszłam do przymierzalni i się przebrałam. Zapłaciłyśmy za wszystko i wyszłyśmy.
-Mamy 5 min. na dotarcie na przystanek!
-Co? No przecież nie zdążymy!
-Biegniemy szybko. Nie czekać stój! - krzyczała Perrie autobus nam odjechał.
-I co teraz?
-Nie wiem. - podeszła do rozkładu jazdy. - To był ostatni.
-Perrie mówiłam żebym nie przymierzała.
-Oj tam oj tam.
Jakiś samochód zatrzymał się.
-Podwieź was? - zapytał Liam.
-No przydało by się.
-To wskakujcie.
-Dzięki.
Weszłyśmy do środka na miejscu pasażera siedziała jakaś dziewczyna.
-Hej jestem Danielle. - przywitała nas.
-Hej ja jestem Parrie.
-A ja Marika. Ty jesteś dziewczyną Liam'a tak?
-Tak.
-Niall trochę o tobie mówił.
-A ty jesteś dziewczyną Niall'a tak?
-Nie. Nie jesteśmy razem.
-Nie bo wiesz czytałam dzisiaj gazetę i tam było, że jesteście parą.
-Tak wiem, ale to nie prawda jesteśmy tylko przyjaciółmi.
-Aha.
Dojechaliśmy pod mój dom.
-Dzięki Liam.
-Nie ma sprawy.
Wysiadłyśmy z Parrie z samochodu.
-To pa.
-Pa.
Poszłam do siebie. Wypakowałam wszystko z toreb i zeszłam na dół. Zjadałam coś i poszłam spać.

Lekcje się skończyły i trzeba dzisiaj zostać.
-Dzisiaj spróbujemy sobie zaśpiewać piosenki. Na początku wszyscy będą śpiewać. No więc zacznijmy.
Prześpiewaliśmy chyba z 10 piosenek jak nie więcej. Próba dobiegała już końca.
-Bardzo was proszę żebyście już uczyli tekstu. Poproszę do siebie Niall'a, Marikę, Zayn'a, Parrie, Danielle, Liam'a, Sarę, Harry'ego, Eleanor i Louis'a. - wszyscy podeszliśmy do niej - tak jak was wymieniłam w takich parach spotkajcie się po szkole i przećwiczcie to razem a możecie nawet wszyscy się spotkać. Niall tu umiesz grać na gitarze więc tu masz teksty piosenek - podała mu plik kartek - przećwiczcie to. A i wy dziewczyny też musicie się spotkać bo macie piosenki które tylko wy śpiewacie razem. Możecie iść.
Wyszliśmy z sali.
-Czekajcie stójcie wszyscy. - zatrzymał nas Louis. - No tego wszystkiego jest dużo i musimy się spotykać proponuje piątek.
-Ja i Marika nie damy rady. - powiedział Niall.
-A nie możecie tego przełożyć? - zapytał z nadzieją.
-Nie. - powiedział stanowczo.
-No ja i Parrie też nie damy rady. - powiedział Zayn.
-No super. Dobra a w sobotę?
-Louis mamy nagrania. - przypomniał mu Harry.
-A no tak płyta zapomniałem. No to w niedzielę? Pasuje wszystkim?
-Tylko nie rano bo mam trening. - oznajmiłam.
-No ja też mam rano trening. - powiedział Danielle.
-Spoko a tak o 15?
-Spoko. - zgodzili się wszyscy.
-No to w niedziele o 15 u nas. - powiedział - a ty możesz przyjść wcześniej - szepnął do Eleanor, ale usłyszałam.
Wyszłam ze szkoły. Dzisiaj już środa. Coraz bliżej piątek i randka. Weszłam do siebie do pokoju. Odrobiłam lekcje i siedziałam przed laptopem i tak minął mi cały dzień.

Dzisiaj piątek motylki w brzuchu przed randką. Perrie do mnie przyszła.
-No ubieraj się. Szybko.
-Dobra.
Wzięłam wszystko i poszłam się przebrać. Popatrzyłam w lustro taka nie ja i to całkowicie. (http://www.faslook.pl/collection/zielony-4/). Wyszłam z łazienki.
-No dawaj prostownice i wszystko zaraz cię pomaluję.
Przyniosłam jej prostownicę. Wyprostowała mi włosy i pomalowała.
-No wyglądasz ślicznie jak modelka.
Założyłam buty i poszłam się przeglądnąć. Kto to jest, ja taka nie jestem w sensie, że ładna.
-Parrrie wyglądam jak na wybieg a nie na randkę.
-Wyglądasz super idealnie na randkę prosta sukienka, lekki makijaż, szpilki, wyglądasz super.
-Jak myślisz zapyta się mnie czy zostanę jego dziewczyną?
-Jak nie to go kopne w dupę. Czego więcej chcieć wyglądasz bosko, zakochałaś się w nim pasujecie do siebie bo dwa wariaty no więc myślę, że tak.
-Strasznie się denerwuję.
-Przecież nie ma czym.
-No, ale jak powiem coś głupiego.
-Spoko wszystko będzie ok. Będą nad tobą czuwała.
-W jakim sensie?
-Dosłownym będę niedaleko.
-Jak to?
-Zobaczysz.
-Ok.
Wzięłam torebkę i zeszłam na dół.
-Mamuś wychodzę.
-Czekaj chce cię zobaczyć. Wyglądasz super! Moja krew. Perrie jak on może być taki ślepy?
-Też tego nie rozumiem.
-No idź już.
-Pa.
Wyszłyśmy z domu.
Niall
Ubierałem się gdy zadzwonił dzwonek. Pośpiesznie się ubrałem i wyszedłem zapinając garnitur.
-Jest już Marika? - zapytałam patrząc na guziki.
-Hej jestem. - odezwała się podniosłem wzrok i zaniemówiłem. 
-Łał wyglądasz super. Pięknie.
-Dziękuję. - zarumieniła się. - Ty też wyglądasz super.
-O Boże to takie słodkie. - wybuchła Parrie. Wszyscy na nią popatrzyliśmy. - No sory ale wyglądacie oboje jak z bajki. Ty piękny królewicz na koniu a ty księżniczka czekająca na księcia który wybawi cię ze snu. No to teraz foto. Stańcie obok siebie.
Stanąłem obok Mariki.
-A musi być? - zapytała niezadowolona.
-Tak musi.
Staliśmy pół metra od siebie.
-No ludzie co wy dzieci jesteście bliżej. - podeszła do nas i nas do siebie przybliżyła. - No ślicznie.
Marika wzięła mnie pod rękę.
-No to uśmiech. - zrobiła nam zdjęcie. - Idźcie już bo za ładni jesteście. - popchnęła nas w stronę drzwi.
-Nie idźcie szybko macie czas i to bardzo dużo. - powiedział Zayn.
-No udało się. - usłyszałem Parrie jak zamykałem drzwi.
-Wyglądasz ślicznie. Trochę jak na święto św. Patryka, ale super.
-Rzeczywiście nawet o tym nie pomyślałam wybrałam zieleń bo to mój ulubiony kolor.
-Mój też.
-Wiem.
-I jak zakupy słyszałem od Liam'a, że odjechał wam autobus.
-Tak niestety 3h nie wystarczyły.
-No ale powiem ci, że się opłacało bo wyglądasz pięknie.
*********************************
Ta da tratata! I jest kolejny rozdział następny dodam jutro ale w niedzielę. Piszcie czy się podobało. Pod ostatnimi dwoma nie miałam żadnego komentarzu :'(. Będę płakać. Zostawiajcie komentarze bo nie będę go pisać bo jak nikt nie czyta ja wiem jakie jest zakończenie więc dodawajcie komentarze. Jak znacie jakieś blogi o 1D to podajcie bo mi nudno przeczytałam już 2 od początku a miały po 15 rozdziałów. Nudzi mi się. No to narka.

2 komentarze:

  1. Magda Magda ;p KOcham Cie człowieczku czekam na kolejny ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojjej jest świetny.. Proszę o krótsze. I czekam na następny. Zapraszam także do mnie na nowy rozdział http://whilelivewereyoungonedirection.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń